Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witching Hour Productions. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witching Hour Productions. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 września 2021

Offence - You'll Never Rest in Peace (Witching Hour 2021)

W tym miesiącu ma również premierę trzeci pełny album Offence - "You Never Rest in Peace". Mam wrażenie, że ten zespół nie otrzymuje na tyle dużo uwagi, na ile zasługuje, a jest obok Cancerfaust jest jednym z niewielu tak autentycznie dobrych piewców szwedzkich brzmień na polskiej scenie. Nowy materiał Offence aż emanuje wpływami Dismember, Grave czy Entombed i przekuwa je na swoje potrzeby tak perfekcyjnie, że nie sposób ich nie pochwalić. Nawet wokal Marka ma podobną barwę do Mattiego Karki. Płyta brzmi jak stare szwedzkie materiały pokroju "Massive Killing Capacity". Jest tu ten charakterystyczny sound i ciężar, ale również chwytliwość. Widać pracę włożoną w to brzmienie i balans między poszczególnymi cechami tej płyty. Zrozumienie i wyczucie tej muzyki jest u Panów z Offence niepodważalne, to świadomy i konsekwentny zespół, a "You Never Rest in Peace" ugruntowuje ich pozycję. Moim faworytem z płyty jest numer "Slaves to the (Un)Holy Cross". Basowe intro i główny riff to potęga. A potem to dynamiczne przyspieszenie... Warto wspomnieć jacy goście zawitali na tym albumie, bo mamy tu m.in. Lesa (Damnation, Hell-Born, ex Behemoth), który nagrał gościnne wokale na "This is a Fucking Death Metal Song" oraz solo gitarowe w "Inferno". W tym utworze swojego głosu użyczył Roman Kostrzewski (ex Kat, Kat & Roman Kostrzewski). Wystąpił również w klipie do niniejszego numeru (możecie go sobie obejrzeć z linku poniżej). Podsumowując, płyta spodobała mi się na tyle, że bez zahamowań stawiam ją zaraz obok debiutu Pandemic Outbreak. Może jest mniej "zjawiskowa" od dzieła młodszych kolegów, ale naprawdę bardzo dobra i zasługująca na wyróżnienie. Znakomity szwedzki death metal z Polski!



English translation:

This month we also have the premiere of Offence's second full-length album "You Never Rest in Peace". I have the impression that this band doesn't receive as much attention as it deserves, and next to Cancerfaust is one of the few genuinely good representatives of Swedish sounds on the Polish scene. The new Offence material emanates with the influences of Dismember, Grave or Entombed and they transform them into their own needs so perfectly that it is impossible not to praise them. Even Mark's vocals have a similar timbre to Matti Karki. The album sounds like old Swedish materials as "Massive Killing Capacity". There is this characteristic sound and heaviness, but also catchiness. You can see the work put into this sound and the balance between the individual features of this album. Understanding and feeling of this music is unquestionable when it comes to Offence, they are a conscious and consistent band, and "You Never Rest in Peace" strengthens their position. My favorite from the album is "Slaves to the (Un) Holy Cross". The bass intro and main riff are pure power. And then this dynamic speeding up later... It is worth mentioning what kind of guests appeared on this album, because we have, among others, Les (Damnation, Hell-Born, ex Behemoth), who recorded guest vocals on "This is a Fucking Death Metal Song" and did a guitar solo on "Inferno". Roman Kostrzewski (ex Kat, Kat & Roman Kostrzewski) lent his vocals in this piece. He also appeared in the clip for this track (you can watch it from the link above). To sum up, I liked the album so much that I put it right next to the Pandemic Outbreak debut without hesitation. Maybe it is less "phenomenal" than the work of younger colleagues, but really very good and deserving attention. Great Swedish death metal from Poland!




poniedziałek, 13 września 2021

Besatt - Supreme and True at Night (Witching Hour 2021)

Z nową płytą uderza Besatt i możliwe, że dla mnie będzie to płyta roku jeżeli chodzi o black metal - miejsce zostało bezpowrotnie zajęte. Wraz z płytą "Demonicon" Besatt zaczął bardzo mocno rozwijać swoje granie nie trzymając się już stricte oldschoolowych ram. Z płyty na płytę mogliśmy obserwować jak kompozycje zespołu mają coraz to większą złożoność i zyskują jeszcze lepsze brzmienie. Będąc zagorzałym fanem takich płyt jak "Sacrifice for Satan" czy "Triumph of Antichrist" można by przypuszczać, że będę na nową płytę marudził - otóż nie. W żadnym wypadku! Powiem nawet więcej, ten album wszedł szturmem do mojej pierwszej trójki w dyskografii Besatt zasiadając na tronie razem z dwoma uprzednio wspomnianymi materiałami. Nigdy dotąd ta grupa nie stworzyła tak przestrzennej i majestatycznej muzyki, nie tracąc niczego z jej mroku i diabelstwa. "Supreme and True at Night" brzmi tak, jakby był nagrywany w jakiejś astralnej przestrzeni, gdzie dźwięk płynie przez skąpany w nocy bezkres, odbija się echem w jego odmętach. Daje to naprawdę niezwykłe wrażenie. Płyta jest również kopalnią świetnych gitar i motywów czy też tekstów, które momentalnie się zapamiętuje. Wyróżniłbym tutaj "Baphomet's Legacy", "Rex Satanas" i wieńczący płytę "Kyrie Eleison". Warto też wspomnieć, że po raz kolejny, po latach, Besatt zaprosił do udziału na płycie Romana Kostrzewskiego z Kat, którego recytacja w "SaTaN" rozpoczyna niniejszy krążek. Kto inny sprawdziłby się w tej roli lepiej? No chyba nikt! Besatt tworzy od lat znakomitą black metalową sztukę i wciąż potrafi nagrywać płyty świeże i porywające, pozostając zespołem dumnie i konsekwentnie kroczącym swoją własną ścieżką, Diabła nigdy tu nie zabraknie!



English translation:

Besatt strikes with their new album and it is possible that for me it will be the material of the year when it comes to black metal - this place has been irretrievably taken. With the album "Demonicon" Besatt began to develop their sound very strongly, not sticking strictly to oldschool frames that much. From record to record, we could observe how the band's compositions have more and more complexity and gain much better sound. Being a dedicated fan of such albums as "Sacrifice for Satan" or "Triumph of Antichrist" one could assume that I would be whining about the new album - well, no. Absolutely not! I will say even more, this album stormed my top three list of the Besatt discography, sitting on the throne along with the two previously mentioned materials. Never before has this group created such spacious and majestic music without losing any of its darkness and devilishness. "Supreme and True at Night" sounds as if it was recorded in some astral space, where the sound flows through the vastness bathed in the night, echoes in its depths. It really gives a remarkable impression. The album is also a mine of great guitars, patents or lyrics that you immediately remember. I would highlight here "Baphomet's Legacy", "Rex Satanas" and the topping "Kyrie Eleison". It is also worth mentioning that once again, years later, Besatt invited Roman Kostrzewski from Kat to participate on the album, whose recitation in "SaTaN" begins this record. Who else would be better in this role? I guess nobody! Besatt has been creating excellent black metal art for years and is still able to record fresh and ravishing records, while remaining a band proudly and consistently following its own path, the Devil will never be missing here!






niedziela, 28 marca 2021

Batushka - Carju Niebiesnyj (Witching Hour Productions 2021)

Mija parę miesięcy, a Batushka atakuje z kolejnym - krótkim, bo niespełna półgodzinnym - materiałem. "Carju Nibiesnyj" to kolejny drobny krok w rozwoju tego zespołu i materiał wyraźnie różniący się od poprzedników, a wciąż nieopuszczający formy i estetyki, jaką ten zespół sobie wybrał na samym początku. Byłem bardzo ciekaw, co pojawi się na tym wydawnictwie, specjalnie przesłuchałem tylko jeden singiel i cierpliwie czekałem na płytę. Na tym minialbumie Batushka opuszcza patos, przepych i skąpaną w kadzidłach cerkiew czy też tajemniczy monastyr, by przenieść się na prowincję, do małej wiejskiej świątyni otoczonej przez strzechy i dzikie ostępy. Płyta jest mroczna, poważna, refleksyjna, także na swój sposób surowa - ma coś w sobie z debiutu, a i z wydanego niedawno "Raskol", aczkolwiek to wciąż coś wyraźnie nowego. Mamy tu trochę inne chóry - już nie mnisie inkantacje, a piękne zaśpiewy (piąta kompozycja to mistrzostwo i esencja tego całego progresywnego stylu). Jest i sporo tradycyjnych instrumentów, które nie pojawiały się wcześniej w kompozycjach zespołu. Znalazło się też miejsce na orkiestracje: nadające dramatyzmu i klimatu smyczki, ale i typowe dla rosyjskiej wsi buzuki czy bałałajki. Płyta zabrzmiała miejscami na swój sposób progresywnie, ale wciąż ekstremalnie i złowieszczo (drugi utwór na krążku jest tu ciekawym kontrastem). Zespół ponownie nawiązuje tu do starych prawosławnych modlitw i pieśni, ale mam też wrażenie, że tytułem i grafikami zdobiącymi płytę do ostatnich dni rodziny Romanowów i cara Mikołaja II. Dostrzegam tu pewną analogię do klimatu płyty, o którym wspomniałem wcześniej, bo i po abdykacji car więziony był z dala od bogactwa i przepychu, w odosobnieniu oczekując na kres swego życia. Cieszy mnie fakt, że zespół wciąż ma nowe pomysły i w bardzo ciekawy sposób rozwija swoją muzyczną formułę.




English translation:

A few months have passed, and Batushka attacks with another - short, because less than half an hour - material. "Carju Nibiesnyj" is another small step in the development of this band and the material clearly different from its predecessors, yet still remaining in the form and aesthetics that this band chose at the very beginning. I was very curious to hear what will appear on this release, I've listened to only one single on purpose and been waiting patiently for the release. In this mini-album, Batushka leaves the pathos, splendor and incense-bathed church or mysterious monastery to move to the province, to a small village temple surrounded by thatched roofs and wilderness. The album is dark, solemn, meditative, also raw in its own way - it has something in common with the debut and the recently released "Raskol", although it is still something clearly new. We have different choirs here - no longer monastic incantations, but beautiful chants (the fifth composition is mastery and the essence of this whole orthodox style). There are also many traditional instruments that have not appeared in the band's muic before. Orchestrations have found their way here as well: strings that give drama and climate, but also bouzoukis or balalaikas typical of the Russian countryside. The album sounds progressive in its own way, but still extreme and ominous (the second track on the record is an interesting contrast here). The band once again refers to old orthodox prayers and chants, but I also have the impression that the title and graphics decorating the album refer to the last days of the Romanov family and Tsar Nicholai II. I see a certain analogy to the atmosphere of the album, which I mentioned earlier, because even after his abdication, the Tsar was imprisoned far from wealth and splendor, waiting in isolation for the end of his life. I am glad that the band still has new ideas and develops its musical formula in a very interesting way.








wtorek, 28 lipca 2020

Batushka - Raskol (Witching Hour Productions 2020)

Niespodziewanie pojawił się kolejny materiał od Batushki, a zarazem pierwsza EPka w dorobku zespołu. "Raskol" to pięcioczęściowa i nieco ponad półgodzinna muzyczna opowieść, połączona w jedną spójną całość. Po raz kolejny materiał idzie naprzód, ale i nawiązuje do swoich korzeni, czyli do płyty "Litourgiya". Jest swoistym połączeniem patosu i świeżego brzmienia "Hospodi" z klimatem i odrobiną, nazwijmy to, surowości debiutu. EPka przesiąknięta jest fascynacją wschodnią kulturą prawosławia, zarówno rosyjskiego, jak i greckiego, której estetyka została tu przeobrażona w mroczną, bluźnierczą formę. Ponownie cofamy się atmosferą do jakiejś osadzonej na odludziu cerkwi lub monastyru. Nowym motywem, który przewija się przez całą płytę są czyste partie gitar wykorzystane jako intra lub przerywniki budujące klimat każdego z utworów. Ponownie, acz w nieco większym zakresie wykorzystano chóralne zaśpiewy tak nieodzowne w tym koncepcie i to nie tylko pod tło (utwór zamykający "Raskol" - "IRMOS V" stawia je w swym prologu na pierwszym planie). Te cechy sprawiają, że aura EPki jest nieprzeciętna, a jej klimat wciągający. Bardzo podoba mi się kierunek, w jakim ta muzyka zmierza, a i cieszy fakt, iż ta formuła jeszcze się nie wyczerpała i po raz kolejny potrafi pozytywnie zaskoczyć.
Sam tytuł - "Raskol", który oznacza podział, schizmę, odnosi się do historii/konceptu, jaki został zawarty na materiale, ale jest również alegorią obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się grupa. Liryczna część dzieła powstała, jak mówi zespół, na podstawie własnych interpretacji tekstów zawartych w "Sticherarionie" - księdze, która z powszechnego użycia liturgicznego zniknęła po reformie przeprowadzonej niegdyś przez patriarchę Nikona w XVII wieku. Na dzień dzisiejszy księga ta używana jest przez staroobrzędowców wszystkich konfesji i była jedną z przyczyn Wielkiej Schizmy z XVII wieku, a co za tym idzie, podziału w cerkwi prawosławnej. 
Kwestia, o której chciałbym na koniec napomknąć, to grafika zdobiąca płytę. Dla mnie osobiście jest dotychczas najlepszą, jaka pojawiła się na wydawnictwach z logiem Batushki. Nie tylko współgra z zawartością, ale i w pełni oddaje całą estetykę towarzyszącą zespołowi. Za ów koncept graficzny oraz samą okładkę odpowiedzialny jest podlaski artysta Maciej Szupica.


English translation:

Unexpectedly, another material from Batushka appeared, and at the same time it is the band's first EP. "Raskol" is a five-part and just over half an hour long musical story, combined into one coherent whole. Once again, the material goes forward, but also refers to its roots, which is the album "Litourgiya". It is a kind of combination of pathos and the fresh sound of "Hospodi" with the atmosphere and a bit of, let's call it, rawness of the debut. The EP is fulfilled with fascination towards Eastern Orthodox culture, both Russian and Greek, aesthetics of which have been transformed here into a dark, blasphemous form. Once again, we go back to some church or monastery set in a remote area. A new theme that runs through the entire album are pure guitar parts used as intros or interludes that create the atmosphere of each track. Again, though to a slightly greater extent, choral singing was used, so indispensable in this concept, and not only as a background (the "Raskol" closing piece, "IRMOS V" places them in the foreground in its prologue). These features make the EP's aura extraordinary, and its atmosphere addictive. I really like the direction in which this music is heading, and I am glad that this formula is not overused yet and can surprise positively once again.
The title itself - "Raskol", which means a division, schism, refers to the story/concept contained in the material, but is also an allegory of the current situation in which the band is. The lyrical part of the work, as the band says, was based on their own interpretations of the texts contained in the "Sticherarion" book, which disappeared from common liturgical use after the reform carried out by Patriarch Nikon in the 17th century. As of today, this book is used by Old Believers of all confessions and was one of the reasons for the Great Schism of the 17th century, and thus the division in the Orthodox Church.
At the end, I would like to mention the graphics that decorate the album. For me personally, it is the best one that has appeared on releases with the Batushka logo so far. Not only does it harmonize with the content, but also fully reflects the entire aesthetics accompanying the band. The artist from Podlasie, Maciej Szupica, is responsible for the graphic concept and the cover itself.




wtorek, 7 lipca 2020

Root - Zjeveni (Zeras 1990 / Witching Hour 2020)


Root jest drugim po Master's Hammer wiodącym zespołem z Czech (niegdyś Czechsłowacji), który przyczynił się do rozwoju tamtejszej sceny ekstremalnego grania i zaznaczenia ich kraju na black metalowej mapie świata. Ten zespół to już niemal legenda. Można ich postawić obok nie tylko Master's Hammer, ale również takich grup jak Tormentor czy nasz rodzimy Kat. Root, podobnie jak wymienione przeze mnie zespoły, nie grał Black Metalu w stylu, jaki jest nam dobrze znany i jaki został zdefiniowany w latach 90. Był oryginalny, stawiający na wyjątkową atmosferę i mieszanie w tym diabelskim kotle wielu wpływów, m.in wywodzących się z Thrashu, Heavy czy bardzo wczesnej formy Death Metalu. Tę cechę dzielą poniekąd z rodakami z Master's Hammer.
"Zjeveni" jest debiutem tej grupy, debiutem, który z marszu wyrobił ich charakterystyczny styl i wizerunek (Bigboss był na scenie niemal niczym King Diamond), przynajmniej ten początkowy, który później ewoluował w kierunku bardziej epickiego grania. Na tym albumie grali jeszcze muzykę prostszą, uboższą aranżacyjnie, bardziej surową, ale wciąż niepozbawioną klimatu. Tematyką utworów rządzi szatan i okultyzm, a teksty są śpiewane w języku czeskim. Utwory co jakiś czas zmieniają tempo, występują recytacje, także atmosfera się zmienia, dzięki czemu nie wieje na płycie nudą. Rzecz jasna nie ujmuje to niczego ze spójności materiału. Bezapelacyjnie jest to jeden z klasyków wczesnego Black Metalu, jaki zrodził się za niegdysiejszą Żelazną Kurtyną.
Poniżej przedstawiam najnowszą reedycję tego materiału wydaną w tym roku przez Witching Hour Productions. Mamy tu do czynienia z dwupłytowym digipakiem ze sporą ilością archiwalnych zdjęć oraz bonusową płytą z nagraniami live z 1999 roku. Pod względem wizualnym jest to najlepsze jak dotąd wznowienie "Zjeveni", jakie się ukazało. Dostępne jest również w trzech wersjach winylowych i na kasecie.

http://rootan.net/
https://www.facebook.com/ROOT-Official-396971113678944/
https://store.witchinghour.pl/

English translation:

Root is the second leading band from the Czech Republic (once Czechslovakia) after Master's Hammer, which contributed to the development of the local scene of extreme playing and marking their country on the black metal map of the world. This band is almost a legend. You can put them next to not only Master's Hammer, but also such groups as Tormentor or our Polish Kat. Root, like the bands I mentioned, did't play Black Metal in a style that is well known to us and was defined in the 90s. It was original, putting on a unique atmosphere and mixing many influences in this devil's cauldron, including those derived from Thrash, Heavy or very early Death Metal. They share this feature with their compatriots from Master's Hammer.
"Zjeveni" is the debut of this group, the debut that created their characteristic style and image instantly (Bigboss was almost like King Diamond on stage), at least the initial one, which later evolved towards more epic stuff. On this album, they played even simpler, poorer arranged music, more raw, but still with a climate. The theme of the songs is ruled by Satan and occultism, and the lyrics are sung in Czech. The songs change the tempo from time to time, there are recitations, and the atmosphere changes, so you don't get bored listening to it. Of course, this doesn't take anything from the consistency of the material. Undoubtedly, it is one of the classics of early Black Metal that was born behind the former Iron Curtain.
Below is the latest reissue of this material released this year by Witching Hour Productions. We are dealing here with a double-disc digipack with a large number of archive photos and a bonus disc with live recordings from 1999. Visually, this is the best reissue of "Zjeveni" to date. It is also available in three vinyl versions and on cassette.





wtorek, 24 marca 2020

Nomad - Transmogrification (Partus) (Witching Hour Productions 2020)

Po bardzo długiej przerwie mamy kolejną płytę Nomad, której początki sięgają już 2014 roku. Tak jak poprzednie krążki jakoś nigdy mocno mnie nie zajmowały (może z wyjątkiem "Transmigration of Consciousness"), nie byłem zagorzałym fanem ich nieco technicznego i miejscami stosunkowo zawiłego grania, tak ten album - ku mojemu zaskoczeniu -  przemówił do mnie w pełni. Muzyce Nomad niemal od zawsze towarzyszyła pewna zawiłość, pokręcone riffy, mantryczne melodie, częste zmiany tempa. To wszystko jest na "Transmogrification (Partus)". Z tym, że ten album, jak chyba żaden inny, wprowadza nas w jakąś totalnie odjechaną rzeczywistość. Dzieje się tu tyle, że można dostać słuchowego oczopląsu, jakkolwiek osobliwie by to nie brzmiało. Poza tym posiada wyjątkową, jakby tribalową atmosferę. Jest też jednocześnie mroczny i psychodeliczny. Pełen nieokiełznanego chaosu. Dawno nie słyszałem czegoś równie intrygującego i wymagającego w ramach Death Metalu. Uwiódł mnie zwłaszcza utwór "The Graceful Abyss". Jest niesamowicie przestrzenny, a jego przewodni motyw z marszu wsysa w swą otchłań. Jest w nim nawet jakieś odległe echo kosmicznej elektroniki, która przebija przez jego melodię. Ot, takie skojarzenie. Jeżeli miałbym w jakikolwiek sposób porównać muzykę Nomad z niniejszej płyty do jakiegoś zespołu, klimatu czy charakteru, to przychodzi mi do głowy tylko Nocturnus. Przede wszystkim za atmosferę i nieszablonowość, którą oba zespoły mogą się poszczycić. Nomad pokazuje, że jest tworem oryginalnym, a płyta "Transmogrification (Partus)" to kolejny tego dowód, ich nie da się pomylić z nikim innym. To album, który najpewniej nie oczaruje od razu (chociaż w moim przypadku miało to miejsce), ale gwarantuję, że zyska przy kolejnych odsłuchach, koniecznie trzeba dać mu na to szansę. Dojrzeje niczym dobre wino. Jeżeli to również Was zachęci, to powiem, że tym razem za garami zasiadł sam Inferno, a muszę rzec, że odwalił tu kawał dobrej roboty. Natomiast gitary Setha i wokal Waldka Twardowskiego - cóż, to jakość sama w sobie. Polecam tę płytę mocno!

P.S. Jako bonus do wersji limitowanej mamy alternatywny mix EP "Tetramorph". Właściwie nie wiem, po co taki zabieg, ale to wciąż fajna ciekawostka dla fanów.

https://www.facebook.com/NomadNomadichell/
https://store.witchinghour.pl/
https://witchinghourproductions.bandcamp.com/album/transmogrification-partus

English transaltion:

After a very long break, we have another Nomad album (its creating process dates back to 2014). Just like the previous albums somehow never really interested me (with the exception of "Transmigration of Consciousness"), I was not a dedicated fan of their somewhat technical and relatively complicated music, this album - to my surprise - appealed to me perfectly. Nomad music has always been accompanied by a certain complexity, twisted riffs, mantric melodies, and frequent tempo changes. It's all on "Transmogrification (Partus)". With the fact that this album, like no other, introduces us to some totally crazy reality. There is so much here that you can hardly focus on each of the elements. In addition, it has a unique, tribal atmosphere. It is also dark and psychedelic at the same time. Full of uncontrollable chaos. I have not heard something so intriguing and demanding in Death Metal for a long time. I was especially seduced by the song "The Graceful Abyss". It is incredibly spacious and its abyss sucks you in just from the start. There is even a distant echo of cosmic electronics that rises through its melody. Well, such a connotation. If I were to compare the music of Nomad from this album with any band, climate or character in any way, only Nocturnus comes to mind. First of all, for the vibes and unconventionality that both bands can be proud of. Nomad shows that it is an original creation, and the album "Transmogrification (Partus)" is another proof of this, they cannot be mistaken with anyone else. This is an album that probably will not charm immediately (although in my case it's happened), but I guarantee that it will gain with the next listening, it is necessary to give it a chance. It ripens like a good wine. If it encourages you, I will say that this time Inferno himself sat behind the drums, and I must say that he did a great job here. In case of Seth's guitars and Waldek Twardowski's vocals - well, it's quality in itself. I highly recommend this material!

P.S. As a bonus to the limited version, we have an alternative mix of "Tetramorph" EP. I don't really know why such move was made, but it's still a nice addition for fans.




wtorek, 10 marca 2020

Automb - Chaosophy (Witching Hour Productions 2020)

Minęły dwa lata od bardzo dobrego "Esoterica" i już mamy jego następcę. "Chaosophy", bo taki tytuł nosi najnowszy album amerykańskiego tria z Automb, to kolejny krok naprzód w odmęty black metalowej sztuki, połączenia starych wpływów z nowoczesnym brzmieniem, jeszcze większą dawką mroku i klimatu (ta diabelsko-pogańska estetyka jest totalnie w punkt). Death metalowe wpływy coraz bardziej ustępują tu typowo black metalowym, może poza wokalem Danielle. Słychać tu silne wpływy Dissection, Hate, Belphegor czy Behemoth. Album ma potężne brzmienie, jeszcze lepsze niż na pierwszej płycie, albo jest to efekt tego, że same kompozycje mają jeszcze więcej dynamiki i "mięsa na kulę". Stąd taki, a nie inny mój odbiór. Świetne partie gitar, chwytliwe riffy (szacun, Serge!), mocny wokal Danielle, no i Scott Fuller (Morbid Angel) za garami - czy może być lepiej? Widać, że zespół się rozwija, idzie za ciosem i nie spoczywa na laurach. Mamy tu 9 kompozycji i każda jest przynajmniej dobra, a nawet bardzo dobra, to naprawdę wysoki poziom wykonawczy i kompozytorski, a w ramach hybrydy Black/Death to już naprawdę niemal pierwsza liga. "Chaosophy" jest dopracowany, przemyślany i spójny - takiej właśnie płyty można było od zespołu oczekiwać, potwierdzenia konsekwencji i kunsztu. Moim zdaniem wypełnili to zadanie bezbłędnie. Cieszy mnie też fakt, że po raz kolejny płytę Automb wydaje wytwórnia z Polski, tym razem sztafeta została przekazana Witching Hour. Widać, że polscy wydawcy wiedzą, co dobre i potrafią przygarnąć pod swój dach autentycznie zajebiste zespoły, a do takich Automb należy bezapelacyjnie. Bierzcie "Chaosophy" w ciemno!!!

https://www.facebook.com/autombmetal/
https://automb.bigcartel.com/
https://store.witchinghour.pl/

English translation:

It's been two years since the very good "Esoterica" and we already have its successor. "Chaosophy", because this is the title of the latest album by the American trio from Automb, is another step forward in the depths of Black Metal art, combining old influences with modern sound, an even greater dose of darkness and climate (this devilish-pagan aesthetics are totally to the point). Death metal influences are intensively disappearing in favour of black metal ones, maybe apart from Danielle's vocals. Strong influences of Dissection, Hate, Belphegor and Behemoth are heard here. The album has a powerful sound, even better than the first, or it is the effect that the compositions themselves have even more dynamics and are more meaty. That is why I grade it like that. Great guitar parts, catchy riffs (respect, Serge!), strong vocals by Danielle, and Scott Fuller (Morbid Angel) behind drums - could it all be better? You can see that the band is developing, gaining their momentum and striking with full force. We have 9 compositions here and each is at least good, even very good, it's a really high level of performance and composition, and under the Black/Death hybrid it's really almost the first league. "Chaosophy" is refined, well-thought-out and coherent - such an album could be expected from the band, confirmation of consistency and craftsmanship. In my opinion they fulfilled this task flawlessly. I am also pleased that once again the Automb record is released by a Polish label, this time the baton was handed over to Witching Hour. You can see that Polish publishers know what is good and can take genuinely awesome bands under their roof, and Automb belongs to them without a doubt. Grab "Chaosophy" without hesitation!!!




niedziela, 14 kwietnia 2019

Damnation- Rebel Souls (Last Epitaph 1996/ Witching Hour 2014)

Nie wiem od jak dawna odkładałem napisanie czegoś na temat tego klasyka. Bo to jest klasyk, niezaprzeczalny. Podobnie jak "Reborn..." o którym już jakiś czas temu pisałem. W ogóle uważam, iż Damnation nie nagrało żadnej słabej płyty i szczerze bym sobie, i wam wszystkim, życzył reaktywacji tej grupy. Ich materiały owiane są kultem i żaden szanujący się fan nie powie o tym graniu złego słowa, i to nie jest naginanie faktów, bo ten zespół na to zasługuje. Ale do rzeczy.
Zespół w 1996 ma już za sobą pierwszy, świetnie przyjęty debiut w barwach Pagan Records, a nowym wydawcą zostaje niemiecka Last Epitaph. W roku, kiedy to pojawia się "Rebel Souls" Les działa również w Behemoth, z Baalem zakłada Hell-Born, a Inferno, który debiutuje w szeregach Damnation jest już również jedną nogą we wspomnianej hordzie, także sporo się dzieje. To już drugi pełniak w dorobku ekipy Damnation i chyba najbardziej szaleńczy i dopracowany wśród trzech jakie nagrali w trakcie swojego istnienia. Skład jakim wtedy dysponowali to był istny Death Metalowy dream team. Bart na gitarze, Les- gitara i wokal, Inferno za garami (z całym szacunkiem do Variena, którego grę również uwielbiam) plus wsparcie Dagona na basie i okazjonalnych klawiszach. Ta płyta to istne wrota do serca piekieł nad którym unoszą się opary siarki, a ognie rozżarzonej otchłani opalają jego sklepienie. Utwory na "Rebel Souls" to czysta agresja, furia, niesamowita energia, a z drugiej strony pokaz wysokiego poziomu techniki gry i komponowania. Tu nie ma tylko prostych, oldschoolowych form, ale również sporo zaawansowania, złożonych zagrywek, zmian tempa i kapitalnych solówek. Tak, tych jest tu kilka i robią wrażenie. Jak już jesteśmy przy gitarach, to osobiście widziałbym je nieco bardziej wysunięte w miksie, bo mają tu niezła batalię z perkusją Inferna hehe. Ciekawym zabiegiem są również rytualne przerywniki między utworami. Pamiętam, jak przy pierwszym zetknięciu z płytą nieco mi przeszkadzały, burzyły odsłuch, ale z czasem je doceniłem, zrozumiałem ich wkład w budowę atmosfery, mimo kontrastu z szaleńczymi utworami. W kwestii brzmienia, to "Rebel Souls" zachowuje odpowiednią dawkę surowości, dzięki której nabywa swojego własnego, unikalnego charakteru.
Chociaż Damnation to piekielny Death Metal najwyższej próby, to dla mnie zawsze posiadał jakiś Black Metalowy pierwiastek, nie w samej muzyce, a w części tekstów oraz atmosferze. Są w tym niesamowite pokłady mroku, złowieszczości, których na dobrą sprawę nie jestem w stanie doszukać się u żadnego innego zespołu parającego się tym stylem. Nawet u Vital Remains, Deicide, czy Incantation. I co najbardziej istotne, Damnation nie da się porównać z żadną inną ekipą na scenie. Uważam, że bazując na weteranach gatunku, stworzyli coś totalnie swojego.
"Rebel Souls" można uznać za sztandarowe dzieło Damnation, płytę, która jest wyraźnym, niegasnącym punktem na Death Metalowej mapie Polski i jednym z najlepszych wydawnictw naszej sceny lat 90-tych. To perfekcyjny przykład płytowego "must have"!
Poniżej mój egzemplarz reedycji tegoż krążka popełnionej w 2014 przez Witching Hour, który dostałem w tamtym czasie od Lesa. Jak widać, wydawnictwo zrobione na wzór pierwszego wydania z Last Epitaph.

Link do oficjalnego profilu Damnation prowadzonego przez Marcina Wodzyńskiego, autora Eternal Death zine:
https://www.facebook.com/Damnationpolishdeathmetalband/





poniedziałek, 17 grudnia 2018

Behemoth- ...From the Pagan Vastlands (Pagan Records 1994/ Witching Hour 2011)


To demo to już klasyk naszego krajowego podziemia, i jedno z czołowych wydawnictw czasu gdy formowała się u nas scena BM. W czasie kiedy się ukazało nie było chyba równie pieczałowicie wydanej taśmy. Pagan Records stanęło tu na głowie! Zespół, mimo ogromnych wpływów sceny norweskiej (zespół potwierdził to już nawet doborem coveru "Deathcrush" Mayhem, który notabene odegrali niemal identycznie jak sama legenda)  w swojej muzyce, miał być z czego dumny, to było wtedy coś. Materiał jak wtedy mało który przenosił ducha północy na nasze ziemie objawiając go w kolejnej formie, która stworzyła charakterystyczne dla naszego kraju brzmienie Black Metalowej sztuki. "...From the Pagan Vastlands" obok demówek, długograjów Graveland, North, Sacrilegium, Marhoth, materiałów Christ Agony, Taranis czy Xantotol był i historycznie wciąż jest istotnym wpływowym elementem naszego metalowego dziedzictwa lat 90-tych, dzieckiem swoich burzliwych czasów, symbolem tego co się wtedy liczyło. Nie chodziło o perfekcję, szlify i cholera wie co jeszcze. Ważna była pasja, przekonanie i chęć tworzenia. Oddanie temu co się robiło. 1994 rok był dynamicznym okresem, a Behemoth stał już u progu domowej wojny między północą, a południem naszej sceny BM, będąc głównym celem wszelakich gróźb o pozerstwo itd. Niemniej ten właśnie rok był dla nich przełomowy, właśnie wtedy ukazało się "...From the Pagan Vastlands" zdobywając scenę, nie tylko krajową, niemal szturmem. Kto nie pamięta tych wszystkich wywiadów jakie pokazywały się w zinach, słynnych fot zespołu cykniętych z końcem 93' roku w leśnych ostępach między Brzeźnem, a Letniewem (Gdańsk), które towarzyszyły tym treściom i które lądowały zapewne w wielu skrzynkach pocztowych wraz z demem i biosami? Pozytywne recki materiału pokazywały się w zinach również poza granicami Polski, a samo demo, rozeszło się w kilku tysiącach egzemplarzy i doczekało wersji cd z ramienia Nazgul's Eyrie oraz amerykańskiej Wild Rags. Do jego już nieco pogańskiego sznytu doszły riffy inspirowane po części twórczością takich hord jak Enslaved czy Immortal (no jak tu zapomnieć chociażby charakterystyczne "łał łał!" w "Thy Winter Kingdom", no ale kurde, miało to klimat!), wspierane przez tło klawiszowe (sesyjna robota Czarka Morawskiego) i złowieszcze wokale. Sama okładka to też już czysty kult i jedno z bardziej charakterystycznych dzieł w temacie, a jest ona zasługą, jeszcze w czasie nagrywania basisty Behemoth, Sebastiana "Orcusa" Kolasy. Chodzi o rzecz jasna corpse- paintową twarz, do której leśne tło dodał już Tomasz Krajewski. To wszystko wciąż sprawia, że o tym demie będzie się pamiętać i wciąż do niego wracać, jeżeli nie ze względu na samą muzykę, to z całą pewnością na sentyment. Mi nie dane było dorastać w tamtych czasach, ale od lat chłonę wiedzę i wspomnienia wielu osób na jego temat i mam nadzieję, że przynajmniej w małym stopniu udało mi się obudzić nostalgię i pamięć u tych, którzy wciąż je pamiętają.
Poniżej kompaktowa reedycja wydana przez Witching Hour w 2011. Zastąpiła moją mocno zasłużoną, oryginalną wersję kasetową.

Przy okazji trochę self-promotion ;) Wspierajcie: https://www.facebook.com/BehemothTheEarlyDays/


sobota, 21 kwietnia 2018

Vader- The Ulitmate Incantation/ Dark Age (Earache Records 1992/ Witching Hour 2018)

Płyta pomnik, jedno z absolutnie szczytowych osiągnięć naszej metalowej sceny i rodzimego Death Metalu. Jeden z pierwszych albumów z naszego kraju, który zawojował scenę za granicą, moim zdaniem vaderowskie opus magnum! Tak, 1992/93 rok... Ileż ta płyta musiała wtedy narobić zamętu na przetartym już nieco przez "Morbid Reich" szlaku.. Pierwszy polski zespół w barwach tak znaczącej wytwórni jak Earache, wywiady z zagranicznej telewizji i prasie traktującej o ekstremalnym graniu, znakomity, klimatyczny teledysk do "Dark Age" emitowany w Headbanger's Ball. No  działo się, działo. Mija już tyle lat od wydania "The Ultimate Incantation", a ta płyta zdaje się nie starzeć, to wciąż klasa w temacie, wciąż chce się tego słuchać, a materiał tu zawarty za każdym razem kładzie na łopatki, urywa łeb i co tylko. Bez takich kawałków które znalazły się na albumie jak wspomniany "Dark Age", "Reign Carrion", "Crucified Ones", "Decapitated Saints" czy wreszcie mój ulubiony utwór z całej twórczości Vader- "The Final Massacre" nie da się egzystować, a przynajmniej tym, dla których ten zespół sporo znaczy. Cześć zawartego tu materiału pochodzi z wcześniejszych demówek grupy, ale uważam, że to właśnie tutaj nabrały ostatecznych szlifów i wybrzmiały z pełną mocą i siłą. Dzieło skończone, co tu dużo mówić. No i jeszcze ta okładka autorstwa Dana Seagrave'a...Klasyka po kres czasu!
Teraz kilka słów o "Dark Age". W związku z nieudaną w niedawnym czasie próbą reedycji tego materiału, zespół postanowił nagrać "The Ultimate Incantation" ponownie i wydać pod wspomnianym przed chwilą tytułem. Reinterpretacji, rewitalizacji zostało poddane wszystko, nie tylko same utwory (jak się okazało cały rozkład jazdy to wynik kilku sesji nagraniowych sięgających 2007 roku, wbrew pozorom wyszło bardzo spójnie), ale także szata graficzna płyty. Zapewne znajdzie się sporo osób, które stwierdzą, że to wydawnictwo jest zupełnie niepotrzebne, że nie miało sensu, że chęć zysku i w ogóle szkoda na nie czasu. Ja jestem daleki od takich wniosków. Vader nadał tym kawałkom nowego, soczystego brzmienia, to raz, dwa, że ukazał te kompozycje w nowym świetle, nowej jakości, przedstawił je w sposób jaki zabrzmiałyby obecnie. I mimo, że kawałki nie pochodzą z jednej nasiadówki w studio uważam, że płyta wyszła świetnie, powstała naprawdę wartościowa retrospekcja (btw, fajny zabiegiem, a za razem odniesieniem, było umieszczenie wewnątrz bookletu zdjęć składu, który tworzył płytę niegdyś, oraz składu obecnego). Oryginału "Dark Age" nie przebija, to jasne i nie ma nad czym dyskutować, ale słuchało i słucha się tego praktycznie z niemal takim samym zauroczeniem i wypiekami jak pierwowzoru sprzed lat. Po prostu jest w tym wciąż ta niesamowita pasja do grania, a o to przecież chodzi. To samo tyczy się okładki, Dan Seagrave tchnął w nią nowe życie, stała się jeszcze bardziej wyrazista, uwydatniły się jej walory.
Reasumując, nie mam zamiaru mówić, że ten na nowo nagrany materiał to jakaś pomyłka, badziew itd. Ale jak zwykle, będąc totalnie szczerym mi robota jaką wykonał tu Vader naprawdę się spodobała i wiem, że bardzo często będę sobie do tej nowej interpretacji "The Ultimate Incantation" wracał, myślę, że z równą częstotliwością jak do oryginału. Co za tym idzie, szczerze mogę polecić, do mnie ten zabieg przemówił i uważam, że zasłużył na docenienie.
Poniżej oryginalne wydanie na cd wydane przez Earache, oraz "Dark Age" (Witching Hour zrobiło tu kawał dobrej roboty, bo wydawniczo na najwyższym poziomie) w wersji jewelcase oraz na limitowanym, zielonym winylu + plakat (zrobiony na wzór promocyjnego z Carnage Records z 1992).

http://www.vader.pl/
https://www.facebook.com/vader/
http://store.witchinghour.pl/