Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hells Headbangers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hells Headbangers. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 kwietnia 2019

Whipstriker- Merciless Artillery (Hells Headbangers 2017)

Mam wrażenie, że brazylijski Whipstriker z płyty na płytę jest coraz lepszy, coraz bardziej nośny i coraz bardziej esencjonalny w swojej oldschoolowej sztuce. Zakładam, że gro z was kojarzy tę ekipę, także ich osadzone w klimatach wczesnego Sodom oraz Venom (przede wszystkim) i okraszone szczyptą Motorhead granie nie jest wam obce (miejscami zahacza o Black 'n' Rollowe rejony, a nawet o wczesną twórczość Voivod, jeszcze bez tych wszystkich mocno połamanych struktur). Chłopaki konsekwentnie trzymają się obranej przed laty drogi, ale odnoszę wrażenie, że ich muzyka, mimo, iż nie przybiera odmiennych form, to z biegiem czasu coraz bardziej zyskuje. Wydany w 2017 roku "Merciless Artillery" to jeden z przykładów tradycyjnego, bezkompromisowego grania, osadzonego w korzeniach gatunku. Mówiąc szczerze to jeden z przepisów na esencję tego czym jest Metal. To konkretne nieprzekombinowane granie, ogromny ładunek energii, agresji i wszelakiej rogacizny. Niemal każdy kawałek mknie do przodu niczym huragan, a wszystkiemu towarzyszą świetne solówki oraz wokal Vika, którzy brzmi niemal jak Cronos w latach swojej świetności. Czego chcieć więcej w takim razie. Tak jak poprzednie płyty Whipstriker były po prostu solidne, tak ta totalnie się wybija, po prostu ma to coś co mnie przyciągnęło i sprawiło, że bez specjalnego wahania nabyłem ten krążek. Niby pół godziny materiału, a kawał niesamowicie dobrej roboty.
Swoje 3 grosze dołożył tu jeszcze sam Rok z Sadistik Exekution, tworząc okładkę do niniejszego albumu. Gość potrafi totalnie wyczuć klimat, poza tym jest chyba specjalistą od takich apokaliptycznych dzieł, gdzie tematem przewodnim jest piekło, śmierć i zniszczenie. Także jednym słowem dopełnił całości.
Dziś było krótko, zwięźle i na temat, bo są takie albumy, które po prostu mówią same za siebie.Także każdemu komu czysty, Metalowy oldschool miły stanowczo polecam!

https://www.facebook.com/whipstriker/
https://whipstriker.bandcamp.com/


niedziela, 23 grudnia 2018

Krossfyre- Burning Torches (Hells Headbangers Records 2017)


Stary, ale dobry i sprawdzający się przepis ze świeżym, energicznym podejściem (ostatnio mam do takich perełek fart). Pozornie mogłoby się wydawać, że "Burning Torches" jest zajadłą, grzejącą na złamanie karku dawką Black Thrashu, ale siedzi w tym również spora dawka Black i Death Metalu w stylu takich grup jak Watain, Nifelheim, Bestial Mockery, Degial czy Grave Miasma która miejscami konkretnie podkręca materiał i przełamuję schemat. Przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie, zwłaszcza w tych co bardziej opętańczych momentach. Nie powiem, Epka potrafi miejscami porwać i sprawić, że będzie się chciało po nią sięgnąć ponownie. Jest bezpośrednia, pełna dynamizmu, widać w tym radochę z grania, świadomość tego co się tworzy i o to chodzi. Niby "Burning Torches" trwa niespełna 20 minut, ale mamy tu 6 kawałków, w których ani nie brakuje porządnych, nośnych riffów, wściekłego wokalu, ani tej wszechobecnej atmosfery Pierwszej Fali ze starym Bathory na czele i wczesnych podrygów Death Metalu w stylu Possessed. Nie jest to nowością, że sporo grup poruszających się właśnie po tym muzycznym terenie jest do bólu wtórna i najnormalniej w świecie po jednym odsłuchu ma się na ogół dość. Tutaj muszę powiedzieć, że tak nie jest. Może i ktoś mógłby się przyczepić, że to jest reprodukcja już dobrze znanych patentów, i fakt jest, ale Ci Katalończycy robią to tak dobrze, że w takiej sytuacji trzeba to zachować dla siebie i przemilczeć. Jest wyczucie, jest pasja, dobrze się słucha, to czego tak naprawdę chcieć więcej. Ten typ grania tak właśnie działa, tak to ma wyglądać, a Krossfyre jak najbardziej może być z tego materiału zadowolony, to solidny, obiecujący debiut. Czekam na pełen album z niecierpliwością!



wtorek, 1 maja 2018

Satanic Warmaster- Fimbulwinter (Werewolf Records/ Hells Headbangers 2014)

Nie od dziś uważam, że Satanic Warmaster jest jedną z tych grup która od początku swojego istnienia konsekwentnie kultywuje w swej sztuce to co najlepsze w skandynawskim Black Metalu, a zwłaszcza te cechy i pierwiastki które zbudowały jego charakterystyczne brzmienie i klimat w latach 90-tych. Płytę "Fimbulwinter" można, obok znamienitych "Strength and Honour" czy " Carelian Satanist Madness", uznać za perłę w koronie tej grupy, jaki i jeden z lepszych (a może i najlepszych) przykładów wspomnianego stylu. Jest w tym sporo z Darkthrone, Dimmu Borgir z czasów ich dwóch pierwszych płyt (a także tej jedynej pod szyldem Fimbulwinter), wczesnego Gorgoroth, nie brakuje starej, dobrej Horny (nie ma tutaj zdziwienia), są i przemykające po kątach wpływy Burzum, odrobina folkowego/ akustycznego pierwiastku Ulver, czy nawet BM-u spoza mroźnej północy jak na przykład Nokturnal Mortum. Wieńczący płytę, instrumentalny "Silent Call of Moon's Temple" wydaje się również pozdrowieniem dla jednocześnie aż trzech hord: wspomnianego przed chwilą Nokturnal  Mortum (intro do płyty "Goat Horns"), Graveland (wstęp do "Carpathian Wolves), a i kolejnych weteranów norweskiej sceny- Immortal (motyw nieco podobny do tego z "Beyond the North Waves"). Jednym słowem na "Fimbulwinter" przeplatają się trzy charakterystyczne cechy: czyste przesiąknięte furią i chłodem łojenie, to wolniejsze, atmosferyczne, podparte odrobiną nostalgicznych melodii i klawiszowym tłem oraz śladowe, zaczerpnięte z folku elementy. Jak dla mnie mieszanka wręcz perfekcyjna. Płyta jakby zespalająca wszystkie odcienie muzyki Satanic Warmaster w jeden album. Już jej poprzednik "Nachzehrer" był temu bliski, ale na "Fimbulwinter" znacznie dopracowano aspekt brzmieniowy, co sprawiło, że powstał album jeszcze bardziej esencjonalny i wciągający. Dla mnie osobiście jedna z najbardziej udanych płyt w ramach Black Metalu jakie ukazały się w ostatnich latach. Naprawdę jest czego posłuchać, a i do takich albumów ma się ochotę wielokrotnie powracać (stąd też min. niniejsza recenzja), także ode mnie najwyższa nota. Polecam!

https://www.facebook.com/satanic.war.terror/
https://satanicwarmaster.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/werewolf.rex/
https://werewolfrecords.bandcamp.com/


wtorek, 14 listopada 2017

Haxxan- Loch Ness Rising (Hells Headbangers 2016)

Crowley i jeszcze więcej Crowley'a! Z resztą nie ma dziwów, wszystkie teksty na płycie oparte są o jego twórczość, a i sam krążek jest jemu właśnie dedykowany. Jest to doskonale i mocarnie brzmiący Black Metal z Death i Doom Metalowymi naleciałościami, genialnie to wszystko się tu miesza, słychać, że w ten materiał włożony został kawał solidnej roboty. Ponurą i majestatyczną atmosferę podkreślają okazyjne partie klawiszy i jakby akustyczne, ni to folkowe, ni to rytualne akcenty. Aura mistycyzmu unosi się nad tym niczym mgła nad szkockimi wrzosowiskami. Jak na debiutancki materiał to naprawdę szacun, "Loch Ness Rising", przynajmniej mnie, dosłownie wgniótł w glebę. Zadbano na tej płycie o wszelakie atrybuty solidnego i oryginalnego, Black Metalowego rzemiosła. Muzycy Haxxan kuli to chyba w kuźni u samego Lucyfera, skoro wyszło tak piekielnie dobrze haha. A tak całkiem serio, po prostu jestem pod wrażeniem poziomu samych kompozycji, jak i warsztatu instrumentalnego, sroce spod ogona nie wypadli. Kto lubi bardziej wysublimowaną sztukę oddającą hołd ciemności to Haxxan nie zawiedzie! Gdyby niniejsza płyta została wydana w tym roku, to zaliczyłbym ją do grona najlepszych Black Metalowych krążków ostatnich 365 dni. Ci amerykanie pokazali klasę w temacie!