Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Candlelight Records. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Candlelight Records. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 lutego 2018

Enslaved- Hordanes Land (Candlelight 1993/ By Norse Music 2018)

"Hordanes Land" to nie tylko kamień milowy dla samego Enslaved, ale także bardzo istotne wydawnictwo dla norweskiej sceny ze względu na swój oryginalny charakter i tematykę. Sukces tego mini albumu zespół w znacznym stopniu zawdzięcza samemu Euronymousowi. Podczas jednej z ich wizyt w Helvete puścili mu jeszcze niedokończoną wersję dema "Yggdrasill", które momentalnie zdobyło zainteresowanie Oysteina i to na tyle aby zaproponować zespołowi wydanie płyty w barwach Deathlike Silence. Niedługo potem z Euronymousem skontaktował się Lee Barrett, właściciel dopiero co powstałej Candlelight Records, z prośbą o zarekomendowanie dwóch zespołów na potrzebę pierwszych dwóch Epek oraz splitu na cd. W odpowiedzi usłyszał Emperor oraz właśnie Enslaved. Grutle, Ivar oraz Trym z radością przystali na ofertę i z końcem 1992 weszli na kilka tygodni do studia aby zarejestrować "Hordanes Land". EPka ukazała się w barwach wspomnianego Candlelight w maju 1993 i momentalnie zdobyła sobie uznanie sceny jak i fanów. I nie ma co się temu dziwić, oj nie. Mimo tylu lat od wydania ten materiał wciąż tętni tą unikatową atmosferą i klimatem towarzyszącym wczesnym latom sceny w Norwegii. Enslaved stworzyło tu, jak na tamten czas, jedyną w swoim rodzaju mieszankę zajadłej i surowej Black Metalowej sztuki połączonej z ciekawymi klawiszowymi, nadającymi epickości tłami oraz tematyką osadzoną w nordyckiej mitologii i kulturze (co wcześniej na taką skalę praktykował tylko Bathory, a za przykładem czego poszły później kolejne grupy, jak chociażby Ulver). Mamy tu tylko trzy utwory, ale każdy średnio po dziesięć minut. Są to rozbudowane, niesamowicie wciągające kompozycje, przy których nie idzie się nudzić. Znakomity, wampiryczny wokal i wyeksponowane wyraźnie linie basu Grutle, świetne gitarowe i klawiszowe partie Ivara oraz solidne bębnienie Tryma stworzyły dzieło skończone i tak ważne w ich dorobku. Sam zespół darzy je przeogromnym sentymentem i do tej pory grywa na koncertach utwory z owej Epki.
Podsumowując, to właśnie dzięki takim wydawnictwom jak "Hordanes Land" tak mocno zagłębiłem się niegdyś w Black Metal, który do tej pory pochłania mnie z tą samą mocą. To przykład grania w którym można usłyszeć i poczuć tą szczerą pasję i oddanie wykonywanej muzyce, która zaraża i wciąga już na zawsze. Nieśmiertelny klasyk i osobiście bardzo ważne dla mnie wydawnictwo!
Poniżej przedstawiam tegoroczną reedycję omawianej płyty, która ukazała się z ramienia By Norse Music prowadzonej Einara Selvika (Wardruna), Ivara Bjornsona (Enslaved) oraz Simona Fullemanna. Wznowienie wyszło kapitalnie, chociaż może nie jestem tu do końca obiektywny jako, że brałem drobny udział w owym wydawniczym przedsięwzięciu, no ale jak tu nie chwalić jak jest co. Wydanie zawiera cała masę wspomnień osób związanych ze sceną, muzyków nie tylko Enslaved i norweskiej sceny (min. Faust, Silenoz, Fenriz, Mortiis... ale i Saculagus, Sakis Tolis, Metalion, Yosuke Konishi...), krótkie wywiady, garść zdjęć i memorabiliów oraz bardzo dobrze zrewitalizowaną szatę graficzną wierną oryginalnemu wydaniu. Wszystko w laminowanym digipaku. No żyć nie umierać, tak powinny wyglądać wszystkie reedycje klasycznych materiałów!






niedziela, 24 grudnia 2017

Emperor- IX Equilibrium (Candlelight Records 1999)

Nagrany pod koniec 1998, a wydany na początku 1999 "IX Equilibrium" to chyba najbardziej wyjątkowe dzieło tej grupy. Od lat stoi w cieniu wybitnych "In the Nightside Eclipse" oraz "Anthems to the Welkin at Dusk", a myślę, że to właśnie ta płyta jest swoistą kropką nad "i" w stwierdzeniu jak wielkim zespołem był i wciąż jest Emperor. W pewnym sensie Ihashn, Samoth i Trym nagrali album chyba najbardziej bogaty i zróżnicowany w swoim ówczesnym dorobku. Mamy tu nie tylko Black Metalową furię i symfoniczny patos tak dla ich sztuki charakterystyczny i przewijający się z różnym natężeniem przez całą płytę (najlepsze przykłady to "Curse You All Man", "Decrystallizing Reason" oraz "The Source of Icon E"), ale także całe mnóstwo drobnych kompozycyjnych smaczków. Mam tu na myśli nasiąknięty nieco Heavy Metalową estetyką "Sworn", noszący znamiona Bathory (z czasów "Under the Sign of the Black Mark) "Warriors of Modern Death", w którym odzywa się też dokładnie ten sam dzwon co w "For Whom the Bell Tolls" Metallici, oraz zwieńczony akustykami ala King Diamond i wczesny Ulver "Of Blindness and Subsequent Seers". Apropos Kinga Diamonda, to w kilku momentach płyty można usłyszeć Ihsahna wspinającego się na podobne rejestry co Król, i trzeba powiedzieć, że wychodzi mu to świetnie. Mówiąc krótko, nie sposób się tu nudzić, album chłonie się z wypiekami od początku do końca.
Pomimo naprawdę dobrych opinii i recenzji, jakie ta płyta otrzymywała, stale mam wrażenie, że "IX Equilibrium" traktowane jest nieco po macoszemu i odrobinę spychane na bok, a kompletnie na to nie zasługuje. To tutaj zespół pokazał swoją niesamowitą wręcz kreatywność, rozwój oraz elastyczność w obrębie swojego własnego, wypracowanego stylu. Jest to dzieło skończone i siedzące na swym własnym tronie. Gdyby jeszcze czymś miał nas uraczyć Emperor zanim ostatecznie zakończą jakiekolwiek granie, to życzyłbym sobie mocno, aby był to materiał na miarę właśnie "IX Equilibrium".


poniedziałek, 5 września 2016

Emperor- In the Nightside Eclipse (Candlelight 1994)

Dużo słuchania i czasu minęło zanim zdecydowałem się wytypować swój black metalowy album wszech czasów. Zwyciężył Cysorz!
"In the Nightside Eclipse" nagrany został w trakcie siódmej pełni księżyca roku 1993 w słynnym studiu Grieghallen (Bergen) pod czujnym okiem Pyttena. Zmiksowany i wydany zimą 1994. Krótko, ten album to czysty geniusz, majstersztyk mrocznej sztuki. Członkowie grupy mieli wtedy po 19-20 lat, a udało im się stworzyć dzieło przełomowe, które nie boi się czasu i stale zaraża kolejne rzesze słuchaczy, które cały czas zajmuje najwyższe miejsca w różnego typu metalowych zestawieniach. Zasłużenie, w ocenie tej płyty niczego się nie naciąga ze względu na poza muzyczne sprawy. To faktycznie fenomenalny materiał.
Gitary kreujące niesamowite riffy oraz sekcja rytmiczna łączy się tu z majestatycznymi klawiszami, które malują bezkresne pejzaże dźwięku (ilość patetyzmu na jedno zdanie została tu wyczerpana!), a ich rola nie ogranicza się tu tylko do tła. Wszystko razem nabiera unikalnego, mrocznego majestatu, atmosfera i klimat tej płyty jest po prostu nie do opisania, to kompletnie inny wymiar i przestrzeń. Do tego wieńczący całość wampiryczny wokal Ihsahna, no poezja! Kompozycyjnie płyta jest na bardzo wysokim poziomie, a warsztat muzyczny członków Emperor to klasa sama w sobie i wyższe wtajemniczenie. Właściwi ludzie na właściwym miejscu.
Bardzo ciężko jest mi tu wyróżnić jakieś utwory bo każdy ma coś do zaoferowania, żaden nie jest zbędny, tworzą jedną spójną całość, jest to dzieło skończone. Niemniej jednak moimi faworytami są tu "Into the Infinity of Thoughts" ze znakomitym intrem i epickim wręcz wydźwiękiem, "Beyond the Great Vast Forest" gdzie gitary wyśmienicie współgrają z klawiszami tworząc jedną z bardziej rozpoznawalnych melodii wśród dzieł Emperor oraz nieśmiertelny "I am the Black Wizards" z tekstem autorstwa Mortiisa. Na tej płycie został nagrany ponownie i brzmi o wiele potężniej niż na demie, nie tracą nic ze swojego pierwotnego charakteru. No i ta okładka autorstwa Necrolorda...
"In the Nightside Eclipse" to monument czasów świetności black metalu, dla mnie osobiście, obok dzieł takich tuzów jak Bathory, Samael, Mayhem czy Darkthrone, opus magnum tej muzyki. Wielka szkoda, że po tak ogromnym sukcesie jakim był ten album Emperor miał aż 3 letnią przerwę od grania. Samoth i Faust poszli siedzieć, a Thort... Nawet nie wiem co się z nim działo do 1997, kiedy to dołączył do Satyricon jako basista na ich koncertach. Ihsahn został sam aż do 1997 kiedy zespół wznowił działalność. Szkoda, że wtedy tak się to potoczyło. Ciekaw jestem czy gdyby nie te niesprzyjające okoliczności ich twórczość wyglądałaby inaczej, czy nie byłoby czegoś między "In the Nightside Eclipse", a "Anthems to the Welkin at Dusk". Chyba nigdy się tego nie dowiemy. Nie polecam tej płyty, bo to absolutnie zbyteczne, ją po prostu trzeba znać i wielbić!