Od ostatniego materiału Ritual Lair minęło już pięć lat, wtedy uderzyli w nas Epką i nie inaczej jest teraz. Jak tylko dowiedziałem się o wydaniu "Mother of Misery...", wiedziałem, że będzie przynajmniej dobrze, bo już poprzedni materiał by soczystą porcją oldschoolowego, około Black Metalowego grania. Zatem zatarłem dłonie i w końcu płytka do mnie zawitała. Zawodu nie ma! Zespół konkretnie podkręcił śrubę i wydał na świat obskurnego, bezkompromisowego bękarta osadzonego mocno w tzw. pierwszej fali Black Metalu. Słychać w tym Sodom, wczesne Bathory, Venom i przede wszystkim Hellhammer (a i pierwocin tego co obecnie powszechnie znane pod szyldem "Black Metal" tu nie brakuje, i to w najsurowszej formie). To co robi dla tego materiału basik to coś piekielnie pięknego i nadającemu całości ciężaru i piwnicznego charakteru. Co jeszcze warte powiedzenia w temacie tego materiału to pewna motorheadowska wulgarność i luz (podobno już gdzieś użyłem tego określenia, ale mam na to wywalone, bo i tu pasuje jak ulał), która ciekawie koresponduje z bluźnierczą, diabelską stroną tych kompozycji.
Podsumowując, niby gdzieś tam siedzi myśl "dlaczego nie długograj, kiedy w końcu?", ale z drugiej strony to jest tak chwytające i tak autentyczne, że nawet te niecałe 17 minut rekompensuje tą długą przerwę między materiałami. Każdy maniak podziemia przyzna mi tu rację. "Mother of Misery..." pojawiał się raptem, przypieprzył swą agresją oraz energią i nie zostawił jeńców, a tylko zgliszcza! I dobrze, tak chyba właśnie miało być.
Szacun należy się też von Ritterowi za kapitalną okładkę oddającą klimat zawartości! To jedna z najlepszych z jakimi ostatnimi czasy miałem okazję się zetknąć.
https://www.utsogp.pl/
https://www.facebook.com/fallentemple666/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ritual Lair. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ritual Lair. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 21 stycznia 2018
sobota, 24 czerwca 2017
Ritual Lair- Morbid Ritual of the Insane (Under the Sign of Garazel 2012)
"Morbid Ritual of the Insane" to z pewnością jeden z najkrótszych materiałów jakie w życiu słyszałem (niespełna 12 minut). Co prawda jest to epka, co wiele tłumaczy, no ale mimo wszystko. Ledwie się zaczyna, a już się kończy. Nie licząc intra i coveru Lord of Evil "Szatan" (kilka sekund skandowania imienia rogatego), mamy tu cztery kawałki, po średnio dwie i pół minuty. To co serwuje nam na niniejszym krążku płocki Ritual Lair to Black Metal inspirowany starą szkołą tej sztuki zakorzenioną jeszcze w latach 80-tych (sporo tu Hellhammer, starego Sodom czy szczypty Sarcofago) plus wpływy takich hord jak chociażby Blasphemy, Beherit czy Archgoat (zwolennicy masek pegasek, pasów z nabojami, kapturów i warpaintu będą w siódmym piekle!). Jest to granie obskurne, z charakterystycznym brudnym brzmieniem, proste, ale konkretnie kopiące cztery litery. Nie ma tu przebierania w środkach, anie wyszukanych formuł. Coś w sam raz dla fanów takich grup jak nasz rodzimy Bestial Raids.Co mogę powiedzieć więcej, generalnie sporo jest tego typu zespołów i Ritual Lair specjalnie się z tego tłumu nie wyróżnia. Nie znaczy to rzecz jasna, że czegoś im brakuje, oczywiście warto sięgnąć po ten materiał, z pewnością wielu fanom przypadnie do gustu. Jest to granie według utartej już formy, ale szczere i z oddaniem tematowi, a tak właśnie powinno być.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


