wtorek, 28 lipca 2020

Batushka - Raskol (Witching Hour Productions 2020)

Niespodziewanie pojawił się kolejny materiał od Batushki, a zarazem pierwsza EPka w dorobku zespołu. "Raskol" to pięcioczęściowa i nieco ponad półgodzinna muzyczna opowieść, połączona w jedną spójną całość. Po raz kolejny materiał idzie naprzód, ale i nawiązuje do swoich korzeni, czyli do płyty "Litourgiya". Jest swoistym połączeniem patosu i świeżego brzmienia "Hospodi" z klimatem i odrobiną, nazwijmy to, surowości debiutu. EPka przesiąknięta jest fascynacją wschodnią kulturą prawosławia, zarówno rosyjskiego, jak i greckiego, której estetyka została tu przeobrażona w mroczną, bluźnierczą formę. Ponownie cofamy się atmosferą do jakiejś osadzonej na odludziu cerkwi lub monastyru. Nowym motywem, który przewija się przez całą płytę są czyste partie gitar wykorzystane jako intra lub przerywniki budujące klimat każdego z utworów. Ponownie, acz w nieco większym zakresie wykorzystano chóralne zaśpiewy tak nieodzowne w tym koncepcie i to nie tylko pod tło (utwór zamykający "Raskol" - "IRMOS V" stawia je w swym prologu na pierwszym planie). Te cechy sprawiają, że aura EPki jest nieprzeciętna, a jej klimat wciągający. Bardzo podoba mi się kierunek, w jakim ta muzyka zmierza, a i cieszy fakt, iż ta formuła jeszcze się nie wyczerpała i po raz kolejny potrafi pozytywnie zaskoczyć.
Sam tytuł - "Raskol", który oznacza podział, schizmę, odnosi się do historii/konceptu, jaki został zawarty na materiale, ale jest również alegorią obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się grupa. Liryczna część dzieła powstała, jak mówi zespół, na podstawie własnych interpretacji tekstów zawartych w "Sticherarionie" - księdze, która z powszechnego użycia liturgicznego zniknęła po reformie przeprowadzonej niegdyś przez patriarchę Nikona w XVII wieku. Na dzień dzisiejszy księga ta używana jest przez staroobrzędowców wszystkich konfesji i była jedną z przyczyn Wielkiej Schizmy z XVII wieku, a co za tym idzie, podziału w cerkwi prawosławnej. 
Kwestia, o której chciałbym na koniec napomknąć, to grafika zdobiąca płytę. Dla mnie osobiście jest dotychczas najlepszą, jaka pojawiła się na wydawnictwach z logiem Batushki. Nie tylko współgra z zawartością, ale i w pełni oddaje całą estetykę towarzyszącą zespołowi. Za ów koncept graficzny oraz samą okładkę odpowiedzialny jest podlaski artysta Maciej Szupica.


English translation:

Unexpectedly, another material from Batushka appeared, and at the same time it is the band's first EP. "Raskol" is a five-part and just over half an hour long musical story, combined into one coherent whole. Once again, the material goes forward, but also refers to its roots, which is the album "Litourgiya". It is a kind of combination of pathos and the fresh sound of "Hospodi" with the atmosphere and a bit of, let's call it, rawness of the debut. The EP is fulfilled with fascination towards Eastern Orthodox culture, both Russian and Greek, aesthetics of which have been transformed here into a dark, blasphemous form. Once again, we go back to some church or monastery set in a remote area. A new theme that runs through the entire album are pure guitar parts used as intros or interludes that create the atmosphere of each track. Again, though to a slightly greater extent, choral singing was used, so indispensable in this concept, and not only as a background (the "Raskol" closing piece, "IRMOS V" places them in the foreground in its prologue). These features make the EP's aura extraordinary, and its atmosphere addictive. I really like the direction in which this music is heading, and I am glad that this formula is not overused yet and can surprise positively once again.
The title itself - "Raskol", which means a division, schism, refers to the story/concept contained in the material, but is also an allegory of the current situation in which the band is. The lyrical part of the work, as the band says, was based on their own interpretations of the texts contained in the "Sticherarion" book, which disappeared from common liturgical use after the reform carried out by Patriarch Nikon in the 17th century. As of today, this book is used by Old Believers of all confessions and was one of the reasons for the Great Schism of the 17th century, and thus the division in the Orthodox Church.
At the end, I would like to mention the graphics that decorate the album. For me personally, it is the best one that has appeared on releases with the Batushka logo so far. Not only does it harmonize with the content, but also fully reflects the entire aesthetics accompanying the band. The artist from Podlasie, Maciej Szupica, is responsible for the graphic concept and the cover itself.




środa, 22 lipca 2020

Faustian Pact - Outojen Tornien Varjoissa (Werewolf Records 2020)

Wreszcie siadam do recenzji znakomitego... Nie! Genialnego debiutu finów z Faustian Pact! Tak, jest to jedna z najlepszych płyt, jakie się w tym roku pojawiły i jakich dane mi było posłuchać. I to nie tylko w ramach Black Metalu. Faustian Pact nagrał płytę, która jest sumą wszystkiego, co najlepsze w dziedzinie muzyki metalowej stawiającej na klimat, atmosferę, nawiązania do średniowiecznej estetyki, okultyzmu i wykorzystującej klawisze do budowania tej formuły. Jeżeli bliskie Wam są pierwsze dwie płyty Dimmu Borgir, "Moon in the Scorpio" Limobonic Art, "A Touch of Medieval Darkness" Desaster, wczesne materiały Siebenburgen, Nokturnal Mortum, norweski Odium, Vargrav czy późniejsze płyty Satanic Warmaster, to nie możecie przejść obojętnie obok "Outojen Tornien Varjoissa". Po prostu nie możecie, to byłaby zbrodnia! Jest tu cała masa porywających riffów, dających się zapamiętać melodii, klimatycznych wampirycznych wokali, delikatnych elementów folkowych, no i szczątkowego zastosowania żeńskich głosów. Generalnie nie lubię ich używania w ramach Black Metalu, gubią gdzieś jego surowość i diabelski charakter, spłycają, niepotrzebnie łagodzą. Tutaj nastąpił wyjątek i przyznam, że zadziałały na korzyść i to bardzo. Wykorzystane jako chóry w refrenach zrobiły kawał dobrej roboty na rzecz klimatu. Sprawdźcie sobie utwór "Valottomien Askelten Takana" i przyznacie mi rację. Ależ tu jest potencjał!
Płyta brzmi solidnie, jest w niej odrobina surowości, przede wszystkim w brzmieniu gitar i wokalu, co staje w balansie do czysto i dynamicznie brzmiącej perkusji i klawiszy. Nadaje to "Outojen Tornien Varjoissa" pewnej unikatowości i tworzy dwa współgrające ze sobą oblicza muzyki Faustian Pact. Z jednej strony mamy tradycyjny Black Metal: surowy, złowieszczy, a z drugiej jego melodyjne i pełne wyjątkowej atmosfery oblicze. 
Jak dla mnie powstał album praktycznie perfekcyjny i już nie mogę się doczekać kolejnego ich materiału. Kiedyś ta płyta to będzie kult, zobaczycie! Polecam każdemu!

https://www.facebook.com/truefaustianpact/
https://faustianpact.bigcartel.com/

English translation:

Finally, I sit down to review the excellent... No! Brilliant debut of the Finns from Faustian Pact! Yes, it is one of the best albums released this year and that I have had the chance to listen to. And not only within Black Metal. Faustian Pact has recorded an album that is the sum of all the best in the field of Metal music, focusing on the climate, atmosphere, references to medieval aesthetics, occultism and using the keys to build this formula. If you like the first two albums of Dimmu Borgir, "Moon in the Scorpio" by Limobonic Art, "A Touch of Medieval Darkness" by Desaster, early materials by Siebenburgen, Norwegian Odium, Norkturnal Mortum, Vargrav or later Satanic Warmaster albums, you cannot pass by "Outojen" Tornien Varjoissa" emotionless. You just can't, it would be a crime! There is a whole lot of thrilling riffs, memorable melodies, atmospheric vampiric vocals, delicate folk elements, and limited use of female singing. Generally, I do not like using them as part of Black Metal, the female vocals, they lose its rawness and devilish character somewhere, they make it shallow and soften it unnecessarily . There was an exception here and I must admit that they worked a lot to the advantage. Used as choirs in the chorus, they did a great job for the climate. Check out the song "Valottomien Askelten Takana" and admit I'm right. There is potential here!
The album sounds solid, there is a bit of rawness in it, especially in the sound of guitars and vocals, which is balanced with clean and dynamic sounding drums and keyboards. This gives "Outojen Tornien Varjoiss" a certain uniqueness and creates two harmonious faces of Faustian Pact's music. On the one hand, we have traditional Black Metal: raw, ominous, and on the other, its melodic face full of unique atmosphere.
As for me, the album is almost perfect and I can't wait for their next material. One day this album will be a cult, you will see! I recommend it to everyone!





wtorek, 14 lipca 2020

Moonthoth - Zmora (Wolfspell Records 2020)

Historia Moonthoth sięga niemal roku 2000, kiedy to grupa powstała pod nazwą Nigra Missa. Po pewnym czasie przekształciła się w projekt jednoosobowy pod nazwą Moonthoth. Po wydaniu kilku dem zespół zniknął na dziesięć lat z polskiej sceny. W 2020 powrócił ze swoim pierwszym pełnym albumem. Muzyka Moonthoth to przede wszystkim Black Metal, ale oscylujący wokół wielu inspiracji, korzystający z wielu rozwiązań. Nocturnal, stojący za całością twórczą Moonthoth, przedstawił na "Zmorze" nie tylko pogańskie oblicze tej sztuki (w większości za sprawą tekstów opartych na demonologii i mitologii słowiańskiej), ale również odniósł się do wielu oblicz Black Metalu, jakie kształtowały się przez lata trwania sceny. Jest tu nieznaczna epickość w stylu Summoning czy Caladan Brood, symfonika i odrobina melodyjności reprezentowanej przez stare Limbonic Art (jest tego mniej niż na demach, ale wciąż da się te wpływy zauważyć), odrobina surowości i nacisku na partię gitar w stylu, jaki były widoczny chociażby na pierwszych płytach Burzum, kończąc na folkowych elementach znanych z "Bergtatt" oraz "Kveldssanger" Ulver. Warto też zaznaczyć, że jest to pierwszy materiał Moonthoth w języku polskim. Jednym słowem: nie sposób się tu nudzić.
Uważam, że "Zmora" spełniła swoje zadanie jako powrót Moonthoth na scenę oraz przypomnienie o tym zespole. Sprawdziła się również jako debiut. Album kipi od pomysłów, jest świeży i wciągający. Prowadzi słuchacza różnymi ścieżkami. Nocturnal umiejętnie korzysta z dobrodziejstw, jakie oferuje Black Metal, tworząc dzieło mające szansę odbić się echem na podziemnej scenie. Ja bym sobie tego życzył, ta płyta na to zasługuje. 

https://moonthoth.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/MoonthothBand/
https://wolfspell.pl/

English translation:

The history of Moonthoth dates back to almost 2000, when the group was formed under the name Nigra Missa. After some time it evolved into a one-man project and changed the name to Moonthoth. After releasing several demos, the band disappeared from the Polish scene for ten years. In 2020 it returned with its first full-length album. Music of Moonthoth is primarily Black Metal, but oscillating around many inspirations, using many solutions. Nocturnal, who stands behind the creative whole of the project, presented not only the pagan face of this art on "Zmora" (mostly due to lyrics based on Slavic demonology and mythology), but also referred to many faces of Black Metal that have evolved over the years. There is a slight epicness in the style of Summoning or Caladan Brood, a symphony and a bit of melody represented by old Limbonic Art (there is less of it than on demos, but you can still see these influences), a bit of austerity and emphasis on the guitar part in the style that was visible e.g. on the first Burzum records, ending with folk elements known from "Bergtatt" and "Kveldssanger" by Ulver. It is also worth noticing that this is the first Moonthoth material in Polish. In a word, you can't get bored here.
I think "Zmora" did its job as Moonthoth's return to the scene and as a reminder of this band. But also as a debut. The album is full of ideas, it is fresh and addictive. Guides the listener through different paths. Nocturnal skillfully uses the benefits of Black Metal, creating a work that has a chance to make its mark on the underground scene. I would really like the things to go that way, this album deserves it.




środa, 8 lipca 2020

Det Gamle - Rex Lucifer (Mara Production 2020)

Tak oto dostajemy trzeci już krążek od niegdysiejszych jak i obecnych muzyków Besatt (pod nazwą Det Gamle). Na "Rex Lucifer" zespół prezentuje dość oryginalną jak na dzisiejsze czasy odsłonę Black Metalu, bardzo mocno podkutą latami 80. i starym dobrym Katem. Przebiega gdzieś w tych kompozycjach ten szaleńczy i złowieszczy BM z wpływami Norwegii, jaki znamy już z Besatt, aczkolwiek dominuje tu bardziej heavy metalowa formuła, oczywiście mroczna i posępna, ale wciąż. Riffy są chwytliwe, kompozycje nie gnają tak na złamanie karku, a w tle rozbrzmiewają klawisze nadające całości rytualnego charakteru. Co więcej, wszystkie teksty są śpiewane po polsku, co też w przypadku rodzimego zespołu można zaliczyć na plus. Kompozycje same w sobie są spójne, dobrze brzmiące i przede wszystkim urozmaicone. Mamy tu ciekawe riffy, melodie pełne atmosfery grozy. Płyta ma zarówno piekielny, jak i grobowy klimat. Ma w sobie coś z otoczki, jaka towarzyszy starym horrorom z diabłem w roli głównej. Dodam też, że charakterem i estetyką "Rex Lucifer" można by postawić obok najnowszej płyty Czorta "Apostoł". Kompletnie inne brzmienie i budowanie klimatu, ale podobne podejście do samej konstrukcji numerów. Ogólnie rzecz biorąc nowy materiał Det Gamle mi siadł i to na tyle, że chętnie będę sobie do tej płyty wracał. Kawał dobrego Black Metalu w trochę innej odsłonie, niż ta najbardziej popularna. Szacun,  Panowie!

https://www.facebook.com/DetGamleBesatt/
https://awakeninginthedark.pl/

English translation:

That's how we get the third album from the past and present Besatt musicians (under the name Det Gamle). On "Rex Lucifer" they present a fairly original for nowadays type of Black Metal, very much rooted in the 1980s and good old Kat. Somewhere in these compositions hides this crazy and ominous BM with the influences from Norway, as we already know from Besatt, although the more heavy metal formula dominates here, of course dark and gloomy, but still. Riffs are catchy, the compositions do not rush to break your neck, and in the background there are keys giving the whole a ritual character. What's more, all lyrics are sung in Polish, which can also be an advantage as for a native band. The compositions themselves are consistent, with a good sound and above all varied. We have interesting riffs, melodies full of horror atmosphere. The album has both a hellish and grave-like atmosphere. It has a feeling that accompanies old horrors with the devil in the main role. I will also add that the character and aesthetics of "Rex Lucifer" could be placed next to the latest album by Czort - "Apostoł". Completely different sound and climate building, but a similar approach to the construction of songs. In general, the new Det Gamle material appealed to me so much that I will gladly come back to it more than few times. A piece of good Black Metal in a slightly different manner than the most popular one. Respect, gentlemen!




wtorek, 7 lipca 2020

Root - Zjeveni (Zeras 1990 / Witching Hour 2020)


Root jest drugim po Master's Hammer wiodącym zespołem z Czech (niegdyś Czechsłowacji), który przyczynił się do rozwoju tamtejszej sceny ekstremalnego grania i zaznaczenia ich kraju na black metalowej mapie świata. Ten zespół to już niemal legenda. Można ich postawić obok nie tylko Master's Hammer, ale również takich grup jak Tormentor czy nasz rodzimy Kat. Root, podobnie jak wymienione przeze mnie zespoły, nie grał Black Metalu w stylu, jaki jest nam dobrze znany i jaki został zdefiniowany w latach 90. Był oryginalny, stawiający na wyjątkową atmosferę i mieszanie w tym diabelskim kotle wielu wpływów, m.in wywodzących się z Thrashu, Heavy czy bardzo wczesnej formy Death Metalu. Tę cechę dzielą poniekąd z rodakami z Master's Hammer.
"Zjeveni" jest debiutem tej grupy, debiutem, który z marszu wyrobił ich charakterystyczny styl i wizerunek (Bigboss był na scenie niemal niczym King Diamond), przynajmniej ten początkowy, który później ewoluował w kierunku bardziej epickiego grania. Na tym albumie grali jeszcze muzykę prostszą, uboższą aranżacyjnie, bardziej surową, ale wciąż niepozbawioną klimatu. Tematyką utworów rządzi szatan i okultyzm, a teksty są śpiewane w języku czeskim. Utwory co jakiś czas zmieniają tempo, występują recytacje, także atmosfera się zmienia, dzięki czemu nie wieje na płycie nudą. Rzecz jasna nie ujmuje to niczego ze spójności materiału. Bezapelacyjnie jest to jeden z klasyków wczesnego Black Metalu, jaki zrodził się za niegdysiejszą Żelazną Kurtyną.
Poniżej przedstawiam najnowszą reedycję tego materiału wydaną w tym roku przez Witching Hour Productions. Mamy tu do czynienia z dwupłytowym digipakiem ze sporą ilością archiwalnych zdjęć oraz bonusową płytą z nagraniami live z 1999 roku. Pod względem wizualnym jest to najlepsze jak dotąd wznowienie "Zjeveni", jakie się ukazało. Dostępne jest również w trzech wersjach winylowych i na kasecie.

http://rootan.net/
https://www.facebook.com/ROOT-Official-396971113678944/
https://store.witchinghour.pl/

English translation:

Root is the second leading band from the Czech Republic (once Czechslovakia) after Master's Hammer, which contributed to the development of the local scene of extreme playing and marking their country on the black metal map of the world. This band is almost a legend. You can put them next to not only Master's Hammer, but also such groups as Tormentor or our Polish Kat. Root, like the bands I mentioned, did't play Black Metal in a style that is well known to us and was defined in the 90s. It was original, putting on a unique atmosphere and mixing many influences in this devil's cauldron, including those derived from Thrash, Heavy or very early Death Metal. They share this feature with their compatriots from Master's Hammer.
"Zjeveni" is the debut of this group, the debut that created their characteristic style and image instantly (Bigboss was almost like King Diamond on stage), at least the initial one, which later evolved towards more epic stuff. On this album, they played even simpler, poorer arranged music, more raw, but still with a climate. The theme of the songs is ruled by Satan and occultism, and the lyrics are sung in Czech. The songs change the tempo from time to time, there are recitations, and the atmosphere changes, so you don't get bored listening to it. Of course, this doesn't take anything from the consistency of the material. Undoubtedly, it is one of the classics of early Black Metal that was born behind the former Iron Curtain.
Below is the latest reissue of this material released this year by Witching Hour Productions. We are dealing here with a double-disc digipack with a large number of archive photos and a bonus disc with live recordings from 1999. Visually, this is the best reissue of "Zjeveni" to date. It is also available in three vinyl versions and on cassette.





wtorek, 30 czerwca 2020

Ljosazabojstwa - Głoryja Śmierci (Godz ov War Productions 2020)

Po demie i dwóch EPkach doczekaliśmy się pełnego albumu od białoruskiej załogi z Ljosazabojstwa. Jak już niektórym z Was wiadomo, panowie parają się dość klimatyczną odmianą Death Metalu z jakby blackową atmosferą, w każdym razie jest to bardzo oryginalne i nie da się ich pomylić z nikim innym. Może nie miałem tego odczucia przy słuchania wcześniejszych materiałów, ale mam ochotę stwierdzić, że Ljosazabojstwa to taki Malokarpatan Death Metalu. Dzielą z tym zespołem tę samą atmosferę i swego rodzaju zakorzenienie w mrocznych opowieściach, otacza ich pewna charakterystyczna aura. Na "Głoryja Śmierci", poza czerpaniem inspiracji z death metalowej klasyki, pojawiają się jeszcze zagrywki typowe dla zespołów będących podwalinami dla ekstremalnego grania. Mam tu na myśli wczesny Running Wild, Slayera z czasów "Show No Mercy" czy Mercyful Fate. Czasem panowie puszczają oko do pewnych struktur o bardziej heavy/thrash metalowym zabarwieniu. Co więcej, są tu same rozbudowane kompozycje. Każda trwa średnio po dziesięć minut, co jak na oldschoolowy Death Metal jest sporą rzadkością. Jest to kolejna cecha wyróżniająca zespół i kolejna, którą mogą dzielić z Malokarpatan, chociażby w odniesieniu do ostatniej płyty Słowaków, mimo że grają w kompletnie innym stylu.
Przyznam, że przełożenie takich elementów na Death Metal stworzyło coś ciekawego w temacie, co ma potencjał i znacząco się wyróżnia, tworzy własną niszę. Zarówno płyta, jak i zespół godne uwagi, warto tego posłuchać!

https://lszb.bandcamp.com/
http://godzovwar.com/shop/pl/

English transaltion:

After the demo and two EPs, we got a full-length album from the Belarusian crew from Ljosazabojstwa. As some of you already know, gentlemen are dealing with a rather atmospheric version of Death Metal with a kind of black metal oriented atmosphere, in any case it is very original and cannot be mistaken with anyone else. Maybe I did't have this feeling when listening to earlier materials, but I want to say that Ljosazabojstwa is, let's say, a Malokarpatan of Death Metal. They share the same atmosphere and some rooting in the dark stories, they are surrounded by a characteristic aura. On "Głoryja Śmierci", apart from taking inspiration from Death Metal classics, there are also typical elements of the bands that are the foundations of extreme playing. I mean early Running Wild, Slayer from "Show No Mercy" era or Mercyful Fate. Sometimes they wink at certain structures with a more heavy/thrash metal vibe. What's more, there are only very extensive compositions here. Each one lasts ten minutes on average, which is quite rare for oldschool Death Metal. This is another feature that distinguishes the band and yet another that they can share with Malokarpatan, mostly in relation to the last album of Slovaks, although they play in a completely different style.
I admit that transfering such elements into Death Metal has created something interesting in the subject, which has potential and stands out significantly, creates its own niche. The album and the band are worth checking out!




niedziela, 28 czerwca 2020

Hell Trepanner - Macabre Smell of Rot (Fallen Temple 2020)


Swąd truchła, siarki i wszelkich innych pochodnych pachnideł bije od muzyki Hell Trepanner na kilometr. Słyszałem w swoim życiu niezliczoną ilość materiałów w temacie, ale bardzo rzadko natrafiałem na tak duszny i złowieszczy materiał w tym gatunku. To już nie tylko sam oldschool w temacie, ale i towarzysząca mu niebagatelna, cmentarna, przesiąknięta złem atmosfera. "Macabre Smell of Rot" to kompilacja nagrań z prób oraz ostatniego splitu, na jakim udzielił się ten zespół. Od razu powiem, że nie ma tu słabego numeru, po prostu nie. Wywaliłbym tylko intro "Voices from the Abyss" (to sterta bliżej niezidentyfikowanych hałasów, od których tylko głowa boli), jakie poprzedza ich część na splicie z Deshumanized i mamy perfekcyjne death metalowe wyziewy o piekielnym, a i grobowym charakterze. Drzemie w tym ten pierwotny, nieokiełznanych duch tej muzyki, echa ery demówek i wymian na taśmy. Dla bardzo wielu to wyznacznik jakości i oddania tej sztuce, i ja to niezmiernie szanuję i zawsze lubię słyszeć na nagraniach. Kto jeszcze Hell Trepanner nie zna, to "Macabre Smell of Rot" nadaje się w sam raz, aby sprawdzić sobie ten zespół!


English Translation:

Smell of corpse, sulfur and all other derivative scents surround Hell Trepanner's music from each side. I've heard countless materials in my life, but very rarely I came across such stuffy and ominous material in this genre. It is not only the oldschool in the subject, but also a substantial, cemetery-like, evil atmosphere imbued with it. "Macabre Smell of Rot" is a compilation of recordings from rehearsals and the last split that the band contributed to. I will say right away that there is no weak composition here, simply no. I would only dump the intro "Voices from the Abyss" (this is a pile of unidentified noises that only brings you headache), which precedes their part on the split with Deshumanized and we have a perfect Death Metal fumes of infernal and grave-like character. This original, unbridled spirit of this music, echoes of the era of demos and tapes exchanging is hidden in it. For many, it is a determinant of quality and devotion to this art, and I respect it and I always like to hear it on recordings. Who is not familliar with Hell Trepanner should start with "Macabre Smell of Rot", it is just right stuff to check out this band!