Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cacophonous Records. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cacophonous Records. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 grudnia 2018

Gehenna- Seen Through the Veils of Darkness (The Second Spell) (Cacophonous Records 1995)

To co wyczyniała Gehenna na swoich pierwszych płytach to była po prostu magia, jedyna i niepowtarzalna! "Seen Through the Veils of Darkness" uznaję za ich najwybitniejsze dokonanie ze względu na to z jakim kunsztem i wyczuciem połączyli bogactwo kompozycyjne i mroczną melodykę z surowym brzmieniem nadając płycie niezrównanego klimatu. Nie da się ukryć jak duże znaczenie miały tu klawisze Sarcany połączone z siarczystymi, odznaczającymi się swoistym "piachem" w brzmieniu, riffami Dolgara oraz Sanrabba (apropo gitar, podoba mi się też jak wyeksponowany został w miksie bas, cudo!). Obie sekcje potrafiły zespalać się w jeden byt tworząc atmosferyczne, raz melancholijne, raz pełne furii pasaże zachowując stale w swej muzyce odpowiednią dawkę agresji i złowieszczości. W kwestii osiągnięcia tego właśnie efektu, zachowując wciąż czytelne melodie, byli w tamtym czasie na scenie jedyni. Ktoś mógłby zapytać "A Emperor, wczesne Dimmu Borgir?". Tak poniekąd się zgadza, ale w tamtym czasie Emperor był lekko uśpiony twórczo, jako, że Ihsahn został chwilowo sam na posterunku (poza tym Emperor miał tej melodyki mniej, a o wiele więcej, intensywności zmian klimatu i tempa swoich utworów, uderzał w bardziej progresywne rejony), natomiast dla Dimmu Borgir atmosfera, nostalgia, spora dawka melodii były celem samym w sobie, co nie miało w takiej skali miejsca w twórczości Gehenna. Zespół wciąż zostawiał wyraźne pole dla tych czysto Black Metalowych elementów znakomicie przy tym balansując i urozmaicając kompozycje.
Z powstawianiem "Drugiego Zaklęcia" wiąże się dosyć ciekawa historia. Płyta zaczęła powstawać (a chyba nawet była już gotowa) jeszcze przed wydaniem przez Head Not Found epki "First Spell". Przez różnego rodzaju poślizgi została ukończona i wydana dopiero ponad rok później. Pod skrzydła Nihila i jego Cacophonous Records trafili dzięki koncertowi jaki dali w maju 1994 w Lusa Lottes Pub w Oslo (wraz z Enslaved, Marduk oraz Dissection). Tak się złożyło, że właśnie dzięki temu wydarzeniu i zobaczeniu Gehenna na żywo Nihil zainteresował się zespołem na poważnie co zaowocowało kontraktem na dwie kolejne płyty jakie zespół miałby nagrać. Tak oto w 1995 objawiła się pierwsza z nich, a jednocześnie debiutancki długograj, "Seen Through the Veils of Darkness".Warto na koniec wspomnieć o tym, że w utworze "Vinterriket" gościnnie głosu udzielił Garm z Ulver.
Podsumowanie krótkie i zwięzłe, trzeba brać i trzeba słuchać! Mimo odrobiny różnic, mam wrażenie, że gdyby Gehenna powstała wcześniej i spiknęła się z dobrym producentem, tak jak Emperor przy swoim "In the Nightside Eclipse", to mogliby stawać z Cesarzem w szranki jak równy z równym!


środa, 1 lutego 2017

Sigh- Infidel Art (Cacophonous Records 1995/ 2016)

No i mamy kolejną reedycję z katalogu Cacophonous Records. Tym razem padło na znakomity "Infidel Art" japońskiego Sigh. Jak pewnie wiecie, zespół fakt zaistnienia poza granicami swojego kraju zawdzięcza nie tyle wszechobecnemu wtedy tape- tradingowi, ale także samemu Euronymousowi, który w barwach Deathlike Silence wydał ich debiutancki "Scorn Defeat". Nie ma więc zdziwienia, że kolejny w dyskografii, wydany w 1995 "Infidel Art" jest dedykowany właśnie jemu.
Na tym albumie Sigh poszli pełną parą w klimaty z których są tak znani, i które czynią ich muzykę oryginalną i wyjątkową (chyba nikt nie może poszczycić się równie teatralną i posępną atmosferą). Mamy tu do czynienia z black metalem połączonym z bardzo wieloma wpływami oraz wszechobecną, klawiszową symfoniką o różnych formach (ma miejsce nawet drobny, niezobowiązujący flirt z folkiem). Uwagę zwraca na siebie także fakt, iż na album składa się tylko 6 kompozycji, za to każda z nich trwa dobrych kilka minut. Mimo trwania prawie godzinę album tak płynie, że sprawia wrażenie krótszego. Wszystko jest tu bardzo zróżnicowane, od szybkich i konkretnych uderzeń, po klimatyczną subtelność. Każdy element ma tu swoje miejsce i konkretną rolę. "Infidel Art" już po pierwszym przesłuchaniu robi wrażenie bardzo spójnego, przemyślanego, a co za tym idzie skończonego dzieła. Jeżeli ktoś nie miał jeszcze do czynienia z tym materiałem to polecam posłuchać sobie takich kawałków jak "Izuna", "The Zombie Terror", a w szczególności "The Last Elegy", który jest wizytówką tej płyty.
Przez wszystkie lata swojego istnienia Sigh zdawał się egzystować na uboczu sceny, nie tylko ze względu na to, że pochodzą z dalekiej Japonii, ale przede wszystkim na pewien muzyczny indywidualizm. Już od samego początki szli własną drogą czerpiąc garściami z przeróżnych gatunków muzycznych. Myślę, że dlatego właśnie swojego czasu zainteresował się nimi najpierw Euronymous, a potem Nihil z Cacophonous. "Infidel Art" jest jedną z tych płyt, które są nieco pomijane w dyskografii Sigh, a uważam, że od tego albumu powinno się zaczynać przygodę z ich sztuką. Nie dość, że to właśnie tu pokazali jak bogatym muzycznie gatunkiem może być Black Metal, to i na tym krążku w pełni rozwinęli skrzydła i zapoczątkowali swój unikalny styl. Z wydaniem tej płyty wiąże się także pierwsza wizyta grupy w Europie i pierwszy koncert poza Japonią (16 września, Dublin).
Co się tyczy samej reedycji, to jestem pod wrażeniem. Z pozoru może wydawać się skromna, ale jest właśnie wspaniała w tej swojej prostocie. Oryginalna grafika autorstwa  XIX wiecznego artysty Utagawy Hiroshige przedstawiająca samuraja Tairę No Kiyomori została tu odrobinę odrestaurowana, uwydatniły się jej walory, nabrała głębi. W booklecie zaserwowano nam wszystkie teksty oraz solidną porcję dawnych rycin przedstawiających samurajów i demony z japońskich legend. Tym razem liner-notes'ów brak, ale i bez tego wyszło świetnie. Moim zdaniem rekomendacja jest tu zbyteczna, wydawnictwo broni się samo!
http://cacophonous.bigcartel.com/
https://www.facebook.com/CacophonousRecords/


środa, 15 czerwca 2016

Wampiryczne opus magnum

Cradle of Filth to jeden z tych zespołów, które, jak to się mówi, kocha się lub nienawidzi. Opinie na temat ich muzyki są skrajnie odmienne. Jedno jest pewne, oryginalności i muzycznego warsztatu nie można im odmówić. Był to jeden z pierwszych zespołów, który w ramach black metalu poruszył gotycko- wampiryczną tematykę, dodając do tego symfoniczne naleciałości. Na rok 1994 przypadł ich debiut "The Principle of Evil Made Flesh" wydany w barwach Cacophonous Records (wytwórnia która wydawała min. Dimmu Borgir, Gehenna czy Bal Sagoth). Wydanie albumu poprzedziła dosyć słynna trasa po Anglii razem z Emperor (1993). Na tej płycie jeszcze nie w pełni rozpostarli skrzydła swego obecnego brzmienia i estetyki. Na albumie obecne były brzmienia nie tylko black metalowe, ale także death metalowe oraz zaczątki wspomnianej symfoniki. Podane to było w już nieco melodyjnej formie. Cała ta mikstura doprawiona była niesamowitymi, obłąkanymi wokalami Dani'ego Filth'a. Na wyróżnienie zasługują kawałki "The Forests Whispers my Name" (późnej świetnie przearanżowany na epce "Vempire"), "The Black Goddess Rises" oraz "Summer Dying Fast".


Płyta ma niesamowitą atmosferę i od bardzo dawna jest moją ulubioną jeżeli chodzi o Cradle of Filth (zaraz obok równie genialnego "Dusk and Her Embrace", na którym mamy już transylwańską otchłań w pełnej krasie). Nie wiem czy obecnie jest jakieś lepsze granie w tego typu klimatach, nie ma drugiego zespołu który osiągnął by na tej niwie to co Kredki. Można co najwyżej wspomnieć takie grupy jak Siebenburgen, Ancient, wczesny Mystic Circle czy mało znany, włoski Theatres des Vampires. Jeżeli ktoś nie zna to warto się z nimi zapoznać jeżeli lubi się takie klimaty.
Kolejną cechą charakterystyczną zespołu były obecne w warstwie graficznej elementy mrocznej erotyki, które towarzyszyły zespołowi już od debiutanckiego krążka. Taki zabieg zapewnił świetną kompozycję tego co słyszymy z tym co widzimy, jednym słowem spójną całość.
Tak na marginesie, entuzjastów kolejnej po "The Principle of Evil Made Flesh" płyty powinien zainteresować fakt, że 8 lipca ma ukazać się remasterowana, pierwsza wersja płyty (wypuści ją reaktywowane nie tak dawno Cacophonous Records), która z powodu różnych przeszkód wylądowała swego czasu na półce. Dograne zostaną wokale, w dwóch utworach głosów gościnnie udzielą Cronos (Venom) oraz Steve Grimmett (Grim Reaper). Także jest na co czekać.