Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deformeathing Productions. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Deformeathing Productions. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 marca 2021

Hostia - Carnivore Carnival (Deformeathing Productions 2020)

To już ponad miesiąc od ostatniej recki i należy przerwać to milczenie. A jak przerywać, to z hukiem! Dlatego też chcę wreszcie podzielić się swoimi refleksjami odnośnie do wydanego w ubiegłym roku drugiego albumu Hostii - "Carnivore Carnival". Panowie wydali album konsekwentny w stosunku do debiutu, dojrzały i ugruntowujący ich styl. Co od razu tutaj słychać, to znakomite połączenie selektywności i oldschoolowego brudu. Balans między jednym a drugim został wyłapany znakomicie. Płyta brzmi potężnie, bardzo dynamicznie; przez to odbiór wypuszczanego w nas połączenia death metalu, grindcora i naleciałości hardcore/punk jest autentycznie bardzo dobry i wciągający. Panowie z Hostii stworzyli album zwięzły, mocarny, który buja jeszcze lepiej niż ich debiut - to ewidentny krok naprzód, nie opuszczając wybranej formy. Słuchając tej kanonady, mam też wrażenie, że gdzieś w tych dźwiękach przemyka duch zapoczątkowanego niegdyś przez Entombed death 'n 'rolla. Taki materiał nie tylko dewastuje głośniki, ale również perfekcyjnie sprawdza się w warunkach koncertowych, w które to zespół mierzy w szczególności. W warstwie tekstowej dalej postępuje w klimaty slasherów oraz dobitnej krytyki i demaskowania prawdziwej twarzy religii chrześcijańskiej. Jest bluźnierczo, a i z nutką czarnego humoru. Mamy tu niespełna 30 minut bardzo dobrego grania i to nie jest za mało. Grindcorowa forma nieprzekraczania 2 minut na każdy utwór świetnie się tu sprawdza. Kompozycje są tak skonstruowane, że słuchacz nie ma wrażenia niedosytu, a wręcz przeciwnie, w pełni wykorzystania danego czasu. Jest tu miejsce na wszystkie niezbędne składniki. Żałuję, że tak późno sięgnąłem po tę płytę, no ale teraz bacznie będę śledził poczynania zespołu. Album mus!



English translation:

It's been over a month since the last review and this silence should be broken. And it should be with something serious! Therefore, I want to finally share my reflections on the Hostia's second album - "Carnivore Carnival", released last year. The gentlemen recorded an album consistent with their debut, mature and solidifying their style. What you can hear right away is a great combination of selectivity and oldschool dirt. The balance between one and the other has been perfectly matched. The album sounds powerful, very dynamic; because of that, the perception of the combination of death metal, grindcore and hardcore/punk accretions unleashed to us is actually very good and addictive. Hostia has created a concise, powerful album that makes even better impression than their debut - it is an evident step forward without leaving the chosen form. When listening to this cannonade, I also have the impression that somewhere in these sounds sneaks the spirit of the once initiated (by Entombed) death 'n' roll. Such material not only devastates the speakers, but also works perfectly in concert conditions, at which the band aims in particular. In the lyrical layer, it continues with the atmosphere of slashers and strong criticism and exposing of the true face of the Christian religion. It is blasphemous and with a hint of black humor. We have less than 30 minutes of great stuff here and it is not too little. The grindcore form of not exceeding 2 minutes for each track works perfectly here. The compositions are constructed in such a way that the listener doesn't feel unsatisfied, the total running time is used to the maximum. There is space for all the necessary elements. I regret reaching for this album so late, but now I will be closely following the band's activities. A must-have album!




niedziela, 11 marca 2018

Trauma- Comedy is Over (Logart, Vox Mortiis 1996/ Detormeathing Productions 2017)

Nie oszukujmy się, pierwszy długograj Traumy "Comedy is Over" jest i zawsze będzie jednym z największych, a jeżeli nie, to przynajmniej jednym z tych ważniejszych, osiągnięć naszej sceny death metalowej, i nawet nie ograniczam tego stwierdzenia tylko do lat 90-tych kiedy to święciła swoje tryumfy. Przynajmniej ja mam do tego albumu taki stosunek, ale z pewnością znajdę osoby które mnie w tym poprą. Załoga Traumy stworzyła album bardzo ambitny i złożony, potężny brzmieniowo i bogaty w samą zawartość. Nie mamy tu tylko i wyłącznie rasowego, mocarnego łojenia jak na konkretny Death Metal przystało, ale i sporo zabiegów technicznych, miejscami niemal progresywnych. Nie brak tu pomysłów i ciekawych rozwiązań, nie trudno zauważyć ile zespół włożył w ten materiał pracy i pasji. Praktycznie każdy utwór znajdujący się na albumie jest rozbudowany i prezentujący multum smaczków. Z jednej strony serwują nam zabójcze tempa, gitarowo- perkusyjne przeplatane wolniejszymi, walcowatymi momentami, wszystko zespolone znakomitym growlem Piotra Zienkiewicza. Z drugiej natomiast natchnione, techniczne, momentami wręcz melodyjne solówki, klawiszowe akcenty oraz akustyczne wstawki. Co więcej, można bez problemu usłyszeć tu zarówno wpływy amerykańskich bogów Death Metalu, jak i elementy wypełniające chociażby "Tales from the Thousand Lakes" Amorphis. Chcąc dorzucić coś jeszcze do tego kotła można wspomnieć, że zespół nie odmawia sobie także drobnego flirtu z thrashowymi czy nawet heavy metalowymi strukturami. Wystarczy posłuchać utworu tytułowego, tu wszystko podane jest niczym na tacy. No jednym słowem na bogato, oryginalnie i z konkretnym pierdolnięciem. Ogromna szkoda, że zespół nie wypłyną na tak szerokie wody jak chociażby Vader, zasługiwali i zasługują na to do tej pory. Niniejsza płyta jest świetnym przykładem nie tylko kreatywności grupy, ale i niesamowitej determinacji. Jeżeli ktoś do tej pory nie miał przyjemności z "Comedy is Over", a raczej osób w temacie bym o to nie posądzał, niechaj w te pędy nadrabia zaległości.
Do tej pory, nie licząc pierwszego kasetowego wydania Logart/ Vox Mortiis z 96', płyta wznawiana była tylko raz, mianowicie w 2000 roku na cd oraz mc przez Pagan Records. Rok 2017 przynosi wznowienie "Comedy is Over" popełnione tym razem przez Deformeathing Productions. Wydawnictwo posiada nową szatę graficzną za którą odpowiedzialny jest Piotr Szafraniec. Wewnątrz mamy booklet ze wszystkimi tekstami, liner note'sami autorstwa gitarzysty grupy Jarosława "Mistera" Misterkiewicza, oraz garścią zdjęć. Całość zapakowana w gustowny slipcase. Jako bonus na koniec płyt dostajemy jeden z wiodących numerów na albumie czyli "Perfection" w jego pierwotnej, przed albumowej odsłonie. Jednym słowem reedycja wzorcowa, którą bez wahania polecam!