"Nie Czas Pomiotów" to pierwszy materiał naszego rodzimego Anaboth, demo wydane pierwotnie na taśmie w 1996 roku. Materiał zapomniany i jeżeli znany to raczej okrojonemu gronu maniaków mocno siedzących w dawnym podziemiu. Teraz dzięki Under the Sign of Garazel "Nie Czas Pomiotów" wyszedł z mrocznych czeluści na światło dzienne. Jest to czarna sztuka najwyższego wtajemniczenia, zawierające wszystkie swoje najbardziej pierwotne i złowieszcze cechy, bluźnierstwa i jadu w tym nie brakuje. Surowizna wylewa się hektolitrami, a wszystko zespala opętańczy, wrzaskliwy wokal, teksty jak sugeruje tytuł w języku polskim.Tematyka- szatan, mrok, no i Cthulu (chociaż i tak niewiele da się wyłapać) z zaklętym w tym duchem dawnych lat sceny. Odbijają się tu echa stylu starego Burzum (przede wszystkim w partiach perkusji i ewidentnie wokali), Darkthrone, Behemoth, North, czy innych hord, które swojego czasu stawiały podwaliny pod Black Metalową scenę i to nie tylko polską. Króluje tu typowe dla tamtego czasu i tego typu materiałów brzmienie, ale ono jest tu kluczowe. Wiadomo, trzeba lubić te klimaty i najnormalniej w świecie czuć o co w tym biega. Anaboth się nie certoli i gra prosto, ale z pasją i wyczuciem uprawianej sztuki. Pieruńsko dobrze się tego słucha, atmosfera niepowtarzalna, z marszu przenosi słuchacza do tamtych dni. Każdemu kto lubi nasze stare, rodzime Black Metalowe dema, a nie zna jeszcze tego materiału Anaboth, to gwarantuję, że spodoba się z marszu. Po tysiąckroć zachęcam do posłuchania i jeszcze bardziej do zaopatrzenia się w ten materiał. Wznawiając go UtSoG odwalił kawał dobrej roboty i oby nadal wykopywali z głębin sceny tak kapitalne, a niestety gdzieś tam zgubione w ciągu lat nagrania. Jak to mawiają, kult!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaboth. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anaboth. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 19 czerwca 2017
Anaboth- Nie Czas Pomiotów (Under the Sign of Garazel 2010)
"Nie Czas Pomiotów" to pierwszy materiał naszego rodzimego Anaboth, demo wydane pierwotnie na taśmie w 1996 roku. Materiał zapomniany i jeżeli znany to raczej okrojonemu gronu maniaków mocno siedzących w dawnym podziemiu. Teraz dzięki Under the Sign of Garazel "Nie Czas Pomiotów" wyszedł z mrocznych czeluści na światło dzienne. Jest to czarna sztuka najwyższego wtajemniczenia, zawierające wszystkie swoje najbardziej pierwotne i złowieszcze cechy, bluźnierstwa i jadu w tym nie brakuje. Surowizna wylewa się hektolitrami, a wszystko zespala opętańczy, wrzaskliwy wokal, teksty jak sugeruje tytuł w języku polskim.Tematyka- szatan, mrok, no i Cthulu (chociaż i tak niewiele da się wyłapać) z zaklętym w tym duchem dawnych lat sceny. Odbijają się tu echa stylu starego Burzum (przede wszystkim w partiach perkusji i ewidentnie wokali), Darkthrone, Behemoth, North, czy innych hord, które swojego czasu stawiały podwaliny pod Black Metalową scenę i to nie tylko polską. Króluje tu typowe dla tamtego czasu i tego typu materiałów brzmienie, ale ono jest tu kluczowe. Wiadomo, trzeba lubić te klimaty i najnormalniej w świecie czuć o co w tym biega. Anaboth się nie certoli i gra prosto, ale z pasją i wyczuciem uprawianej sztuki. Pieruńsko dobrze się tego słucha, atmosfera niepowtarzalna, z marszu przenosi słuchacza do tamtych dni. Każdemu kto lubi nasze stare, rodzime Black Metalowe dema, a nie zna jeszcze tego materiału Anaboth, to gwarantuję, że spodoba się z marszu. Po tysiąckroć zachęcam do posłuchania i jeszcze bardziej do zaopatrzenia się w ten materiał. Wznawiając go UtSoG odwalił kawał dobrej roboty i oby nadal wykopywali z głębin sceny tak kapitalne, a niestety gdzieś tam zgubione w ciągu lat nagrania. Jak to mawiają, kult!wtorek, 30 maja 2017
Anaboth- Ścierwo o Bruk (Under the Sign of Garazel 2017)
Krakowski Anaboth - po prostu metal, w najczystszej, brudnej i obskurnej postaci. Jest bluźnierczo do potęgi entej, a i konkretne łojenie już od pierwszych sekund. Już sam tytuł "Ścierwo o Bruk" oraz okładka z delikwentem nabitym na pal adekwatnie oddaje chaos i zniszczenie zaklęte w tym krążku. Można powiedzieć, że domeną Anaboth, jak i tej konkretnej płyty jest Black Metal (najlepszym reprezentantem tej sztuki jest na "Ścierwie..." "Gloria Lucyfer"), ale mamy tu podane o wiele więcej. Jest naprawdę sporo patentów charakterystycznych dla thrashu (chociażby "Zemsta i Manifestacja Sprawiedliwości), zwłaszcza w konstrukcji riffów oraz sporo death metalowej brutalności, a nawet przez moment elementów heavy (np. w takim "Nekromanta"). W kwestii wokalu to swobodnie mogłoby to wpasować się także do jakieś black/thrashowej stylistyki, głos wokalisty jest opętańczy, pełen furii i nienawiści, spoiwo w tym układzie niezbędne aby misterium się dopełniło. Zaintrygować może nieco zamieszczony na końcu albumu "Przebudzenie Cthulhu". Tutaj jest nieco inaczej zespół postawił na klimat, na grozę, posępność. Ciekawie łączy się to z ich graficznym konceptem Cthulhu, który pojawił się nie tylko na poprzedniej płycie, ale i właśnie na omawianym krążku. Swoją drogą fajny pomysł, ciekaw jestem czy pociągną do dalej.Nie oszukujmy się. Anaboth nie odkrywa tu niczego nowego, jakoś mega oryginalnie też nie jest, no ale przecież nie zawsze musi tak być, nie zawsze o to chodzi. Korzystają z tego co w prostym, acz bijącym w pysk metalu najlepsze. Zespół łoi bez opamiętania na najwyższych obrotach, a są w tym dobrzy i o to chodzi! Także reasumując, jak ktoś jest zwolennikiem bezkompromisowego metalowego grańska, bez sentymentów i oglądania się na boki to zostanie kupiony z marszu. Szatan i przedwieczna ciemność!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

