sobota, 10 września 2016

Saxon- Strong Arm of the Law (EMI/ Parlophone 1980)

Przyszedł czas na coś z klasyki NWOBHM. Saxon, zespół którego przez długi czas nie trawiłem. Wydawał mi się jakiś taki nijaki, nie miał jak dla mnie odpowiedniej dawki ciężaru, nie było tego kopa. Dopiero ostatnio przekonałem się do ich klasycznych płyt. Jakimś wielkim fanem się nie stałem, ale polubiłem ich na tyle żeby sprawić sobie większość tytułów z lat 80-tych.
"Strong Arm of the Law" to trzeci album grupy, a drugi wydany w 1980, niedługo wcześniej wypuścili "Wheels of Steel". Podobnie jak na poprzedniku mamy tu parę wpadających w ucho klasyków i parę przeciętniaków, jednak tych lepszych jest odrobinę mniej w stosunku do drugiego albumu. W sumie ciężko mieć o to pretensje gdy zespół wypuszcza dwie pełne płyty w tym samym roku. Wracając do tematu, mamy tu wręcz hymnowy "Heavy Metal Thunder", od dawien dawna koncertowy faworyt, tytułowy "Strong Arm of the Law", rozpędzony "20,000 Ft" oraz "Dallas 1 PM" z autentycznie świetną, rozbudowaną solówką i fajnym motywem przewodnim. Pozostałe 4 utwory z płyty przynajmniej w moim odbiorze przechodzą bez echa.


Jak słucham starego Saxon to jakoś z trudem przychodzi mi określenie ich wtedy mianem heavy metalu bez żadnego "ale". Rzecz jasna metalowych patentów jest tu pełno, ale też mocno słychać u nich typowy hard rock, który nie grzeszy ciężarem brzmienia. Jeżeli weźmiemy tu dla porównania wydany w tym samym roku przez Judas Priest "British Steel" to różnica jest diametralna i myślę, że oczywista. Saxon serwuje muzykę zauważalnie lżejszą, o łagodniejszym brzmieniu. Najbardziej pasuje mi tu określenie, które pojawiło się swojego czasu apropo TSA, "Heavy Metal Rock". To idealnie pasuje mi do pierwszych płyt Saxon. Może marudzę, może dla wielu z was będą to duby smalone, ale tak to widzę i właśnie dlatego swojego czasu odstawiłem ich muzykę na bok. Szukając, ciężkich konkretnych brzmień nie byli w stanie zatrzymać mnie przy sobie nawet na chwilę.
Niemniej jednak Saxon zawojował fanów swoją muzyką i obok Iron Maiden, Def Leppard oraz Venom osiągnęli większy i bardziej znaczący sukces spośród innych zespołów nurtu NWOBHM. Bez wątpienia ich atutem jest charakterystyczny głos Byforda, talent do ciekawych, rozbudowanych solówek oraz chwytliwych, zapadających w pamięć utworów. Można ich nie lubić, ale z pewnością się ich zapamięta. Ja się w końcu przekonałem, polubiłem i od czasu do czasu sobie słucham. Ich stare klasyczne płyty to przyjemna i solidna mikstura ciężkiego rocka i metalu.