Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Progresywny Metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Progresywny Metal. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 sierpnia 2016

Voivod- Angel Rat (Mechanic Records 1991)

Przyznaję się, nie przepadałem za muzyką Voivod chyba od samego początku styczności z ich graniem. Ich twórczość wydawała mi się jakaś pogięta, pełna chaosu, niepoukładana. Ostatnio postanowiłem dać im jeszcze jedną szansę i kierując się opinią znajomego sięgnąłem po płytkę "Angel Rat". No na pewno nie znajdziecie tu tego co Voivod grało na swoich pierwszych 3, a nawet 4 płytach. Jest to biegunowo odległe od takiego "War and Pain" czy "Rrrooooaaarrr". Na tej płytce Voivod to już trochę inna bestia, jest dużo łagodniej, miejscami już bardzo progresywnie, królują średnie tępa, ale nadal da się poznać kto to gra. Wokal Snake'a, gitary Piggy'iego i ta nieco pokręcona struktura kompozycji tak dla nich charakterystyczna nadal tutaj jest.
Po przesłuchaniu płyty nadal nie czuję czy mam ochotę nareszcie się do nich przekonać, pomimo faktu, że generalnie album mi się podoba, aczkolwiek jakiegoś specjalnego zachwytu nie przeżyłem. Przychylny jestem tym bardziej, powiedzmy, przebojowym fragmentom płyty reprezentowanym tutaj przez "The Prow", "Golem" czy "The Outcast". Reszty utworów słucha się nieźle, chociaż nie jest to coś do czego będę wracał stosunkowo często. Pomimo tego, starając się być maksymalnie obiektywnym, to powiedzieć trzeba, że jest to naprawdę niezły krążek, kunszt kompozytorski jest tu jak najbardziej widoczny, podobnie z opanowaniem instrumentów, to co wyczynia miejscami gitara, jak i sekcja rytmiczna to już wyższy stopień wtajemniczenia. Cóż, za jakiś czas ponownie ją sobie przesłucham. Sięgnę też po raz kolejny po inne płyty z ich dyskografii i może nareszcie trybiki zaskoczą i muzyka Voivod autentycznie mi się spodoba, bo do grafik ich płyt przekonywać mnie nie trzeba. To one kiedyś sprawiły, że zaciekawiłem się tą grupą i do tej pory się to nie zmieniło, nadal intrygują. Away rządzi i to nie tylko za garami!!!


piątek, 15 lipca 2016

Dream Theater- Images and Words (ATCO 1992)

Z marszu oświadczam, że jestem na świeżo z twórczością Dream Theater, nigdy wcześniej nie ciągnęło mnie do metalu czysto progresywnego, nie była to specjalnie moja bajka. Zespół oczywiście znałem ze słyszenia. W momencie kiedy piszę te słowa ma miejsce mój pierwszy odsłuch płyty "Images and Words", zatem dzielę się z wami swoimi wrażeniami na bieżąco. Muszę przyznać, że jest to najłagodniejsza forma metalowej sztuki jaką do tej pory słyszałem nie licząc Nightwish. Miejscami jest romantycznie, łagodnie, poetycko, czasem odezwą się cięższe partie, gitary trochę pogalopują. Sporo zmian tępa, różnorodność atmosfery, rozbudowane, bogate aranżacyjnie i instrumentalnie kompozycje (wszechobecne klawisze, gdzieniegdzie akustyki, czasem jakieś inne nietypowe dla metalu instrumenty takie jak chociażby saksofon). Wokale James'a LaBrie przynoszą mi na myśl te Fabia Lione z Rhapsody, ale w porównaniu do tych są zauważalnie łagodniejsze. Dream Theater tworzy muzykę do konkretnego słuchania, nad którą trzeba przysiąść w skupieniu i wysłuchać od początku do końca. To jest taki Marillion metalu, typowy progresywny rock, przeniesiony na formę metalową, ale jest ciężej, intensywniej, szybciej. Nie sposób nie zauważyć w ich muzyce wpływów właśnie Marillion, Rush czy może nawet Pink Floyd.


"Images and Words" należy do kanonu progresywnego metalu, mówi się nawet, że to kamień milowy tego typu grania, dzieło niedoścignione. Płyta objawiła się światu w 1992 roku, czasie w którym muzyka metalowa przeżywała death i black metalowy boom, a klasyczne formy były nieco w odwrocie. Sądzić by można było, że Dream Theater ze swoją muzyką nie specjalnie trafia w czas, a jednak zaskoczyło. Odnieśli ogromny sukces, zarówno zespół jak i ich twórczość znana jest chyba każdemu kto z metalem/ rockiem ma do czynienia. Płyta "Images and Words" jest zróżnicowana, bogata kompozycyjnie bardzo przemyślana, poukładana, nie ma tu żadnej zbędnej nuty. Albumu słucha się jednym tchem (do kolejnego "Awake" potrzebowałem już dwóch podejść) i wcale, a wcale nie dziwią mnie jego oceny. Są jak najbardziej zasłużone, jest to dzieło skończone, które siedzi na swoim własnym tronie. Zespół ma swój własny unikalny styl czerpiąc inspirację od najlepszych twórców progresywnego grania z poprzednich dekad. Technicznie poziom też jest niezmiernie wysoki, to co Petrucci i Myung wyczyniają ze swoimi instrumentami to czysta poezja.
Dream Theater otworzył przede mną drzwi do tego typu metalowego grania, które do nie dawna było mi raczej obce, do którego niezbyt miałem ochotę zawitać. Dzięki tej płycie i temu zespołowi zacznę nadrabiać zaległości. Takie podsumowanie to chyba wystarczająca rekomendacja aby zainteresować się nie tylko tą konkretną grupą, ale i generalnie prog metalem.