Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doom Metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Doom Metal. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 grudnia 2021

Impure Declaration / Nekus - Malevolence Evocations (Old Temple 2021)

Dawno nie było żadnego splitu, a ostatnio wpadł mi w ręce takowy od Impure Declaration oraz Nekus. Czyli diabelski death/doom metal z polski łączy siły z niemieckim black/death metalem. Mieszanka jest iście czarcia! Oba zespoły przygotowały po trzy autorskie numery (Impure Declaration dwa, plus cover Beherit "The Gate of Nanna"), dając nam ponad pół godziny znakomitego grania. Impure Declaration wyrobiła już swój własny styl i nie zawodzi. Ich walcowate, pełne mroku i piwnicznego charakteru budują niezwykłą, złowieszczą atmosferę. Ich granie jest niczym jakiś rytuał! Mam nadzieję, że niebawem uraczą nas wreszcie pełnym albumem, bo w tym zespole drzemie ogromny potencjał i chętnie posłuchałbym dłuższego materiału. Nekus natomiast przygotował materiał w którym przeplata się obskurny, oldschoolowy black i death metal (są zarówno szybkie kanonady, jaki i wolne fragmenty) wraz atmosferą horroru czy jakichś ponurych lochów. Klimat jest bardzo niepokojący. Muzyce towarzyszą różne osobliwe dźwięki, które budują atmosferę napięcia. Jestem bardzo ciekaw jak coś takiego wypada na żywo. Z jednej strony ma to w sobie coś z kolegów, z którymi dzielą ten split, z drugiej są tu echa zespołów pokroju Proclamation czy Blasphemy, a z jeszcze kolejnej słyszę nawiązania do Abruptum. Podsumowując, split jest bardzo dobrze dobrany, muzyka obu zespołów się zazębia i współgra ze sobą. Wszystkim maniakom oldschoolu i tych bardziej walcowatych, ciężkich brzmień w black i death metalowej formie, polecam z całą stanowczością!

https://www.facebook.com/ImpureDeclaration

https://www.facebook.com/Nekusband

https://www.shop.oldtemple.com/

English translation:

It's been a long time since I had written about any split, and recently I got my hands on one from Impure Declaration and Nekus. Devilish death/doom metal from Poland join forces with German black/death metal. The mixture is truly hellish! Both bands prepared three compositions (two from Impure Declaration, plus a cover of Beherit "The Gate of Nanna"), giving us over half an hour of great stuff. Impure Declaration has already developed its own style and does not disappoint. Their heavy, dark and obscure art create an unusual, ominous atmosphere. It's like a ritual! I hope that they will finally treat us with a full-length album, because this band has a huge potential and I would like to listen to a longer material from them. Nekus, on the other hand, prepared a stuff in which raw, oldschool black and death metal (there are both fast cannonades and slow fragments) mixes with the atmosphere of horror or some gloomy dungeons. The climate is very worrying. The music is accompanied by various peculiar sounds that build up an atmosphere of tension. I am very curious to see it performed live. On the one hand, it has something to do with the colleagues with whom they share this split, on the other hand, there are echoes of bands like Proclamation or Blasphemy, and on another one I hear references to Abruptum. All in all, the split is very well prepared, the music of both bands overlaps and harmonizes with each other. To all oldschool maniacs and those more into heavy  sounds in black and death metal, I definitely recommend it!



piątek, 26 czerwca 2020

Hellhammer - Apocalyptic Raids (Noise Records 1984/ BMG 2020)

Materiał historyczny, jedna z niezaprzeczalnych podwalin Black Metalu, inspiracja dla tylu zespołów, że ciężko zliczyć. Sam zespół jest też przykładem grupy, przy której tak ostatnio nadużywane słowo jak "kult" znajduje swoje pełne uzasadnienie. Bo to, cholera, jest kult! Hellhammer, pomijając już same demówki, i ich nagrany w 1984 roku "Apocalyptic Raids", był wtedy istnym diamentem podziemnej sceny, który już za chwilę miał stać się brylantem w postaci Celtic Frost. Venom rządzili w kwestii brutalności, szybkości, natomiast Hellhammer miażdżył surowością, ciężarem i mrokiem swoich kompozycji. To było miejscami tak piwniczne i złowieszcze, że deklasowało wszelkie materiały, które w tamtym czasie mogły pretendować do miana najbardziej ekstremalnych. Co prawda w 1984 mamy do czynienia z debiutem Bathory, lecz ten, podszyty punkiem, oscylował wokół szybszych i bardziej prostolinijnych kompozycji, bliżej mu było do Venom. Hellhammer zwolnił trochę obroty, postawił szczególnie na brud brzmienia, przygniatającą atmosferę i ciężkie riffy, posępny klimat podszyty śmiercią, makabrą i apokaliptycznymi wizjami. "Apocalyptic Raids" to pierwszy materiał z Martinem (jako Salyed Necros) na basie i ostatni zespołu pod szyldem Hellhammer (pomijając kompilację "Death Metal"). Można zauważyć na tej EPce, jak znacząco - będąc wciąż piwnicznym truchłem - wzrosła jakość materiałów grupy w stosunku do dem. Materiał ten niósł nową energię i pomysły nie tylko do samej muzyki, ale i również do tekstów. To tutaj możemy znaleźć m.in. słynny coverowany przez masę zespołów (np. Behemoth) "Horus/Aggressor" oraz niemal 10-minutowy "Triumph of Death", w którym znajdziecie jedne z najbardziej szaleńczych wokali swojego czasu. Niestety, krytyka nie pozostawiła na "Apocalyptic Raids" suchej nitki, a Hellhammer zaczął ginąć przytłoczony nowymi materiałami Slayera, Metalliki, Mercyful Fate, czy Metal Church. Ich umiejętności rosły, ale było to wciąż strawne tylko dla niewielkiej ilości osób, zwłaszcza brzmieniowo. Zespół, bojąc się o utratę możliwości wydania albumu, porzucił szyld Hellhammer, przeistaczając się w Celtic Frost i proponując wydawcy nowy koncept działania. Udało się, dzięki czemu jeszcze w tym samym roku powstał dobrze znany "Morbid Tales". Reszta to już historia, ale o Hellhammer nikt nie zapomina i nigdy nie zapomni! Bez tej nazwy ekstremalna scena nie wyglądałaby tak samo, nie byłoby Celtic Frost czy chociażby Darkthrone, jaki obecnie znamy. To zespół i materiał o niesamowitym znaczeniu!
Poniżej najnowsze wznowienie "Apocalyptic Raids", powstałe przy udziale Toma Warriora. Płyta wydana jest w gustownym digibooku z mnóstwem archiwalnych zdjęć i wspomnieniami spisanymi przez Toma. Wydawnictwo dostępne jest zarówno na CD, jak i na winylu.


English translation:

Historical material, one of the undeniable foundations of Black Metal, an inspiration for so many bands that it's hard to count. The band itself is also an example of a group where so recently abused word as "cult" finds its full justification. Because it is a damn cult! Hellhammer, apart from the demos themselves, and their "Apocalyptic Raids" recorded in 1984, was then a real diamond of the underground scene, which was about to become a brilliant in the form of Celtic Frost. Venom ruled in terms of brutality and speed, while Hellhammer crushed with rawness, weight and darkness of their compositions. It was so basement-like and in some parts ominous that it outclassed all materials that at that time could claim to be the most extreme. It is true that in 1984 we deal with the debut of Bathory, but this new band, filled with punk, oscillated around faster and more straightforward compositions, it was closer to Venom. Hellhammer slowed down a bit, focused especially on the dirt of the sound, the overwhelming atmosphere and heavy riffs, the bleak climate lined with death, macabre and apocalyptic visions. "Apocalyptic Raids" is the first material with Martin (as Salyed Necros) on bass and the last one under the Hellhammer banner (apart from the "Death Metal" compilation). On this EP it can be seen how significantly, being still in underground, the quality of the group's materials increased in relation to the demos. It brought new energy and ideas not only to the music itself, but also to the lyrics. Here we can find the famous "Horus/Aggressor" covered by a lot of bands (eg. Behemoth) and the almost 10-minute "Triumph of Death", in which you'll find one of the craziest vocals of your time. Unfortunately, the critics hammered "Apocalyptic Raids", and Hellhammer began to die, overwhelmed by new materials from Slayer, Metallica, Mercyful Fate or Metal Church. Their skills grew, but it was still digestible only to a small number of people, especially in terms of sound. The band, afraid of losing the opportunity to release the album, abandoned the Hellhammer sign, transforming into Celtic Frost and proposing a new concept to the publisher. It worked, thanks to which the well-known "Morbid Tales" was created the same year. The rest is history, but nobody forgets about Hellhammer and will never forget! Without this name, the extreme scene wouldn't look the same, there wouldn't be Celtic Frost, or even Darkthrone as we now know it. This is a band and material of incredible importance!
Below is the latest reissue of "Apocalyptic Raids", made with the participation of Tom Gabriel Fisher. The album is released in a beautiful digibook with lots of archive photos and memories written by Tom. The issue is available on both CD and vinyl.








sobota, 30 maja 2020

Impure Declaration - Mind Upheaval, Unclear Signs (Old Temple 2019)


Gdzieś na dalekim, górskim odludziu jest opuszczony kościół. Zewsząd okala go las. Budynek od wieków stoi pusty i popada w ruinę. Już dawno nie ma nic wspólnego z niegdysiejszą "świętością". Ale czy istotnie jest pusty, czy żyją w nim tylko wiatr i natura? Podobno tak. Jednak gdy zapada noc, budowlę okala złowrogi cień. Ludzie z okolicy mawiają, że lęgnie się tam zło, nienazwana groźba. Gdy nadchodzi pełnia, podobno dzieją się tam przerażające rzeczy. Ciemność jest wtedy nieprzenikniona, przytłaczająca, a górski wiatr niesie ze sobą krzyki. Czy ludzi, czy bestii - nikt nie potrafi powiedzieć. Był kiedyś śmiałek, który się tam zapuścił, ale już nigdy potem go nie widziano. Światło dnia odsłoniło wtedy ślady krwi i znaki jakiegoś przerażającego rytuału. Miejsce odcięto od ludzkich oczu, zamknięto, zabito deskami, wejście zawalono. Nastała zmowa milczenia. Nikt nigdy nie potrafił wyjaśnić tego, co się tam działo, nikt nie chciał więcej wspominać przeklętego kościoła. Czas zrodził zapomnienie, acz groza pozostała... Na zawsze.
Tak, "Mind Upheaval, Unclear Signs" mógłby być ścieżką dźwiękową do podobnej historii. Wraz ze swoją duszną, złowrogą atmosferą, smolistym brzmieniem i niepokojącymi kompozycjami snuje historię grozy, a jego atmosfera jest wyjątkowa. Jeżeli szukacie Death/Doom Metalu, który przyprawi was o dreszcze, którego dźwięki nacechowane są iście diabelską aurą, to nie mogliście lepiej trafić!


English translation:

Somewhere in a remote, mountainous wilderness is an abandoned church. A forest surrounds it from everywhere. The building has been standing empty for centuries and is falling into ruin. It has had nothing to do with old-time "sanctity" for a long time. But is it really empty, is it just wind and nature that live there? Supposedly, yes. However, when night falls, the building is surrounded by a sinister shadow. People in the area say that evil grows there, an unnamed threat. When the fullmoon comes, scary things are said to happen there. The darkness is then impenetrable, overwhelming, and the mountain wind carries screams. Whether it's people or beasts - no one can say. There was once a daredevil who went there, but he has never been seen again. The light of day exposed bloodstains and signs of some terrifying ritual. The place was cut off from human eyes, closed, boarded up, the entrance collapsed. There was a conspiracy of silence. No one could ever explain what was going on there, no one wanted to remember the cursed church again. Time has created oblivion, but the terror remained... Forever.
Yes, "Mind Upheaval, Unclear Signs" could be a soundtrack for a similar story. Along with its stuffy, sinister atmosphere, tarry sound and disturbing compositions, it tells a horror story, and its atmosphere is unique. If you are looking for Death/Doom Metal that will give you a shiver, which sounds have a devilish aura, you couldn't have found a better one!




piątek, 29 maja 2020

Rotting Kingdom - A Deeper Shade of Sorrow (Godz Ov War Productions 2020)

Po trzech latach przerwy i EPce, Rotting Kingdom powraca, serwując nam swój pierwszy pełny album. I muszę otwarcie powiedzieć, że przeskoczył ich pierwszy materiał o głowę, a było to już dzieło bardzo dobre. Zespół już wie, jaką drogą chce kroczyć i szlifuje tu swój unikalny styl, to kawał dojrzałej i świadomej muzyki. 
To, co znajdziecie na "A Deeper Shade of Sorrow" to oryginalna wypadkowa starego Paradise Lost, My Dying Bride, Cemetary, Anathemy, Amorphis z czasów "Tales from the Thousand Lakes" oraz Tribulation z okresu "The Formulas of Death". Mieszają się tu cechy charakterystyczne dla brytyjskiej i szwedzkiej sceny. Zatem mamy tu ciekawe melodie, odrobinę przebojowości, growl w warstwie wokalnej, sporo ciężaru (więcej niż na EPce), ale i czasem nastrojowy, gotycki klimat, który za moment ustępuje konkretnemu łojeniu. Jest to bogaty, wielowarstwowy album, który nie daje się zaszufladkować i ucieka od schematów. Ta płyta momentalnie odkrywa przed słuchaczem całą paletę swych mrocznych barw, ale mimo to nie jest krążkiem na jeden czy parę odsłuchów, a na znacznie więcej. Dzieje się tu mnóstwo ciekawych rzeczy, które mają zadatki na ciągłe odkrywanie ich przez słuchacza i samo to świadczy już mocno o jakości "A Deeper Shade of Sorrow". Panowie z Rotting Kingdom nagrali album, który nie jest ani jednoznacznie doom, ani death metalowy, nie jest też do końca okrzepłą już klasyczną hybrydą obu tych gatunków. Moim zdaniem to coś znacznie więcej. Naprawdę warto się z tą płytą zapoznać i zostać przy niej na dłużej.

https://www.facebook.com/rottingkingdom/
https://rottingkingdom.bandcamp.com/album/a-deeper-shade-of-sorrow
http://godzovwar.com/shop/pl/

English translation:

After three years of break and an EP, Rotting Kingdom is back, serving us its first full-length album. And I must say openly that their first material was already a very good work, but this one beats it. The band already knows which way it wants to go and forges its unique style, here we have a piece of mature and conscious music. 
What you will find on "A Deeper Shade of Sorrow" is the original mixture of old Paradise Lost, My Dying Bride, Cemetary, Anathema, Amorphis from the time of "Tales from the Thousand Lakes" and Tribulation from the period of "The Formulas of Death". Characteristic features of the British and Swedish scene are being joined here. So here we have interesting melodies, a bit of hit stuff, growl in the vocal layer, a lot of heaviness (more than on EP), but also sometimes a moody, gothic atmosphere, which in a moment transforms into fast fierce parts. It is a rich, multi-layered album that cannot be put into one genre and escapes the possible schemes. This album immediately reveals the entire palette of its dark colors to the listener, but it is not a record for one or several listenings, but for much more. There are a lot of interesting things happening here that can be constantly discovered by the listener and this only strongly testifies the quality of "A Deeper Shade of Sorrow". The gentlemen from Rotting Kingdom recorded an album that is neither unequivocally doom, nor death metal, nor is it a solid classic hybrid of both genres. In my opinion, it is much more than that. It's really worth checking this material and staying with it for some serious amount of time.




wtorek, 19 maja 2020

Solium - Urwerk (Old Temple 2020)

Po dłuższym czasie mamy kolejny materiał od Solium i tym razem EPkę. Na tym materiale poza głównodowodzącym projektem Motor Immobillis (znany ze swojego głównego zespołu, jakim jest Throneum) udzielili się Diabolizer (perkusja i teksty) oraz Bloodwhip (miksy i mastering), czyli muzycy znani z niejednego zacnego projektu naszej sceny podziemnej.
Jak na Solium przystało, jest ciężko, smoliście i oldschoolowo ponad miarę. Płyta brzmi niemal jak nagrywana na setkę, co tylko dodaje jej uroku i tego piwnicznego charakteru. Słuchać tu wyraźnie echa np. Christ Agony z czasów demówek czy Samael z okresu "Worship Him" i również kaset demo. Materiał w całości utrzymany jest w wolnych tempach i dominującym, rzężącym dźwiękiem basu. I, mówiąc szczerze, brzmi właśnie bardzo demówkowo. Niemniej w tym właśnie jest cały piekielny urok i metoda "Urwerk". Niemal dwadzieścia minut obskurnego, zatęchłego materiału o posępnej, dusznej atmosferze. Zadowolony jestem z faktu, że jest to EPka. Tego typu granie, przynajmniej w moim odbiorze, jest mniej przystępne w dłuższej formie, no chyba że byłoby tu nieco więcej różnorodności. Ale to takie tam moje fanaberie. Po prostu nie każdą dawkę smoły trawię tak samo, a często dłuższe dzieło w tej estetyce potrafi mnie zanudzić lub po prostu zmęczyć. Solium wyszło tu obronną ręką i każdemu fanowi oldschoolu mogę ten materiał z czystym sumieniem polecić.

https://oldtemple.bandcamp.com/album/solium-urwerk
https://www.shop.oldtemple.com/

English translation:

After a long time we have another material from Solium and this time it is an EP. On this one, besides the commander-in-chief Motor Immobillis (known for his main band, Throneum), there is also Diabolizer (drums and lyrics) and Bloodwhip (mixes and mastering) - musicians known from many worthy projects of our underground scene.
As befits Solium, it is heavy, dense and oldschool beyond measure. The album sounds almost like recorded live in the studio, which only adds it charm and that basement character. Here you can hear clearly echoes of, for example, Christ Agony from the time of demos or Samael from the period of "Worship Him" ​​and also their demo tapes. The whole material is kept in slow tempos and the dominating, croaking bass sound. And to be honest, its sound is very demo-like. Nevertheless, this is how the charm of "Urwerk" works, there is a method in it. Almost twenty minutes of dingy, musty material with a bleak, stuffy atmosphere. I am pleased with the fact that this is an EP. This type of stuff, at least in my view, is less accessible in a longer form, unless there was more variety here. But these are my frills. I just don't digest every dose of tar the same way, and often a longer work in this aesthetics can bore me or just tire me out. Solium came out unscathed and I can recommend this material with a clear conscience to any oldschool fan.




wtorek, 17 marca 2020

Dead Dogs' Howl - Mausoleum of Confessed Thoughts (Fallen Temple 2020)

"Mausoleum of Confessed Thoughts" - ubiegłoroczne i pierwsze demo Dead Dog's Howl - doczekało się właśnie swojej wersji kompaktowej, zatem jest okazja, żeby trochę je przybliżyć, a zrobić to trzeba koniecznie. Dostajemy tu osiemnaście minut posępnego, surowego Black Metalu bardzo zbliżonego do greckiej szkoły grania spod znaku Necromantii / wczesnego Rotting Christ, zmieszanego dodatkowo z wyraźnymi doomowymi naleciałościami. Już po pierwszym odsłuchu, mimo iż jest to znana stylistyka, miałem wrażenie, że czegoś takiego jeszcze nie słyszałem, czegoś tworzącego tak niesamowicie cmentarny i niepokojący klimat. Byłem zaintrygowany do tego stopnia, że mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że Dead Dog's Howl stworzyli na tym materiale swój własnych gatunek, osobistą niszę, którą można by określić mianem Crypt Metalu / Graveyard Metalu. Tak, atmosfera i dźwięki, jakie usłyszycie na tym demie aż się o to proszą. Hipnotyczny, transowy wydźwięk, mówiono-szeptane wokale, subtelna obecność klawiszowego tła oraz obskurne, acz wyraziste brzmienie tworzą iście grobowy pejzaż.
Materiał, choć krótki, wart jest uwagi, a i nabycia. Jest oryginalny, w pewnym stopniu nowatorski, a i czerpiący ze szlachetnych wzorców. Koniecznie sprawdźcie sobie "Mausoleum of Confessed Thoughts", szczerze polecam!

https://deaddogshowl.bandcamp.com/releases
https://shop.fallentemple.pl/

English translation:

"Mausoleum of Confessed Thoughts" - last year's and first demo of Dead Dog's Howl - has just got its compact version, so there is an opportunity to present it a bit, and it has to be done without a doubt. We get here eighteen minutes of bleak, raw Black Metal very similar to the Greek school in the vein of Necromantia / early Rotting Christ stuff, mixed additionally with visible doom influences. Already after the first listening, despite the fact that it is a well-known style, I had the impression that I had not heard anything like that before, something creating  so incredibly graveyard and disturbing atmosphere. I was intrigued to the point that I could be tempted to say that Dead Dog's Howl created their own genre on this material, a personal niche that could be called Crypt Metal / Graveyard Metal. Yes, the atmosphere and sounds you'll hear on this demo are asking for it. Hypnotic, trance overtones, spoken/whispered vocals, the subtle presence of the keyboard background and obscure but expressive sound create a truly grave-like landscape.
The material, although short, is worth attention and purchase. It is original, somewhat innovative, and derived from noble patterns. Be sure to check out "Mausoleum of Confessed Thoughts", I highly recommend it!




wtorek, 4 lutego 2020

Summon - Helios (Godz Ov War 2020)

Po dwóch latach przerwy powraca z nowym materiałem portugalski Summon. EP "Helios" to nic innego jak porcja gęstej i dusznej mieszanki Black, Death i Doom Metalu. Na niniejszą EPkę składają się trzy dłuższe utwory - Helios I, II oraz III. Każda z nich przytłacza swoim ciężarem, jest niczym wolno mieszany kocioł rozżarzonej smoły. Z jednej strony mamy doom metalowy walec, z drugiej death metalowe riffy i agresję, a z jeszcze kolejnej wyłazi na nas black metalowe diabelstwo w postaci atmosfery i opętańczych wokali (growli też nie brakuje, gwoli ścisłości). To żywa porcja niczym nieokiełznanego chaosu.
Summon są tu wierni ścieżce obranej na swoich poprzednich materiałach i sukcesywnie kontynuują swe dzieło. Produkcja "Helios" utrzymana jest w mrocznym, oldschoolowym klimacie, który doskonale pasuje do ich muzyki. Bez tej odrobiny surowości brzmienia EPka nie brzmiałaby tak niepokojąco i złowieszczo.
Może jakoś szczególnie mnie ten materiał nie zachwycił - nie wychodzi przed szereg tego, co już w tym klimacie słyszałem. Nie mam pewności, czy po dłuższym czasie będę do niego wracał. Niemniej bardzo doceniam pracę, jaką zespół włożył w powstanie tego materiału, a zwłaszcza w jego atmosferę i osiągnięcie doskonałego balansu wpływów oraz brzmień składających się na ich muzykę. To rzemiosło na bardzo dobrym poziomie. Jest to powód, dla którego mogę z czystym sumieniem polecić wam "Helios". Warto się przy tej płytce zatrzymać chociaż na trochę i dać się wciągnąć w jej śmiercionośną, mitologiczną otchłań.

https://www.facebook.com/Summondeath/
https://godzovwarproductions.bandcamp.com/album/helios
http://godzovwar.com/shop/pl/

English version:

After two years break, Portuguese Summon returns with a new material. EP "Helios" is nothing but a dense and stuffy mix of Black, Death and Doom Metal. This EP consists of three longer compositions - Helios I, II and III. Each of them overwhelms with its weight, it is like a slowly mixed cauldron of hot tar. On the one hand, we have a doom metal roller, on the other, death metal riffs and aggression, and on yet another black metal devilishness in the form of atmosphere and possessed vocals (growls also, for accuracy). It's a living portion of unrestrained chaos.
Summon here are faithful to the path chosen on their previous materials and successively continue their work. The production of "Helios" is maintained in a dark, oldschool climate that perfectly matches their music. Without this bit of austerity of sound, the EP would not be so disturbing and ominous.
Maybe somehow this material did not particularly impress me - it does not beat the competition I have already heard in this genre. I am not sure if I will come back to it after some time. Nevertheless, I really appreciate the work that the band put into creating this material, especially its atmosphere and achieving a perfect balance of influences and sounds that make up their music. This is a piece of art at a very good level. This is the reason why I can honestly recommend "Helios" to you. It is worth givin' it a go and let yourself be drawn into its deadly, mythological abyss.



czwartek, 26 września 2019

Haunted Cenotaph - Haunted Cenotaph (Fallen Temple 2019)

Po pierwszej Epce/demie chłopaki bardzo zaciekawili mnie swoim graniem, czekałem, co zaprezentują wraz z kolejnym materiałem. I niestety, długograja póki co nie dostaliśmy, a kolejną Epkę. W sumie nic w tym złego, ale znowu trochę krótko. Zmartwiła mnie tylko jedna rzecz. Mianowicie to, że "Haunted Cenotaph" nie przebił swojego poprzednika, a zaledwie się z nim zrównał i to na ostatkach sił. Obiektywnie to kawał świetnego, dobrze brzmiącego Doom/Death Metalu, nigdy nie przestanę tego głośno mówić i powtarzać, ale subiektywnie ten materiał niespecjalnie mi się spodobał, muszę być szczery. Za dużo wolnych partii, za dużo tego wszechobecnego ciężaru i gęstości. Jest oldschool pełną gębą, słychać takie ekipy jak Hellhammer, Samael (wczesny oczywiście), Asphyx, które wciąż są w ich inspiracjach, ale w tych swoich walcowatych odsłonach. Przyspieszeń jest tu jak dla mnie za mało, co niestety wpłynęło na balans płyty. Przez to odbiór w pewnych momentach zaczyna być nieco męczący, jednostajny i dopasuje to tylko fanom przede wszystkim tej Doom Metalowej części twórczości Haunted Cenotaph. Zaprowadzili nas w otchłań śmierci i zagłady, mroku i posępności i zmusili do przeżywania tych cech swej sztuki w wolniejszy, przytłaczający sposób i jestem pewien, że wielu z was ten kierunek kupi. Klimat to swój ma, urok pewnie też. Mnie, przyznaję, niestety nie zachwyciło na tyle, na ile bym chciał. Mimo tego nie zamierzam porzucić oczekiwania na pełny album. Nadal jestem go ciekaw i czekam z niecierpliwością na więcej Death niż Doom, oby jak najprędzej. Tymczasem komu smoła niestraszna i lubi się w niej zatopić, niech śmiga do Fallen Temple po swoją kopię! I jeszcze jedno, szacun za zajebistą okładkę!

https://www.facebook.com/Haunted-Cenotaph-150906512232754/
https://shop.fallentemple.pl/
https://fallentemple.bandcamp.com/album/haunted-cenotaph

English version:

After the first EP/demo, the band got me very interested in their playing, I waited for what they would present along with the next material. And unfortunately, we didn't get the full-length, but another EP. All in all nothing bad, but again a little short. Only one thing worried me, namely that the "Haunted Cenotaph" did not break its predecessor, but just caught up with it and at the last strength. Objectively, it's a piece of great, good-sounding Doom / Death Metal, I will never stop saying and repeating it loudly, but subjectively I do not like this material, I have to be honest. Too many slow parts, too much of this ubiquitous weight and density. It is a totally oldschool art, you can hear such influences like Hellhammer, Samael (early of course), Asphyx, which are still there from the very beginning, but in their heaviest incarnation. There is not enough of these faster parts, which unfortunately affected the balance of the record. Due to this, the reception at some moments begins to be a bit tiring, repetitive and it will suit only fans of all this Doom Metal part of the work of Haunted Cenotaph. They led us into the abyss of death and destruction, darkness and gloom, and forced us to experience these features of their art in a slow, overwhelming way and I am sure that many of you will catch up with this direction. It has its own atmosphere, charm probably too. I admit it, unfortunately it didn't impress as much as I would like. Despite this, I'm not going to give up waiting for the full album. I am still curious and waiting impatiently for more Death than Doom, may it be soon. Meanwhile, who is not afraid of tar and likes to sink in it, just check out Fallen Temple for your copy! And one more thing, respect for a damn good cover art!


sobota, 27 lipca 2019

Ereb Altor - Ulfven (Hammerheart Records 2017)

"Ulfven" to ósmy, pełny album szwedów z Ereb Altor. Zakładam, że wszystkim, którym gra w duszy epicki Viking Metal z elementami Black Metalu, osadzony w skandynawskiej mitologii zespół jest dobrze znany, a przynajmniej kojarzony. Z racji tego, że już za niecałe dwa miesiące pojawi się kolejny ich album, postanowiłem przypomnieć jego poprzednika.
"Ulfven" to kolejna porcja podniosłych, nordyckich klimatów, w których znajdują swe odbicie echa starego, dobrego Bathory z czasów nie tylko takich klasycznych płyt jak "Blood Fire Death", "Hammerheart" oraz "Twilight of the Gods", ale również "Nordland". To te dźwięki wiodą prym na tym albumie (podobnie jak ma to miejsce na wcześniejszych ich płytach), ale mamy tu również miejscami nieznaczne naleciałości Doom Metalowe czy Black, a nawet Death Metalowe spod znaku Dissection oraz Unanimated. Ładnie to ze sobą współgra, tworząc majestatyczny muzyczny pejzaż o zarówno złowieszczym, jak i epickim, potężnym wydźwięku. Istotny jest tu bardzo wokal Cristera Olssona, który raz uderza w estetykę i manierę podobną do tej, w jakiej poruszał się Quorthon czy Garm z Ulver (w tych czystych, mocnych odsłonach), a w innych utworach potrafi wydać z siebie bardziej demoniczne wokale podobne tym, które reprezentował chociażby Jon Nodtveidt. Wszystko to zależy od utworu, jego klimatu i charakteru, a różnorodności tutaj pod dostatkiem. Płycie nie brakuje świetnej pracy gitar i sekcji rytmicznej, jak i klimatu budowanego nie tylko przez recytowany na początku fragment Voluspy, ale również klawiszowe tła (w stosunku do innych płyt grupy jest ich tu najwięcej) oraz genialne teksty zbudowane na skandynawskich mitach i wierzeniach. Wszystkie te cechy budują siłę "Ulfven" i sprawiają, że w Viking Metalowej estetyce jest to jedna z najlepszych płyt, jakie pojawiły się w ostatnich latach, z całą pewnością nie wypada przejść obok niej obojętnie. Śmiem twierdzić, iż w swojej dziedzinie Ereb Altor prześciga konkurencję. Z niecierpliwością czekam na ich nową płytę!

https://www.facebook.com/ErebAltorOfficial/
http://www.erebaltor.com/

English version:

"Ulfven" is the eighth, full-length album of the Swedes from Ereb Altor. I assume that to everyone who listens to the epic Viking Metal with elements of Black Metal, embedded in Scandinavian mythology, the band is well known, or at least associated. Due to the fact that in less than two months a new album will appear, I decided to recall its predecessor.
"Ulfven" is another portion of lofty, Nordic climates, in which echoes of old good Bathory from the times of not only classic albums such as "Blood Fire Death", "Hammerheart" and "Twilight of the Gods", but also "Nordland" are reflected. These sounds are the most important part of the album (as it was on their previous attempts as well), but we also have here some small accretions of Doom and Black Metal, and even Death Metal similar to Dissection and Unanimated. It fits together nicely and creates a powerful musical landscape with both an ominous and epic, powerful overtone. Very important are the vocals of Crister Olsson, who once struck at the aesthetics and mannerism similar to the ones which Quorthon or Garm from Ulver used (that clean, strong manner), and in other songs he performs more demonic vocals similar to those represented by Jon Nodtveidt for example. It all depends on the composition, its climate and character, and there is no lack of diversity here. The album is full of great guitars and strong rhythm section, as well as the climate built not only by the fragment of Voluspa recited at the beginning, but also keyboard backgrounds (in comparison to other releases by them here we can their strongest appearance) and awesome lyrics based on Scandinavian myths and beliefs. All these features build the strength of "Ulfven" and make it among Viking Metal aesthetics one of the best albums that have appeared in recent years, certainly you should not pass by it indifferently. I dare say that in their genre Ereb Altor outperforms the competition. I am really looking forward to hearing their new album!


sobota, 8 czerwca 2019

Darkthrone- Old Star (Peaceville Records 2019)

Po trzech latach Darkthrone powraca do nas z kolejną płytą. Nie mogę powiedzieć, że na nią nie czekałem, każde kolejne wydawnictwo duetu Fenriz/ Nocturno Culto to konkretna dawka ciekawości cóż to panowie znów wysmażą w kwestii oldschoolowego grania. Jak tak sobie teraz przypominam, to chyba nigdy mnie nie zawiedli, od lat totalnie kupuję to co robią, na jaką ścieżkę wkroczyli wraz z "The Cult is Alive", a nawet już "Sardonic Wrath". Co już pragnę zaznaczyć, "Old Star" to cios znacznie silniejszy i bardziej esencjonalny niż "Arctic Thunder". Może na początku nie powaliły mnie jakoś szczególnie same kompozycje podczas próbnego odsłuchu, ale po odpaleniu materiału z płyty wszystko zagrało jak trzeba i album jak dla mnie sporo zyskał. Przede wszystkim płyta potężnie brzmi, soczyście, ładnie chodzi tutaj bas i perkusja. To właśnie w tym tkwi siła tego krążka. Wracając do samych numerów, to dobrze słychać tu totalny odjazd w lata 80-te i oldschoolowy Black Metal pierwszej fali, ale nie jest to tutaj trzonem materiału. Dominują nieskończone pokłady wczesnego Celtic Frost (to już niemal tradycja), amerykańskiego Pentagram oraz Candlemass. Mamy tu też bardzo fajne akcenty w powoli kroczącym utworze tytułowym nawiązujące do najlepszych Metalowych ballad wspomnianych lat 80-tych. Tak oto dostaliśmy chyba najcięższe strukturowo wydawnictwo Darkthrone od wielu lat, acz niepozbawione nowych inspiracji i klimatu. Oczywiście nie jest tak, że mamy tu tylko wolne i średnie tempa, jest i trochę galopady jaką mieliśmy na poprzednich krążkach i sporo dobrych, nośnych riffów. Zdążyłem się już naczytać i nasłuchać jak to nie ściągnęli tego riffu od tego zespołu, a jeszcze innego od tamtego, że brzydko się zestarzeli. To szukanie problemów na siłę. Wiadomym jest, że nie da się cały czas w tej kwestii błyszczeć, czasem bazuje się na gotowych już patentach nadając im nową formę, brzmienie, charakter czy klimat. To robi Darkthrone i uważam robią to nad wyraz dobrze. Mają swój własny, wyrobiony, charakterystyczny styl. Autentycznie czekam na każdy kolejny ich album. Może bez wypieków, ale wciąż. "Old Star" mnie nie zawiódł mimo trudnego początku. Dla mnie to nadal są herosi w swoim graniu i to już nigdy się nie zmieni, a takich płyt jak niniejsza życzę sobie nadal!

Darkthhrone on Facebook
Peaceville Records

English version:

After three years, Darkthrone returns to us with another record. I cannot say I have not waited for it, each subsequent release of the duo Fenriz / Nocturno Culto goes with a specific dose of curiosity from me, what these gentlemen will serve again in their oldschool art. As I recall now, they probably never disappointed me, I've been completely into everything they've been doing for years, what path they've chosen starting with "The Cult is Alive" or even "Sardonic Wrath". What I want to point out, "Old Star" is a blow that is much stronger and more intense than the "Arctic Thunder". Maybe at the beginning, during the pre-listening the compositions did not appeal to me that much, but after playing the material from the physical copy everything turned out as it should be and the album gained a lot. First of all, it sounds powerful, heavy, with a significant work of bass and drums. This is the strength of this record. Returning to the compositions themselves, it's good to hear a total tribute to the 80's and old-school Black Metal of the first wave, but this is not the core of the material here. The endless inspirations taken from early Celtic Frost (almost traditionally), the American Pentagram and Candlemass dominates here. We also have very nice elements in the title track, referring to the best Metal ballads of the mentioned 80's. This is how we got the heaviest Darkthrone's release for many years, though not devoid of new inspiration and climate. Of course, it's not like we have only slow and medium pace stuff, there are some fast ones compared to what we had on previous albums and a lot of good, load-bearing riffs. I have already read and listened to how they did not steal this riff from this band, and yet another from that, that they got old in not exactly good way. It's searching for problems at a push. It is known that it is impossible to always shine in this matter, sometimes it is all based on already-made patents, giving them a new form, sound, character and atmosphere. So does Darkthrone and I think they do it extremely well. They have their own, characteristic, unique way of playing. I really look forward to any new releases by them. Maybe without a lot of excitement, but still. "Old Star" did not disappoint me despite the difficult beginning. For me, they are still heroes in their style and it will never change. I still want them to record such albums as this one!


czwartek, 14 marca 2019

Belzebong- Light the Dankness (Self- released 2018)

W ubiegłym roku, w oparach i chmurach różnej maści diabelskiego zielska objawił się scenie trzeci pełniak naszego rodzimego Belzebong. Chłopaki dalej konsekwentnie podążają Stoner/ Doomową ścieżką serwując nam wraz z "Light the Dankness" kolejną porcję ciężkiego, smolistego, miejscami wręcz transowego materiału. Dla tych, którzy jeszcze się z zespołem nie zapoznali zaznaczę, że Belzebong tworzy materiały wyłącznie instrumentalne, wokalu brak. To wyróżnia ich na tle innych grup tworzących w tym stylu. Ktoś mógłby powiedzieć, że bez wokalisty to nie to samo, że to się nie uda, że będzie zbyt monotonne. Nic z tych rzeczy! Zespół udowadnia, że ich formuła jest totalnie w punkt i że tak można, że to działa! Na niniejszym, najnowszym krążku dostajemy kolejną porcję rytuału zagłady spowitego w zielonej poświacie. Walcowate, zadymione pasaże urozmaicają świetne motywy gitarowe oraz mówione sample zaczerpnięte ze starych filmów budujące klimat danego utworu. Cztery rozbudowane kompozycje jakie składają się na "Light the Dankness" przywodzą na myśl zarówno drobne elementy klasyki spod znaku wczesnych Black Sabbath, Reverend Bizarre, Saint Vitus, jak i nieco nowszego grania kolegów po fachu, czyli Electric Wizard, Sleep czy Dopelord. Także materiał skierowany jest w szczególności do zwolenników Stonera i Doom Metalu, ale, zaznaczam, nie tylko. To jest na tyle dobre i wciągające, że nawet Ci którzy na ogół stronią od tego typu muzycznych buldożerów z zielichem w tle, znajdą tu coś dla siebie. Prosta formuła, acz totalnie odjechana atmosfera. Belzebong ma w sobie coś oryginalnego, poza tym bije od tego projektu zaangażowanie i świadomość twórcza. Owocuje to tym, że się ich zapamiętuje, nie jest to kolejne, mdłe i nijakie odgrzewanie kotletów, a "Light the Dankness" jest tego niezbitym dowodem. Życzę załodze Belzebong, aby mieli coraz to więcej odbiorców, i to nie tylko za granicą, którą zdążyli już sobie zjednać, ale również na naszym podwórku. Czy polecam? Panie, panowie, jasne, że tak!

https://www.facebook.com/belzebong420/
https://belzebong.bandcamp.com/



niedziela, 18 listopada 2018

Reverend Bizarre- In the Rectory of the Bizarre Reverend (Sinister Figure 2002/ Season of Mist 2005)

"Sabat Czarownic", Franciso Goya, 1798
Ostatnio staram się poświęcając nieco więcej uwagi starym, mniej znanym grupom z zakresu Rocka lat 70-tych, Heavy Metalu 80-tych i... o dziwo Doom Metalowi! Wreszcie przestał przeprawiać mnie o ból głowy po więcej niż 20 minutach obcowania z nim, dzięki czemu (wyjątkiem był zawsze Candlemass, który wielbię całym sercem) zagłębiłem się w to granie ochoczo zaczynając od sceny fińskiej. Reverend Bizarre, bo od nich trzeba tu zacząć, to klasyk i ojcowie chrzestni tamtejszej sceny tego grania, to po ich fenomenalnym debiucie, który chcę tu przybliżyć, zaczęły masowo powstawać w Finlandii grupy pragnące podążyć ścieżką wytyczoną niegdyś przez takich tuzów jak Black Sabbath, Candlemass, Pentagram/ Death Row, Trouble, Witchfinder General, czy Saint Vitus.
"In the Rectory of the Bizarre Reverend" to encyklopedia Doom Metalu, ten styl w pigułce, istny podręcznik jak tworzyć w tym gatunku, jego cała esencja zebrana na jednym krążku i pierwszy tego typu materiał jaki pojawił się na fińskiej scenie. Kompozycje tu zawarte są walcowate posępno-nostalgiczne, gęste niczym smoła w czarcim kotle, o potężnym niskim brzmieniu. Powolnym, monstrualnym riffom podbijanym przez toczącą się miarowo perkusję towarzyszą mocno osadzone, czyste wokale o tęsknym, refleksyjnym wydźwięku. Tylko co jakiś czas ów apokaliptyczne hymny przerywane są chwilowym przyspieszeniem, żeby za moment wrócić do swojej pierwotnej formy. Poza oczywistym hołdem dla brzmień weteranów, a za razem protoplastów Doom Metalu, Reverend Bizarre poszedł jeszcze dalej w ciężarze i brzmieniu, a w tekstach odnosił się nie tylko do mocy piekielnych, okultyzmu, zagłady i śmierci, ale również do twórczości Tolkiena poprzez trwający ponad 20 minut utwór "Cirith Ungol", w którym to pokusili się nawet o skorzystanie ze stworzonej przez autora "Czarnej Mowy". Kolejną ciekawostką i odniesieniem o jakie pokusił się zespół jest sam tytuł płyty, który po chwili zastanowienia prowadzi nas do debiutanckiej płyty King Crimson "In the Court of the Crimson King". Na album składa się 6 kompozycji trwających średnio po 10 minut każda, co ze wspomnianym "Cirith Ungol", daje ponad 70 minut muzyki, która bynajmniej nie nudzi. Mimo pewnej monotonii album wciąga i daje wrażenie jednej, spójnej snującej się powoli historii z okazjonalnymi zwrotami akcji. Jest jak księga, którą należy przeczytać od deski do deski, bo tylko w takiej formie odkrywa przed słuchaczem cały swój potencjał.
"In the Rectory of the Bizarre Reverend" jest niewątpliwie jednym z kamieni milowych Doom Metalu i nie tylko klasykiem swojego czasu, ale myślę, że już ogólnie tego typu grania. Wyznaczył nowe standardy i dał początek, a może bardziej bodziec, do działania dla kolejnych grup ze swojego kraju. To płyta z gatunku tych, których nie można nie znać, a przynajmniej nie kojarzyć. Mimo tego, że zespół nie istnieje już od ładnych paru lat to zostawił po sobie znaczące i inspirujące dziedzictwo.
Poniżej 2-płytowe wznowienie niniejszej płyty popełnione przez Season of Mist w 2005 roku. Jako bonus, na drugim dysku dodana została Epka "Return to the Rectory" zawierająca niepublikowane wcześniej utwory, a która do tej pory dostępna była tylko w wersji winylowej.

https://www.facebook.com/Reverend-Bizarre-15345610646/


poniedziałek, 12 listopada 2018

Lucifer's Chalice- The Pact (Shadow Kingdom Records 2017)

Lucifer's Chalice to założony 4 lata temu zespół znanej z Blessed Realm i Winds of Genocide Kat Shevil Gillham. W poprzednich projektach, udzielała/ udziela się na wokalu, tutaj zasiadła za garami. Debiutancki długograj grupy, "The Pact", jest w pewnym sensie albumem dosyć nieschematycznym. Z jednej strony mamy tu proste i oczywiste odwołania do klasyków Heavy Metalu lat 80-tych, przede wszystkim sceny brytyjskiej, takich zespołów jak Witchfinder General, Witchfynde czy wczesne Iron Maiden, oraz grania pokroju i estetyki Mercyful Fate czy Pentagram. Z drugiej natomiast długie rozbudowane kompozycje, gdzie w pełni można się nacieszyć gitarowymi pasażami wspieranymi przez solidne bębnienie Kat. Kompozycje mają tu budowę łudząco przypominającą tą z "Phantom of the Opera" Maidenów. Zwrotka, refren, zwrotka, refren, potem długa część instrumentalna i powrót do początku. Lucifer's Chalice pchnął ów pomysł nieco dalej i poszerzył ten patent. Na płytę składają się co prawda tylko cztery utwory, co może pozornie sprawiać wrażenie Epki, ale każdy z nich trwa średnio po dziesięć minut, także w praktyce mamy tu solidny, pełny materiał. Każdy kawałek jest niesamowitą podróżą w przeszłość kiedy swoje tryumfy święcił NWOBHM i będący dopiero w powijakach Doom Metal. Zespołowi udało się naprawdę nieźle uchwycić ducha i brzmienie tamtych lat, tamtych zespołów i przelać w swoją sztukę, pokazując, że w temacie są niewątpliwie obcykani i mają świadomość tego co grają. "The Pact" kupiłem niemal w ciemno i nie zawiodłem się. Niby siedzi to mocno w starociach, w elementach niemal przewałkowanych do cna, ale w żadnym wypadku nie ma się tu wrażenia wtórności i nudy podczas słuchania. Bardzo chętnie kupię ich kolejną płytę jak tylko się ukaże. Polecam w szczególności fanom klasyki gatunku.

https://www.facebook.com/luciferschalice/
https://luciferschalice.bandcamp.com/


środa, 17 października 2018

Bestialord- Law of the Burning (Satanath Records/ Symbol of Damnation/ Cimmerian Shade Recordings 2018)

Kawał smacznego, metalowego mięsiwa od Amerykanów z Bestialord. To co Panowie wykombinowali na swoim debiutanckim "Law of the Burning" to dosyć nietuzinkowa mieszanka. Połączyli tu ze sobą wpływy Death, Doom oraz Heavy Metalu. Dla zobrazowania, wrzućcie do jednego kotła Candlemass, Pentagram, Morbid Angel, Obituary, Mercyful Fate oraz Satan, a wyjdzie wam właśnie nie co innego jak Bestialord. Album jest gęsty, ciężki, walcowaty, królują średnie tempa, ale nie pozbawiony jest odrobiny melodyjności oraz świetnych, zdobiących każdą kompozycję solówek. Płyta toczy się na uszy słuchacza niczym czołg nawiązując przy tym do wielu klasyków. Powiedziałbym, że na tym mocarnie brzmiącym materiale, można usłyszeć nawet jakieś drobne elementy epickości charakterystyczne dla takich zespołów jak Manilla Road czy Brocas Helm. Wszystko zostało połączone ze sobą w taki sposób, że muzyki Bestialord nie da się określić jednym słowem, zbyt wiele się tu dzieje na z pozoru prostej płaszczyźnie. Nie ma tu skomplikowanych rozwiązań, formuła nie jest wyszukana, ale nie trzeba się mocno wsłuchiwać, aby dostrzec to z jak wielu źródeł czerpane tu były inspiracje, a żeby to wszystko sensownie poskładać to też trzeba było przysiąść. Płytka jest jak najbardziej godna sprawdzenia. Śmiem nawet twierdzić, że "Law of the Burning" mógłby spodobać się tym którzy niespecjalnie mają po drodze z Death Metalem. Reasumując, ciekawe, niecodzienne dzieło do obczajenia dla każdego lubującego się w metalowych hybrydach.

https://www.facebook.com/Bestialord-1353079071382901/
https://cimmerianshaderecordings.com/
http://satanath.com/


piątek, 13 lipca 2018

Lucifer- Lucifer II (Century Media 2018)

Już od początku tygodnia jestem szczęśliwym posiadaczem wyczekiwanej przez siebie "II" Lucifer i kotuję ją praktycznie dzień w dzień. Jak zaznaczyłem posiadaczem jestem nad wyraz szczęśliwym, bo zespół sprostał zadaniu i stworzył album praktycznie tak dobry jak debiut, chociaż inny, i w innych nieco aspektach należy się jego plusów doszukiwać. Po pierwsze o wiele więcej tutaj hard rockowej energii i przebojowości, ta mistyczna posępna aura "I" gdzieś się nieco rozmyła, chociaż wciąż gdzieś jeszcze majaczy, np. w "Dreamer" czy "Faux Pharaoh". Kolejna sprawa to więcej szybszych riffów niż na Jedynce oraz wszechobecny już, sabbathowski charakter, wpływy Black Sabbath z czasów, "Vol.4", "Sabbath Bloody Sabbath" oraz "Sabotage" są bardzo wyraźne, rządzi tu niemal ta sama motoryka, która z marszu przywodzi na myśl patenty z rzeczonych płyt. Czy to źle? Jeżeli chodzi o Lucifer to nie, w żadnym wypadku. Potrafią to jakoś tak zmyślnie ubrać, że widzi się w tym nową jakość, owe tematy zyskują tzw. drugie życie. Co jeszcze, Johanna nie ma już tak wiele okazji jak na poprzedniczce aby urzec nas skalą i barwą swojego głosu, ale za to pokazuje się fanom od tej bardziej wypełnionej energią, a mniej nastrojowej odsłonie. I dobrze, nie ma powielania pomysłów, a jest kolejny krok naprzód. To właśnie "California Son" i "Dancing With Mr. D" odkrywają przed nami nowe oblicze grupy pokazując, że Lucifer potrafi zagrać inaczej niż tylko mrocznie, czy rytualnie. Możliwe, że sporo zadziałał tu nowy skład, bo jak dobrze wiadomo za garami zasiadł Nicke Andersson, a za partię gitar odpowiedzialny jest tym razem Robin Tidebrink zastępując Gaza Jenningsa, który komponował materiał znany z debiutu.
Czy to wszystko wyszło zespołowi na dobre? Myślę, że tak i uważam, że płyta warta była oczekiwania. Lucifer nie powielił pomysłów, nagrał nowy, pełen rockowego pazura materiał o zbalansowanej zawartości i przy którym nie odczułem ani krzty nudy. Różni się od debiutu, ale jest równie dobry, a materiał na nim zawarty ma szansę zawojować fanów, zwłaszcza na koncertach. Może zawitają do Polski? Jeżeli tak, to obecność jest obowiązkowa!

https://www.facebook.com/luciferofficial


piątek, 6 lipca 2018

Lucifer- Lucifer I (Rise Above Records 2015)

Z racji tego, że dziś ma premierę krążek "Lucifer II" pozwolę sobie przypomnieć jego poprzednika, debiutancki "Lucifer I", który ukazał się trzy lata temu. Nie mam pojęcia dlaczego do tej pory nie napisałem szerzej o tym zespole, ich płycie, a przyznać muszę, że  jest jednym z moich absolutnych faworytów jeżeli chodzi o obecną scenę z pogranicza rocka i metalu.
Wiadomym jest ilu mamy ślepych  odtwórców i kopistów z dziedziny tzw. retro rocka. Jeden na drugim trzeciego pogania. Mamy masę bezczelnej zrzynki i istną rewię mody z lat 70tych, czasem kompletnie wyzutą z jakichkolwiek znamion oryginalności. Lucifer od samego początku trzyma się od tego tłumu z daleka. Mimo tworzenia muzyki bardzo silnie zakorzenionej w brzmieniach lat 70tych i 80tych, idzie prężnie swoją własną ścieżką redefiniując tą mroczniejszą stronę rockowej muzyki nadając jej ogromu świeżości i dokładając kolejną cegiełkę do rozwoju stylu, co na dany moment wręcz graniczy z cudem. Na krążku "Lucifer I" ścierają się ze sobą trzy potężne siły wiedzione przez niesamowity wokal Johanny Sadonis- mocny, przeszywający, a jednocześnie aksamitny w tej swojej sile. W ciągu tych 43 minut trwania płyty słyszymy sporo inspiracji pierwszą, trzecią oraz czwartą płytą Black Sabbath (chodzi mi tu o ciężar i wyraźnie odznaczającą się sekcję rytmiczną), wczesnymi dokonaniami Pentagram (zwłaszcza "Relentless"), chwytliwością i rockową energią "Sad Wings of Destiny" oraz "Sin After Sin" Judas Priest oraz mrokiem i riffami, które swoją strukturą puszczają czasem oko do tych znanych z pierwszych dzieł Mercyful Fate. Do tego pojawiające się gdzie nie gdzie nieco maidenowskie solówki. Połączenie bardziej niż dobre, sami przyznajcie. Do tego dochodzi klimat jakim charakteryzowały się te wszystkie płyty, klimat który zespół podkręca jeszcze bardziej, głównie dzięki głosowi i charyzmie swojej wokalistki. Posłuchajcie sobie takich kawałków jak "Abrakadabra", "Purple Pyramid", "Morning Star" czy "Total Eclipse" (ach to przyspieszenie w środku, odlot totalny!) i wszystko będzie jasne. To jest ewidentnie jeden z najlepszych debiutów jakie w życiu słyszałem i z całą stanowczością zalecam sięgnięcie po tę płytę, a potem po jej następczynię, która właśnie wychodzi na światło dzienne. Takie zespoły jak Lucifer BUDUJĄ scenę i mają szansę wyraźnie zapisać się na kartach jej historii. Takich zespołów chce się słuchać i takich nigdy nie jest dość.

https://www.facebook.com/luciferofficial/