Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odium Records. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odium Records. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 lutego 2022

Black Altar / Vulture Lord - Deathiah Manifesto (Odium Records 2022)

Na tę premierę czekałem! To już któryś z kolei split w dorobku Black Altar, a jak dobrze wiem Shadow bardzo lubię taką formę wydawniczą. Tym razem jego zespół sprzymierzył się z Vulture Lord. Część należąca do Black Altar to premierowy materiał. No nie powiem, ten zespół urósł przez lata. Stawał się w swej black metalowej sztuce coraz lepszy pod względem kompozytorskim i technicznym i te dwa utwory - "Scrilegious Congregation" oraz "Nyx" (intra i outra nie liczę, a też są potężne - nagrane przez Ludo "Evil" Lejeune) są tego najlepszym dowodem. Mimo sentymentu i uwielbienia dla debiutanckiej płyty, potrafię docenić to muzyczne doskonalenie będąc wciąż wiernym tej prawdziwej black metalowej formule. Zwłaszcza utwór "Nyx" jest dla mnie sposób wyjątkowy. Ma kapitalny, lekko melodyjny riff przewodni, a partia gitar jest na swój sposób przestrzenna, co dobrze współgra z warstwą wokalną wzbogaconą lekkim echem. No i bas ma tu swoje pięć minut w jednym fragmencie. Warto też wspomnieć, że perkusję do tych utworów nagrał James Stewart z Vader. Black Altar zrobił tu olbrzymie preludium do nadchodzącej powoli nowej płyty, której nie mogę się doczekać. Jeżeli Shadow wraz z nowo skompletowanym zespołem , a zwłaszcza z Lesem (Hell-Born, ex Damnation, , ex Behemoth) na gitarze pójdzie w muzyczne rejony z tego splitu, to szykuje nam się wyborny krążek.

Cztery utwory zaserwowane przez Vulture Lord to: "Dominions of Death" (cover Vulcano!) oraz "Hark! The Hymns of War" nagrane podczas sesji do ostatniej płyty, wcześniejsza, oryginalna wersja jednego z utworów z "Desecration Rite" - "Bloodstained Ritualknives" (nowy tytuł to "Bloodbound Militia") - nagrany już częściowo przez Nefasa, z jego wokalami oraz jeszcze jeden numer premierowy - "Usurper, "Thy Name is Death". Zespół prezentuje tu brzmienia znane już dobrze z nowej płyty oraz estetykę grania, którą słyszeliśmy już na ich poprzednich materiałach. To oldschoolowy black metal okraszony black/thrashowym brudem i chwytliwością. To typowy metalowy wpierdol w ich stylu! Należącą do nich splitu Vulture Lord na dobre przypieczętował swój powrót!

https://www.facebook.com/blackaltar

https://www.facebook.com/deathcibel

http://www.odiumrex.com/

English translation:

I've been waiting for this premiere! This is another split in the discography of Black Altar, and as I know Shadow he really likes this form of publishing. This time his band has allied with Vulture Lord. The part belonging to Black Altar is a premiere material. I won't say, this band has grown over the years. It was getting better and better in their black metal art in terms of composition and technique, and these two songs - "Scrilegious Congregation" and "Nyx" (I don't count the intros and outros, but they are also powerful - created by Ludo "Evil" Lejeune) are the best proof of that. Despite the sentiment and admiration for the debut album, I can appreciate this musical perfection, being still faithful to this true black metal formula. Especially the song "Nyx" is unique to me. It has a brilliant, slightly melodic leading riff, and the guitar part is spatial in its own way, which harmonizes well with the vocal layer enriched with a slight echo. And the bass has its five minutes in one fragment. Black Altar did this enormous prelude to the slowly upcoming new album, which I am looking forward to. If Shadow, with the newly completed band, especially with Les (Hell-Born, ex Damnation, ex Behemoth) on guitar, will continue to explore the musical regions of this split, it will be a hell of a release.

Four songs served by Vulture Lord are: "Dominions of Death" (cover of Vulcano!) and "Hark! The Hymns of War" recorded during the session for the last album, an earlier, original version of one of the songs from "Desecration Rite" - "Bloodstained Ritualknives" (newly entitled "Bloodbound Militia") - already partially recorded by Nefas, with his vocals, and one more premiere number - "Usurper," Thy Name is Death ". The band presents here the sounds already known from the last album and the aesthetics of playing, which we have already heard from them on their previous materials. It's oldschool black metal with black/thrash dirt and catchiness. It's a typical metal punch in their characteristic style! The Vulture Lord's part of the split has sealed their comeback for good!




sobota, 30 stycznia 2021

Hell-Born - Natas Liah (Odium Records 2021)

"I'm the devil and I'm here to do the devil's work!". Tymi słowami rozpoczyna się "Natas Liah", nowy album jeden z pomorskich bestii. Skłamałbym mówiąc, że nie darzę Hell-Born szczególnym sentymentem. Chyba nie nagrali albumu czy utworu, który by mi się nie podobał, a przynajmniej takowego nie pamiętam. Ucieszył mnie jakiś czas temu fakt, że Baal i Les postanowili wskrzesić te piekielne zwłoki i ponownie grać pod szyldem Hell-Born, no i że ich kolejnego pełniaka wyda Darek i jego Odium Records. Tak oto w styczniu 2021, po trzynastu latach od wydania "Darkness", pojawia się "Natas Liah". I od razu mówię, ci, którzy czekali na czysto death metalowy kopniak, jakim był poprzednik, mogą się nie spotkać ze swoimi oczekiwaniami. W zamian dostajemy materiał jeszcze lepszy, wdrażający nową formę, bardziej oldschoolową estetykę i bezpośrednie, prostsze kompozycje. To wciąż jest ten death metalowy Hell-Born, ale wpleciony w ogrom inspiracji pierwszą falą black metalu. Tak, to Hell-Born, który cofa się w czasie, żeby przemycić w swoich kompozycjach odniesienia do starego Bathory, Hellhammer, Venom czy jadowitego Destruction, którego to Les od zawsze był fanem. I to nie wszystko. Pojawia się tu nowy klimat, jest mroczniej, bardziej złowieszczo. Tu też mamy do czynienia z kolejnym black metalowym pierwiastkiem, który na myśl przywodzi Darkthrone z czasów ich sławetnej płytowej trylogii - wiecie, o co chodzi. Jednym słowem dostajemy stary-nowy Hell-Born, który tym razem nie idzie czysto w swoje death metalowe oblicze, a przemyca do niego oldschoolowe granie sprzed trzydziestu lat. I szczerze, nie wiem, jak może się to nie podobać. Jedynym minusem albumu jest jego nieco płaskie brzmienie, miejscami aż prosi się o solidniejszego kopa. Tu są same dobre kompozycje i większe pierdolnięcie w sekcji rytmicznej byłoby w punkt. Dostalibyśmy album idealny! Niemniej te numery tak się bronią, że można na to przymknąć oko. Także nie przychodzi mi nic innego, jak pogratulować Baalowi, Lesowi i Diabolizerowi naprawdę znakomitej płyty - płyty, z której mogą być dumni. Dla mnie ewidentnie premiera miesiąca! Rzekłem!



English translation:

"I'm the devil and I'm here to do the devil's work!". With these words begins "Natas Liah", a new album of one of the Pomeranian beasts. I would be lying if I said that I have no particular fondness for Hell-Born. I don't think they've made an album or a song that I don't like, or at least I don't remember such one. I was glad that Baal and Les decided to resurrect this hellish corpse and play again under the Hell-Born banner, and that their next full-length will be released by Darek and his Odium Records. Thus, in January 2021, thirteen years after the release of "Darkness", "Natas Liah" appears. And I say right away, for those who were waiting for a purely death metal kick, which the predecessor was, the album may not live up to their expectations. In return, we get even better material, implementing a new form, more oldschool aesthetics and direct, simpler compositions. It's still that death metal Hell-Born, but mixed with the enormity of inspiration from the first wave of black metal. Yes, it's Hell-Born that goes back in time to smuggle references to the old Bathory, Hellhammer, Venom or the poisonous Destruction, which Les has always been a fan of. And that's not all. A new atmosphere appears here, it is darker, more ominous. Here we are dealing with another black metal element as well that brings to mind Darkthrone from the times of their famous album trilogy - you know what I mean here. In a word, we get the old-new Hell-Born, which this time doesn't go purely into its death metal form, but sneaks oldschool music from thirty years ago into their concept. And honestly, I don't know how you might not like it. The only disadvantage of the album is its slightly flat sound, sometimes it just begs for a more solid kick. There are only good compositions here, and a bigger blow in the rhythm section would be fine. We would get a perfect album then! Nevertheless, these compositions defend themselves so much that you can turn a blind eye to it. Also, I can't think of anything else but to congratulate Baal, Les and Diabolizer on a really excellent album, an album they can be proud of. For me, clearly the premiere of the month! I have spoken!






sobota, 17 lutego 2018

Winds ov Decay/ Occult Ceremonial Rites- Black Altar/ Beastcraft split (Odium Records 2017)

Kilka dni temu dotarła do mnie mocno oczekiwana przesyłka zawierająca split Black Altar/ Beastcraft w tzw. wersji die hard. To co otrzymałem przeszło moje najśmielsze oczekiwania, zarówno muzyczne, jaki i wizualne, no ale o tym co zawiera ów drewniany box zostawmy na koniec, zajmijmy się najpierw samą muzyką.
Split Winds ov Decay/ Occult Ceremonial Rites jest wyjątkowy pod wieloma względami. Po pierwsze jest hołdem pamięci Trodr'a Nefasa, pod drugie wydawnictwem celebrującym 25-lecie Black Altar, a po trzecie materiałem, na którym zagościła cała masa muzyków, zwłaszcza po stronie niegdyś olsztyńskiej hordy.
Pierwsza część płyty należy do Shadow'a. To co tu dostajemy to chyba najpotężniej brzmiący materiał jaki spłodził Black Altar. Jest tak soczyście i potężnie jak nigdy wcześniej, a ładunek emocji jaki ze sobą niesie jest wprost niesamowity. Z resztą nie ma co się dziwić. Istniało ryzyko, na szczęście przepędzone, że będzie to ostatni materiał Black Altar. Shadow przelał tu całą esencję swojej sztuki. Zarówno "Tophet" jak i "Winds of Decay" ścinają z nóg. Są mocarne, pełne mroku i mistycyzmu, wciągając słuchacza w swą czarną otchłań z biletem w jedną stonę. Obu kompozycjom towarzyszą intro i outro wyciągnięte jakby żywcem z kina grozy osadzonego w mrokach średniowiecza. Dostajemy tu też cover Beastcraft "Pentagram Sacrifice", wzięty z tribute'u dla Nefasa "The Beast Awakens" (2013) oraz industrialną wersję "Tophet". Tutaj trochę zaskok z takiego akurat posunięcia, ale muszę powiedzieć, że wyszło to całkiem nieźle. Dodatkowo na płytce znajduje się także videoclip do "Tophet", który miał nie tak dawno swoją oficjalną premierę. W realizacji tego utworu wzięli udział muzycy takich zespołów Vader , Ondskapt oraz Acherontas, i oczywiście Beastcraft.
Teraz część należąca do grupy prowadzonej obecnie przez Sorath'a. Cóż, nie bez przyczyny zespół sygnuje swą sztukę jako True Norwegian Black Metal. Materiał ma zimne, szorstkie, wręcz tnące brzmienie, ale nie pozbawione głębi i kolorytu. Klimat jest niczym z najlepszych czasów tego grania, słychać tu tą samą atmosferę jaka towarzyszyła wczesnym nagraniom Gorgoroth, Darkthrone, Carpathian Forest czy Tsjuder, o Urgehal nie wspominając. Jest to tak esencjonalne i przesiąknięte duchem tej muzyki, że aż ciężko to opisać. Najwięcej tego właśnie klimatu mają tu "Deathcraft and Necromancy" oraz znany już dobrze z 7'' "Blackwinged Messiah" utrzymane w średnich tempach. Natomiast Black Metalową kanonadą chłoszcze "Resurrection Throught Desecration and Churchfire" oraz zamykający całość "...In Thy Name", także obecne na wydanych już wcześniej 7''- calówkach zespołu. Tak dla porównania, podobnego kopa jak wyżej wymienione kompozycje ma np. "Revelation of Doom" Gorgoroth, także to nie przelewki. Mamy też tutaj jeden kawałek live z 2016- "Burnt at His Altar". Oba zestawione ze sobą materiały Beastcraft i naszego Black Altar po prostu wgniatają w glebę, taka prawda. Będę wracał do tych piekielnych wyziewów nie raz, nie dwa, jestem tego absolutnie pewien.
Na podsumowanie, jak już zapowiedziałem na samym wstępie, przejdę do zawartości omawianego wydawnictwa. W owym limitowanym do 50 sztuk drewnianym pudle, poza winylową (czerwony winyl + dwustronny plakat formatu A3) i kompaktową wersją płyty oraz koszulkami obu zespołów, znalazła się cała masa pamiątek związanych z twórczością Black Altar. Mamy tu 2 duże plakaty A3 z czasów debiutanckiej płyty oraz "Death Fanaticism", flyery z wiązane z pierwszą płytą oraz splitem z Vesania, naszywkę, zdjęcia z autografami, promo cd z Odium Records oraz wkładki do wspomnianego przed chwilą splitu oraz dwóch pierwszych albumów w wersji kasetowej. No nie ma co, na bogato i konkretnie (istotnie die hard!), Shadow nie pożałował i dopracował temat w każdym możliwym szczególe. Chyba nie ma opcji żeby ktokolwiek czuł się nieusatysfakcjonowany z takiego wydania i kto tego w czas nie zgarnął ma czego żałować. Wydawnictwo wyszło wzorcowo i co można było zrobić, zostało zrobione. Perfekcja w każdym calu!

https://www.facebook.com/blackaltar/
http://www.black-altar-horde.com/
https://www.facebook.com/BeastcraftOfficial/
http://www.deathcibel.com/beastcraft/
http://www.odiumrex.com/webshop/