Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorgoroth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gorgoroth. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 marca 2019

Gorgoroth- Pentagram (Embassy Productions 1994/ Malicious Records 1996)

Kolejny klasyczny album ze słynnego Grieghallen i drugi mój ulubiony jeżeli chodzi o Gorgoroth (wraz z "Under the Sign of Hell"). Niepowtarzalna muzyka, klimat, no i zajadłe wokale Hata (te jego skrzeki i wrzaski są nie do podrobienia)  zawarte na tym półgodzinnym krążku to kanon Norweskiego Black Metalu. Tego co Infernus i spółka wyczarowali na tej płytce chyba już nikt inny nie powtórzył. Materiał na "Pentagram" łączył cechy starego Bathory oraz wczesnego Celtic Frost (mam tu na myśli "Morbid Tales") z tym wszystkim co do Black Metalu wniosła norweska szkoła tego grania. To perfekcyjny przykład na łączenie szlachetnych wzorców z nowym podejściem. Nawet samo brzmienie tej płyty jest niepowtarzalne.
W tamtym czasie poza Infernusem i Hatem załogę Gorgoroth tworzyli Samoth (którego Infernus poznał podczas jednej ze swoich sporadycznych wizyt w Oslo) oraz Goatpervertor. Ten ostatnio opuścił grupę zaraz po nagraniu "Pentagram", zastąpiony przez Frosta z Satyricon. I tu pojawia się taka drobna ciekawostka. Jak dobrze wiemy, pierwsze wydanie płyty ukazało się z ramienia francuskiej Embassy Productions w 1994. Zanim jednak zespół podpisał kontrakt na wydanie płyty chciał ich do siebie przygarnąć Satyr (do swojej mającej wtedy dopiero rok Moonfog Productions), Infernus jednak odmówił.
Nie ma co ukrywać, że tym krążkiem Gorgoroth zasłynął na Black Metalowej scenie lat 90-tych i do tej pory płyta ta traktowana jest z ogromnym szacunkiem i sentymentem, który uważam słusznie się jej należy. Do tego materiału zwolennicy tematu wracają regularnie. Jest to jeden z tych albumów które zbudowały norweską scenę i ukształtowały jej brzmienie i estetykę. Płyta absolutnie kultowa i rzekłbym ponadczasowa!


środa, 22 sierpnia 2018

Gorgoroth- Under the Sign of Hell (Malicious Records 1997/ Soulseller Records 2017)

Jak stworzyć płytę niesamowicie surową, pełną furii i wszechobecnego diabelstwa, a jednocześnie potężnie brzmiącą? W 1997 Gorgoroth odpowiedział na to pytanie nagrywając "Under the Sign of Hell". Nie znajduję żadnej lepszej Black Metalowej płyty, która spełniałaby powyższe kryteria w sposób tak zadowalający jak ta. Jak wspomniał sam Pest w książce "Black Metal: Evolution of the Cult", trzecia w dorobku płyta Gorgoroth była dla zespołu tym samym co dla Metalliki "Master of Puppets", a dla Slayer "Reign in Blood". Totalnie się z tym stwierdzeniem zgadzam. Mimo tego, że zespół nagrał jeszcze parę autentycznie świetnych płyt, to właśnie "Under the Sign of Hell" pozostaje tym, tak zwanym, opus magnum. Ale do rzeczy. Album został złożony do kupy na początku 1996 w studiu Grieghallen pod czujnym okiem zaprawionego już w Black Metalowych bojach Pyttena. W nagraniach brali udział Infernus (gitary i bas), Pest oraz nieżyjący już Grim (znany min. z bębnienia w Immortal, Arvas czy Borknagar). W "Revelation of Doom" ścieżkę basu położył natomiast Ares (Aeternus) grający z Gorgoroth na żywo. Powstał materiał o niesamowicie złowieszczym i surowym charakterze, wręcz ociekający bluźnierstwem i furią. Do tego wszystkiego posiada, mimo swojej surowości, bardzo mocarne brzmienie. Słuchając płyty na dobrze podkręconych głośnikach te kawałki najpierw wgniatają w glebę, a potem zdmuchują słuchacza niczym drzewko podczas huraganu.
No i te riffy Infernusa... Takich hymnów jak wspomniany już, wściekły "Revelation of Doom", "Funeral Procession", potężny "Profetens Apenbaring" czy wreszcie odrobinę Black/Thrashowy "The Rite of Infernal Invocation" (solówka w tym kawałku to totalny odjazd proszę was, jedyneczka Bathory kłania się z marszu) nie da się zapomnieć. Raz usłyszysz i pamiętasz oraz nucisz pod nosem do końca swych dni. Płytę wydało w październiku 1997 Malicious Records, które wypuściło w swych barwach dwa poprzednie krążki Gorogoroth. Aż dziw bierze, że dopiero niemal po dwóch latach od jej nagrania. Materiał zaowocował również pierwszą trasą grupy w roli headlinera, wspomagani byli przez Aura Noir oraz Mystic Circle.
W kwestii końcowej, takich płyt jak "Under the Sign of Hell" ta nie wolno ruszać żadnym remasteringiem itd. (piję tu do wydanej w 2016, również przez Soulseller, wersji z drobnymi retuszami tej surowości)! To dzieło absolutnie skończone, które tylko w dokładnie takiej formie jak zostało nagrane sieje spustoszenie jak, za przeproszeniem, Szatan przykazał. Kto płytki nie zna, a siedzi w BM, to niech w te pędy nadrabia temat, a Ci którzy znają... Cóż, chyba dobrze wiecie o czym mówię i w pełni zgadzacie się z tym wszystkim co tu napisałem. Aż nie boję się użyć tego słowa- Kult! I to jak cholera!