Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sacrilegium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sacrilegium. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 października 2019

Sacrilegium - Ritus Transitorius (Werewolf Promotion 2019)

Sacrilegium powraca z kolejnym albumem, co prawda już bez Nantura na pokładzie, ale za to w pięknym stylu. Nic nie wskazuje na to, aby ich sztuka miała ulec zmianie czy się zachwiać. Suclagus pewnie dowodzi na swoim okręcie i jak najbardziej dorównuje wokalnie swojemu koledze, którego w tej kwestii zastąpił. "Ritus Transitorius" to w sporym stopniu dzieło zakorzenione w Black Metalu lat 90., ale niepozbawione świeżości i tego jedynego w swoim rodzaju klimatu, z którego Sacrilegium od zawsze słynęło. Spotyka się tu stare z nowym. Już od pierwszych dźwięków każdej z 8 zawartych tu kompozycji słyszę wyraźne echa dawnych dokonań chociażby Darkthrone, a i ich własnej muzyki z czasów kultowej płyty Wicher (najlepszym przykładem są takie kompozycje jak "Ritual", "Zapomniana Potęga" czy "Przejście"). Jednym słowem - stara szkoła podnosi łeb! Nawet jakieś drobne elementy Death oraz Thrash Metalu są tu miejscami powplatane. Aż mi się morda cieszy, jak widzę, że wciąż można tak misternie operować dawnymi standardami, przenosząc je w nową erę, nowe brzmienie i pokazując, że ich czas jeszcze nie minął i długo nie minie. Już na poprzednim krążku zespół udowodnił, że odrodził się niczym feniks z popiołów, wciąż tworząc Black Metal na najwyższym poziomie. Nawet nowy skład zespołu tego nie zmienił, a wręcz przeciwnie. Nadał machinie Sacrilegium dodatkowego przyspieszenia. Oni nie muszą już niczego i nikomu udowadniać. "Ritus Transitorius" swoim mistycyzmem i oddaniem dawnym tradycjom gatunku oznajmia wszem wobec, że Sacrilegium długo jeszcze nie złoży broni, a nowy album jest potężnym, bezkompromisowym strzałem, jak to miało miejsce przy "Anima Lucifera". Sięgajcie zatem po "Ritus Transitorius" i rozkoszujcie się odgłosami bestii, którą spuściła z łańcuchów jedna z najbardziej zasłużonych hord naszej rodzimej sceny BM!

https://werewolf-webshop.pl/

English translation:

Sacrilegium is back with another album, although without Nantur on board, but in a beautiful style. There is no indication that their art would change or stagger. Suclagus confidently commands his ship and vocally matches his colleague, whom he replaced in this matter. "Ritus Transitorius" is to a large extent a work rooted in the Black Metal of the 90s, but not does not lack freshness and that unique climate of which Sacrilegium has always been famous for. Old meets new here. From the first sounds of each of the 8 compositions contained here I hear clear echoes of ancient achievements of even Darkthrone, and their own music from the time of the cult album Wicher (the best examples are compositions such as "Ritual", "Forgotten Power" or "Passage"). In a word - the old school raises its head! Even some minor elements of Death and Thrash Metal are hidden here. I'm happy when I see that they can still manipulate old standards so intricately, transferring them into a new era, a new sound and showing that their time has not yet passed and will not pass long. Already on the previous album, the band proved that they were reborn as a phoenix from the ashes, still creating Black Metal at the highest level. Even the new line-up of the band has not changed that, on the contrary. It has given Sacrilegium an extra boost. They don't have to prove anything to anyone anymore. "Ritus Transitorius" with its mysticism and devotion to the old traditions of the genre, announces to everyone that Sacrilegium will not lay down their arms, and that the new album is a powerful, uncompromising strike, as it happened with "Anima Lucifera". So reach for "Ritus Transitorius" and enjoy the sounds of the beast that was unleashed by one of the most distinguished hordes of our native BM scene!


niedziela, 17 grudnia 2017

Sacrilegium- Sleeptime (Pagan Records 1994, Witching Hour 2015)

Kolejna porcja historii polskiego podziemia BM z udziałem Sacrilegium. Pewien jestem, że "Sleeptime" jest znany większości z was i z pozoru wałkowanie tego materiału nie jest niezbędne, ale uważam, że takie wydawnictwa należy wciąż przypominać, aby nie zagubiły się gdzieś w mrokach dziejów, żeby młodsze pokolenia metalowych maniaków mogły je poznać i łyknąć nieco tej historii, materiałów od których poniekąd wszystko się na naszej scenie rozpędziło. Bardzo dobrym pretekstem są reedycje tych wydawnictw, jak ma to miejsce obecnie.
"Sleeptime" (1994) to pierwszy oficjalny materiał Sacrilegium nagrany w słynnym, trójmiejskim Warrior Studio z Krzysztofem Maszotą za konsoletą. To co zaserwował tutaj zespół to misterna, surowa i siarczysta mieszanka Pogańskiego Black Metalu (tak na marginesie, rytualne intro z bębnami i wyciem wilków to czysty obłęd). Coś jakby ówczesny Behemoth, Graveland oraz Darkthrone okraszone świetnym klimatem i tym unikatowym oraz charakterystycznym wtedy dla naszej sceny BM pogańskim pierwiastkiem. Tutaj Sacrilegium stawia swoje pierwsze kroki w Black Metalową sztukę, której zwieńczeniem będzie później "Wicher". Technika jeszcze kuleje, do doskonałości daleko, ale jest w tym ta niczym nie zmącona, pierwotna magia. Tak jak w przypadku dwóch wymienionych wyżej zespołów naszej sceny, te nagrania są znamieniem tamtych czasów, to przede wszystkim rejestracja pasji, idei i zaangażowania jakie wtedy towarzyszyły zespołom z podziemia. Obecnie ciężko o nagrania z takim ładunkiem emocji i klimatu, także polecanie/ rekomendacje uważam za zbyteczne.
W poniższej reedycji wypuszczonej przez Witching Hour jako bonus dostajemy rehearsal oraz nagrania live z 1993 roku, też kolejny kawał historii zespołu. Brzmi to obskurnie, jakość nie jest najlepsza, ale aura i atmosfera... No bezcenna sprawa proszę Państwa! W wersji kompaktowej mamy to na oddzielnym dysku, podobnie jak w winylowej. W tym drugim przypadku jest to w postaci cd w kartoniku z oddzielną okładką. Do winyla dodany jest także spory plakat z nową grafiką albumu. Wewnątrz znajdzie się sporo archiwalnych zdjęć, poza okładką wszystko w czerni i bieli, wyszło to naprawdę solidnie i warto to mieć na półce.

https://sacrilegium.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/SacrilegiumOfficial/




niedziela, 1 października 2017

Sacrilegium- Wicher (Pagan Records 1996/ 2014)

Chyba niewiele byłoby osób, które nie zgodziłby się ze stwierdzeniem, że "Wicher" to jedno z najwybitniejszych dzieł polskiej sceny BM lat 90-tych. Niewiele materiałów może poszczycić się tak niesamowitym klimatem i aurą w którą zaklęta się magia tamtych dni. Od wydania albumu minęło już ponad 20 lat, a on wciąż potrafi czarować, wciągać swoją głębią, nostalgią i mrokiem, w ogóle się nie zestarzał i wciąż znakomicie się broni. To tutaj Sacrilegium stworzyło jeden z najlepszych przykładów połączenia Black Metalu z Pogańską sztuką. Płyta jest bardzo dobrym przykładem jak nasze zespoły potrafiły w misterny sposób przekuć wpływy, inspiracje, które przyszły z Norwegii na swoją modłę i stworzyć sztukę o jeszcze, moim zdaniem, większym ładunku emocjonalnym i, co ważne, bardzo oryginalną i charakterystyczną. Te rzężące gitary, klawiszowe pasaże i chrypiący, upiorny wokal Nantura są nie do podrobienia. Ciężko jest nie zostać pochłoniętym przez takie symfonie jak "W Dolinie Rwących Potoków" (uważam go za utwór sztandarowy z tej płyty, czysta esencja Sacrilegium), "W Rogatym Majestacie Snu" (tutaj w ciekawy sposób objawiają się inspiracje starym Darkthrone i Immortal) oraz majestatyczny "Wicher Falami Ognia", który jest lirycznym sercem tego albumu. Powstało tu dzieło absolutnie skończone, które na zawsze zapisze się jako jedno z najważniejszych wydawnictw naszej podziemnej sceny, tym bardziej, że zdaje się, był to pierwszy album Black Metalowy nagrany całkowicie po polsku i tak mocno skoncentrowany na "leśną" atmosferę wypełnioną Pogańską estetyką.
Poniżej przedstawiam winylową oraz kompaktową reedycję albumu wydaną przez Pagan Records w 2014 roku. Różnice w stosunku do oryginału to nowy mastering, który podziałał na korzyść materiału uwydatniając wszystkie jego walory, nowa szata graficzna (oryginalna została zawarta w książeczce do płyty) oraz spora dawka fotografii zespołu z tamtego okresu. Jako bonus został także dodany utwór ze splitu z North "Jesienne Szepty" pt. "Tam Gdzie Gaśnie Dzień". Ze wszystkim jestem jak najbardziej na tak, chociaż nie bardzo rozumiem zmianę okładki. Jest naprawdę świetna, ale jakoś tęskno mi za tą starą, oryginalną grafiką, która tak niesamowicie współgrała z i oddawała zawartość albumu (poza tym znakomicie prezentowała by się w winylowym formacie).W każdym bądź razie jeżeli ktoś nie posiada 1-szego wydania to jak najbardziej ową reedycję polecam. Co do samej muzyki, cóż, ten materiał nie potrzebuję żadnej rekomendacji, to trzeba znać!

https://sacrilegium.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/SacrilegiumOfficial/
https://pagan-records.com/




poniedziałek, 18 września 2017

Sacrilegium- Anima Lucifera (Pagan Records 2016)

Jak dobrze, że zdarzają się tak kapitalne powroty jak ten Sacrilegium. Chociaż nie, powrót to nie do końca adekwatne określenie. To ponowne narodziny, ale z namiastką pamięci z poprzedniego życia. "Anima Lucifera" to już kompletnie inna bestia niż "Wicher", ale nacechowana świadomością przeszłości. Ta płyta to nowe oblicze zespołu, chociaż utwory, które się tu znalazły powstawały na długo przed jej wydaniem. Mimo nowego, dopracowanego już brzmienia, odejścia od pogańskiej tematyki oraz leśnego klimatu, którym emanował "Wicher", wciąż jest tu obecny duch tamtego czasu, mamy tutaj atmosferę oraz klawiszowe tła, które wyraźnie niosą ze sobą odległe nawiązania do tamtego okresu w ich sztuce. Następujące po intrze "Preludium" "Heavenwings Shrugged" oraz "Angelus" to najlepsze przykłady wspomnianego stanu rzeczy. Oczywiście to Sacrilegium obecnych czasów, ale Panowie tak totalnie nie zostawili swoich korzeni za sobą. Muzyka na "Anima Lucifera" jest dojrzała, przemyślana w każdym calu (od strony technicznej bardzo podobna do drugiego długograja Emperor), pełna świeżości, z nowym intensywnym brzmieniem. Królują tu bardziej agresywne i rozpędzone riffy, ale duchem to wciąż jest Sacrilegium, a nie jakiś biegunowo odmienny twór, przynajmniej ja odnoszę właśnie takie wrażenie. Zespół w moim mniemaniu odnalazł złoty środek i swą mroczną sztukę przekuł w kolejne , siejące zniszczenie ostrze. Dla mnie to płyta niesamowicie inspirująca z niebagatelnym ładunkiem emocji, który udaje się wytworzyć tylko nielicznym. Od pierwszych dźwięków były ciary, a dla mnie to zawsze najlepszy z możliwych wyznaczników jakości.
Niniejszy album jest dowodem na to, że stara gwardia oraz zespoły z pozoru przypięte już do czasów minionych wciąż mogą zaskoczyć, ponownie zawładnąć podziemiem i sięgnąć po dawną chwałę. I takiego właśnie scenariusza życzę Sacrilegium, bo niechybnie na to zasługują. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej płyty!

https://sacrilegium.bandcamp.com/



sobota, 16 września 2017

"(...) Przekaz był jeden- blasphemy (...)"- wywiad z Suclagusem (Sacrilegium)

1. Witaj Suclagus! Dzięki, że zechciałeś poświęcić trochę czasu i odpowiedzieć na kilka moich pytań. Zatem do rzeczy. Na początek opowiedz proszę coś o początkach Sacrilegium. Co spowodowało, że zespół powstał i podążyliście ścieżką Black Metalu, co was wtedy inspirowało do działania? Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z tą muzyką i jak wpadłeś na Nantura?

Witam…Z Nanturem poznałem się dość wcześnie,, 88? 89 rok? W tamtych latach było łatwiej rozpoznać ludzi, którzy mieli podobne zainteresowania. Pierwsze próby, jeszcze z Nanturem na basie, miałem na dłuższy czas przed powstaniem Sacrilegium, lecz stworzony w tym czasie zespół nie utrzymał się długo, nazwy w zasadzie nie pamiętam, tyle że przekaz był jeden- blasphemy, chwile po tym był kolejny zespół w którym szlifowałem swoje umiejętności i przyznać muszę że zbierałem dość ciekawe doświadczenie jako młody muzyk, na lokalnych scenach. Z końcem lat 80 i początkiem 90, pojawiało się także sporo nowych produkcji .. Docierały do nas ciekawe materiały takich grup jak „ Mayhem, Rotting Christ, Darkthrone itp. i nie ukrywam faktu, że ich przekaz plus cała nasza zgłębiana wiedza w tamtym okresie miała duży wpływ na podjęcie decyzji o założeniu Sacrilegium, tym bardziej że po pierwszej naszej nieudanej próbie, wiedzieliśmy już czego tak faktycznie chcemy.

2. Cofając się w czasie do okresu waszego dema "Sleeptime", jaki był wtedy w podziemiu odzew na waszą sztukę, byliście zaprzyjaźnieni z jakimiś hordami z naszej sceny? Jak duży wpływ miały wtedy na was zespoły z Norwegii?

„Sleeptime”, z tego co pamiętam był bardzo dobrze odebrany, oczywiście spotkał się też i z krytyką, która raczej odnosiła się do porównań właśnie z Norweskimi grupami o które pytasz, jednak to nie stanowiło dla nas żadnej przeszkody aby kontynuować prace nad następnym materiałem. Z resztą sam fakt podpisania kolejnej umowy z Pagan Rec. był potwierdzeniem zainteresowania naszą działalnością, a wybory których dokonywaliśmy tylko nas w tym utwierdzały.
Zaprzyjaźnione hordy? Oczywiście że były, jak np. Ostródzki MARHOTH czy NORTH, oczywiście kontakty utrzymywane były również z innymi zespołami, a może bardziej z ich liderami. Tak na marginesie, dobrze wspominam te czasy, w szczególności pobyty w Osródzie - próby Sacrilegium i imprezy po ;)

3. Z tego co mi wiadomo, w latach 90-tych, mieliście "przyjemność" wylądowania na tzw. liście wrogów Black Metalu. Masz jakieś wspomnienia apropo tego wydarzenia, ktoś przyjeżdżał was straszyć czy pisał listy z pogróżkami? Wtedy też zrezygnowaliście chyba z typowo Black Metalowego wizerunku, mam tu na myśli tzw. corpse paint, była jakaś konkretna przyczyna takiego ruchu czy stało się to naturalnie?

Nie przypominam sobie takich sytuacji bezpośrednio dotyczących Sacrilegium, a tym bardziej nic mi nie mówi „lista wrogów” Balck Metalu…Jak coś było, to przeszło to obok mnie…
Co do samego wizerunku, to ewoluuje on do dziś ;)

4. 1996 rok przyniósł wasz pełnowymiarowy album "Wicher", ponadczasowy i dla wielu bardzo ważny album naszej rodzimej sceny. Był to czas kiedy waszą twórczość spowił Pogański pierwiastek. Jak ważna była to dla was tematyka, co sprawiło, że po nią sięgnęliście?

W tamtych czasach, wiedzę zgłębialiśmy na każdym możliwym podłożu egzystencji i doktryn…jedną z nich była tematyka Słowian, ich wierzeń i obrzędów. Tak też narodził się pomysł na tą płytę. Wraz z Nanturem nie zastanawialiśmy się długo nad tą myślą, w wielkim skrócie, oddaliśmy hołd Bogom i Ludom panującym na naszych ziemiach, za nim chrześcijaństwo ich wyparło, w rezultacie w dość krótkim czasie stworzyliśmy ten materiał, który jak sam go określiłeś jest ponadczasowy.
Co do samej tematyki uważam, że powinna być ważna dla nas wszystkich, jest to poniekąd kawał dobrej historii którą każdy z nas powinien poznać i ewentualnie odnieść się do faktów które były…

5. Jak wspominasz czas nagrywania i powstawania powyżej wspomnianej płyty, współpracę z Tomaszem Krajewskim i Pagan Records? Jakieś ciekawe historie z tamtego czasu? Czy coś szczególnie zapadło Ci w pamięć czym mógłbyś się podzielić?

Jak już wspomniałem, okres był zajebisty. Mieliśmy pełną świadomość że będziemy jednym z pierwszych zespołów w Polsce, który pójdzie w tym kierunku, riffy same składały się w całość a do tego kontrakt z Pagan w zasadzie był w kieszeni, niczego więcej nie potrzebowaliśmy.
Z Tomaszem był i jest dobry kontakt do dziś, zawsze dbał o dobry wizerunek zespołu, a kiedy powstawał „Wicher” był to czas szczególny i trudno jest wybrać „coś”… wszystko było wyjątkowe, za dużo się działo.

6. Słyszałem, że były podobno plany na waszą wspólną, krótką trasę razem z Darkthrone. Jeżeli faktycznie miało to miejsce to kto bym inicjatorem i dlaczego ostatecznie nie udało się tego przedsięwzięcia wcielić w życie? Trochę to zadziwiające bo Darkthrone w tamtym czasie raczej nie palił się do gry na żywo.

Ogólnie w tamtych czasach bardzo mało hord pokazywało się na żywo, a tym bardziej Darkthrone.
Ponoć i była taka wzmianka, że mamy zagrać z nimi i byliśmy z nimi w kontakcie, jednakże żaden z nas nie dostał oficjalnej propozycji zagrania koncertu. Może był to temat do dyskusji po wydaniu „Sleeptime”, dla niektórych organizatorów… nie wiem… gdybam… :) My jednak nie zwracaliśmy na to uwagi. Robiliśmy swoje. Być może zdementowałem plotki na ten temat… :)

7. Po wydaniu "Wicher" mieliście także koncertować razem z Behemoth i Helheim, co się stało, że ostatecznie nie ruszyliście z nimi w tą trasę, wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik?

Tu odniosę się do złamanego obojczyka (złamanej ręki gitarzysty – różnie opisywanej w różnych magazynach i przy różnych koncertach). Nantur w tym czasie, fakt grał na basie i faktycznie złamał obojczyk, lecz nie na tym polegał problem, musiałem szukać zmiennika. Próbowałem coś zrobić z gitarzystą Hefeystos, lecz czasu było zbyt mało na opanowanie materiału. W sumie musieliśmy zrezygnować, tyle że i w tym przypadku jeżeli był prowadzony dialog na ten temat to nie ze mną…
Okazało się że dogadana trasa na 100% to była, ale z Behemoth i Helheim – szkoda, czas nie do nadrobienia…

8. Po wydaniu kolejno w 98' i 99' dem "Recidivus" oraz "Embrace the Darkness" praktycznie słuch po was zaginął aż do 2015 roku. Co było przyczyną zawieszenia zespołu w tamtym czasie, co się stało, że zaniechaliście wtedy dalszego, wspólnego grania?

Po nagraniu „Embrace…” dostaliśmy jedyną propozycję z Niemieckiej wytwórni Last Episode późniejszym Last Epitaph czy jakoś tak. Jednakże kontrakt nie został podpisany. Stagnacja w tamtym czasie, która dopadła większość hord black metalowych dopadła także i nas, nie pozwalała na normalne funkcjonowanie, kompletnie żadnych propozycji wydawniczych i koncertowych, trudno było to sobie wytłumaczyć… Gotowy materiał odwiesiłem na kołek, a drogi członków zespołu rozeszły się.


9. Dwa lata temu ponownie połączyłeś siły z Nanturem i znów uderzyliście z Sacrilegium. Czy były jakieś konkretne powody tego powrotu? Nie ukrywam, że sprawiło mi to wiele piekielnej radochy widząc, że wracacie i wydajecie nową płytę, że znowu gracie, wielu innym fanom waszej sztuki z pewnością też.

Założeniem było tylko nagrać nowy album i w zasadzie nie interesowało mnie to, czy zostanie wydany i przez kogo. To, że trafił do Pagan Rec. niewątpliwie pomogło nam w dotarciu do większej ilości odbiorców, recenzentów itp., za co jestem Tomaszowi wdzięczny. W szczególności zależało mi na tym, aby dać szansę temu materiałowi, który leżał na półce jakieś 15 lat. To że będziemy dalej grać razem, też nie było takie pewne, z paru powodów, których nie chcę rozwijać. Ostatecznie udało się nam wydać płytę i zagrać parę koncertów.

10. "Anima Lucifera" to konkretny Black Metalowy cios prosto w pysk, co prawda diametralnie inny od "Wicher", bardziej intensywny, siarczysty, esencjonalny, ale równie klimatyczny i otulony w jakąś mistyczną głębię. Prace nad nim rozpoczęliście na rok przed wydaniem, czy materiał ten powstawać zaczął jeszcze na długo przed waszym oficjalnym powrotem? Jakie inspiracje i emocje mu towarzyszyły? Ta płyta zdaje się być kolejnym początkiem, ponownymi narodzinami waszej twórczości.

Jak już wspomniałem, materiał nie jest zupełnie nowy, powstał za czasów „Embrace…” W tamtym czasie mieliśmy gotowy Staff na kolejny album, jednak nie udało się go nagrać. Jak zauważyłeś album ten jest zupełnie inny i taki miał być. Inspiracją dla mnie jak zawsze buło i jest Sacrilegium… jako przestępstwo godzące bezpośrednio lub pośrednio w świętość…, interpretację emocji jakie temu towarzyszą pozostawiam Tobie.

11. Jak udały się wasze koncerty promujące "Anima Lucifera"? Wiem, że graliście też za granicą. Któryś szczególnie wspominasz?

Powiem tak…Pracujemy nad tym, aby każdy następny był bardziej zapamiętany i wspominany przez naszych fanów. Jako muzyk najlepiej wspominam Sinister Howling V. Stwierdzić muszę, że brakuje takich festiwali w Polsce, nawiązując do ewoluowania wizerunku, to właśnie w tamtym miejscu Sacrilegium wróciło do tzw corpse paint.

12. Niedawno szeregi zespołu opuścił Nantur i obecnie to na Twoich barkach spoczywa dowództwo na pokładzie Sacrilegium. Jakie są wasze obecne plany, kiedy możemy spodziewać się kolejnego albumu i koncertów? EP "Ritual" zdaje się zwiastować coś naprawdę nietuzinkowego.

„Ritual” wskazuje nową drogę, którą będziemy podążać, uważam iż ten temat bardziej ujawnia skąd czerpać będziemy siłę, aby zaspakajać naszych fanów. Nowej płyty możemy spodziewać się w roku 2018. Po trasie „Za ćmą w dym” gdzie będziemy towarzyszyć Furii, którą zaplanowano na drugą połowę listopada 17-19.11.2017 Warszawa, Bydgoszcz, Poznań i 23-25.11.2017 Wrocław, Kraków, Katowice, - siadamy do częściowo utworzonego już materiału i skupiamy się na tym aby jak najszybciej go zarejestrować. Wszystkie niezbędne informacje, w miarę na bieżąco, będę udostępniał na naszej stronie.

13. To by było na tyle. Czekam z niecierpliwością na kolejną płytę i szansę posłuchania was na żywo! Raz jeszcze ogromne dzięki za ten krótki wywiad! Ostanie słowa pozostawiam Tobie.

Toast za wszystkich naszych fanów, Dzięki za wsparcie i do zobaczenia na najbliższych koncertach.

rozmawiał: Przemysław Bukowski