poniedziałek, 17 września 2018

Frontside- Zmartwychwstanie (Mystic Production 2018)

Po dwóch ostatnich płytach poruszających inną estetykę i odwiedzających nieco inne rejony metalu/ rocka niż te po których zespół poruszał się od niemal początku grania, Frontside powraca na tory sprzed niemal 10 lat. I to z jakim hukiem! Mi wystarczył premierowy "Bez przebaczenia" aby z marszu zaklepać sobie kopię płyty i być niemal pewnym, że będzie to muzyczna uczta. Fanem Deathcore/ Metalcore nigdy nie byłem, ale Frontside już od wielu lat jest zespołem do którego mam jakiś ukryty sentyment i do którego żywię spory szacunek  i upodobanie. Na płytach od "I Odpuść Nam Nasze Winy" po "Zniszczyć Wszystko" zawsze coś dla siebie znajdowałem. "Zmartwychwstanie" nie dość, że jest albumem który obudził we mnie chęć powrotu do tamtych materiałów, to jeszcze sprawia wrażenie jakby był ich wszystkich sumą, która objawia się słuchaczowi z jeszcze większą mocą. Co więcej "Zmartwychwstanie" pobiło moją jak dotąd ulubioną "Teorię Konspiracji" o której co nieco któregoś tu razu pisałem. Tak, i nie jest to stwierdzenie ani trochę na wyrost, a zasłużony wjazd na podium.
Album jest niesamowicie energetyczny, pełen furii i dynamizmu, a co ważne muzycznie nie monotematyczny. Mimo osadzeniu w stylu sprzed lat, każdy kawałek ma co innego do zaoferowania, nie tylko w ramach Deathcore/ Metalcore ale i nawet elementów powiedziałbym niemal bliskim konkretnego Death Metalu ("Poznaj Swoich Wrogów", "Pieczęcią Niech Będzie Krew"). A jeszcze do tego dochodzi napędzany jakby Death 'n' Rollowym paliwem "Martwy jak Ty". Płyta nie ma prawa się nudzić! Brzmienie jest soczyste, zwarte, dające materiałowi odpowiedniego kopa. Kolejna sprawa, to naprawdę świetne teksty przedstawiające naszą ponurą rzeczywistość, zakłamanie, hipokryzję i autodestrukcyjne zapędy, których wciąż nie jesteśmy świadomi- kawał prawdy, który tak uporczywie od siebie odsuwamy. Brawa też za "krwawy" artwork, który nie dość, że odpowiednio koresponduje z zawartością płyty, ale i zdaje się nawiązywać nieco do tego który znalazł się na "Zmierzchu Bogów'.
Po tym wszystkim faktycznie można sądzić, że zespół, tak jak w tytule, istotnie zmartwychwstał odradzając się niczym feniks z popiołów. "Zmartwychwstanie" jest dla mnie kolejną, tegoroczną, bardzo pozytywną niespodzianką płytową i z pewnością zajmie wysokie miejsce w rocznym podsumowaniu. Frontside, chylę czoła i gratuluję tak udanego dzieła!
Tak na marginesie, bardzo ciekawi mnie czy kawałek o niepozbawionym skojarzeń tytule "Krew, Ogień, Śmierć" nie jest jakimś pozamuzycznym puszczeniem oka do "Blood, Fire, Death" Bathory o podobnym wydźwięku chaosu i zniszczenia.

https://www.facebook.com/frontsideofficial/


sobota, 15 września 2018

"Nigdy nie obchodziło nas czy to co gramy będzie określane jako Death Metal, Black Metal, Thrash Metal czy cokolwiek innego"- wywiad z Bjørnem "Tigerem" Mathisenem (Fester)

1. Witaj Tiger! Co u Ciebie i co dzieje się obecnie w obozie Fester? W 2012 wróciliście na scenę wraz z albumem "A Celebration of Death". Jaki był odzew na płytę i jak czułeś się wracając wraz z zespołem do ponownego grania?

U mnie wszystko w porządku, dzięki! Czuję się trochę ospały po długim lecie, ale w pełni gotowy na jasień jako, że zapowiada się bardzo kreatywnie, wena do tworzenia jest dosłownie nie z tego świata! Tak właśnie działa na mnie jesień... Praca i wydanie "A Celebration of Death" to był niezły rollercaster różnego rodzaju emocji... Odzew na płytę był bardzo dobry. Dostaliśmy wysokie noty w takich pismach jak Metal Hammer, Rock Hard czy Scream. Byliśmy niezwykle ciekawi jak płyta zostanie odebrana gdyż jest totalnie inna niż nasze wcześniejsze dokonania. Więcej w niej Doom metalowych pierwiastków, jest bardziej przerażająca, obskurna.

2. Cofnijmy się do wczesnych lat Fester. Opowiedz mi proszę jak to wszystko się zaczęło, jak się zeszliście, co was wtedy inspirowało. Wasz styl nie do końca wpasowywał się w stricte Death lub Black Metalową estetykę, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Dissection.

Byliśmy czwórką dzieciaków która chciała poprzez granie wyrzucić z siebie frustrację, złość, depresję i nienawiść, wylać te emocje na otaczający nas świat. Nigdy nie obchodziło nas czy to co gramy będzie określane jako Death Metal, Black Metal, Thrash Metal czy cokolwiek innego. Może zabrzmi to dziwnie, ale serio, mieliśmy na to wywalone. Wszyscy wychowaliśmy się na NWOBHM, wczesnym Thrashu, Speed Metalu, zespoły takie jak Sepultura, Kreator, Pestilence wywarły naturalny wpływ na naszą muzykę.  Zaczynaliśmy w 1989 jako Heroic Conduct, nazwę zmieniliśmy w 1991. Anders Odden z Cadaver przysłał mi projekt loga i zaproponował zmianę na Fester. Bardziej pasowała do naszego wolnego, posępnego grania, a my nigdy nie oglądaliśmy się za siebie haha! Bardzo dużo czasu na rozmowach o zespołach spędziłem z Jonem (Dissection) w czasie gdy tzw. Druga Fala Black Metalu uderzyła w scenę jak Tsunami. Zawsze zgadzaliśmy się co do tego, że byłoby fałszywym tworzyć muzykę pod kątem dopasowania się do jakieś grupy lub aby zdobyć sympatię określonej publiki. Niezmiennie było dla nas lepiej aby podobać się niewielkiej, oddanej tematowi grupie, niż tysiącom. Ale muszę przyznać, że będąc wytrwałym i konsekwentnym w tej sprawie, musieliśmy również zaakceptować poczucie bycia niekiedy piątym kołem u wozu.

3. Jak odnaleźliście się ze swoją muzyką pośród tego, co działo się w tym czasie w Norwegii? Czy byliście w kontakcie ze sceną Black Metalową, Euronymousem, Fenrizem, Vargiem i pozostałymi? Słyszałem, że mieliście okazję grać z Jonem, Ole (Dissection), Immortal i Mayhem na metalowej imprezie w Askim w 1991 roku. Czy możesz podzielić się wspomnieniami z tego wydarzenia?

Jak już wspomniałem, zespół zawsze był na uboczu sceny, mimo że osobiście byłem bardzo zaangażowany. Miałem kontakt ze wszystkimi wyżej wymienionymi. Miałem małe "Helvete" w moim mieszkaniu i sprzedawałem nagrania i rzeczy, które dostałem od Euronymousa z jego sklepu. Zorganizowałem w swojej okolicy kilka wydarzeń związanych z Death i Black Metalem, między innymi najbardziej kultowe z nich wszystkich, właśnie to w Granheim / Askim w 1991 roku. Pojawili się wtedy ludzie z Mayhem, Dissection, Emperor, Darkrhrone, Immortal i tak dalej. Świetnie się bawiliśmy! Ktoś właściwie przesłał mi któregoś razu pamiątkowe zaproszenie z tej imprezy ... Nie widziałem tego masę czasu! Oj, działo się wtedy! Może opowiem Ci o pewnym incydencie, który wcześniej nie był wymieniany w żadnym innym zinie? Będąc starym zwolennikiem norweskiej sceny, może pamiętasz Balvaz? Jon (obecny basista Fester- Jon Bakker) grał na basie w Balvaz i Mock, teraz obstawia te ciężkie struny zarówno w FESTER, jak i Kampfar. W pewnym momencie wszedł na scenę, złapał w łapy mysz i zaczął nawijać o HP Lovecrafcie. Tak jak i większość tłumu, był kompletnie pijany, i niestety jego wywód nie został zbyt dobrze przyjęty... Został zaatakowany na scenie, potem ścigany po całym hotelu, aż skończyło się na gonitwie samochodowej. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a i sam Jon wyszedł z tego bez szwanku, a teraz, 27 lat później, gra na basie w Fester.

4. Przed wydaniem "Winter of Sin" mieliście wypuścić  7 '' vinyl 'The Commitments that Shattered ". Dlaczego tak się nie stało? Czy ten materiał jest nie jest dostępny nigdzie indziej, czy też jest częścią tego, co słyszymy na debiutanckim albumie bez żadnych znaczących zmian?

W grudniu 1991 roku nagraliśmy demo w Phat Studios, które szczerze myślę, jest najostrzejszym materiałem jaki kiedykolwiek napisaliśmy. Wysyłaliśmy te nagarnia jako taśmę promocyjną z 4-5 utworami na stronie A i wcześniejszymi nagraniami ("The Introducing Demo 1991") na stronie B. Taśma trwała ponad 60 minut i dała nam kilka ofert, głównie na 7'' Epkę.  Mieliśmy ponowie nagrać kilka utworów i wydać je w takiej formie. W ostatniej chwili Thomas Nyquist (Putrefaction mag) powiadomił nas, że chce, by Fester był pierwszym zespołem, którego płyta będzie wydana przez jego wytwórnię No Fashion Records. Wspomniana taśma promo zawiera 6 utworów, których nie znajdziecie na żadnym z naszych albumów, a także kilka innych nagrań. Kyrck Production wydali zarówno dema, jak i niektóre nagrania na żywo z '91 w 2010 roku.

5. Wasze pierwsze logo zostało stworzone przez Andersa Odden'a (Cadaver), ale nie pojawiło się ono na żadnym z waszych wydawnictw (nie licząc reedycji dem przez Kyrck). Dlaczego postanowiliście zmienić je na wersję przygotowaną przez Jona Bakkera? Poprzednie było proste, ale wciąż niezłe.

Nie pamiętam dokładnie, ale myślę, że chcieliśmy zdystansować się od stylu Autopsy, który naszym zdaniem to logo nieco przypominało. Myślę, że fakt, że "logo Bakkera" wciąż wyróżnia się po tak wielu latach jako coś wyjątkowego, jest dowodem na to iż był to kawał dobrej roboty. Mając to na uwadze, byliśmy bardzo zdeterminowani, aby mieć jego logo z powrotem na wspomnianych wydawnictwach z Kyrck.

6. Wracając do mojego ulubionego wydawnictwa z waszej dyskografii - "Winter of Sin", czy masz jakieś wspomnienia związane z tworzeniem i nagrywaniem tego albumu? Co sądzisz o waszej współpracy z No Fashion Records, którzy ją wydali? Później wytwórnia nie miała już najlepszej reputacji.

Pamiętam, że chcieliśmy, aby wydawnictwo było skondensowane, ostre i brudne, ale nadal zachowujące heavy metalowe brzmienie i prostotę. Mieliśmy po 16 lat, byliśmy źli, pełni nienawiści do całego konformistycznego świata, zdeterminowani i nie chcieliśmy aby KTOKOLWIEK  mówił nam co i jak mamy robić. Nie zmieniliśmy ani jednego riffu .. Hahaha ... Producent rwał  włosy z głowy pracując z grupą popieprzonych nastolatków, nie mającym o niczym pojęcia . Nawet okładka została namalowana przez jednego z członków zespołu. Fotosesja przed albumem była najlepszą jaką kiedykolwiek mieliśmy. Zamówiliśmy 100 kilogramów wnętrzności i kości u lokalnego rzeźnika. Fotograf poprosił lokalne władze o możliwość wykorzystania jako lokalizacji sesji bunkra z czasów II Wojny światowej. Efekt był niesamowity, byliśmy bardzo zadowoleni. NFR nie uczestniczył w procesie nagrywania płyty, z wyjątkiem opieki nad finansami, drukowania i tak dalej. Dostaliśmy mnóstwo darmowych kopii albumu, ale minusem było to, że nigdy nie wypłacili nam naszych tantiem. Ale w sumie bez takich zagrywek nie byliby w stanie wydać debiutów Marduk i Dissection, nie?

7. Czy możesz zdradzić jakie inspiracje towarzyszyły wam podczas tworzenia debiutanckiego albumu? Pytam o to ponieważ, oczywiście to moje własne odczucie, poza innymi cechami, słyszę tu trochę starego Candlemass, nie tylko w brzmieniu, ale także gdzie nie gdzie w riffach. Czy Leif i spółka mieli jakiś wpływ na waszą muzykę? Również Hellhammer wydaje się być obecny w tych kompozycjach, nadając im ten złowieszczy nastrój. Czy są jakieś inne zespoły, które były dla was ważne w tamtym czasie jeśli chodzi o inspiracje podczas tworzenia?

Myślę, że jedną z rzeczy, która czyni "Winter of Sin" wyjątkowym jest to, że album został nagrany, szczerze, bez żadnych innych inspiracji poza starymi, okultystycznymi tekstami, przechadzkami po lesie itd. A co najważniejsze konsekwencją w nierobieniu NIGDY niczego, co nie pochodziłoby prosto z serca. Nieważne czy brzmiało to dziwnie, prosto, Death Metalowo, Punkowo czy jakkolwiek inaczej. Twierdziliśmy, że z takim podejściem zawsze będziemy brzmieli jak Fester. Candlemass nigdy nie był nawet w żadnej z naszych płytowych kolekcji (tak, wiem, trochę wstyd). Słuchając teraz tego albumu, całkowicie zgadzam się z odniesieniem do Hellhammer, a nawet do Candlemass, ale gitarzystami, których słuchałem i którzy mnie inspirowali w tamtym czasie byli Mick Mars (Mötley Crue), Jay Jay French (Twisted Sisters) i Zakk Wylde (Ozzy Osbourne). Ale oczywiście zawsze będą istniały zespoły i sposób grania, które inspirują Cię w głębi duszy, czy tego chcesz, czy nie, a Celtic Frost, Darkthrone, Bathory, Kreator, Mercyful Fate to zespoły, które nawiedzały mój odtwarzacz regularnie.

8. Na "Silence" wydaje się, że zmieniliście kierunek swojej muzyki na rzecz bardziej majestatycznych elementów i bardziej ciężkich riffów, rezygnujących nieco z typowych elementów Black / Death Metalowych i surowości. Co stało za tym ruchem, co wpłynęło na twoją muzykę podczas pisania tego materiału?

Zgadzam się, że muzyka, a może i cały występ, była na "Silence" nieco inna. Chociaż większość albumu została napisana, gdy zarówno Jørgen (RIP), jak i ja mocno angażowaliśmy się w scenę norweską, to myślę, że uczucie iż to wszystko zmierza w złym kierunku, nie tylko "my przeciwko nim", ale także wewnętrzne zmagania, nauczyły nas jak zachować naturalny dystans. Biorąc to pod uwagę, myślę, że fakt, że zaczęliśmy słuchać różnych rzeczy w tamtym czasie, miał tu istotne znaczenie. Wczesne grunge, późne lata 60-te, wczesne 70-te, rock taki jak T.Rex, Free i Led Zeppelin, oraz słuchanie wielu zespołów, które zainspirowały mnie do tworzenia muzyki od samego początku: Kiss, Motley Crüe, Judas Priest, Metallica, Slayer,Dio- lista jest długa. Nadal robiliśmy swoje, konsekwentnie, tak jak to założyliśmy sobie na początku, mieliśmy wywalone na to co piszą/ mówią o nas Metal Hammer, Slayer Mag, Rock Hard, czy w końcu sama scena. Oddawaliśmy w tej muzyce całe nasze emocje.

9. Coś niecoś z innej beczki. Jaka jest Twoja opinia na temat obecnego stanu sceny metalowej generalnie i jeśli chodzi o Norwegię? Czy jesteś na bieżąco z najnowszymi wydawnictwami? Są jakieś ciekawe materiały, które możesz szczególnie polecić?

Nie mam tyle czasu co kiedyś, kiedy byłem młodszy, aby stale być na bieżąco. Wiesz, jak to jest. Codzienne życie zajmuje większość czasu- większość dnia, większość tygodnia. Oczywiście słucham codziennie odpowiedniej dawki Metalu, ale mam też dni w które nadrabiam temat, że tak powiem. Zawsze znajduję jakieś ciekawe zespoły z lokalnej sceny. Faktem jest, że istnieje jakość i oryginalność w prawie każdym gatunku / pod gatunku grania. Czy słuchałeś debiutu Konsortium, który ukazał się kilka lat temu? Jeśli chodzi o scenę, to myślę, że jest zarówno tak samo jak i inaczej. Są tu ludzie tworzący z prawdziwych i szczerych powodów, ale i trendziarze czy Ci co po prostu chcą się obłowić. Są i wilki, są i owce. Ale myślę, że nigdy nie można  do końca porównywać tego co mamy dzisiaj z tym, co mieliśmy na początku lat 90-tych.

10. Ostatnie pytanie. Czy w dawnych czasach handlowałeś taśmami, tworzyłeś może jakiś zine, pisałeś listy do innych muzyków ze sceny? Jeśli tak, czy miałeś szansę nawiązać kontakt z jakimś zespołem z polskiej sceny?

Nigdy nie robiłem zina, ale siedziałem mocno w handlu/ wymianie taśmami. A i listy pisywałem. Od  3 do nawet 10 listów każdego dnia sprawiło, że znalazłem nawet to co w życiu robię poza tworzeniem i graniem muzyki  hahaha.  Dostaliśmy kilka listów ze wschodniej Europy, także z Polski. Pamiętam, że pierwsza kompilacja w której braliśmy udział pochodziła z Polski i pamiętam, w szczególności taki zine z błyszczącą okładką w formacie A5. Nie pamiętam jednak jego nazwy, wybacz. Ale to, co pamiętam, to fakt, że rzadko lub nawet nigdy nikt z waszego kraju nas nie oszukał!


wywiad przygotował i przeprowadził Przemysław Bukowski

środa, 12 września 2018

Murderworker- Where Scream Becomes Silence (Base Record Production 2018)

Ostatnio zajechał do mnie kawał soczystego Death Metalu prosto z Hiszpanii! Już od pierwszych dźwięków płyta najpierw zaskoczyła, a potem powaliła mnie swoim brzmieniem! Tak, to jest główny atut tego wydawnictwa. Mocarne, lekko pisakowe i gęste niczym najczarniejsza smoła. Walec konkretny! Lata to gdzieś w okolicach tego co na swoich  wczesnych wydawnictwach osiągnęło Dismember, Asphyx, czy Entombed już w bardziej Death 'n' Rollowej odsłonie. Potęga! Tych wszystkich wyśmienitych riffów jakie zespół zawarł na tym krążku w takim właśnie brzmieniu słucha się rewelacyjnie. Klimatem, tekstami i oprawą uderza to w typowe klasyki z elementami gore, czyli Cannibal Corpse (tu i wokal ma podobną barwę i manierę jak u Corpsegrindera), wczesny Entrails itd. Kompozycje utrzymane są w zróżnicowanych tempach, jednostajności nie ma, także album się nie nudzi i jak ktoś siedzi w klasycznych klimatach gatunku, to znajdzie tu dla siebie wszystko co w temacie najlepsze. Dziw bierze, że tak dobre zespoły jak Murderworker nie zostają zauważone przez czujne oczy dużych wytwórni. Cóż, może tej grupie niebawem się powiedzie w tej kwestii, bo zasługują na to aby dotrzeć do jak najszerszego grona fanów Death Metalowego grania. Może Murderworker nie tworzą czegoś mocno oryginalnego, ale w precyzyjny sposób operują tym wszystkim co zrodziła swojego czasu scena, i przekuwają to w swoją własną muzykę, naznaczoną niepodważalną pasją do takiego właśnie grania. Każdy kto sięgnie po tę płytę zawiedziony nie będzie, a i wróżę częste powroty.

https://www.facebook.com/MurderWorker-1475327439205003/
https://murderworkerband.bandcamp.com/


niedziela, 9 września 2018

Bestiality- Endless Human Void (FWO 2018)

Doczekaliśmy się wreszcie debiutanckiego długograja od Bestiality. Niestety jest to radość połączona z żalem, jako, że zespół wydał płytę jako zwieńczenie swojego bytu na scenie. Koncert towarzyszący premierze albumu był ich ostatnim, Bestiality przeszło do historii. Ogromna szkoda bo był to jeden z zespołów naszej rodzimej sceny, który w kwestii swojej Black/ Death/ Thrashowej sztuki był jednym z wiodących i najbardziej w tej materii oryginalnych. Musimy się cieszyć z dziedzictwa jakie nam zostawili, a jest ono niewątpliwie wartościowe, a wiadomym jest, że w dziedzinie oldschoolowego Black/ Thrashu nie jest już tak łatwo zostać zauważonym. Grup uskuteczniających ten styl jest na całej scenie jak grzybów po deszczu, a sporo z nich gra po prostu to samo i na jedno kopyto, czasem ciężko odróżnić kto co. Załoga Bestiality bez wątpienia była tą wyróżniającą się i oferującą coś świeżego w temacie, jakąś nową energię, a jednocześnie coś, wydaje mi się, totalnie swojego.
"Endless Human Void" to tak naprawdę ogromna kopalnia wszystkiego co stworzyła tzw. Pierwsza Fala Black Metalu. Znajdzie się tu elementy wczesnego Bathory, Venom, Sodom, Destruction, Slayer czy już, mówiąc szczerze, pierwszych, szaleńczych Death Metalowych aktów jak Sarcofago i Possessed. Nie brakuje tu też odniesień do klasyki tych mroczniejszych płyt Heavy/ Speed jak chociażby debiut Running Wild, Piledriver lub Kat. Bestiality pokusili się tutaj o nieco podobny "hołd" jaki nagrali na swojej pierwszej płycie Curel Force ("Leather and Metal") zatytułowany "Forever in Leather". Jest on jednak o wiele bardziej zaciekły i brudny, i przynosi na myśl znacznie szerszy zakres klasycznych brzmień i w o wiele bardziej ekstremalnej odsłonie. Płyty słucha się świetnie, jest zróżnicowana, to kawał solidnego metalowego mięcha zagranego na najwyższych obrotach. 40 minut materiału mija niczym z diabelskiego bicza strzelił. No i cover Imperator... Szacun panowie! Wszyscy maniacy starej szkoły tyłki w troki i zasuwać po tę płytkę póki jest!
P.S.
W grudniu album dostępny będzie również na kasecie. Wydawcą znakomity i oddany sprawie label Destruktion Records!

https://www.facebook.com/Bestiality-838611276153519/


piątek, 7 września 2018

Arkona- Khram (Napalm Records 2018)

Ostatnio dotarł do mnie najnowszy krążek rosyjskiej Arkony, zespołu który jest ścisłą czołówką jeżeli chodzi Pagan/ Folkowe granie w zakresie metalowej sztuki. "Khram" to już 9, studyjne dzieło grupy i drugie, które poniekąd rozpoczyna nowy rozdział w twórczości zespołu, nie diametralny, ale jednak. Przynajmniej ja to tak odbieram. Wtajemniczeni wiedzą, że poprzedni materiał, "Yav", był dziełem bardzo mrocznym, posępnym, a w kwestii samego grania miejscami nawet powiedziałbym progresywnym. Długie utwory, częste zmiany tempa, różne ciekawe wstawki, recytacje. Jednym słowem nieco zawile, ale na bogato. Nie był to album tak łatwo przyswajalny jak niemal każdy poprzedni. Nie było na nim ani jednej ballady, czy przytupanek w stylu "Yarilo" czy "Stenka na Stenku". Już po pierwszym przesłuchaniu "Khram" było jasne, że będzie to płyta kontynuująca przyjęty na "Yav" kierunek. Jest tutaj nieco więcej żywszych momentów ("Shtorm", "V Pogonie Za Beloj Ten'yu"), majestatycznych (słuchając takiego "Rebionok Bez Imieni" przypomniał mi się trochę "They Rode On" Watain), ale klimat i struktura płyty jest niemal ta sama, z taką różnicą, że "Khram", jak sam tytuł wskazuje, ma sporo elementów szamańskich, rytualnych (jeszcze bardziej oznajmiających swą obecność w stosunku do poprzedniczki), wiele motywów z inkantacją. I co istotne, słychać tu miejscami mocne wpływy Black Metalu, a całość utrzymana jest przede wszystkim w średnich tempach i oparta na ciężkim, mocarnym brzmieniu gitar oraz wyraźnej obecności basu. Sporą rolę odgrywają tu instrumentalne pasaże w których swoje 5 minut mają bardzo fajnie zaaranżowane partie klawiszy. Album jest rozbudowany, znajduje się tu 9 kompozycji, a płyta trwa ponad 70 minut. Zdawać by się mogło, że Arkona zmierza w nowym kierunku, ku jeszcze bardziej kompleksowym kompozycjom, jeszcze większemu budowaniu atmosfery przy wykorzystaniu szerokiego wachlarza pomysłów i zagrywek. Mówiąc szczerze zespół ten nigdy wcześniej nie brzmiał tak potężnie i dojrzale. No i te niesamowite pokłady emocji... Tego nigdy w twórczości Arkony nie brakuje, tego swoistego, rodzimowierczego ducha, silnego związku z tradycjami i wierzeniami naszych słowiańskich przodków, które jest wiecznie bijącym sercem tego zespołu, które również mi są bliskie.
Podsumowując, "Khram" to potężna, majestatyczna dawka Pagan/Folk Metalu i chyba najcięższa płyta w dorobku Arkony. Album godny polecenia każdemu, komu te klimaty nie są obce. A nawet każdemu innemu, bo to najprościej mówiąc, kawał wyśmienitego, emocjonalnego, pełnego pasji grania!



czwartek, 6 września 2018

At the Gates- To Drink from the Night Itself (Century Media 2018)

"To Drink from the Night Itself" to szósty pełny album wynalazców gothenburskiego brzmienia- At the Gates, a drugi od czasu gdy ponownie wrócili na scenę. Pierwsze co nasuwa się słuchając tej płyty to jej mroczny, posępny, miejscami nostalgiczny klimat. W tej kwestii to pierwszy taki album tego zespołu, pierwszy z takim ładunkiem tych emocji. Kolejna sprawa to brzmienie- bardzo gęste, z lekkim piachem, odrobiną surowości, jak najbardziej współgrające z atmosferą, i tak jak w przypadku innych albumów At the Gates, agresja nieco ustępuje pola melodyjności, ale u nich to akurat od dawna normalka. Chociaż nie, pierwsze dwa albumy dosyć zgrabnie temat balansowały, wraz ze "Slaughter of the Soul" nacisk na melodyjność stał się bardzo wyraźny. No, ale zostawmy to, bo oczywiście to nic na minus. Zaletą, a jednocześnie i jakby wadą płyty jest jej niebywała spójność. Już tłumaczę zagadnienie. Płyta jest bardzo zwarta i słucha się jej jak jednego, bardzo długiego utworu. Przynajmniej ja odniosłem dokładnie takie wrażenie. Lecz jakby zacząć ją rozbijać na poszczególne kawałki, to traci na mocy, bo żaden tak naprawdę jakoś mocno się nie wyróżnia, są po prostu dobre, poprawne, ale bez szału. Dobrze zobrazuje kwestię porzekadło "w kupie siła". I tutaj, mam wrażenie, wyłazi na wiesz brak w składzie Andersa Bjorlera, który w temacie riffów wiódł w At the Gates prym. Potrafił nadać utworom tych wybijających je cech. Brak jego twórczej ręki jest tu, w porównaniu do poprzedniej płyty, dosyć widoczny. Niemniej jednak nie brakuje płycie różnych smaczków i ciekawych rozwiązań wpływających na odbiór, choćby partii akustyków. Mimo, że album nie ma efektu "wow" i raczej nie będę się palił aby nazbyt często do niego wracać, to generalnie rzecz biorąc podoba mi się. Co najważniejsze, mimo braku konkretnego ognia i większej dawki chwytliwości i energii, nie jest to płyta przewidywalna i z marszu łatwa w odbiorze, trzeba dać jej szansę wybrzmieć i przemówić jako jedno spójne dzieło. Jest ambitna, pomysłowa, lecz nie dla każdego odbiorcy. Z pewnością wyróżnia się na tle pozostałych płyt grupy. Czy mogę polecić "To Drink from the Night Itself"? Tak, z całą pewnością wszystkim tym którzy zadurzeni są w Szwedzkich Death Metalu (min. dlatego dałem tej płycie nieco większy kredyt zaufania i dodatkową notę wyżej). Reszcie, cóż, jeżeli melodyjny Death Metal nie jest waszym priorytetem, a fanami At the Gates nie jesteście, to raczej niewiele tu dla siebie znajdziecie, odbierzecie to dzieło jako przeciętne. Kończąc, jak dla mnie bardzo udany materiał, ale z nóg nie ścina.




niedziela, 2 września 2018

Dissection- The Somberlain (No Fashion Records 1993/ Irond, Black Horizon Music 2006)

"The Somberlain" to jeden z najlepszych, najbardziej imponujących debiutów w historii muzyki metalowej, jak i również ścisła czołówka płyt wydanych na szwedzkiej ziemi. Nagrany w marcu 1993, był dziełem które tak naprawdę przedstawiło światu nowy styl grania, nietuzinkową, melodyjną hybrydę Black i Death Metalu, z tym drugim u podstaw. W tamtym czasie w jakimś stopniu, na podobnym gruncie, powołując do życia melodyjną odmianę Death Metalu, poruszało się At the Gates oraz Unanimated ze swoim debiutem, ale to wciąż nie było to z czym mamy do czynienia w przypadku Dissection. "The Somberlain" charakteryzowały zmyślne riffy, bogate kompozycje oraz zmiany tempa w jakimkolwiek stopniu nie ujmujące płynności płyty, a wręcz przeciwnie, nadając jej dodatkowej złożoności. Płyta nafaszerowana jest kapitalnymi, posępnymi melodiami. W przeciwieństwie do innych zespołów, które podobnie jak oni bazowały na skali molowej, Dissection nader często uderzali w struny pojedynczo nadając tej formie nowej jakości, a swojej muzyce dodatkowego, niepowtarzalnego klimatu. Na płycie nie brak też dodatkowych akustyków czy drobnych nawiązań do klasyki (kto nie kojarzy ów czystego krzyku Jona a la King Diamond w otwierającym album "Black Horizons", którym potem przechodzi w nucenie niczym z "One Rode to Asa Bay"). Dzieła dopełniła czysta i potężna produkcja, którą zespół zawdzięcza Danowi Swano.
Tak oto powstała kolejna płyta bez skazy, kolejny z ponadczasowych monumentów tej sceny. W tamtym czasie nikt nie brzmiał tak jak oni. I tak jak to miało miejsce w przypadku Entombed, nie trzeba było długo czekać na tych którzy postanowią podążać muzyczną ścieżką wydeptaną przez Dissection, mam tu na myśli chociażby Gates of Ishtar, Sacramentum czy to co stworzyło Unanimated na "Ancient God of Evil". Powstał materiał o niemal podobnym wpływie na scenę, który wytyczył kolejne, nowe ścieżki w metalowym graniu, który sprawił, że Dissection, którzy doczekali się z czasem niemal legendarnego statusu. Uważam, że w pełni na niego zasługując.