Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Omens Production. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dark Omens Production. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2020

Thurthul - Fury of Ancient Race (Dark Omens Production 2020)

Kolejny "tradycyjny" materiał w ramach Black Metalu i jednocześnie kolejny od Thurthul, tyle że tym razem jest to już pełny album tego projektu. Łączą się tu ze sobą trzy charakterystyczne cechy. Styl, który można porównać do Gorgoroth czy Dark Funeral (bardzo fajne ściany gitar), odrobina melodyjności plus pogański pierwiastek. Za Thurthul odpowiedzialny jest Grief - znany z Nyctophilia, gdzie porusza bardziej depresyjno-melancholijne oblicze Black Metalu. "Fury of Ancient Race" to również silne nawiązanie do lat 90., acz właśnie ukierunkowane bardziej w początki sceny i tzw. Pagan Black Metal. Nie ma tu stricte nowego tworu, to działanie na dobrze znanych już patentach, z tym wyjątkiem, że połączone w nieco inny sposób, dając świeży efekt. Album nie wychodzi zbytnio przed szereg, jest kawałkiem dobrego, wprawnego rzemiosła z wyczuciem klimatu i autentyczną świadomością granej muzyki. Słychać też, że jest to granie i brzmienie wierne estetyce undergroundu, co nadaje im tej szczególnej dla tego typu nagrań atmosfery. Warto też zaznaczyć, że płyta ma dwa obliczą, bardziej diabelskie i to bardziej pogańsko-melodyjne (wychodzi to zwłaszcza w zestawieniu ze sobą otwierającego materiał "Honor and Pride" z utworem tytułowym). Nadaje to albumowi balansu, urozmaica go, dzięki czemu nie wieje tu nudą i ma on szansę wylądować w odtwarzaczu więcej niż raz. "Fury of Ancient Race" mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto mocno siedzi przede wszystkim w pogańskim Black Metalu.

http://www.darkomens.pl/
https://www.facebook.com/Thurthul/
https://thurthul.bandcamp.com/album/fury-of-ancient-race

English version:

Another "traditional" material within Black Metal and another from Thurthul, but this time it is the full-length album of this project. Three distinctive features are combined here. A style that can be compared to Gorgoroth or Dark Funeral (very nice walls of guitars), a bit of melody plus a pagan element. Grief, known from Nyctophilia, stands behind Thurthul, where he touches the more depressing-melancholic face of Black Metal. "Fury of Ancient Race" is also a strong reference to the 90s, but just focused more on the beginnings of the scene and the so-called Pagan Black Metal. There is nothing new here, it works on well-known patents, except that they are combined in a slightly different way, giving a fresh effect. The album is not that much original, but it is a piece of good, skillful craft with a sense of climate and authentic awareness of the music played. You can also hear that it is stuff and sound loyal to underground aesthetics, which gives them a special atmosphere, typical for this kind of recordings. It is also worth noting that the album has two faces, more devilish and more pagan-melodic (it comes out especially when you compare the opening composition "Honor and Pride" with the title song). This gives the album balance, diversifies it, thanks to which there is no sign of boredom, so the CD has a chance to land in the player more than once. I can honestly recommend "Fury of Ancient Race" to anyone who enjoys Pagan Black Metal primarily.




środa, 9 października 2019

Ascaris - Uncured Sickness (Baron Records 1994/ Dark Omens Production 2019)

Wydany w 1994 roku na kasecie przez Baron Records jeden z dwóch pełnych albumów wrocławskiego Ascaris to jedna z wielu zapomnianych pereł polskiego Death Metalu. Chcąc być szczerym, to nie wiem, czy do tej pory słyszałem tego typu granie z naszej sceny, które brzmiałoby równie złowieszczo jak "Uncured Sickness" Ascaris. Udało się chłopakom połączyć tu po części style i atmosferę wczesnych płyt Morbid Angel, Grave, czy Deicide, dodając do tego spore ilości świetnych riffów, solówek, ogólnie różnej maści gitarowych pasaży (kłania się znakomity "Cosmic Undiscovery Vacant") i tej domieszki Thrashu, jaką można zaobserwować na pierwszych płytach Vader. Widać tu też odrobinę technicznego zacięcia, weźmy taki "Sinless Desire". Są tu elementy, które już na całego rozwinął już rok wcześniej jakże niedoceniony Violent Dirge.
Smuci mnie zawsze niezmiernie, że takie zespoły, jak właśnie Ascaris, przepadły gdzieś w odmętach historii, że jakimś cudem po wydaniu naprawdę solidnych, mających potencjał wydawnictw (no może tylko ich brzmienie pozostawiało nieco do życzenia, ale każdy dobrze wie, jakie to były czasy) przechodziły bez zbytniego echa. Pozytywem jest natomiast to, że wciąż znajdują się maniacy oddani sprawie, odkopujący te materiały i wznawiający je na różnych nośnikach. Mam tu na myśli Leszka i jego Thrashing Madness, stojącego od lat na straży Tomka Krajewskiego (Pagan Records) czy właśnie Michała z Dark Omens Production. To właśnie za sprawą Michała możemy trzymać "Uncured Sickness" ponownie w łapach. I tym razem na cd. Korzystajcie zatem z tej okazji, zgarniajcie płytkę i przeżyjcie na nowo minione dni sceny i to, co najlepsze miała do zaoferowania, a nasza, nie będąc tu skromnym, miała tego dobra od cholery!

https://darkomensprod.bandcamp.com/album/ascaris-uncured-sickness
https://www.facebook.com/darkomensdepartament
http://www.darkomens.pl/sklep/

English version:

Released on a cassette tape by Baron Records in 1994, one of two full albums of Ascaris from Wrocław, is one of many forgotten pearls of Polish Death Metal. To be honest, I don't know if I have heard this type of stuff from our scene so far, which would sound as sinister as "Uncured Sickness", their debut album. The guys managed to combine here partly the styles and atmosphere of the early Morbid Angel, Grave or Deicide albums, adding to this a large amount of great riffs, solos, generally a variety of guitar passages (especially "Cosmic Undiscovery Vacant"), and this admixture of Thrash, which can be found on the first Vader records. You can also hear a bit of technical jamming here, let's take "Sinless Desire". There are elements that have already been highly developed a year earlier by the underestimated Violent Dirge.
I am always sad that such bands as Ascaris have disappeared somewhere in the depths of history, that somehow after the release of a really solid record, with potential (well, maybe only their sound left something to be desired, but everyone knows what time it was), they went unnoticed. The positive is, however, that there are still people devoted to the case, digging up these materials and re-releasing them in various formats. I am thinking of Leszek and his Thrashing Madness, an eternal guardian Tomasz Krajewski (Pagan Records) or Michał from Dark Omens Production. It is thanks to Michał that we can hold "Uncured Sickness" in our hands again. And this time on cd. So take advantage of this opportunity, get the cd and experience the past days of the scene and what it had to offer, and Polish one, not being modest here, had a damn lot of good stuff!


niedziela, 12 listopada 2017

Deadthorn/ Upir- Belua Multorum Capitum split (Dark Omens 2014)

Jak już miałem okazję się przyznać splity lubię jak za przeproszeniem psy starego dziada, a garnę się do nich jak goły do pokrzyw, ale muszę powiedzieć, że te na które przychodzi mi się ostatnio natknąć dosyć mile mnie zaskakują. Być może zmienię co do nich swój stosunek, kto wie. W każdym bądź razie split Deadthorn i Upir dokłada od siebie cegiełkę aby taki stan rzeczy miał szansę zaistnieć. Na dobrą sprawę z obiema hordami spotykam się po raz pierwszy, i oba zawarte tu materiały sprawiły, że bardzo chętnie poznam pozostałe ich nagrania. ale do rzeczy. Podoba mi się zestawienie jakie zastosowano na tym splicie. Z jednej strony mamy siarczysty Black/ Death Metal w wykonaniu Deadthorn, w którym królują średnie, mocarne i gęste niczym smoła tempa (brawa za całkiem ciekawy patent z żeńskimi wokalami w "Wieczność"), a z drugiej zimny, złowieszczy Black Metal rodem z lat 90-tych (stary Darkthrone się kłania) nie pozbawiony odpowiedniej dozy klimatu.
Za tą część odpowiedzialny jest Upir. I tutaj bez kombinowania, klasyka w temacie. Oba zespoły nie mają do tej pory na swoim koncie debiutanckiego krążka, ale to co tu słychać przedstawia się bardzo obiecująco i szczerze powiedziawszy z pełnymi płytami obu grup zapoznam się z ogromną chęcią gdy tylko wychylą łeb na światło dzienne. Obie hordy podchodzą do granej sztuki z wyczuciem, słyszalną pasją, oddaniem i tą, jakże potrzebną w takim graniu, bezkompromisowością i własnym charakterem. Dark Omens miało nosa co do tych nagrań i chwała im za wypuszczenie tego wydawnictwa oraz poniekąd przyczynienie się do tego, że być może polubię wreszcie splity.

http://darkomens.pl/
https://www.facebook.com/Deadthorn-461347570555073/
https://www.facebook.com/upirrr


sobota, 28 października 2017

Egaheer- Signum Satanas (Dark Omens 2017)

Ostatnimi czasy sporo radości przynosi mi fakt tylu reedycji staroci z naszej dawnej sceny. Tym jakże potrzebnym odgrzebywaniem zajęło się swoimi czasy nie tylko Wiching Hour czy Thrashing Madness, ale także Dark Omens. Było już min. demo przasnyskiego Thirst, a teraz mamy kłodzki Egaheer. Na "Signum Satanas" mamy praktycznie wszystkie nagrania jakie zespół wydał w czasie swojego istnienia. To nic innego jak surowy, zimny, i bardzo klimatyczny Black Metal lat 90-tych, który w ich wykonaniu zdążył już zostać nieco zapomniany. Egaheer może nie szczycił się nie wiadomo jaką techniką czy umiejętnościami, ale atmosferę i ducha tej sztuki w tym swoim topornym graniu potrafił oddać. Bo przecież o to tu chodzi, to jest coś więcej niż sama muzyka. Mimo wszechobecnej tu surówki emocje które ta muzyka niesie nie zostają zagłuszone, a wręcz przeciwnie, taka, a nie inna jakość staje się w tym przypadkiem kluczem do celu. Tak posępnych, niepokojących, przesiąkniętych mrokiem i złem, a jednocześnie nostalgicznych materiałów nigdy za mało. "Demo 93'/94'", "Czarna Litania" czy "Templum Umbrae" to esencja właśnie takiego grania. Zespół zaczął i skończył na samych materiałach demo i może to dobrze. Dzięki temu pozostał wciąż w tych mistycznych rewirach swojej sztuki i niczym nie zmąconym, podziemnym charakterze. Koła w swojej dziedzinie nie odkryli, ale żarliwa pasja przebija się z każdym dźwiękiem. Dla osób stale eksplorujących nasze BM-owe podziemie pozycja bliska obowiązkowej, a dla tych którym w tej muzyce zależy też na klimacie, a nie samym konkretnym łojeniu to totalny mus!



niedziela, 20 sierpnia 2017

Beorn- Triumph of the Will (Dark Omens Production 2016)

"Triumph of the Will" to nic innego jak kompilacja dema "Awakening" oraz EPki "Warriors of Fullmoon" projektu o nazwie Beorn.  To co można znaleźć na tym krążku to Black Metal jedną nogą osadzony w dawnych brzmieniach takich grup jak Veles, Burzum, Nargaroth czy Infernum, a drugą w dosyć świeżym podejściu do tematu. Jest w tym pewien pierwiastek dawnej sceny, przede wszystkim w klimacie i strukturze kompozycji, ale produkcja jak i samo brzmienie tego materiału charakteryzuje się czystością i sporą dawką niczym nie zmąconej dynamiki. Jest to dosyć ciekawe połączenie i niewiele grup hołdujących starej szkole zdobywa się na właśnie takie zestawienie dawnych struktur z obecnymi możliwościami brzmieniowymi. Co prawda nagarnia Beorn utrzymane są w jednej określonej stylistyce, ale mimo to jest tu obiektywnie sporo naprawdę chwytających i dających się zapamiętać momentów, także na nudę nie ma miejsca. Naprawdę mamy tu kawał solidnego Black Metalu.
Przyznam się szczerze, że na początku nie do końca mi to siadło, dopiero po przerwie i paru odsłuchach, zacząłem dostrzegać dla siebie jakieś plusy tych materiałów, co sprawiło, że podjąłem decyzję o nakreśleniu kilku słów na temat tej płyty. Niemniej jednak nie trafiła do mnie na tyle abym w miarę regularnie do niej wracał. Może to kwestia osadzenia tej sztuki w klimatach najlepiej znanych z Burzum, a niestety projekt Varga nie jest w kręgu zespołów które darzę jakąś szczególną sympatią, także siłą rzeczy rzutuje to w trwały sposób na moją ocenę i podejście. Jednak na tyle na ile to możliwe starałem się być obiektywny, tym bardziej, że z całą pewnością znajdą się tacy, którym Beorn podejdzie z marszu. Także z powodzeniem mogę zarekomendować tą kompilację każdemu kto mocno siedzi w klimatach starych płyt wspomnianych na początku zespołów.
Na koniec, jako drobną ciekawostkę mogę dodać, że zarówno logo, jak i okładkę płyty tworzyli dla zespołu nie kto inny jak Christophe Szpajdel oraz David Thierree znany także pod szyldem "Dark Arts". Efekt sami możecie ocenić.


środa, 12 lipca 2017

WitchBurn- The Roots of Darkness and Evil (Dark Omens Productions 2017)

Inspiracje Bathory, Venom, wczesnym Sodom czy też Hellhammer chyba nigdy się nie wyczerpią. Świadectwem tego mogą być coraz to nowe grupy parające się sztuką mającą wspomniane zespoły za swój wzór, przekuwając ich granie w coraz to nowe, i wcale nie gorsze, nieco odrestaurowane formy. Do tej grupy śmiało można zapisać goleniowski WitchBurn.
W czym rzecz na tej płycie? Ano w tym aby czcić Bogów tzw. pierwszej fali Black Metalu. Jest zajadle, mrocznie, wszystko kipi agresją, a riffy oscylują wokół tego co możemy usłyszeć chociażby na pierwszych dwóch płytach Bathory. Różnica to tylko brzmienie, bardziej dopracowane i mniej brudne niż niegdyś w tego typu graniu, ale to akurat w tym przypadku nie tak istotne, czasy się zmieniają nie? Liczy się ten feeling i wyłapanie ducha owego grania. Tu się udało, od razu wiadomo z czym mamy do czynienia. Każdy lubujący się w black/ thrashu i wspomnianej wyżej klasyce będzie więcej niż usatysfakcjonowany. WitchBurn grzeją bez wytchnienia przez całą długość płyty, nie zwalniając ani na chwilę, zupełnie jak zwykł to niegdyś czynić Quorthon, a wszystko zamknięte w nowy, pełny Szatana i energii wyziew.
Cóż, WitchBurn to nic innego jak oddanie oldschoolowym klimatom, oddanie hołdu niedoścignionym herosom budującym niegdyś oblicze tej sztuki. Wydaje mi się, że zespół nie idzie w zdobywanie scen i rozgłos, a po prostu oddaje się w pełni swej pasji, a w takim przypadku silenie się na oryginalność i szukanie nowych rozwiązań nie jest potrzebne, wystarczy robić swoje, a oni to właśnie robią. Ten album to faktycznie, jak sugeruje tytuł, piękny przykład wciąż żywych korzeni ciemności i zła!


poniedziałek, 10 lipca 2017

Thirst- ...Darkness.. (demo 1993/ Dark Omens Production 2016)

Ilekroć słucham Black Metalowych dem, głównie tych naszych, rodzimych, z pierwszej połowy lat 90-tych to mam wrażenie przenoszenia się w czasie do tamtych dni. Coś niezwykłego zostało w tych dźwiękach zaklęte, coś ponadczasowego, co przeżyje niejedno pokolenie. Mimo, że w tamtym czasie biegałem dopiero do przedszkola, a o istnieniu muzyki metalowej nie miałem nawet bladego pojęcia, to słuchając owej sztuki ma się okazję doznać choćby namiastki ognia, który płoną wtedy w sercach jej twórców. Dana jest możliwość odczucia odrobiny atmosfery wspomnianych lat.
Hordę Thirst powstałą w 1991 roku w Przasnyszu spokojnie można zaliczyć do grona tych grup które budowały nasze Black Metalowe podziemie. 1993 rok przyniósł demo "...Darkness...", nieco już teraz zapomniane i pozostające w cieniu nagranego rok później "The Might of the Pagan Belief". Ów materiał pozostaje w klimatach znanych z demówek Graveland, Behemoth czy North. Może umiejętności techniczne są tu jeszcze w powijakach, ale za to klimat i zdolność złożenia tego w jedną całość na najwyższym poziomie. Mamy tu nie tylko zakorzenioną w norweskiej scenie mroczną sztukę, czy wpływy takich pionierów jak chociażby Samael, ale także mnogość różny budujących nastrój smaczków w postaci odgłosu kruków, szumu fal czy posępnych, nastrojowych zagrywek akustycznych. Mam wrażenie, że demo Thirst zostało nieco przyćmione przez wręcz ikoniczne w temacie "The Return of the Northern Moon" Behemoth oraz "In the Glare of the Burning Churches" Graveland, a niesłusznie. Powinno stać na tym samym piedestale co przed chwilą wymienione. To ta sama jakość, ta sama diabelska siła i wszechobecna czerń oraz absolutnie niepowtarzalny urok, który mimo prostoty jest w stanie opętać i pozostać w pamięci na bardzo długo, jeżeli nie na zawsze. Wtedy liczyło się oddanie idei i pasja, to wszystko tutaj słychać.
W ubiegłym roku Dark Omens Production pokusiło się o wznowienie "...Darkness..." na srebrnym krążku. No muszę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie tylko nikt nie gmerał przy nagraniu, mamy oryginalny dźwięk z taśmy, ale też oryginalną okładkę i garść memorabiliów wewnątrz. Są także bonusy live oraz jeden kawałek z próby. Jest stosunkowo skromnie, ale bardzo solidnie i z pomysłem wiernym pierwszemu wydaniu. Czy polecam? Pytanie! Jasne, że tak! Brać i katować do upadłego! Za jednym machem dawka świetnego Black Metalu, a i kawał historii!