Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ambient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ambient. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2020

DeathEpoch - Abysmal Invocation (Putrid Cult 2020)

Takiej płyty, mieszanki gatunków i stylów jeszcze nie było! Przynajmniej ja nie znam podobnego krążka. Ale zacznijmy od początku. DeathEpoch to wspólny projekt dowodzącego wytwórnią Putrid Cult Morgula, oraz Lorda K. (Nekkrofukk, Goathorne, Sacrificulus...). Pierwszy zajął się partiami gitar (niby tyle lat przerwy od gry na instrumencie, a poradził sobie świetnie) i basu, natomiast drugi zasiadł za garami i stanął za mikrofonem. Panowie pokusili się o bardzo nieszablonowy projekt łącząc ze sobą black/death/war metalową kanonadę, smoliste brzmienie, mocarne riffy i wokalne bluźnierstwo, dzikość ze sporą ilością ambientu oraz elektroniki. Wszystko to przeplata się ze sobą przez całą długość albumu. To trochę tak, jakby spotkały się ze sobą Mysticum, Archgoat, Beherit, Mz. 412 i, nie wiem, Brighter Death Now. Przyznajcie, że synteza mocno oryginalna, odważna, ale efekt powala! Powstał album, który ma zadatki na dzieło nie tylko kultowe, ale i przełomowe dla sceny undergroundowej. Odważny projekt, który moim zdaniem nie wziął jeńców. Płyta bardzo ekstremalna, ale wciągającą, kipiąca złożonością i pomysłami. Co tu dużo mówić, w tej estetyce nie pojawiło się do tej pory nic tak świeżego. Na odchodnym warto dodać, że na płytce pojawiły się też covery Sodom i Acheron ("Bombenhagel" i "Ave Satanas"), a gościnnie udzielili się Vincent Crowley, Mark of the Beast oraz Kris Stanley. Istna wisienka na torcie całego tego misterium zniszczenia! Bierzcie ten album w ciemno!

https://deathepoch.bandcamp.com/

https://www.facebook.com/DeathEpoch

https://www.putridcult.pl/

English translation:

There has never been such an album, a mixture of genres and styles! At least I don't know a similar record. But let's start from the beginning. DeathEpoch is a joint project of the leader of the Putrid Cult label - Morgul, and Lord K. (Nekkrofukk, Goathorne, Sacrificulus ...). The first is resonsible for the guitar parts (supposedly so many years of break from playing the instrument, but he did great) and bass, while the second sat behind the drums and stood behind the microphone. The gentlemen attempted a very unconventional project combining black/death/war metal cannonade, tarry sound, powerful riffs and vocal blasphemy, wildness with a lot of ambient and electronics. All of this is mixed throughout the whole album. It's a bit as if Mysticum, Archgoat, Beherit, Mz. 412 and, I don't know, Brighter Death Now we all joined together. Admit that the synthesis is very original, bold, but the effect is stunning! An album was created that has the predispositions to achieve not only a cult status, but also to be a groundbreaking record for the underground scene. A bold project that, in my opinion, did not take prisoners. A very extreme album, but addictive, full of complexity and ideas. What can I say, nothing so fresh has appeared in this aesthetic so far. On leaving, it is worth adding that the CD also featured covers of Sodom and Acheron ("Bombenhagel" and "Ave Satanas"), and Vincent Crowley, Mark of the Beast and Kris Stanley as guests. A perfect sum-up of all this mystery of destruction! Grab this album without any hesitation!



środa, 19 sierpnia 2020

Nurt Ognia - 4 Nurt Ognia (Self-released 2020)

Nurt Ognia zaintrygował mnie już w chwili, gdy o nim usłyszałem, nie mając okazji posłuchać żadnego z numerów. Bazowałem na tym, co pisał mi o tej muzyce Morgul (Putrid Cult, DeathEpoch). Później pojawiła się przesłana pocztą płyta i już od pierwszej chwili wiedziałem, że moje uprzednie odczucia o wyjątkowości tego projektu znalazły swoje potwierdzenie. Zresztą, pisałem Wam na łamach bloga o debiucie. Teraz przyszła kolej na kolejną, wydaną na fizycznym nośniku EPkę i również jestem pod jej wrażeniem. Muzyka tutaj jest wymagająca, wyjątkowa i nie dająca się wcisnąć w jeden gatunek; to po prostu ogólnie pojęte ekstremalne metalowe granie żyjące swoim własnym życiem. Na "4 Nurt Ognia" znajdziemy połączone ze sobą elementy black i doom metalu, elektroniki, ambientu i noise zespolonych zajadłym wokalem z polskimi tekstami. Co ważne, wciąż jest to muzyka surowa, o podziemnym brzmieniu, ale którą ciężko porównać do jakiegokolwiek istniejącego zespołu. Jest po prostu bardzo oryginalna. Gdy tego słucham, przemykają mi miejscami elementy Xarzebaal, Dagorath (w końcu to dzieło Upiora) nawiązania do starych materiałów Hermh czy December's Fire, ale to wciąż nikłe cienie w ogromie ekspresji i bogactwa tej pozornie prymitywnej w swym wyrazie sztuki. Boli mnie trochę fakt, że na Nurt Ognia jest tak mały odzew, do tak niewielu osób była w stanie ta muzyka dotrzeć, że dwa kolejne materiały zostały wypuszczone tylko jako pliki, a teraz czwarta EPka jako CD-R. Szkoda, bo to ambitny i mający sporo do zaoferowania projekt zawierający ciekawe inspiracje i rozwijający swoją formułę w pozornie wyeksploatowanej niszy podziemnego ekstremalnego metalu. Ze swojej strony bardzo Was zachęcam do sięgnięcia po "4 Nurt Ognia", jak i każdy inny materiał tego projektu.

nurtognia@wp.pl

English translation:

Nurt Ognia had intrigued me from the moment I heard about it, not even having had the opportunity to listen to any of the songs. I was basing on what Morgul (Putrid Cult, DeathEpoch) told me about this music. Later, an album sent by post appeared and I knew from the very first moment that my previous feelings about the uniqueness of this project were confirmed. Anyway, I've written you about the debut here on the blog. Now it's time for another EP, released in a physical format, and I am also impressed. The music here is demanding, unique and impossible to squeeze into one genre; it is just extreme metal music living its own life. On "4 Nurt Ognia" we find elements of black and doom metal, electronic music, ambient and noise combined with fierce vocals with Polish lyrics. Importantly, it's still raw stuff with underground sound but hard to compare to any existing band. It's just very original. When I listen to this, the elements of Xarzebaal, Dagorath (its all work of Upiór after all) appear here and there, there is a little reference to the old materials by Hermh or December's Fire, but these are still faint shadows in the enormity of expression and richness of this seemingly primitive art. It's a shame that there is so little response to Nurt Ognia, that the music was able to reach so few people that two more materials were released only in digital form, and now the fourth EP as CD-R. It is a pity, because it is an ambitious project with a lot to offer, containing interesting inspirations and developing its formula in a seemingly exploited niche of underground extreme metal. From my side, I encourage you to check "4 Nurt Ognia", as well as any other material from this project.




niedziela, 22 września 2019

Carnifexian - Age of Spiked Mace (Dark Age Productions 2017)

Dzisiejszy wpis to coś ze świata tzw. Dungeon Synth, muzyki poniekąd mocno z Metalem związanej, zwłaszcza z Black Metalem. Konkretnie jego melodyjną, średniowieczną, czy też tolkienowską odmianą. Carnifexian to młody, jednoosobowy projekt z Rosji. Dungeon Synth mocno inspirowany takimi projektami jak Elffor, Mortiis, Barak Tor, Erang czy nawet Summoning w jego instrumentalnej odsłonie. To właśnie długa, trzynasto utworowa wycieczka w stronę tych brzmień i klimatu. I, co ważne, nie można Carnifexian posądzić o jakąś wyraźną wtórność w temacie. Sporo projektów w ramach Dungeon Synth czy Ambientu jest niestety powtarzalna do bólu (taki np. Old Tower to darcie skóry z Mortiisa), nudna, czy po prostu nijaka. Tutaj tego nie ma. Płyta się nie nudzi, fajnie przez cały czas trwania snuje swoją historię osadzoną w krainie zamków, smoków, lochów i magii. Na dobrą sprawę zlatuje nie wiadomo kiedy i ma się ochotę odpalić ją ponownie, a w końcu to ponad dziesięć kompozycji. No i klimat, tutaj jest jego wyczucie, twórca wie, z czym ma do czynienia, w jakim brzmieniu się obraca i co ta muzyka ma ze sobą nieść, jakie wrażenie ma w słuchaczu generować. Jest tu zatrzęsienie fajnych melodii, różnych smaczków (elementów podobnych do tych jakimi urozmaicał Mortiis takie płyty jak "Crypt of the Wizard" oraz "The Stargate") i akurat ten projekt nie żeruje na eksploatowaniu rozwiązania jakim jest nadmierna monotonia czy repetycja, zachowany jest balans i lekkie zróżnicowanie nastrojów. Od typowo nostalgicznych, po podniosłe i epickie. Miejscami można wyłapać jakieś odniesienia do twórczości Basila Poledurisa i jego ścieżki dźwiękowej do "Conana Barbarzyńcy".
Jednym słowem jest to kawał solidnego Dungeon Synthu, z pomysłami, odrobiną świeżego spojrzenia na tradycyjną strukturę, a przede wszystkim takiego, który po krótszym czasie nie odejdzie w zapomnienie wśród tych, którzy będą mieli okazję się z nim zapoznać. Ja ze swojej strony jak najbardziej polecam wszystkim fanom tego typu brzmień.

https://www.facebook.com/darkageprod/
http://dark-age-productions.com
https://darkageproductions.bandcamp.com/album/age-of-spiked-mace

English version:

Today's review is something from the world of so-called Dungeon Synth, music somewhat strongly associated with Metal, especially Black Metal. Specifically, its melodic, medieval or Tolkien-like type. Carnifexian is a young, one-man project from Russia. Dungeon Synth strongly inspired by such projects as Elffor, Mortiis, Barak Tor, Erang or even Summoning in its instrumental version. This is a long, thirteen-track trip towards these sounds and atmosphere. And, importantly, Carnifexian can not be accused of any clear secondaryness in its art. A lot of projects within Dungeon Synth or Ambient is unfortunately painfully repetitive (such as Old Tower that is simply tearing the skin from Mortiis), boring or simply bland. Here there is no such situation. The album is not boring, it's great all the time telling its story set in the land of castles, dragons, dungeons and magic. In fact, it flows and you want to play it again, and, you know, it is more than ten compositions. And the atmosphere, here you have the feeling of it, the artist knows what he is dealing with, in what sound he revolves and what this music is supposed to carry with itself, what impression it should generate on the listener. There is a lot of cool melodies, various additions (elements similar to those of Mortiis, used on "Crypt of the Wizard" and "The Stargate") and this project does not prey on exploiting a solution which is excessive monotony or repetition, it  preserves balance and slight diversity of moods. From typically nostalgic to sublime and epic. In some places you can catch some references to the work of Basil Poleduris and his soundtrack to "Conan The Barbarian".
In a word, it is a piece of solid Dungeon Synth, with ideas, a bit of a fresh attitude towards the traditional structure, and above all, one that after a short time will not go into oblivion among those who will have the opportunity to listen to it. I totally recommend this Carnifexian to all the fans of this kind of art!


poniedziałek, 4 marca 2019

Cintecele Diavolui- The Devil's Songs (Dark Dungeon Music 1997)

Dziś odjeżdżamy w trochę nie metalowe rejony muzyczne, aczkolwiek klimatem i swoim twórcą z metalem mimo wszystko powiązane. Zapewne znajdą się tacy którzy Cintecele Diavolui znają, a przynajmniej kojarzą. Jest to jeden z pobocznych projektów muzycznych Havarda Ellefsena vel Mortiis. Poza swoim głównym dziełem o tej samej nazwie i szarpaniem basu w Emperor, stworzył również nieco mrocznej, niesamowicie atmosferycznej muzyki pod szyldami Vond, Fata Morgana oraz właśnie Cintecele Diavouli. Ten projekt wydaje się najbardziej nietuzinkowy w całym dorobku. Havard stworzył na tej płycie nowe, miniaturowe uniwersum skupione wokół wampirycznej postaci o imieniu Vukodlak (słychać jego głos w co poniektórych kompozycjach na płycie). W zawartej tu muzyce jest równie wiele mroku, co pewnej groteski, niemego humoru zabarwionego czernią. Łączy ona pewne elementy pozostałych projektów z wyraźnymi. moim zdaniem, inspiracjami zaczerpniętymi z bardzo starych horrorów, nawet tych w których poza samą muzyką nie było żadnego innego dźwięku. Album ma pewne szczególne momenty, które kreują dosyć niepowtarzalny nastrój niepokoju podszytego dreszczem ("Dungeon of Horror" oraz "One Soul Less for the Devil"). Jest to dzieło zaiste eksperymentalne i nowatorskie w swojej niszowej estetyce i, co trzeba przyznać, ma swój unikatowy klimacik. Nie spodziewam się, że wielu z was, którzy z Cintecele Diavolui do czynienia jeszcze nie mieli, z marszu spodoba się ten twór. Jest to sztuka dosyć wymagająca, mi osobiście zajęło nieco czasu zanim pochłonęły mnie te dźwięki i w pełni je doceniłem. Niemniej jednak wszystkim entuzjastom tzw. Dungeon Synth szczerze polecam!
Materiał pierwotnie ukazał się w skróconej wersji w 1996 jako 10'' winylowa Epka, potem natomiast już w pełnej formie na CD. W 1997 sumptem Dark Dungeon Music, a w 1998 Cold Meat Industry. W ubiegłym roku natomiast album po raz pierwszy doczekał się edycji kasetowej (ściśle limitowanej) wydanej przez sojusz Omipresence, Children of the Night oraz Foreign Sounds.

https://www.facebook.com/officialmortiis/
https://downloadmusic.mortiis.com/
https://mortiiswebstore.com/


wtorek, 12 lutego 2019

Burzum- Filosofem (Misanthropy Records/ Cymophane Productions 1996)

"Filosofem" to moim zdaniem, zaraz obok "Hvis Lyset Tar Oss", najwybitniejsze dzieło Burzum i jeden z jakże istotnych albumów dla Black Metalu, rzec można jeden z jego kamieni milowych. Nagrany w Grieghallen w 1993 roku, ale wydany dopiero w 96' przez Misanthropy, "Filosofem" wniósł do gatunku kolejną mocarną dawkę atmosfery i nowe brzmienie. Zapoczątkował flirt Black Metalu z ambientem, budowaniu atmosfery płyt w oparciu o klawisze i nostalgiczne, transowe dźwięki, ogrom repetycji, monotonii, ale tej która nie nudzi, nie denerwuje, a tym bardziej nie nuży. Melodia dobrana jest tak iż mimo powtarzania się przez długi czas, po prostu płynie i tworzy bardzo unikatowy klimat. To samo tyczy się riffów, są na ogół bardzo proste, ale jakże efektowne. Okraszone trzeszczącym, piaskowym brzmieniem które również nadaje płycie wyjątkowości i przede wszystkim rozpoznawalności. W tamtym czasie była to pierwsza płyta na której wykorzystano właśnie takie brzmienie w tym graniu. Jak się potem miało okazać, dzięki wymienionym cechom "Filosofem" był pionierski i inspirujący dla całej rzeszy zespołów i projektów powstałych w późniejszym czasie.
Na "Filosofem" wyróżnić należy przede wszystkim "Dunkelheit" (do którego nagrano jedyny w historii Burzum materiał video, wydany notabene w formacie VHS), "Jesus' Tod" (obie te kompozycje po mistrzowsku przedstawiają świetne acz proste riffy podbite wspomnianym, chropowatym, szumiącym brzmieniem i jakby przesterowanym wokalem) oraz długi, nastrojowy, zanurzony w odmętach ambientu "Rundgang um die transzendentale Saule der Singularitat". Pozostałe to również kawał świetnej sztuki, ale ta trójka to dla mnie absolutne mistrzostwo. Osobiście mogę słuchać tych kawałków w kółko Macieju i nigdy mi się nie znudzą. Ta muza po prostu wciąga i czaruje, nigdy później nie powstał równie dobrym album w podobnym stylu.
Kolejna sprawa, i to już raczej na marginesie, to grafiki zdobiące płytę. Wykorzystana tu twórczość Theodora Kittelsena, norweskiego rysownika i ilustratora, zespala się z twórczością i klimatem muzyki Vikernesa w jedno. Najzwyczajniej w świecie to ze sobą współgra, i to na tyle mocno, że trudno jest sobie wyobrazić, aby jakikolwiek inne ilustracje mogły by mieć tu zastosowanie. Dobór był fenomenalny. Każdy kto siedzi w muzyce metalowej i rzuci mu się hasło "Kittelsen", to idę o zakład, że zaraz pomyśli o płytach Burzum. Mimo, że te rysunki powstały dawno temu, to stały się z tą muzyką niemal tożsame.
Co można powiedzieć na podsumowanie. Na pewno niczego nowego tą krótką recką nie odkryłem, nawet nie chciałem, chodziło tu przede wszystkim o wspomnienie tej płyty, podzielenie się wrażeniami, emocjami. O niej powiedziane było już wszystko i myślę, że nikt z was nie zaprzeczy, iż jest to klasyk, klasyk przez wielkie "K", który koniecznie trzeba znać.


sobota, 6 października 2018

Entropia- Vacuum (Arachnophobia Records 2018)

Arcydzieło! Nie wiem jak jeszcze lepiej można określić najnowszy album Entropii. To materiał wizjonerski, emanujący niemal nieskończoną paletą muzycznych barw. Płyta jest hipnotyzująca i iście psychodeliczna. Zespół wychodzi już daleko poza stricte Metalowy gatunek pod jaki można było jeszcze podpinać poprzednika jakim był "Ufonaut" (trochę na siłę, ale wciąż). To już jest kolejne wtajemniczenie, kolejny, ogromny krok naprzód w twórczości tej grupy. "Vacuum" ma oczywiście, i wciąż, u swoich podstaw słyszalne, Metalowe pierwiastki (zwłaszcza, nazwijmy to, Post- Black Metalowe/ Doomowe przewijające się  od czasu do czasu w warstwach gitarowych oraz perkusyjnych), ale to przeogromna gama innych wpływów i inspiracji rządzi tą płytą. Mamy tu chociażby elementy muzyki elektronicznej, IDM, Synth'u, Ambientu, Trance, a nawet Krautrocka malujące przestrzenny, kosmiczny pejzaż "Vacuum". Album ma dodatkowo taki vibe, że słuchając tych kompozycji na żywo można tu nie tylko stać zatapiając się w tej transowej, rytmicznej repetycji, ale także najnormalniej w świecie pobujać się nieco do tych dźwięków. Te sześć, średnio dziesięciominutowych kompozycji przenosi słuchacza w inny wymiar, można powiedzieć ponad myśl i czas. Klimat jaki tworzy niemal zmusza słuchacza do odpłynięcia wraz z dźwiękami tej ponadwymiarowej symfonii. "Poison", "Aastral" czy tytułowy "Vacuum" to najlepsze tego przykłady. Warto jeszcze wspomnieć, że płyta jest w 90% instrumentalna. Krzykliwe wokale pojawiają się co jakiś czas tylko na chwilę. Rozbrzmiewają niczym echo i znikają w odmętach dźwięków.
To co można powiedzieć o Entropii po odsłuchaniu "Vacuum" to to, że uciekają swoim graniem od jakichkolwiek metek, czy szufladkowania. Korzystającą z bardzo szerokiego spectrum muzycznych dokonań tworzą tak naprawdę coś totalnie swojego, charakterystycznego tylko dla nich, na wskroś oryginalnego. Cieszy mnie, że w naszym kraju działają takie grupy, o takim potencjale, talencie , tworzące tak ambitne i łamiące schematy dzieła. Ten album to niezaprzeczalnie światowy poziom. "Vacuum" to manifest muzycznej dojrzałości. Utwory na płycie momentami sprawiają wrażenie jakby były efektem, najprościej mówiąc, luźnego jammowania. Obrazuje to z jaką łatwością tworzą muzycy Entropii i jak bardzo się w tej sztuce odnajdują. Tym wszystkim mogą się poszczycić tylko najlepsi.

https://www.facebook.com/mourningentropia/
https://entropia.bandcamp.com/
http://arachnophobia.pl/


niedziela, 8 kwietnia 2018

Druadan Forest- The Lost Dimension (Wolfspell Records 2017)

Druadan Forest to jeden z wielu projektów V-KhaoZ'a znanego z Vargrav, Oath czy ostatnio Old Serpent's Lore. Pod szyldem Druadańskiego Lasu jest już kilka demówek, epka i dwa pełne albumy, "The Lost Dimension" to właśnie ten drugi. Muzyka zawarta na płycie należy do nurtu zespołów, które rozwinęły estetykę oraz styl/ gatunek zapoczątkowany niegdyś przez Mortiisa czy Summoning. Mroczna fantastyka, teksty i klimat mocno inspirowane twórczością Tolkiena, muzycznie to przede bogate spektrum klawiszy okraszone Black Metalowymi wokalami ,odrobiną gitar i miarową perkusją. Jest epicko, majestatycznie, dźwięki są nostalgiczne, kreujące pełne magii pejzaże. Nie da się ukryć, że to co w tej sztuce najistotniejsze budowane jest na instrumentach klawiszowych, a celem jest oczywiście klimat i atmosfera. To jest to co podlega ocenie w pierwszej kolejności. Będąc szczerym V-KhaoZ stworzył album, który obraca się tak naprawdę w tym wszystkim co wyeksploatowało już Summoning (różnica jest tak naprawdę w barwie i brzmieniu, pomysły mniej lub bardziej się pokrywają, niespecjalnie można znaleźć tu coś nowego, trochę inaczej było w przypadku wcześniejszej płyty "The Loremasters Time". Ta była nieco bardziej urozmaicona, bogatsza tematycznie. "The Lost Dimension" została osadzona mocno w epickim, pompatycznym koncepcie. Przez cały czas trwania płyty mamy mniej więcej ten sam charakter kompozycji, trochę jednostajny, jakby narracyjny do opowieści, która snuje się powoli w tle. Nie jest to oczywiście złe rozwiązanie, jest w tym jakiś swoisty urok, kreuje się z tego jeden spójny opus, ja natomiast wolę odrobinę więcej dynamizmu i urozmaiceń. Podsumowując jest to solidny tytuł w obrębie tzw. Medieval Black Metal, Ambient, Dungeon synth, ale niespecjalnie wybija się tu na coś więcej i przed szereg nie wybiega. Jest to raczej pozycja dla oddanych fanów tej estetyki, tym osobom mogę spokojnie polecić. Osobiście bardzo lubię te klimaty, ale ta płyta jakoś szczególnie mnie nie powaliła i będę wracał do niej tylko od czasu do czasu. Jak już wspomniałem, bardziej odpowiadał mi debiutancki, pełnowymiarowy materiał tego projektu.

wtorek, 27 września 2016

Mussorgski- Creatio Cosmicam Bestiae (Godz ov War 2016)

Przyznać trzeba, że nie ma na naszej scenie takiej muzycznej hybrydy jaką reprezentuje solowy projekt Khorzona (Arkona) Mussorgski. Mamy tu połączenie black metalu z wpływami/ naleciałościami ambientu, elektroniki no i sporej dawki orkiestracji. Zdaję sobie sprawę, że nie do każdego coś takiego może przemawiać, chociaż historia zna już przypadki kiedy metal łączony był z elektronicznymi wątkami i efekt powalał, najlepszym przykładem jest chociażby Nocturnus czy Mysticum, grupy obecnie kultowe.


"Creatio Cosmicam Bestiae" to już trzeci pełny krążek wydany pod szyldem Mussorgski. Album jest niewątpliwie najbardziej udany z całej trójki. Co mi się na tej płycie podoba to bardzo ciekawa atmosfera (pierwsze skojarzenie to takie mroczne science-fiction), nietuzinkowe, zróżnicowane wokale i dosyć chwytliwe zestawienie partii gitar i elementów orkiestralnych (czasem słychać w tym jakieś echa tego czego próbował już niegdyś Emperor), fajnie to razem jedzie. Płyta jest bardzo spójna, podąża tą samą ścieżką od początku do końca malując przed słuchaczem pejzaż otulonych mrokiem galaktycznych bezkresów. Utwory nie są powtarzalne także słuchacz nie ma prawa się nudzić. Przeplatają się tu atmosferyczne pasaże, pełne patosu i mroku z konkretnym, bijącym w twarz black metalem. Kompozytorskiego kunsztu Khorzona nie da się tu nie zauważyć. Z całego albumu wyróżniłbym utwór otwierający płytę, mianowicie "Gaaya- The Planet of the Dead". Jest niesamowicie przestrzenny i w pełni oddaje ducha tego czym jest Mussorgski. Całość spaja intrygująca okładka, która oddaje tajemniczość i nietuzinkowość zawartości płyty. Trafiony w punkt jest także emanujący chłodem dobór barw, srebro,błękit i czerń. Kombinacja, która w sam raz tutaj pasuje.
Podsumowując, "Creatio Cosmicam Bestiae" jest to dzieło niewątpliwie ambitne i kompleksowe, warte tego aby po nie sięgnąć i zapoznać się z nieco innym odcieniem metalowej sztuki. Ma w sobie "to coś", które nijak nie poddaje się ocenie, pierwiastek który sprawia, że nie jest to kolejna, typowa płyta z ekstremalną muzyką jakich obecnie jest wiele.