Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scorpions. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Scorpions. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 października 2016

Scorpions- Return to Forever (Sony Music/ RCA 2015)

Jedno z moich ostatnich rozczarowań. Sięgnąłem po ten album z czystej ciekawości żeby posłuchać jak to sobie Scorpions obecnie poczynają i z faktu, że bardzo lubię i szanuję ich dawne osiągnięcia z lat 70-tych i 80-tych. Na ale niestety. Był to w pewnym sensie chlust zimnej wody, po dawnych Scorpions nie ma tu praktycznie śladu, to już inny zespół. Wypłukany z dawnej mocy i przebojowości, z wyłagodzonym brzmieniem i radiowymi tendencjami. W utworze "Rollin' Home" zawiało nawet popem. Może jest to nazbyt surowa ocena z mojej strony, ale po prostu tak to widzę. Nie będę też specjalnie analizował i wybierał jakiś utworów jak zwykłem to robić, po prostu nie znajduję na płycie żadnego kawałka o którym mógłbym powiedzieć, że mi się podoba, albo mi nie podchodzą, albo są mi kompletnie obojętne. Nie potrafię niczego polecić. Już na dzień dobry w "Going out with a Bang" mamy zawód bo po obiecującej zwrotce dostajemy refren, który rozwala całość. "We Built this House" ma tendencje na jakiś hymn niosący nostalgię, ale najnormalniej zawodzi przez brak pewnej iskry. Tyle dla przykładu. Jedynym plusem jest fakt, że głoś Klausa Maine nadal jest w całkiem niezłej formie jak na te 50 lat śpiewania. Tu należy się szacun.


Scorpions przeszli już trochę na system odcinania kuponów, na koncerty wabią setlistami wypełnionymi dawnymi hitami, nowsze rzeczy obecne są w niewielkiej ilości. To w sumie o czymś świadczy. Nowsze utwory nie jest w stanie przebić starych hitów i tak samo przyciągnąć publiki. Ostatnio pojawiła się iskierka nadziei na nieco bardziej podkręcony materiał, o ile będzie kolejna płyta, jako że dołączył na stałe w szeregi Scorpions Mikkey Dee (Dokken, King Diamond, Motorhead). Może ten zastrzyk napędzi trochę zespół, a kompozycje nabiorą siły. Przyszłość pokaże.
Z tego co zdążyłem się zorientować opinie na temat "Return to Forever" są generalnie dobre lub bardzo dobre, cóż ja ich nie podzielam. Płytę cechuje brak nowych pomysłów i spora przeciętność, jest taka nijaka, no ale najwierniejszym fanom grupy zapewne się spodoba. Scorpions mieli zakończyć karierę w 2010 roku, co się jednak nie stało. Wydali wtedy całkiem przyzwoity "Sting in the Tail", który mógłby dobrze zwieńczyć karierę. Postanowili jednak kontynuować. Życzę im szczerze żeby czymś nas jeszcze zaskoczyli i dali dowód, że ich decyzja nie była błędem. Czekam na kolejny album z Panem Dee za garami.


piątek, 7 października 2016

Scorpions- Crazy World (Mercury Records 1990)

Dziś jakoś natchnęło mnie ma posłuchanie sobie Scorpions. Sięgnąłem po płytę, której nie słuchałem stosunkowo dawno, ot jakoś specjalnie za nią nie szaleję, ale co jakiś czas wypada sobie odświeżyć. Mowa tu o "Crazy World". Jest to bez wątpienia najlepiej sprzedający się album tej grupy, głównie za sprawą ballady "Wind of Change", chyba najbardziej rozpoznawalnego utworu Scorpions. W sumie był on chyba pierwszym rockowym utworem jaki w życiu usłyszałem, miałem chyba wtedy 4, czy 5 lat (rodzice nieco pomogli mi przypomnieć sobie ten fakt). Płyta jest moim zdaniem trochę przereklamowana, niemniej jednak nie pozbawiona jest dobrych momentów, a na pewno nie dobrego brzmienia.


Na "Crazy World" składa się 11 utworów. Płyta jest w pewnym stopniu przełomowym dla grupy krążkiem jak, że zrezygnowano ze współpracy z długoletnim producentem Dieterem Dierksem na rzecz Keitha Olsena. Wprowadził on zespół w nowe dziesięciolecie inicjując nowe brzmienie, bardziej przebojowe i może odrobinę cięższe w stosunku do wcześniejszych produkcji. Natomiast kawałki na niej zawarte nie są kompozycyjnie już tak świeże. To nadal ten sam intensywny, chwytliwy, hiciarski hard rock, tylko podany trochę inaczej niż dotychczas. Najbardziej zapadły mi w pamięć typowe rockery w postaci "Tease Me Please Me" oraz "Dont't Believe Her", lekko nastrojowy "To Be With You in Heaven", "Restless Nights" ze stonowaną zwrotką i dynamicznym refrenem i całkiem przyjemna balladka "Send Me An Angel", która została przez "Wind of Change" zepchnięta na margines. No właśnie, dlaczego nie wymieniam tu tego utworu? Przyczyna jest prosta, nie uważam, że muzycznie zasługuje na to czego się dochrapał. Uderzył w dobry czas i miejsce za sprawą swojego radiowego charakteru i tekstu o zmianach na arenie politycznej wschodniej Europy, które miały wtedy miejsce. Temat wtedy bardzo nośny, tak więc mieli hit w kieszeni. Nie chcę mu specjalnie umniejszać bo nie jest to zła kompozycja, ale jego status jest w moim mniemaniu mocno na wyrost.
"Crazy World" to płyta zaczynająca kolejny etap w historii zespołu. Byli wtedy u absolutnego szczytu swojej kariery, już nigdy później nie przebili sukcesu żadnej ze swoich starszych płyt, ale swoimi osiągnięciami na stałe weszli do kanonu rockowego grania. Jakoś szczególnie tej płyty nie polecam bo mają sporo lepszych w swoim dorobku, ale i nie zniechęcam, w razie braku innych priorytetów można śmiało po nią sięgnąć.