Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.S.P.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W.A.S.P.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 października 2017

W.A.S.P.- W.A.S.P. (Capitol Records, Emi 1984/ Snapper 2004)

Jak dla mnie jedna z najbardziej żywiołowych i skrzących się energią płyt w historii Heavy Metalu. Uważam ją też swoją drogą za bardzo wpływową dla stojącego już tuż za rogiem bardziej ekstremalnego grania, które wtedy podnosiło łeb za sprawą min. Venom czy Bathory. Takie grupy jak Kiss, Alice Cooper czy właśnie W.A.S.P. miały podobnie spory wpływ na Death czy przede wszystkim Black Metal, jak zespoły ochrzczone mianem jego pierwszej fali. I to bynajmniej nie za sprawą muzyki, a bardziej wizerunku. Każdy z tych zespołów wywoływał wokół siebie sporo sensacji i oburzenia, na scenie był ogień, elementy demoniczne, czy też rodem z horrorów, sztuczna krew, czaszki i tym podobne. Debiut Wasp (już nie chce mi się pisać tych kropek, wybaczcie :D) jest tego kwintesencją. Poza wizerunkiem wypełnionym wyżej wymienionymi atrybutami, cechowały go odważne teksty, traktujące o wszystkim co zakazane, no i rzecz jasna dawka niesamowicie energetycznego i naszpikowanego chwytliwymi, zadziornymi riffami Heavy Metalu. Sam wokal Blackiego to też oddzielna działka... Drugiego takiego próżno szukać. Nie mówi się o tym za wiele, ale to między innymi Wasp był jednym z tych zespołów, które miały wpływ na młodych wtedy adeptów mrocznej sztuki kształtując ich muzyczny gust. Debiut Amerykanów uważam za najważniejszy w ich całej dyskografii, wywołał w swoim czasie burzę i zapisał się na stałe do grona najważniejszych metalowych wydawnictw zza oceanu. Płyta wypełniona jest po brzegi metalowymi hiciorami. Znajdują się tu min. "I Wanna Be Sombody", "L.O.V.E. Machine" oraz "B.A.D." (mają się tymi kropkami, nie ma co :D), których refreny wsiąkają w mózgownicę dosłownie z marszu i nie opuszczają jej już nigdy. Rządzi także piekielny "Tormentor", którego uważam za kolejny wsławiający tą płytę numer. Pozostałe rzecz jasna także sroce spod ogona nie wypadły i idą ramię w ramię z tymi które tu wyróżniłem, i które wyróżnił sam zespół. Ta płyta to był wtedy solidny strzał w pysk dla glam metalu, który próbował zagarnąć Wasp w ramy swojej estetyki. Ja osobiście tą płytę uwielbiam od momentu w którym się z nią zetknąłem i gdyby istniał metalowy elementarz w stylu "must have, must listen" chętnie bym tam debiut Wasp władował. Istny dynamit!



czwartek, 27 października 2016

W.A.S.P.- The Last Command (Capitol Records 1985/ Snapper 1997)

"The Last Command" to drugi album w dorobku W.A.S.P. i moim zdaniem obok debiutu najbardziej udany i jaśniejący pośród reszty dyskografii. Nie jest znowu tak dużo płyt, które można by określić jako synonim energii, a tak jest w tym przypadku. Tutaj hit goni hit, rzeczona energia i moc leje się strumieniami, a słuchacz ma nieodpartą ochotę śpiewać razem z Blackie'm.


Dziesięć kompozycji składających się na "The Last Command" to nic innego jak esencja tego co reprezentuje sobą W.A.S.P. i bardzo dobra wizytówka amerykańskiego heavy metalu typowego dla lat 80-tych. Na płycie nie ma zbędnych utworów, całość jest spójna i nie daje wytchnąć do ostatniej minuty. To tutaj dostajemy takie evergreeny jak "Wild Child" czy "Blind in Texas", które od momentu wydania płyty nie znikają z koncertowej setlisty zespołu. W tyle nie zostają znakomity "Ball Crusher", "Fistful of Diamonds" i "Jack Action", które są niczym więcej jak rozpędzonymi ciężarówkami wypełnionymi adrenaliną. Jest też miejsca na odrobinę wolniejsze "Widowmaker", z bardzo klimatycznym wstępem, oraz "Cries in the Night".
Na rok 1985, czyli czas wydania płyty, przypada chyba szczyt popularności grupy. Niestety ta popularność pojawiła się równie szybko jak zgasła. Niemniej jednak W.A.S.P. na stale zapisali się w historii heavy metalu, nie tylko za świetną, energetyczną muzykę, ale także za jeden z pierwszych tak wyrazistych wizerunków. Teksty jak i koncerty grupy to też nie były przelewki przez co zespół znalazł się na celowniku obrońców wiary i moralności.
Jednym słowem W.A.S.P. to jedna z wizytówek metalu lat 80-tych, tego bardziej szokującego i ekstremalnego w swej estetyce. Uważam, że trzeba ten zespół znać, a przynajmniej kojarzyć. Ja karmię się ich muzyką już od bardzo dawna i wciąż nie mam dość.