Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Besatt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Besatt. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 września 2021

Besatt - Supreme and True at Night (Witching Hour 2021)

Z nową płytą uderza Besatt i możliwe, że dla mnie będzie to płyta roku jeżeli chodzi o black metal - miejsce zostało bezpowrotnie zajęte. Wraz z płytą "Demonicon" Besatt zaczął bardzo mocno rozwijać swoje granie nie trzymając się już stricte oldschoolowych ram. Z płyty na płytę mogliśmy obserwować jak kompozycje zespołu mają coraz to większą złożoność i zyskują jeszcze lepsze brzmienie. Będąc zagorzałym fanem takich płyt jak "Sacrifice for Satan" czy "Triumph of Antichrist" można by przypuszczać, że będę na nową płytę marudził - otóż nie. W żadnym wypadku! Powiem nawet więcej, ten album wszedł szturmem do mojej pierwszej trójki w dyskografii Besatt zasiadając na tronie razem z dwoma uprzednio wspomnianymi materiałami. Nigdy dotąd ta grupa nie stworzyła tak przestrzennej i majestatycznej muzyki, nie tracąc niczego z jej mroku i diabelstwa. "Supreme and True at Night" brzmi tak, jakby był nagrywany w jakiejś astralnej przestrzeni, gdzie dźwięk płynie przez skąpany w nocy bezkres, odbija się echem w jego odmętach. Daje to naprawdę niezwykłe wrażenie. Płyta jest również kopalnią świetnych gitar i motywów czy też tekstów, które momentalnie się zapamiętuje. Wyróżniłbym tutaj "Baphomet's Legacy", "Rex Satanas" i wieńczący płytę "Kyrie Eleison". Warto też wspomnieć, że po raz kolejny, po latach, Besatt zaprosił do udziału na płycie Romana Kostrzewskiego z Kat, którego recytacja w "SaTaN" rozpoczyna niniejszy krążek. Kto inny sprawdziłby się w tej roli lepiej? No chyba nikt! Besatt tworzy od lat znakomitą black metalową sztukę i wciąż potrafi nagrywać płyty świeże i porywające, pozostając zespołem dumnie i konsekwentnie kroczącym swoją własną ścieżką, Diabła nigdy tu nie zabraknie!



English translation:

Besatt strikes with their new album and it is possible that for me it will be the material of the year when it comes to black metal - this place has been irretrievably taken. With the album "Demonicon" Besatt began to develop their sound very strongly, not sticking strictly to oldschool frames that much. From record to record, we could observe how the band's compositions have more and more complexity and gain much better sound. Being a dedicated fan of such albums as "Sacrifice for Satan" or "Triumph of Antichrist" one could assume that I would be whining about the new album - well, no. Absolutely not! I will say even more, this album stormed my top three list of the Besatt discography, sitting on the throne along with the two previously mentioned materials. Never before has this group created such spacious and majestic music without losing any of its darkness and devilishness. "Supreme and True at Night" sounds as if it was recorded in some astral space, where the sound flows through the vastness bathed in the night, echoes in its depths. It really gives a remarkable impression. The album is also a mine of great guitars, patents or lyrics that you immediately remember. I would highlight here "Baphomet's Legacy", "Rex Satanas" and the topping "Kyrie Eleison". It is also worth mentioning that once again, years later, Besatt invited Roman Kostrzewski from Kat to participate on the album, whose recitation in "SaTaN" begins this record. Who else would be better in this role? I guess nobody! Besatt has been creating excellent black metal art for years and is still able to record fresh and ravishing records, while remaining a band proudly and consistently following its own path, the Devil will never be missing here!






sobota, 29 czerwca 2019

Besatt - Blasphemous Ritual: Live in Zabrze (Mara Production 2019)

Jak już kiedyś wam wspominałem, Besatt był wśród pierwszych Black Metalowych ekip z jakimi się zapoznawałem, zatem darzę tę hordę szczególnym sentymentem. Wciąż mam w pamięci pierwsze zetknięcie z takimi albumami jak "Sacrifice for Satan", czy "Hellstorm". Robiły te diabelstwa wrażenie i w sumie robią do tej pory, dalej chce się tego słuchać i śledzić poczynania Beldaroha.
W tym roku Mara Productions postanowiło upamiętnić w formie koncertowego wydawnictwa występ Besatt jaki miał miejsce w ramach "Black Night by Mara II" 23 czerwca 2018 roku. Wydawnictwo ma swoją premierę równo rok po tym wydarzeniu. Zespół zagrał co nieco ze swoich żelaznych klasyków, w tym mój ulubiony "Blood Of My Enemies" oraz trochę nowszych rzeczy. Wypadli znakomicie! Tyle lat na scenie, dziesięć albumów na koncie, a wciąż są niepodważalną siłą w polskim podziemiu BM i konsekwentnie idą do przodu nie oglądając się na boki. W moim odbiorze stale są w stanie zaprezentować Black Metal najwyższej próby, rozwijać się w obrębie swojej niszy wraz z każdym albumem, wciąż będąc wiernym swojej estetyce i oldschoolowi. Koncert z Zabrza jest tego doskonałym przykładem. Besatt dojrzał, ale się nie zestarzał. Wciąż można znaleźć w ich misterium, jak i samej muzyce, tę energię która tliła się w nich na pierwszych płytach, mimo tego, że skład zdążył się totalnie zmienić. Zespół pokazał formę w każdym calu, tworząc iście piekielną i esencjonalną sztukę. Wcale się nie dziwię, że twórczość Besatt ma swoich wiernych fanów również poza granicami kraju, czy to w Ameryce Południowej, czy odległej Japonii, gdzie zdążyli już spowić deski scen w bluźnierstwie i ogniu.
Chylę czoła przed Mara Productions za to wydawnictwo i chęć udokumentowania kolejnego etapu w historii Besatt!

http://www.besatt.net/
https://www.facebook.com/Besatt-Horde-1597752340516014/
https://awakeninginthedark.pl/

English version:

As I once mentioned, Besatt was among the first Black Metal bands I got familiar with, so I have a special fondness for this horde. I still remember the first encounter with such albums as "Sacrifice for Satan" or "Hellstorm". They had a pure devilish impact on me and they still have to this day, I still want to listen to it and follow what Beldaroh will create next.
This year, Mara Productions decided to commemorate a concert by Besatt in the form of a live album. The gig presented here was a part of "Black Night by Mara II" (June 23, 2018). The release came out exactly one year after this event. The band played a bit of their kvlt classics, including my favorite "Blood Of My Enemies" and some newer stuff. That was a hell of a gig! So many years on stage, ten albums in discography, and they are still an unquestionable force in the Polish underground BM, and consistently step forward without compromises. In my opinion, they are constantly able to present Black Metal of the highest quality, develop within their niche with each album, still being faithful to their aesthetics and oldschool. The concert from Zabrze is a perfect example. Besatt is a mature band right now, but they did not grow old. You can still find in their mystery, as well as the music itself, the energy that smoldered in them on the first records, despite the fact that the line-up has changed completely. The band showed the form in every inch, creating truly infernal and essential art. I am not surprised at all that Besatt's works have their faithful fans also outside Poland, whether in South America or distant Japan, where they already managed to cover the scenes in blasphemy and fire.
I have a huge respect to Mara Productions for this release and the desire to document the next chapter in the history of Besatt!







piątek, 23 lutego 2018

Besatt- Hellstorm (Undercover Records 2002/ Warheart Records 2018)

Klasyk w dorobku Besatt! Powiem szczerze, że chyba nawet cenię sobie "Hellstorm" wyżej niż kultowy "Hail Lucifer". Dzięki tegorocznej reedycji tej płyty miałem szansę wrócić sobie do tego albumu ponownie po dłuższej przerwie. Cholera, ten piekielnik w ogóle się nie zestarzał i wciąż poniewiera tak samo jak przy pierwszym odsłuchu. Dla mnie osobiście ta płyta ma coś w sobie, coś ewidentnie diabelskiego, bo niemożliwością jest żeby tak po prostu powstały riffy o takiej sile rażenia, przesiąknięte takim klimatem, nasączone taką czernią, wylewającą się z każdym dźwiękiem niczym posoka z rany. Do tego sama atmosfera płyty potęguje te odczucia. Przez cały album przetaczają się odgłosy nocnej burzy, pomruk piorunów i szelest padającego deszczu (no w końcu Hellstorm nie?!). Jest wręcz rytualnie. Do tego wszystkiego dochodzi dynamiczne, mocne, acz obskurne w swojej estetyce brzmienie i upiorny wokal Fulmineusa. Obecne tu gitarowe ściany dźwięku wprost emanują siłą i są bardzo czytelne, wyszło to idealnie. Moimi faworytami na krążku są otwierający płytę "Baphomet", następujący po koncertowym klasyku "Ave Master Lucifer", tytułowy "Hellstrom" oraz zamykający album "Devil's Eyes" (pewnymi swoimi cechami, mam wrażenie, przypominający/ nawiązujący do "Drommer Om Dod" Gorgoroth). Rzecz jasna pozostałe są równie dobre, ale te trzy darzę szczególnym sentymentem. Dla mnie jest to płyta praktycznie bez skazy (chociaż od lat wsłuchany w Besatt mogę być tu nieco mało obiektywny hehe).
Teraz parę słów odnośnie wydanej ostatnio i przedstawionej wam poniżej reedycji. Cóż, nie powiem, jakoś mocno mnie nie powaliła, sprawa stricte subiektywna, bo obiektywnie patrząc jest to dobra robota nie odbiegająca od standardów, ktoś bez wątpienia trochę nad tym posiedział. Mi po prostu nie do końca pasuje, akurat w przypadku tej płyty, kolorowa okładka. Zawsze będę czcić czarno-biały oryginał z Undercover Records. Druga sprawa, to brak jakiś memorabiliów w środku, czegoś do poczytania na temat samej płyty. Z drugiej strony, trudno wymagać żeby w każdym wznowieniu to było, jednym się to podoba, jest oczekiwane, innym takiego zabiegu do szczęścia nie potrzeba. Najzwyczajniej jest to solidna acz prosta forma wydania, bez fajerwerków. Za najważniejsze trzeba uważać jednak fakt, że ten szatański wyziew doczekał się wznowienia i że dzięki Warheart Records znów bez problemu można go dorwać. Każdy zwolennik naszego podziemia BM powinien mieć ten tytuł na półce!

http://www.besatt.net/
https://www.facebook.com/Besatt-1597752340516014/ - nowo powstały, oficjalny profil zespołu
https://www.facebook.com/Warheart-Records-136234336741683/
http://www.warheart.org/


niedziela, 3 grudnia 2017

"Kiedy byliśmy nastolatkami twórczość Kata była dla nas kluczowa (...)"- wywiad z Beldarohem (Besatt, Det Gamle Besatt)

1. Witaj Beldaroh! Tak na sam początek chciałbym żebyśmy przenieśli się nieco w czasie do początków Besatt. Jesteście na scenie już chyba od 1991, opowiedz po krótce jak to wszystko się zaczęło, jak powstał zespół i co was pchnęło do ścieżkę Black Metalowej sztuki.

Witaj, wszystko zaczęło się w 1991 roku kiedy to jako grupa nastolatków zafascynowana satanizmem i zespołami jak Venom, Samael czy Celtic Frost postanowiliśmy założyć zespół. W tamtych czasach zdobycie sprzętu do grania było już wyzwaniem tym bardziej że nie śmierdzieliśmy groszem a tanie wina też lubiliśmy. Po jakimś czasie wyrzeczeń i determinacji zaczęliśmy grać nasz prymitywny satanistyczny metal. Jeżeli chodzi o Black Metal to odkryliśmy go dość późno, bo gdzieś na przełomie 1993/94. Wtedy to usłyszeliśmy o Gorgoroth, Immortal, Satyricon, no i Mayhem. Norweska scena pochłonęła nas bez reszty. Wtedy też zaczęliśmy muzycznie wzorować się na norweskim graniu i image'u.

2. Jednym z waszych sztandarowych albumów jest po dziś dzień "Hail Lucifer". Jak wspominasz tamten czas i pracę nad tą płytą? Wydaje się, że sporą inspiracją była wtedy dla was twórczość Gorgoroth. Podobne brzmienia dostrzegam także w przypadku "Triumph of Antichrist", chociaż już o nieco innym zabarwieniu. Jest w tym odrobina prawdy?

"Hail Lucifer" to nasza płyta która okazała się dla nas przełomową. W 1997 po nagraniu "In Nomine Satanas" rozstaliśmy się z naszym jednym gitarzystą, a drugi został wciągnięty do odbycia obowiązkowej służby wojskowej. Jak by tego było mało ukradziono nam cały sprzęt i straciliśmy salę prób. Zostałem tylko ja basista i Fulmineus perkusista bez sali i bez sprzętu. Przez ponad rok u mnie w domu razem z Fulmineusem tworzyliśmy nowe utwory i zbieraliśmy kasę na nowy sprzęt. Po odbyciu służby wojskowej Creon wrócił w nasze szeregi i materiał mieliśmy w 90% gotowy, wystarczyło go ograć i doszlifować. W 1999 nagraliśmy ten przełomowy nasz materiał który ukazał się poza granicami polski i został bardzo dobrze przyjęty. Ja byłem wielkim fanatykiem Gorgoroth co może być słyszalne w riffach i brzmieniu na pierwszych płytach Besatt.

3. Na "Triumph of Antichrist" pokusiliście się o cover klasyka Kat "Czarne Zastępy". Jak ważni są dla Ciebie nasi rodzimi prekursorzy diabelskiego grania? Z tego co pamiętam w wywiadach wspominałeś coś o istotnym wpływie Kat na twórczość Besatt. Jakie inne zespoły odcisnęły swoje piętno na Twojej twórczości?

Kiedy byliśmy nastolatkami twórczość Kata była dla nas kluczowa. Teksty Romana były dla nas niczym biblia i oczywiście znaliśmy je na pamięć wyśpiewując niejednokrotnie podczas ognisk i innych imprez. W tamtych czasach to właśnie te liryki ukształtowały nasz pierwotny światopogląd więc nagranie covera było niemalże obowiązkowe. Inne zespoły które miały na mnie wpływ to WASP, Slayer, Venom zespoły w których zajebista muzyka szła w parze z diabelskim wizerunkiem.

4. Nie byłbym sobą gdybym nie zapytał o coś w temacie albumu "Sacrifice for Satan". To dzięki tej płytce po raz pierwszy zetknąłem się z Besatt. Po bardzo siarczystych i surowych, pierwszych trzech albumach, ten zdaje się być krokiem w bardziej dopracowane, jak dla mnie potężniejsze brzmienie i nieco mniej karkołomne kompozycje. W wywiadzie z Dayalem Pattersonem niezbyt pochlebnie oceniłeś to dzieło z perspektywy czasu. Możesz podzielić się jakimiś refleksjami, wspominkami dotyczącymi tego albumu?

"Sacrifice for Satan" jest albumem jak słusznie zauważyłeś bardziej dopracowanym kompozycyjnie od swoich poprzedników i na tej płycie chciałem uzyskać mocniejsze i pełniejsze brzmienie dlatego też nagraliśmy po pięć i więcej gitar które nałożyliśmy na siebie. Nie wiem w czym tkwił problem, może w złej kompresji. W każdym razie finalnie mam wrażenie że brzmienie jest zbyt mocno zbasowane, przesterowane. Gdybym mógł wrócić czas to nagrałbym tylko dwie gitary brzmiało by to surowo, ale bardziej dla mnie przyswajalnie. Kompozycyjnie jestem jak najbardziej zadowolony z tego albumu ale zachciało mi się kombinować z brzmieniem i wyszło jak wyszło....

5. Kontynuując jeszcze przez moment temat "Sacrifice for Satan", jak doszło do tego, że zaprosiliście do gościnnego udziału Romana Kostrzewskiego? Kto wyszedł z tym pomysłem i jak przebiegła wasza współpraca?

Gdzieś w 2003 roku po kilkuletnim niebycie Kata gruchnęła wiadomość że zespół się reaktywował i powrót rozpoczyna serią koncertów po Polsce. Wybrałem się na Gliwicki koncert z tej trasy i zobaczyłem Romana na scenie w koszulce Besatt. To było piękne uczucie widzieć swojego mentora w koszulce swojego zespołu i to właśnie wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, że może Roman zgodzi się zaśpiewać gościnnie w Besatt. Skontaktowałem się z nim i powiedział że nie ma problemu tylko muszę mu podrzucić tekst, muzę itp. Mój dobry znajomy napisał i nagrał organy kościelne, drugi znajomy okultysta wynalazł gdzieś średniowieczną modlitwę wywołującą Szatana po łacinie a Roman dokończył dzieło. Nie ukrywam gdy pierwszy raz słuchałem u Romana w domu finalny efekt „Gloria Causa Satani” miałem ciarki na plecach.

6. Wraz z koncepcyjnym "Demonicon" zmienił się radykalnie skład zespołu i wydaje mi się, że i wasza sztuka zauważalnie ewoluowała. Masz jakieś konkretne wspomnienia z nagrywania tego krążka? Co spowodowało, że rozstałeś się wtedy z muzykami którzy poniekąd towarzyszyli Ci od wielu lat, zwłaszcza Fulmineusem, osobą obecną w Besatt od czasów "Czarciego Majestatu? Czy sprawiło Ci problem przejęcie roli wokalisty?

Jak sam zauważałeś na "Demonicon" nasza muzyka ewoluowała i stała się bardziej techniczna. Fulmineusowi nie podobała się ta ewolucja i postanowił opuścić zespół. Ja przejąłem rolę wokalisty, ale nie było to jakimś większym problemem bo już na wcześniejszych wydawnictwach nagrywałem też wokale i na koncertach graliśmy na dwa wokale. "Demonicon" zdecydowaliśmy się nagrać w Hertz studio i uważam że był to trafiony wybór. W tamtym czasie byliśmy zachwyceni profesjonalizmem jaki tam zastaliśmy i brzmieniem jakie udało nam się uzyskać. Do tej pory pełne albumy nagrywamy właśnie w Hertzu.

7. W ostatnich latach powołany został do życia Det Gamle Besatt, którego skład na początku lat 90-tych uformował Besatt. Co sprawiło, że ponownie połączyłeś siły z Weronisem i Dertalisem pod takim właśnie szyldem i jakie macie plany na przyszłość? Wiem, że koncertujecie, a i macie już na koncie dwa pełne albumy.

Na dwudziestolecie Besatt wydaliśmy trzypłytowy CD "Unholy Trynity" i na tym wydawnictwie znalazł się także pierwszy utwór Besatt który zrobiliśmy "Ares". Postanowiłem nagrać go na nowo w pierwotnym składzie na co Weronis i Deltaris się zgodzili. Po nagraniu tego utworu okazało się że dobrze nam się razem współpracuje i zrobiliśmy kolejny utwór i potem kolejny tak że mamy w tej chwili nagrane jedno MCD dwie płyty i zagranych kilka koncertów. Na razie pracujemy nad kolejną płytą i cały czas czekamy na kolejne propozycje koncertowe. Det Gamle Besatt muzycznie hołduje starej szkole metalu pokroju Venom, Celtic Frost, Samael czy stary Kat.

8. Teraz trochę w temacie ostatnich zdarzeń. Nie powiem, wasza ostatnia płyta po prostu ścięła mnie z nóg. Kompozycje są mocarne, świetnie wybrzmiewające, z niebagatelną atmosferą, śmiem twierdzić, że to wasze najlepsze dzieło. Co było inspiracją podczas procesu tworzenia tego albumu, jakie jest Twoje zdanie o efekcie końcowym, jesteś zadowolony z "Anticross"?

Ja jestem bardzo zadowolony z tego albumu i duża w tym zasługa chłopaków z kapeli. Wiesz przez ostanie kilka płyt kładłem duży nacisk na techniczny aspekt w utworach a tym razem namówili mnie żeby sobie odpuścić i zrobić płytę która nam po prostu wyjdzie bez szukania technicznych riffów. Jak słychać materiał dzięki temu zyskał dużo klimatu i diabelską atmosferę, jest to 100% satanistyczny Black Metal do tego okraszony potężnym brzmieniem z Hertz studio. Mam nadzieję, że maniacy docenią ten album, zresztą już jest bardzo pozytywny odzew z całego świata.

9. Okładkę do wspomnianej w poprzednim pytaniu płyty przygotował Marcelo Vasco, odpowiedzialny min. za artworki wydawnictw Slayer, Borknagar czy Ragnarok. Wyszła naprawdę przednio. Dlaczego wybór padł akurat na Marcelo, mieliście jeszcze jakieś inne opcje?

Marcelo moim zdaniem robi fantastyczne okładki, to znajomy naszego wydawcy z Mutilation rekords i to on po raz pierwszy pokazał mi jego prace. Pierwszą okładkę jaką dla nas zrobił to do płyty „Tempus Apocalypsis” i współpraca okazała się bardzo owocna, ja mu powiedziałem tytuł płyty i moje sugestie a on po kilku poprawkach miał gotową sztukę dla nas. Nie inaczej było przy ostatniej płycie ”Anticross”, to naprawdę była szybka i owocna współpraca. Myślę, że w przyszłości też będę z nim współpracował, bo efekt końcowy jego prac jest naprawdę piorunujący i jak zauważyłeś dużo zespołów z najwyższej półki korzysta z jego usług.

10. Właśnie wróciliście z Ameryki Południowej, a nie tak dawno z koncertowania w Japonii. Opowiedz trochę jak było w obu miejscach, jakie mieliście przyjęcie, w Japonii byliście chyba po raz pierwszy, czy się mylę? Czy planujecie jakieś sztuki u nas po Nowym Roku?

Kolumbia i Japonia to dwa oddzielne światy całkowicie inne od siebie i widzieć i porównać je w tak krótkim czasie to też ciekawe doświadczenie. W Japonii byliśmy pierwszy raz, dopiero teraz zaczynamy wchodzić na tamten rynek i nie jesteśmy tam jakoś szczególnie popularni więc koncerty odbywały się w mniejszych klubach mimo wszystko publiczność dopisała i reagowała dość entuzjastycznie. Oni są trochę inni, cały czas są serdeczni i bardzo pomocni, idealnie punktualni i wyglądają też inaczej, ich ubiór i fryzury daleko odbiegają od standardów przyjętych w europejskim Black Metalu. Japonia to dla nas było kompletnym nowium. Kolumbia to natomiast metalowa dzicz! Byliśmy tam drugi raz i tej dziczy się spodziewaliśmy i na taką dzicz liczyliśmy. Tutaj nikt specjalnie czasem się nie przejmuje, niekiedy nawet na plakatach nie ma godziny rozpoczęcia koncertu po prostu jak już zejdzie się odpowiednia ilość osób koncert się zaczyna, a reszta ludzi dochodzi w międzyczasie. Natomiast i wygląd i to co robią pod sceną to jest istne piekło! Na Amerykę południową można zawsze liczyć i mamy kolejne rozmowy o powrocie tam na koncerty. Oczywiście chciałbym też grać w Polsce i mam nadzieję, że w 2018 roku coś tutaj pogramy.

11. Ostatni pytanie, jeszcze w kwestii koncertów. Czy zanosi się może na jakieś wznowienie waszego dvd "Black Cult of Evil? To była kapitalna i pełna klimatu sztuka, no i notabene nagrana właśnie podczas jednej z tras po Ameryce Południowej.

Na razie nie myślę o wznowieniu tego DVD, od tamtego czasu minęło dziesięć lat. Nagraliśmy kolejne płyty i zmienił się skład zespołu tak więc planuję na 2018 roku nagrać drugie oficjalne DVD. Myślę że to będzie dużo lepsze rozwiązanie niż wznowienie „Black Cult of Evil”. Rozmowy na ten temat są już mocno zaawansowane i mam nadzieję, że wszystko się uda.

12. Myślę, że to by było na tyle. Dzięki ogromne za ten krótki wywiad i za poświęcony nań czas, że miałeś ochotę powspominać trochę dawne dzieje, a i podzielić się tym co ostatnio działo się w obozie Besatt. Ostanie słowa pozostawiam Tobie! Pozdrawiam! 666!

Ja również dziękuję za wywiad i standardowo: Hail Lucifer Forever!!!!



rozmawiał: Przemysław Bukowski

wtorek, 17 października 2017

Besatt- Anticross (Zero Dimensional Records 2017)

Takiej płyty Besatt nie miał jeszcze w swoim dorobku. Już od pierwszych dźwięków daje się słyszeć, że spory nacisk będzie postawiony na klimat, atmosferę, większą złożoność, i tak właśnie się dzieje. Jest tu nieco mniej z dawnej wściekłości jaka cechowała płyty tej bytomskiej hordy, ale za to śmiało można powiedzieć, że osiągnęli nową jakość. Zespół wzniósł się na kolejny pułap w swojej sztuce, krok z którego może być w pełni dumny. "Anticross" to materiał bardzo dopracowany, ambitny i świetnie brzmiący (bracia Wiesławscy z Hertz po raz kolejny udowadniają, że są jednymi z lepszych na naszym podwórku). Riffy jak i solówki zaklęte w tym 43-minutowym misterium to jedne z najlepszych jakie kiedykolwiek Besatt objawił światu. Pomyślicie, że przesadzam, ale nie, absolutnie nie! To naprawdę materiał na światowym poziomie, wart docenienia i przede wszystkim zauważenia. Już po pierwszych dźwiękach kopara mi opadła do samej ziemi! Klimat, struktury, estetyka noszą tu znamiona takich grup jak Mayhem, Watain, czy nawet Dissection, a w wolnych, nastrojowych wstawkach przynoszą na myśl KAT-owskie "Ballady". Nie brak tu także męskich chórów, które wraz ze wspomnianymi komponentami nadają płycie jeszcze bardziej mistycznego i mrocznego charakteru, taki wieńczący całość "Regnum Satanas" to opus magnum w tej kwestii. Płyta jest bardzo równa, spójna i chłonie się ją bez popity. Nudy, dłużyzn i innych tego typu raf koralowych czyhających na słuchacza brak. Jest posępny, złowieszczy klimat, konkretny Black Metalowy wpierdol, bardzo dobre brzmienie, także czego chcieć więcej? No i kapitalna okładka autorstwa Marcelo Vasco zachęca, a nie odstręcza. Oj będę do tej płyty wracał. Także szczerze chylę czoła przed Besatt za owe dzieło! Obok debiutu Demonic Temple to najlepszy tegoroczny, Black Metalowy wyziew jaki dane mi było słyszeć! Polecam nie tylko po stokroć, ale nawet po tysiąckroć!

http://www.besatt.linuxpl.com/