Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Werewolf Promotion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Werewolf Promotion. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 lutego 2022

Imsar - Ciemra Pierad Zołkam (Werewolf Promotion 2022)

Białoruski Imsar nie jest specjalnie dobrze znanym i rozpoznawanym zespołem, raczej działa sobie w swojej niszy i tylko zorientowani w temacie znają i słuchają. W tym roku Werewolf Promotion wydał trzeci album grupy. Co tu dużo mówić, Imsar można spokojnie uznać za jeden z najlepszych przykładów słowiańskiego, pogańskiego black metalu i tego, co ten styl reprezentuje pod względem zarówno tekstowym, jak i muzycznym. Oczywiście są tu również drobne elementy folkowe, nie mogło tego zabraknąć, ale są one tylko ozdobnikiem do wiodących prym intensywnych, typowych dla black metalu, acz melodyjnych, partii gitar i miażdżącej sekcji rytmicznej. Kompozycje mają tu też trochę epickości i patosu Bathory oraz Graveland. Są w tle chóry i te charakterystyczne grzmiące bębny, jakie kiedyś pokazano nam na płycie "Hammerhart". Wiecie o co chodzi. No i w kwestii wokalnej mamy tu nie tylko black metalowe, złowieszcze dźwięki, ale partie zaśpiewane czystym głosem z lekką nutą melodii, co z kolei przypomniało mi rosyjską Arkonę. Reasumując, jest czego słuchać i tak jak wspomniałem, znajdziecie tu wszystko, co w tym gatunku najlepsze. Warto jeszcze wspomnieć o bardzo klimatycznej oprawie graficznej płyty. Bardzo podobną estetykę wykorzystuje również Wędrujący Wiatr, ale tam mamy akcenty przede wszystkim związane z naturą, natomiast na "Ciemra Pierad Zołkam" mamy elementy związane również z historią i mitologią, mroczne akcenty też się tu pojawiają. Kojarzy mi się to bardzo ze starym rosyjskim kinem historycznym oraz bajkami będącymi ekranizacjami słowiańskich legend i bajek. Idealnie współgra to z muzyką Imsar i dodaje sporo do atmosfery płyty. Warto się z tym materiałem zapoznać. Jest to dopiero druga czy trzecia tegoroczna nowość, której piszę i jak na razie najciekawsza.

https://werewolf-webshop.pl/

https://www.facebook.com/imsarblackmetal

https://imsar.bandcamp.com/

English translation:

The Belarusian Imsar is not a very well-known and recognized band, it rather operates in its niche and only those who know the subject know and listen to it. This year, Werewolf Promotion released the group's third album. What can I say, Imsar can safely be considered one of the best examples of Slavic, pagan black metal and what this style represents in terms of both lyrics and music. Of course, there are also small folk elements here, it could not be missing, but they are only an ornament to the leading intense, typical for black metal, but melodious, guitar parts and a crushing rhythm section. The compositions here also have a bit of epicness and pathos similar to Bathory and Graveland. There are choirs in the background and those characteristic thunder-like drums that were once shown on the album "Hammerhart". You know what' I'm talking about. And in terms of vocals, we have here not only black metal, sinister sounds, but parts sung with a clear voice with a slight hint of melody as well, which in turn reminded me of the Russian Arkona. In summary, there is a lot to listen to and, as I mentioned, you will find here everything that is the best in this genre. It is also worth mentioning the very atmospheric graphic design of the album. Wędrujący Wiatr also uses very similar aesthetics, but there we have accents mainly related to nature, while on "Ciemra Pierad Zołkam" we have elements related to history and mythology, dark accents also appear here. I associate it with the old Russian historical cinema and fairy tales which are screen adaptations of Slavic legends and myths. It harmonizes perfectly with the music of Imsar and adds a lot to the atmosphere of the album. It is worth checking this material. This is only the second or third new release from this year that I am writing about and so far the most interesting.



poniedziałek, 20 grudnia 2021

Nawia - Do Krwi (Werewolf Promotion 2021)

Na początku myślałem, że po latach odzywa się kętrzyńska Nawia, która miała na koncie tylko jedno demo i słuch po zespole zaginął. Ale nie. Nawia, to nowy zespół, o którym właściwie nic nie wiadomo. Na płycie na ma podanego składu. Co, gdzie, kiedy, też nie wiadomo. Tylko logo grupy, czerń i teksty utworów. "Do Krwi" to czysty nienawistny black metal o pogańskim zabarwieniu. Świerzy, ale odnoszący się mocno i wyraźnie do tradycji polskiej sceny połowy lat 90. Utwory powstały w oparciu o klasyczne standardy, ale dają nam nowe doświadczenia w tymże zakresie, nową jakoś z przeszłością między wierszami. Kompozycje uderzają w nas z furią, riffy tną niczym brzytwa, w tle dają o sobie znać złowieszcze, acz majestatyczne klawiszowe elementy. Tekstowo jest iście w dawnych klimatach, czyli pogaństwo i mrok. Najbardziej spodobał mi się utwór "Przed Świtem w Cień". Zaskoczyło mnie jak już od pierwszych chwil usłyszałem tak wyraźne inspiracje wczesnym Emperor i Graveland z takich płyt jak "Carpathian Wolves" czy "The Celtic Winter". Klimat niesamowity! Płyta trwa niespełna pół godziny i mamy tu zaledwie cztery numery, ale za to jakie! Materiał jest zagrany z pasją i duchem black metalu. Każda jego minuta to esencja tej sztuki. Ciekaw jest kto stoi za tym projektem i liczę, że tylko na tym materiale nie poprzestaną. Słuchać, bo jest to cholernie dobre!



English translation:

At first, I thought that after years Nawia from Kętrzyn (Poland) is returning to the scene. They had only one demo on their account. But no. Nawia is a new band about which virtually nothing is known. There are only lyrics in the booklet. What, where, when, it is also unknown. Only the group's logo, black cover and lyrics. "Do Krwi" is a pure, hateful black metal with pagan themes. Fresh, but strongly and clearly referring to the tradition of the Polish scene of the mid-90s. The compositions were created based on classical standards, but they give us new experiences in this area, somehow new with the past between the lines. The compositions hit us with fury, the riffs cut like a razor, and in the background the sinister but majestic keyboard elements are visible. In terms of lyrics, it is truly in the old climates, that is, paganism and darkness. I like the composition "Przed Świtem w Cień" the most. I was surprised when from the very first moments I heard such clear inspiration from early Emperor and Graveland from such albums as "Carpathian Wolves" or "The Celtic Winter". Amazing atmosphere! The album lasts less than half an hour and we have only four tracks, but what great stuff it is! The material is played with passion and the spirit of black metal. Each minute of it is the essence of this art. I wonder who is behind this project and I hope that they will not stop there only. Listen, because it's damn good!
 



piątek, 10 grudnia 2021

Rivers Like Veins - The Hidden Portals (Werewolf Promotion 2021)

Dziś biorę na tapet kolejne ambitne i wielowarstwowe dzieło. Mowa o drugim już pełnym albumie krakowskiego Rivers Like Veins - "The Hidden Portals". Przyznam, że pierwszej płyty nie miałem okazji posłuchać, ale niniejszy materiał spodobał mi się na tyle, że koniecznie będę musiał zapoznać się z debiutem. No, ale do rzeczy. U podstaw Rivers Like Veins leży zimny, konkretny black metal, który rozpościera swoje skrzydła w kierunku elementów elektronicznych, ornamentów melodyjnych, klimatu i przestrzenności brzmienia. Czuć, że to dojrzały zespół, świadom swojego rzemiosła i nie bojący się sięgać po różne ciekawe rozwiązania, dobierane z precyzyjną dokładnością. We wspomnianą już formę potrafi również wplatać chwytliwe partie gitar, prostsze struktury, które zaraz przeradzają się w niebagatelne solówki czy zabiegi z elektroniką (np. w utworze "Multiverse Visions" jest fragment w którym zespół puścił oko do formy, która momentalnie skojarzyła mi się z Carbon Based Lifeforms). Miejscami przypomina mi to również późniejsze materiały Mysticum, Hades czy Samael, którzy też eksperymentowali z podobnymi formami elektronicznymi, jednak nie potrafili zachować tej surowości, jaką wciąż utrzymuje Rivers Like Veins. No i wokale - ostre, mocne, od czasu do czasu przechodzące również w deklamacje czy wokale żeńskie. Jednym słowem "The Hidden Portals" to muzyczny róg obfitości, nad którym bacznie czuwa silny black metalowy fundament. Wisienką na torcie jest cover utworu "Twin Peaks Theme" autorstwa Angelo Badalamenti! Jak go usłyszałem, to dosłownie japa mi się ze zdziwienia otwarła. Szacun za tak nieoczywisty i oryginalny wybór i jeszcze większy za jego wykonanie! Na dodatek ten cover idealnie wpasowuje się w materiał zawarty na płycie. Muszę przyznać, że koniec roku mnie muzycznie zaskakuje. Najpierw odsłuch Beyond Time, teraz nowy album Rivers Like Veins. Obie płyty postawiły poprzeczkę bardzo wysoko i na pewno zajmą zaszczytne miejsca w rocznym podsumowaniu.

https://www.facebook.com/riverslikeveinspoland/

https://riverslikeveins.bandcamp.com/

English translation:

Today I am reviewing another ambitious and multi-layered work. I'm are talking about the second full album of Krakow's Rivers Like Veins - "The Hidden Portals". I admit that I did not have the opportunity to listen to the first album, but I liked this material so much that I will have to get to know the debut. Well, to the point. At the core of Rivers Like Veins is cold, concrete black metal, which spreads its wings towards electronic elements, melodic ornaments, atmosphere and spatiality of sound. It is visible that it is a mature band, aware of its craft and not afraid to reach for various interesting solutions, selected with precision. They can also weave catchy guitar parts, simpler structures into the aforementioned form, which soon turns into significant solos or experiments with electronics (e.g. in the song "Multiverse Visions" there is a fragment in which the band winked at the form that immediately reminded me of Carbon Based Lifeforms). In places it also reminds me of the later materials of Mysticum, Hades or Samael, who also experimented with similar electronic forms, but were unable to maintain the rawness that Rivers Like Veins still maintains. And the vocals - sharp, strong, from time to time also turning into declamations or female vocals. In a word, "The Hidden Portals" is a musical cornucopia, closely guarded by a strong black metal foundation. The icing on the cake is a cover of "Twin Peaks Theme" by Angelo Badalamenti! When I heard it, I literally opened my mouth. Respect for such a non-obvious and original choice and even greater for its execution! In addition, this cover fits perfectly into the material on the album. I must admit that the end of the year surprises me musically. First listening to Beyond Time, now a new album from Rivers Like Veins. Both albums set the bar very high and will certainly take a serious in this year's summary.



czwartek, 9 grudnia 2021

Beyond Time - Through the Vastness of the Universe (Werewolf Promotion/Wolfspell Records 2021)

Jeszcze nie mogę się pozbierać po odsłuchu tej płyty... Co za kawał niesamowitej sztuki! Tak potężnego i jednocześnie tk przestrzennego grania chyba nigdy wcześniej nie słyszałem. I ten astralny klimat... Coś wspaniałego! Oczywiście można znaleźć płyty, które oscylują wokół takich klimatów, ale żadna nie była w stanie aż tak mnie oczarować. Poważnie, myślałem, że w tym roku w black metalu (w sumie jest to coś więcej niż tylko black metal) nic nie będzie w stanie mnie tak powalić, zaskoczyć, że co już chciałem usłyszeć, to usłyszałem. Ale nie, o nie! Beyond Time swoją debiutancką płytą przeskoczył wszystko o jeden poziom - twórczo, aranżacyjnie, warsztatowo. To jest inna liga. Zespół połączył na tej płycie ściany gitar, nawałnicę perkusji, piękne klawiszowe melodie i pasaże. W sumie to klawisze i syntezatory są tu jednym z najważniejszych elementów, instrumentami wiodącym, tworzącym ten bezkres przestrzeni muzycznej, jaka została tu przedstawiona. Wokal, perkusja i gitary to tylko solidny fundament, na którym powstaje całość tego materiału, wszystko to, co się na nim dzieje. Muzyka na "Through the Vastness of the Universe" sprawia wrażenie jakby egzystowała ponad czasem i przestrzenią, płynęła w niekończący się bezkres gwiazd i mroku. Towarzyszy temu oryginalna mistyczna atmosfera, nadając jej odpowiednich emocji. To dźwiękowy pomnik wszechświata, to faktycznie podróż przez jego pustkę i niezmierzoną przestrzeń. "Through the Vastness of the Universe" bezapelacyjnie zaliczam do absolutnych płytowych musów tego roku! Musicie tego posłuchać!



English translation:

I still can't organise myself after listening to this album ... What an amazing piece of art! I have probably never heard such a powerful and spatial soundat the same time. And this astral atmosphere ... Something wonderful! Of course, you can find albums that oscillate around such climates, but none of them was able to charm me that much. Seriously, I thought that this year in black metal (it's more than just black metal) nothing would be able to knock me down so hard, to surprise me that much. I thought I had already heard what I was expecting to hear. But no, oh no! Beyond Time with thier debut album beat everything - in terms of creativity, arrangement and craftsmanship. This is a different league. On this album, the band combined walls of guitars, a storm of drums, beautiful keyboard melodies and passages. All in all, it is the keys and synthesizers that are one of the most important elements here, the leading instruments, creating this endless musical space that has been presented here. Vocals, drums and guitars are just a solid foundation on which all this material is created, everything that is happening on it. The music on "Through the Vastness of the Universe" gives the impression that it exists above time and space, flowting in as unmeasured endlessness of stars and darkness. It is accompanied by an original mystical atmosphere, giving it the right emotions. It is a sonic monument to the universe, it is in fact a journey through its emptiness and vast space. "Through the Vastness of the Universe" is one of this year's absolute must-haves! You have to check it out!




niedziela, 17 października 2021

Rotten Age - Oblicze Zła (Black Death Production/Werewolf Promotion 2021)

Coś z wartych uwagi nowości z podziemia. Z trzecim albumem atakuje Rotten Age. Po raz kolejny dostajemy dawkę bluźnierczego black metalu z polskimi tekstami, który gna w mroczną otchłań. Nie kombinuje, nie odkrywa koła, a serwuje czysty i bezpośredni muzyczny cios. Coś w sam raz dla fanów takich hord, jak Infernal War, The Devil's Sermon, Moontower, Black Altar czy starszych płyt Besatt. Wymieniać można by długo, ale myślę, że już dobrze wiecie czego się tu spodziewać. Zespół konsekwentnie rzeźbi swoje diabelskie rzemiosło i każda płyta jest tylko lepsza, potężniejsza. Na nasze głowy spadają kanonady blastów (Krzysztof Klingbein za garami - wiadomo, że będzie dobrze!), ale płyta potrafi również zwolnić i zaserwować nam nieco klimatu. Na uwagę zasługują również same wokale, bo mimo prędkości, za jaką muszą nadgnić, są wyraźne i precyzyjne. Ogromny szacun, bo tutaj została wykonana tytaniczna praca. Gitary natomiast pełne są charakteru, mamy sporo ciekawych riffów, które budują litą ścianę dźwięku, co bardzo kojarzy mi się z tym, z czego znany jest Dark Funeral. Tutaj konstrukcja jest bardzo podobna do tego, co możemy usłyszeć na chociażby "The Secrets of the Black Arts" i jestem przekonany, że ten album mógł być jedną z inspiracji podczas tworzenia "Obliczy Zła". I tak, to właśnie gitary wspomagane perkusją napędzają ten materiał. To pokaz znakomitego black metalowego rzemiosła, które szczerze mogę polecić.



English translation:

Something worth noting from the underground news. Rotten Age attacks with their third album. Once again we get a dose of blasphemous black metal with Polish lyrics, which is rushing into the dark abyss. The band doesn't play around, reinvent the wheel, but serves a clean and direct musical punch. Something perfect for fans of such hordes as Infernal War, The Devil's Sermon, Moontower, Black Altar or older Besatt stuff. It could make a list longer, but I think you already know what to expect here. The band consistently carves their devilish craft and each record is only better, more powerful. Cannonades of blasts fall on our heads (Krzysztof Klingbein behind drums - you know it will be something good!), but the material can also slow down and give us some atmosphere. The vocals themselves are also noteworthy, because despite the speed at which they must catch up, they are clear and precise. Huge respect, because here a titanic job has been done. The guitars are full of character, we have a lot of interesting riffs that build a solid wall of sound, which I associate with what Dark Funeral is known for. Here, the construction is very similar to what we can experience on, for example, "The Secrets of the Black Arts" and I am convinced that this album could be one of the inspirations when creating "Oblicza Zła". And yes, it is the guitars supported by drums that drive this material. This is a show of excellent black metal craftsmanship that I can honestly recommend.




środa, 30 października 2019

Sacrilegium - Ritus Transitorius (Werewolf Promotion 2019)

Sacrilegium powraca z kolejnym albumem, co prawda już bez Nantura na pokładzie, ale za to w pięknym stylu. Nic nie wskazuje na to, aby ich sztuka miała ulec zmianie czy się zachwiać. Suclagus pewnie dowodzi na swoim okręcie i jak najbardziej dorównuje wokalnie swojemu koledze, którego w tej kwestii zastąpił. "Ritus Transitorius" to w sporym stopniu dzieło zakorzenione w Black Metalu lat 90., ale niepozbawione świeżości i tego jedynego w swoim rodzaju klimatu, z którego Sacrilegium od zawsze słynęło. Spotyka się tu stare z nowym. Już od pierwszych dźwięków każdej z 8 zawartych tu kompozycji słyszę wyraźne echa dawnych dokonań chociażby Darkthrone, a i ich własnej muzyki z czasów kultowej płyty Wicher (najlepszym przykładem są takie kompozycje jak "Ritual", "Zapomniana Potęga" czy "Przejście"). Jednym słowem - stara szkoła podnosi łeb! Nawet jakieś drobne elementy Death oraz Thrash Metalu są tu miejscami powplatane. Aż mi się morda cieszy, jak widzę, że wciąż można tak misternie operować dawnymi standardami, przenosząc je w nową erę, nowe brzmienie i pokazując, że ich czas jeszcze nie minął i długo nie minie. Już na poprzednim krążku zespół udowodnił, że odrodził się niczym feniks z popiołów, wciąż tworząc Black Metal na najwyższym poziomie. Nawet nowy skład zespołu tego nie zmienił, a wręcz przeciwnie. Nadał machinie Sacrilegium dodatkowego przyspieszenia. Oni nie muszą już niczego i nikomu udowadniać. "Ritus Transitorius" swoim mistycyzmem i oddaniem dawnym tradycjom gatunku oznajmia wszem wobec, że Sacrilegium długo jeszcze nie złoży broni, a nowy album jest potężnym, bezkompromisowym strzałem, jak to miało miejsce przy "Anima Lucifera". Sięgajcie zatem po "Ritus Transitorius" i rozkoszujcie się odgłosami bestii, którą spuściła z łańcuchów jedna z najbardziej zasłużonych hord naszej rodzimej sceny BM!

https://werewolf-webshop.pl/

English translation:

Sacrilegium is back with another album, although without Nantur on board, but in a beautiful style. There is no indication that their art would change or stagger. Suclagus confidently commands his ship and vocally matches his colleague, whom he replaced in this matter. "Ritus Transitorius" is to a large extent a work rooted in the Black Metal of the 90s, but not does not lack freshness and that unique climate of which Sacrilegium has always been famous for. Old meets new here. From the first sounds of each of the 8 compositions contained here I hear clear echoes of ancient achievements of even Darkthrone, and their own music from the time of the cult album Wicher (the best examples are compositions such as "Ritual", "Forgotten Power" or "Passage"). In a word - the old school raises its head! Even some minor elements of Death and Thrash Metal are hidden here. I'm happy when I see that they can still manipulate old standards so intricately, transferring them into a new era, a new sound and showing that their time has not yet passed and will not pass long. Already on the previous album, the band proved that they were reborn as a phoenix from the ashes, still creating Black Metal at the highest level. Even the new line-up of the band has not changed that, on the contrary. It has given Sacrilegium an extra boost. They don't have to prove anything to anyone anymore. "Ritus Transitorius" with its mysticism and devotion to the old traditions of the genre, announces to everyone that Sacrilegium will not lay down their arms, and that the new album is a powerful, uncompromising strike, as it happened with "Anima Lucifera". So reach for "Ritus Transitorius" and enjoy the sounds of the beast that was unleashed by one of the most distinguished hordes of our native BM scene!


poniedziałek, 9 października 2017

Forest Whispers- Zamieć (Werewolf Promotion 2017)

"There was one long and terrible winter, when icy blackness covered the sun and grass (...)". Słowa tekstu do "Hell Dwells in Ice" przypominają mi się wraz z pierwszymi dźwiękami "Wstąpienia" otwierającego płytę. Już na swojej pierwszej płycie Forest Whispers przejawiał niebywałą umiejętność zaklinania w swoją sztukę klimatu nagrań zespołów, które odcisnęły na nim swoje piętno. "Zamieć" mnie w tym tylko utwierdziła. Mamy tu nie tylko znamiona starego Behemoth, przez całą płytę przewijają się klimatyczne, akustyczne motywy zaczerpnięte z dawnej twórczości Ulver, North, czy też mroźne znamiona Immortal z czasów "At the Heart of Winter". Mimo tak wyraźnych inspiracji zespołu nie da się wrzucić do jednej szuflady z nagraniami właśnie w takim stylu. Mają swoje własne brzmienie oraz strukturę utworów opartą o bardzo wyraźne, wręcz melodyjne riffy (a nawet bazujące na heavy metalowej estetyce, weźmy taki "Gniew") oraz dosyć czytelną jak na Black Metal warstwę wokalną. Pełno jest tu pomysłów na łączenie starego z nowym, co jest dowodem talentu i umiejętności twórców materiału. Powielanie jednych i tych samych patentów nie ma tutaj miejsca, płyta się nie dłuży, jest urozmaicona, przeplatają się tu zarówno krótsze jak i dłuższe utwory w których tempo oraz melodia potrafi się zmieniać jak w kalejdoskopie, a mimo to wszystko się zazębia i łączy w jedną, spójną całość. Faktycznie album jest niczym zamieć, zmienny i nieprzenikniony, a klimat jest jego największym atutem. "Zamieć" to dzieło oddające spory hołd dawnym dziejom i zespołom, które tego typu granie rozpoczynały, a jednocześnie próba osadzenia go w obecnych realiach, nieco innym brzmieniu, dodając odrobiny tzw. świeżej krwi. To bardzo udany album i powód do dumy dla Herna i Annatara tworzących Forest Whispers. Życzę sobie i nam wszystkim aby więcej było płyt, tworzonych z taką pasją, pomysłem i świeżym, trafionym podejściem do dawnych wzorców. Absolutnie polecam i to nie tylko fanom norweskiej sceny czy naszej rodzimej, która na tych dźwiękach niegdyś bazowała i powstawała. To pozycja warta sprawdzenia dla każdego entuzjasty Black Metalowej sztuki.

https://forestwhispers.bandcamp.com/
https://pl-pl.facebook.com/ForestWhispers/


sobota, 27 sierpnia 2016

North- Demo'ns of Fire 93/94 (Werewolf Promotion 2015)

Na tapecie znowu Black Metal. Tym razem będzie to podróż w czasie do okresu świetności polskiej sceny. Rok temu Werewolf Promotion uraczyło nas wznowieniem demówek North. Na cd znajdują się demo rehersal z 93' "Entering the Dark Kingdom", demko "As my Kingdom Rises" oraz materiał promo z 94'. Na duży plus idzie tu fakt, że wydawca przelał na płytkę utwory w ich pierwotnej, niezmienionej wersji, zero remasteru czy jakiś innych poprawek. Brzmi to surowo, jakość pozostawia wiele do życzenia, dźwięk czasem faluje, tu coś trzeszczy, tam coś brzęczy. No, ale za to jaki klimat! Miazga po prostu! Te materiały przenoszą słuchacza do czasu kiedy najważniejsza była postawa, oddanie sprawie i sam fakt tworzenia mrocznej sztuk na pohybel wszystkiemu. Warsztat muzyczny nie był porywający, produkcja kulała, czasem nie istniała w ogóle. Była w tym natomiast autentyczna pasja, świeżość i wola twórcza. Kompletnie inny wymiar, kompletnie inne priorytety. Tej muzyki nie należy słuchać typowym uchem krytyka, tu trzeba wczuć się w atmosferę i zrozumieć fenomen powstałej w tamtym czasie black metalowej sztuki.


North emanuje na tych demach tym wszystkim co wtedy za tą muzyką stało. Demo "As my Kingdom Rises" to czysta esencja mroku i obok dem takich hord jak Graveland, Behemoth czy Xantotol to świadectwo tamtych czasów, część muzycznej księgi o polskiej scenie black metalowej lat 90-tych.
Co się tyczy samej formy wydawniczej to trudno oczekiwać tu czegoś więcej. Płomienna grafika okalająca całość, w książeczce wszelkie dane odnośnie dem zawartych na krążku, sporo archiwalnych fotografii. Jest naprawdę ok. Swoją kopię otrzymałem od Sirkisa, który pokusił się o bardzo fajny, krótki wpis przez co płytka nabrała sentymentalno- pamiątkowej wartości. Podobny sentyment mam do "Thorns on the Black Rose", której pierwsze wydanie dostałem jakiś czas temu od Thorna. Debiut North to jedna z tych płyt, które na zawsze skradły me serce w dziedzinie black metalu, no ale to już historia na oddzielny post. Z resztą coś już kiedyś o tym pisałem.
Do zakupu tego wydawnictwa nie trzeba specjalnie namawiać, myślę, że każdy zainteresowany już to u siebie ma, czy to na oryginalnych taśmach, czy też właśnie w niniejszej formie. Jak dla mnie mus jeżeli chodzi o naszą rodzimą scenę.