Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Symphonic Metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Symphonic Metal. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 marca 2020

Titan Mountain - Monumental Furious Shadow Metal (Artyrant Records 2020)

Po wielu latach milczenia pod tą nazwą powraca do nas na moment Titan Mountain - w latach 90-tych wykonujący bardzo dobry, klimatyczny, lekko melodyjny Black Metal w stylu starego Limbonic Art, Emperor czy kolegów po fachu z przasnyskiego Thirst. "Monumental Furious Shadow Metal" (cóż za tytuł!) to po części powrót do tamtych lat i połączenie starego materiału z nowym w instrumentalnej formie. Nazgrim już dawno odszedł od Black Metalu, skupiając się na melodyjnym graniu i symfonice, odrobinie progresji, i to na tym albumie słychać. W teoretycznie black metalowy schemat wpisane zostało bardzo wiele wpływów, o których zastosowanie chyba mało kto by się pokusił. Poza elementami symfonicznymi, wkradają się nam tu nuty rockowe, folkowe, power metalowe, thrashowe czy elementy Metalu progresywnego. No i najważniejsza rzecz - na pierwszym planie jest gitara i solówki. Tutaj warto wspomnieć, że Nazgrim pokusił się o zaproszenie paru muzyków, aby udzielili się na płycie, m.in. przy gitarowych solach, perkusji czy partiach fletu (szacun dla Moniki Buller). Wyszedł materiał bardzo nieszablonowy, muzycznie bogaty (kompozycje trwają tu średnio po 9 minut), ale niekiedy mam wrażenie trochę niespójny i odrobinę przekombinowany, ale to tylko moja subiektywna ocena. Mam wrażenie, że chcąc połączyć stary materiał z nowymi inspiracjami muzycznymi ten leżący u podstaw zatracił swój klimat i magię - rozjechał się po różnych stylach. Niemniej nie mogę odmówić pracy i warsztatu, jaki na tym krążku mocno słychać. Każdy utwór jest inny i z każdego można wydobyć zupełnie różne odniesienia. Jednym słowem - powstała płyta, która skierowana jest do słuchaczy lubiących gitarową wirtuozerię i eksperymenty, żonglowanie różnymi typami grania. Ja, mówiąc szczerze, do takich nie należę, ale nie wolno mi nie docenić umiejętności i pracy, jaka została włożona w "Monumental Furious Shadow Metal". Mimo wszystko na dobre zostanę przy starych demach/płytach Titan Mountain, bo jednak tamte twory to coś, co w 100% do mnie przemawia.

Kontakt do Nazgrima: nazgrim@o2.pl
https://www.youtube.com/nazgrim77

English translation:

After many years of silence under this name, Titan Mountain returns to us for a moment - in the 90s performing very good, atmospheric, slightly melodic Black Metal in the style of old Limbonic Art, Emperor or colleagues from Thirst from Przasnysz (Poland). "Monumental Furious Shadow Metal" (what a title!) is partially a return to those years and a mix of old material with a new one in an instrumental form. Nazgrim has left Black Metal long time ago, focusing on melodic playing and symphonics, a bit of progression, and this is what you can hear on this album. To Black Metal scheme a lot of influences were added - probably hardly anyone would be tempted to apply such solutions. In addition to symphonic parts, rock, folk, power metal, thrash and progressive metal elements can be found. And the most important thing - guitar and solos are in the foreground. It is worth mentioning here that Nazgrim invited some musicians to contribute to the album, including guitar solos, drums and flute parts (congrats to Monika Buller). Very unconventional, musically rich material was created (the compositions last for an average of 9 minutes), but sometimes I have an impression that it is incoherent and a bit over-the-top, but this is only my subjective opinion. I have the feeling that wanting to combine old material with new musical inspirations, the underlying one has lost its atmosphere and magic - it disappears through different styles. However, I can't refuse the workshop and hard work that are strongly heard on this album. Each song is different and you can get completely different references from each one. In a word, the album is addressed to listeners who like guitar virtuosity and experiments, mixing various types of playing. Honestly, I don't belong to such, but I do not underestimate the skill and work that was put in "Monumental Furious Shadow Metal". After all, I will stick to old demos/albums from Titan Mountain for good, because this stuff is something that appeals to me in 100%.




poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Eternal Deformity- The Beauty of Chaos (Code666 Records 2012)

Już drugi raz gości na blogu żorski Eternal Deformity, ale nie bez przyczyny. Uważam ich za grupę, która jest u nas niesamowicie niedoceniona, która zasługuje na o wiele więcej uwagi i sukces na miarę takich zespołów jak Vader czy Behemoth. Parają się muzyką tak bogatą i oryginalną, że wręcz niemożliwą do zaszufladkowania. Znajdziecie tu ogrom symfoniki, sporo elementów black metalu, progresji, czy awangardy. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że to taki nasz polski Arcturus.
"The Bauty of Chaos" to piąty, pełny album Eternal Defomity. Tak jak sugeruje tytuł przedstawionej płyty, mamy tu piękno zaklęte w muzycznym chaosie. Wszystkie części składowe sztuki zespołu składają się tu w jedną całość tworząc istny pejzaż brzmień i emocji, album jest swoistą kontynuacją swojego poprzednika "Frozen Circus", eksplorując jeszcze mocniej i dokładniej odkryte wcześniej terytoria. Bynajmniej nie ma tu miejsca na jakieś eksperymenty czy nieład. Grupa misternie łączy wszystko co charakteryzuje ich unikatowy styl. Można powiedzieć, że na "The Beauty of Chaos" spotykają się dwa kompletnie odmienne oblicza metalu. Z jednej strony mamy sporo melodii, wszechobecną symfonikę, łagodne, liryczne linie wokalne, a z drugiej potężne, jadowite riffy, konkretną sekcję rytmiczną i, pojawiające się na przemian z uprzednio wspomnianymi, prawie black metalowe wokale. Jednym słowem jest zarówno konkretne, rasowe przyłożenie, jak i spora subtelność. Dzieje się i nie sposób się przy tej sztuce nudzić. Kompozycje są bogate aranżacyjnie, rozbudowane (średnio po siedem minut każdy) pełno tu zwolnień, przyspieszeń, odrobiny połamanych dźwięków oraz pewnego mrocznego, astralnego klimatu. Płytę z każdym odsłuchem dosłownie chłonę, a takie numery jak "Thy Kingdom Gone" oraz "Caught Out Lying" to moje absolutne faworyty z tego krążka, esencjonalne, odzwierciedlające wszystko to co w Eternal Deformity najlepsze.
"The Beauty of Chaos" to dzieło przemyślane, spójne i... Tak, na światowym poziomie! Szlag mnie trafia jak zespół takiego pokroju, o takich umiejętnościach, oryginalności i potencjale jest na naszym metalowym podwórku tak niedoceniany i tak mało znany (a to już tyle lat na scenie). Po stokroć zachęcam do sięgnięcia po ich twórczość, do dania szansy ich sztuce, bo ma w cholerę do zaoferowania!



sobota, 25 czerwca 2016

Therion- Theli (Nuclear Blast 1996)

Rok 1996 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Zaraz, zaraz. Jakie klęski? Wręcz przeciwnie, urodzaj! Urodzaj odważnych działań i zmian stylizacji. Swoim albumem "Passage" zaczęli przemierzać nowe ścieżki min. szwajcarzy z Samael , Amorphis poszedł o kolejny krok dalej w stosunku do poprzedniej płyty wydając "Elegy", natomiast Therion wypuścił przełomowy "Theli". O tym albumie będzie dziś mowa.
Therion zaczynał, jak pozostałe szwedzkie metalowe grupy tamtego okresu, od wyśmienicie podanego, charakterystycznego death metalu rodem ze Skandynawii. Po dwóch płytach ("Of Darkness", "Beyond Sanctorum") zaczęło się coś dziać. Kolejne dwa krążki, "Symphony Massess: Ho Drakon Ho Megas" oraz "Lepaca Kliffoth" (uwielbiam!), stopniowo zaczęły wprowadzać eksperymentalne elementy, namiastki symfoniki, więcej melodyjności, a coraz mniej death metalu. Tak miało być, i w sumie nie ma tego złego co by przynajmniej na odrobinę dobrego nie wyszło. Christoffer Johnsson, kompozycyjny mózg zespołu, miał co do Therion pewną wizję i sukcesywnie dążył do jej realizacji. Tak powstała płyta "Theli". Płyta wizjonerska, nagrana z wielkim rozmachem, z masą symfoniki, szerokim zastosowaniem chórów, pierwsza taka na metalowej scenie. Pokuszę się o stwierdzenie, że to coś na wzór metalowej opery. Mimo to krążek ten zachował echa gitarowego ciężaru poprzednich płyt Therion i raczy nas ciekawymi riffami, które dzielą pole z pozostałymi składnikami utworów. Najjaśniejsze momenty tego albumu to słynny "To Mega Therion" (do którego nagrano teledysk), następujący po nim "Cults of the Shadows" oraz lekko orientalizujący "In the Desert of Set". Warto napomknąć, że była to trzecia płyta Therion z Piotrem Wawrzeniukiem za garkami, a w tym przypadku udzielał się także wokalnie.
Podsumowując, "Theli" nie koniecznie trzeba lubić, bo faktem jest, że swoją specyfiką może nie trafiać w każdy gust, ale trzeba znać. Koniec i kropka.