Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hell-Born. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hell-Born. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 stycznia 2021

Hell-Born - Natas Liah (Odium Records 2021)

"I'm the devil and I'm here to do the devil's work!". Tymi słowami rozpoczyna się "Natas Liah", nowy album jeden z pomorskich bestii. Skłamałbym mówiąc, że nie darzę Hell-Born szczególnym sentymentem. Chyba nie nagrali albumu czy utworu, który by mi się nie podobał, a przynajmniej takowego nie pamiętam. Ucieszył mnie jakiś czas temu fakt, że Baal i Les postanowili wskrzesić te piekielne zwłoki i ponownie grać pod szyldem Hell-Born, no i że ich kolejnego pełniaka wyda Darek i jego Odium Records. Tak oto w styczniu 2021, po trzynastu latach od wydania "Darkness", pojawia się "Natas Liah". I od razu mówię, ci, którzy czekali na czysto death metalowy kopniak, jakim był poprzednik, mogą się nie spotkać ze swoimi oczekiwaniami. W zamian dostajemy materiał jeszcze lepszy, wdrażający nową formę, bardziej oldschoolową estetykę i bezpośrednie, prostsze kompozycje. To wciąż jest ten death metalowy Hell-Born, ale wpleciony w ogrom inspiracji pierwszą falą black metalu. Tak, to Hell-Born, który cofa się w czasie, żeby przemycić w swoich kompozycjach odniesienia do starego Bathory, Hellhammer, Venom czy jadowitego Destruction, którego to Les od zawsze był fanem. I to nie wszystko. Pojawia się tu nowy klimat, jest mroczniej, bardziej złowieszczo. Tu też mamy do czynienia z kolejnym black metalowym pierwiastkiem, który na myśl przywodzi Darkthrone z czasów ich sławetnej płytowej trylogii - wiecie, o co chodzi. Jednym słowem dostajemy stary-nowy Hell-Born, który tym razem nie idzie czysto w swoje death metalowe oblicze, a przemyca do niego oldschoolowe granie sprzed trzydziestu lat. I szczerze, nie wiem, jak może się to nie podobać. Jedynym minusem albumu jest jego nieco płaskie brzmienie, miejscami aż prosi się o solidniejszego kopa. Tu są same dobre kompozycje i większe pierdolnięcie w sekcji rytmicznej byłoby w punkt. Dostalibyśmy album idealny! Niemniej te numery tak się bronią, że można na to przymknąć oko. Także nie przychodzi mi nic innego, jak pogratulować Baalowi, Lesowi i Diabolizerowi naprawdę znakomitej płyty - płyty, z której mogą być dumni. Dla mnie ewidentnie premiera miesiąca! Rzekłem!



English translation:

"I'm the devil and I'm here to do the devil's work!". With these words begins "Natas Liah", a new album of one of the Pomeranian beasts. I would be lying if I said that I have no particular fondness for Hell-Born. I don't think they've made an album or a song that I don't like, or at least I don't remember such one. I was glad that Baal and Les decided to resurrect this hellish corpse and play again under the Hell-Born banner, and that their next full-length will be released by Darek and his Odium Records. Thus, in January 2021, thirteen years after the release of "Darkness", "Natas Liah" appears. And I say right away, for those who were waiting for a purely death metal kick, which the predecessor was, the album may not live up to their expectations. In return, we get even better material, implementing a new form, more oldschool aesthetics and direct, simpler compositions. It's still that death metal Hell-Born, but mixed with the enormity of inspiration from the first wave of black metal. Yes, it's Hell-Born that goes back in time to smuggle references to the old Bathory, Hellhammer, Venom or the poisonous Destruction, which Les has always been a fan of. And that's not all. A new atmosphere appears here, it is darker, more ominous. Here we are dealing with another black metal element as well that brings to mind Darkthrone from the times of their famous album trilogy - you know what I mean here. In a word, we get the old-new Hell-Born, which this time doesn't go purely into its death metal form, but sneaks oldschool music from thirty years ago into their concept. And honestly, I don't know how you might not like it. The only disadvantage of the album is its slightly flat sound, sometimes it just begs for a more solid kick. There are only good compositions here, and a bigger blow in the rhythm section would be fine. We would get a perfect album then! Nevertheless, these compositions defend themselves so much that you can turn a blind eye to it. Also, I can't think of anything else but to congratulate Baal, Les and Diabolizer on a really excellent album, an album they can be proud of. For me, clearly the premiere of the month! I have spoken!






czwartek, 9 stycznia 2020

Hell-Born/Offence - Hellbound Hearts split (Putrid Cult 2019)

Trochę spóźniona ta recenzja, ale lepiej późno niż wcale, no nie? Po latach powraca na scenę trójmiejski Hell-Born, a towarzystwa dotrzymuje mu Offence, ugruntowując swoją pozycję. I co więcej, oba materiały, choć różne, wgniatają w glebę, że aż ciężko się potem odkopać! Na wersji winylowej (7'') mamy po dwa utwory od każdej z grup, natomiast na CD cztery od Hell-Born i pięć od Offence. W przypadku Pomorzan mamy w bonusie dwa starsze numery - "Darkness" (z ostatniej płyty) oraz "Devourer of Souls" (z "Legacy of the Nephilim"). Offence dołożył trzy numery w wersji live.
Cóż rzec można o utworach premierowych? Hell-Born jest w formie, znakomitej formie! Reaktywacja w starym składzie wraz z Diabolizerem za perkusją to odrodzenie niczym feniks z popiołów. Utwory są może jakby nieco bardziej techniczne, ale za to wciąż oldschoolowe i jeszcze bardziej mroczne. To wciąż kawał niesamowitego Death Metalu przesiąkniętego czystym diabelstwem. Co się tyczy Offence, od nich wiadomo, czego się spodziewać. Stary, dobry Death/Thrash wyrywający z kapci i wszelkiego innego obuwia. Szkoda, że ten zespół - pomimo sporego już stażu na scenie - wciąż nie jest jakoś szerzej rozpoznawany. Moim, jak i wielu zdaniem, zasługują na znacznie większą uwagę i uznanie.
Putrid Cult odwalił kawał solidnej roboty wydając ten split. "Hellbound Hearts" to znakomity wstęp do odrodzenia Hell-Born i przypomnienie, szersza promocja Offence. Niezwykle udany split, który warto mieć na półce i do którego chce się wracać. Polecam mocno!

Hell-Born facebook
Offence facebook
Putrid Cult facebook
https://www.putridcult.pl/

English translation:

This review should have been published like 2-3 months ago, but better late than never, right? After many years, the Tri-City Hell-Born returns with Offence at its side. And what's more, both materials, although different, dig into the soil so hard that it's not easy to dig up later! On the vinyl version (7 '') we have two songs from each group, while on CD four from Hell-Born and five from Offence. In the case of Pomeranians, we have a bonus of two older songs - "Darkness" (from the latest album) and "Devourer of Souls" (from "Legacy of the Nephilim"). Offence has added three live tracks.
What can I say about the premiere stuff? Hell-Born is in form, in a great form! Reactivation in the old line-up, with Diabolizer behind the drums, is a resurrection like a phoenix from the ashes. The songs are maybe a bit more technical, but still oldschool and even darker. It's still a piece of amazing Death Metal filled with pure devilism. As for Offence, you know what to expect from them. Good, old Death/Thrash that will throw you out of your slippers and all other footwear. It is a pity that this band - despite considerable experience on the scene - is still not widely recognized. In my opinion, they deserve much more attention and recognition.
Putrid Cult did a great job releasing this split. "Hellbound Hearts" is a great introduction to the return of Hell-Born and a reminder / wider promotion of Offence. An extremely successful split that is worth having on the shelf and to which you will get back to. Strongly recommend!


poniedziałek, 13 marca 2017

Hell-Born- Cursed Infernal Steel (Conquer Records 2006)

Z biegiem czasu Hell-Born stał się dla mnie jednym z tych osobiście najważniejszych zespołów jeżeli chodzi o naszą rodzimą scenę, jak i generalnie death metalową sztukę. W każdą ich płytę się zasłuchuję i każdą chłonę jednym tchem, ale to "Legacy of the Nephilim" i właśnie "Cursed Infernal Steel" są moimi absolutnymi faworytami w dyskografii tej bluźnierczej hordy.
Nagrany w 2006, w białostockim studiu Herz, "Cursed Infernal Steel" to godny następca poprzedniego albumu. Wciąż nie brak mu mocy, siły i tej niezrównanej chwytliwości. Hell- Born nigdy nie kombinował tylko łoił jak leci, i tak samo jest w tym przypadku. Płytę otwiera lider całego rozkładu jazdy czyli "Impaled Archangels", który w mgnieniu oka rzuca słuchacza w same piekło Belzebubu na rogi! Refren chwyta się z marszu i za moment ma się ochotę drzeć ryja razem z Baalem. Czy można oczekiwać lepszego początku? Nie sądzę, zadowoli każdego! Kolejnym wymiataczem jest tu niewątpliwie galopujący niczym apokaliptyczna kawaleria "The Black Flag of Satan", który na refren odrobinę zwalnia by potem ponowić szarżę. Trzecim moim ulubieńcem jest tytułowy "Cursed Infernal Steel", który podobnie jak "Impaled Archangels" natychmiast wrzyna się w mózgownicę. Ma potężny, jakby podniosły riff i jakże hymniczny refren. Gitary Jeffa i Lesa tną powietrze niczym kosa! Całość tej wybuchowej, czarciej mieszanki zespala świetne brzmienie, co zawsze uwydatnia walory tego typu grania.
Podsumowując, Hell- Born nigdy nie zawodzi, niby ten sam styl, niby to same bezkompromisowe, zakorzenione w oldschoolu uderzenie, ale każda płyta niesie ze sobą kolejny powiew świeżej energii i mocy. Ma się wrażenie, że ten zespół nigdy się nie zestarzeje i nigdy nie osiądzie na laurach. Każda kolejna ich płyta to niezbity na to dowód. Od ostatniego "Darkness" minęło już sporo czasu i mam nadzieję niebawem znowu o nich usłyszeć i z tym samym zapałem zabrać się do konsumpcji ich kolejnego dzieła. Kto jeszcze Hell-Born nie słuchał niech nadrabia zaległości, gwarantuję, że nie będzie zawiedziony!




poniedziałek, 19 grudnia 2016

Hell-Born- Legacy of the Nephilim (Conquer Records 2003)

Od zarania swojego istnienia Hell-Born jest przede wszystkim dziełem Lesa oraz Baala (obaj zasilali dawniej szeregi Behemoth, obecnie także członkowie Damnation). Założony w 1996, po odejściu Baala z szeregów Pomorskiej Bestii, jako poboczny projekt, w krótkim czasie przeszedł w stadium regularnego zespołu. Ich trzeci, pełny album "Legacy of the Nephilim" (podobnie jak reszta dorobku grupy) to nic innego jak piekielny, wrzący kocioł którego bazą jest death metal doprawiony black i thrash metalowymi naleciałościami. Efekt? Kompletna miazga! Struktury utworów są tu proste, aczkolwiek nie pozbawione death metalowego mięcha, a i pewnej przebojowości, która jest w tym przypadku sporym atutem.  Refren do takiego "Devourer of Souls" już po chwili nuci się razem z zespołem. Momentalnie chwytają także majestatyczny "Lucifer", "The Art of Necromancy" czy zamykający płytę, najdłuższy bo aż 6 minutowy, "Blacklight of Leviathan". Płytki słucha się niesamowicie dobrze i każdy odsłuch to chęć powrotu. Jak dla mnie ich najlepsze dzieło, perfekcyjny balans agresji i chwytliwości.
Bardzo interesująco prezentuje się warstwa graficzna płyty utrzymana w odcieniach brązu. Na okładce widnieje skrzydlata, demoniczna postać, a wnętrze wkładki, stylizowanej na średniowieczną księgę, wypełniają szkice różnych piekielnych stworzeń. Konkretnie i w punkt!
Hell-Born to niezaprzeczalnie pierwsza liga naszego krajowego death metalu. Szkoda tylko, że przez ostatnie sześć lat niczym nas nie uraczyli i generalnie mało o nich słychać. Zasługują na bardzo wiele uwagi i autentycznego uznania, bo autentycznie jest za co. Niemniej jednak osoby wtajemniczone wiedzą jak wiele ta grupa ma do zaoferowania. Już od dawna czekam na kolejny materiał, ale póki co cisza w temacie. Cóż, cierpliwość podobno popłaca, także miejmy nadzieję, że jeszcze o nich usłyszymy.