Płyta, która mocno intryguje swoją nietuzinkową mieszanką inspiracji i wpływów. Na niniejszym albumie, drugim w swoim dorobku, Usurper pozwolił sobie na zmieszanie ze sobą tak naprawdę aż czterech stylów i ten zabieg się autentycznie udał. Na "Usurper II: Skeletal Season" usłyszycie zarówno wpływy Cathedral, jak i Gorgoroth z czasów "Under the Sign of Hell", elementy Szwedzkiego Death Metalu oraz ogromną fascynację wczesnym Celtic Frost. Na tzw. Black/ Thrash Metal również znajdzie się tu miejsce- to z resztą podstawa stylu i brzmienia grupy. Wystarczy na dobrą sprawę posłuchać dwóch, trzech utworów z tego materiału, aby momentalnie zorientować się o czym mowa: tytułowego "Skeletal Season", otwierającego "Shadowfiend" oraz "Cemetarian". Te elementy rządzą całą płytą i brzmi to, mówiąc szczerze, fenomenalnie. Zespołowi udało się stworzyć materiał żyjący swoim własnym życiem i który, uważam, świetnie broni się do tej pory, jest oryginalny i bardzo charakterystyczny. Zespół pokusił się również o odrobinę konceptu, mianowicie tekstów bazujących na opowieściach o bestii z Gevaudan ("Shadowfiend") oraz Peterze Stubbe- niemieckim mordercy przemieniającym się w wilkołaka ("Wolflord"). Cała reszta to również estetyka horroru podlana czarcią polewką. Poza konkretną dawką Metalowego, przede wszystkim oldschoolowego, grania album spowija swoista atmosfera, ta sama która towarzyszy tym klasycznym historiom grozy, którymi płyta jest w warstwie tekstowej mocno inspirowana. Powstał wielowarstwowy, acz spójny materiał, potężnie brzmiący i muzycznie sycący. Warto sobie tę płytkę amerykanów wygrzebać i spędzić z nią nieco czasu, szczerze polecam każdemu kto jeszcze nie miał okazji jej posłuchać!
Poniżej ubiegłoroczna reedycja popełniona przez Dissonance Productions. Od oryginalnego, pierwszego wydania różni się na dobrą sprawę tylko tym, że jest to digipak, no i faktem, iż jest ponownie szerzej dostępna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dissonance Productions. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dissonance Productions. Pokaż wszystkie posty
środa, 17 kwietnia 2019
piątek, 9 marca 2018
Venom- Welcome to Hell (Neat Records 1981/ Dissonance Productions 2016)
Płyta od której tak naprawdę wszystko się zaczęło, oczywiście mam tu na myśli bardziej ekstremalne granie. "Welcome to Hell" dał poniekąd narodzić się scenie thrashowej, która w połączeniu z Venom właśnie, Bathory, Mercyful Fate, Celtic Frost itd. dała podwaliny pod Death, a później Black Metal. Nikt nigdy przed owym trio z Newcastle tak nie grał, nikt nie przeniósł diabelskiej estetyki na taki poziom, nie było zespołu jednocześnie tak bezkompromisowego, jaskrawego i bluźnierczego, o tak brudnym i surowym brzmieniu, łamiącego do tej pory znane bariery w rocku i stosunkowo młodym jeszcze metalu. No i okładka, nie pomylę się mówiąc, że jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i ikonicznych w temacie. Nawet same piekielne pseudonimy muzyków były nas scenie czymś nowym, nie licząc tych jakże odległych symboliką i estetyką, powziętych w latach 70-tych przez członków Kiss.
Z nagrywaniem "Welcome to Hell" wiąże się dosyć ciekawa historyjka. Po zarejestrowaniu singla "In League with Satan/ Live Like an Angel (Die Like a Devil)" i znaczącym na niego odzewie nowych fanów wytwórnia spytała zespół czy dysponuje jeszcze jakimś utworami. Okazało się, że tak. Tak więc, Cronos, Mantas i Abaddon zarejestrowali w ciągu 3 dni taśmę demo ze wszystkimi napisanymi do tej pory kawałkami. Ku ich zaskoczeniu stała się ich pierwszym pełnym albumem (taką decyzję podjęło Neat Records). Dlatego właśnie brzmi tak, a nie inaczej. Z nie zamierzonego zabiegu powstał najcięższy i najsurowszy album metalowy tamtego czasu. Niby Venom nie stworzył muzycznie niczego wybitnego, dalekie to było od ideału, ale klimat, specyficzne brzmienie, wokale (nie śpiewane, a wykrzykiwane, wręcz wycharczane), szaleńcze, tnące riffy (już wstępniak w postaci "Sons of Satan" jest perfekcyjną zapowiedzią i świadectwem tego co dzieje się na płycie), rzężący bas, potężna perkusja i szatańska estetyka tej płyty sprawiły, że "Welcome to Hell" stał się kamieniem milowym gatunku, kładącym podwaliny pod nowe nurty i dając inspirację kolejnym, nowym zespołom. Jego udział w tym wszystkim co narodziło się na niwie ekstremalnego grania w kolejnych latach jest nie do przecenienia, a takie kompozycje jak tytułowy "Welcome to Hell", często coverowany "Witching Hour", czy "In Laegue with Satan" to już nieśmiertelne klasyki. Tej płyty nie można nie znać i nie doceniać!
Poniżej przedstawiam posiadane prze siebie, pierwsze winylowe wydanie albumu (wersja ze srebrnym labelem), oraz jego najnowszą reedycję popełnioną przez Dissonance Productions w 2016, bazującą totalnie w kwestii setlisty na poprzednim wznowieniu z Castle/ Sanctuary (nie ma tu różnicy). Różnica jest tylko w samej formie wydania (digipak) oraz poligrafii. Tutaj w booklecie dostajemy tylko liryki do utworów (czego wcześniej nie było) oraz niestety te same liner notes co w poprzednim wydaniu. Sam digipak natomiast i jego graficzne wykonanie, może trochę skromniejsze od bogatej w zdjęcia reedycji z Sanctuary, ma znacznie więcej klimatu i widać, że wzorcem było tu wydanie winylowe. W tym przypadku to ogromny plus. Osobiście, mimo dosyć wysokiej ceny, w kwestii cd polecam właśnie to wydanie.
Z nagrywaniem "Welcome to Hell" wiąże się dosyć ciekawa historyjka. Po zarejestrowaniu singla "In League with Satan/ Live Like an Angel (Die Like a Devil)" i znaczącym na niego odzewie nowych fanów wytwórnia spytała zespół czy dysponuje jeszcze jakimś utworami. Okazało się, że tak. Tak więc, Cronos, Mantas i Abaddon zarejestrowali w ciągu 3 dni taśmę demo ze wszystkimi napisanymi do tej pory kawałkami. Ku ich zaskoczeniu stała się ich pierwszym pełnym albumem (taką decyzję podjęło Neat Records). Dlatego właśnie brzmi tak, a nie inaczej. Z nie zamierzonego zabiegu powstał najcięższy i najsurowszy album metalowy tamtego czasu. Niby Venom nie stworzył muzycznie niczego wybitnego, dalekie to było od ideału, ale klimat, specyficzne brzmienie, wokale (nie śpiewane, a wykrzykiwane, wręcz wycharczane), szaleńcze, tnące riffy (już wstępniak w postaci "Sons of Satan" jest perfekcyjną zapowiedzią i świadectwem tego co dzieje się na płycie), rzężący bas, potężna perkusja i szatańska estetyka tej płyty sprawiły, że "Welcome to Hell" stał się kamieniem milowym gatunku, kładącym podwaliny pod nowe nurty i dając inspirację kolejnym, nowym zespołom. Jego udział w tym wszystkim co narodziło się na niwie ekstremalnego grania w kolejnych latach jest nie do przecenienia, a takie kompozycje jak tytułowy "Welcome to Hell", często coverowany "Witching Hour", czy "In Laegue with Satan" to już nieśmiertelne klasyki. Tej płyty nie można nie znać i nie doceniać!
Poniżej przedstawiam posiadane prze siebie, pierwsze winylowe wydanie albumu (wersja ze srebrnym labelem), oraz jego najnowszą reedycję popełnioną przez Dissonance Productions w 2016, bazującą totalnie w kwestii setlisty na poprzednim wznowieniu z Castle/ Sanctuary (nie ma tu różnicy). Różnica jest tylko w samej formie wydania (digipak) oraz poligrafii. Tutaj w booklecie dostajemy tylko liryki do utworów (czego wcześniej nie było) oraz niestety te same liner notes co w poprzednim wydaniu. Sam digipak natomiast i jego graficzne wykonanie, może trochę skromniejsze od bogatej w zdjęcia reedycji z Sanctuary, ma znacznie więcej klimatu i widać, że wzorcem było tu wydanie winylowe. W tym przypadku to ogromny plus. Osobiście, mimo dosyć wysokiej ceny, w kwestii cd polecam właśnie to wydanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





