Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vader. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vader. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2020

Vader - Solitude in Madness (Nuclear Blast 2020)


Chyba najbardziej wyczekiwane przeze mnie wydawnictwo tego roku. Zapowiedzi były bardzo obiecujące, a sam krążek dosłownie zniszczył i zamiótł. Pozostał tylko pył, kurz i zgliszcza!

"Solitude in Madness" to powrót Vader w pełnej krasie i jedna z ich najcięższych, najbardziej intensywnych i energetycznych płyt zaraz obok debiutu, "De Profundis" czy "Black to the Blind". Zespół zapowiadał, że będzie to też ich najbrutalniejszy materiał od czasów "Litany" i to też prawda, tak istotnie jest (swoją drogą, bardzo kontrastujący z mocno thrashującym poprzednikiem - "The Empire"). Generał i jego armia nie wzięli jeńców! Płyta trwa niespełna pół godziny, a nie wiem, czy jakikolwiek inny materiał anno 2020 - z tych, co były i tych, co będą, będzie w stanie zrobić na mnie takie wrażenie jak "Solitude in Madness". Nie popełnię błędu stwierdzając, że to kwintesencja stylu Vader, swoista kompilacja brzmień i riffów tak bardzo ich charakteryzujących. Jest w tym ta thrashowa energia i pazur, pewna chwytliwość, jaką znamy z takich numerów jak "The Final Massacre", "The Code" czy "Triumph of Death" przewijająca się przez całą twórczość zespołu, ale i przede wszystkim ten death metalowy walec i ekstrema. Coś pięknego! Produkcyjnie i kompozycyjnie jest to majstersztyk, i nie da się temu zaprzeczyć. Wystarczy posłuchać takich kawałków jak "And Satan Wept", "Emptiness" (przynosi na myśl "Wyrocznię" Kata) lub "Final Declaration" (tak się składa, że następują na płycie jeden po drugim), aby przekonać się na własnej skórze (a właściwie uszach), że Vader długo jeszcze nie powie ostatniego słowa, a także poczuć autentyczną dumę, że mamy w Polsce taki zespół. Warto jeszcze wspomnieć, że grupa pokusiła się o nagranie coveru Acid Drinkers "Dancing in the Slaughterhouse", który odegrali jak swój własny utwór. Takie podejście do coverów lubię i szanuję - własna interpretacja i we własnym stylu. Całość albumu wieńczy znakomita okładka autorstwa Wesa Benscotera, który jest również autorem tej zdobiącej "De Profundis". Przypadek? Nie sądzę!

Dostaliśmy od Vader płytę, moim zdaniem idealną, pełną tego wszystkiego, za co od tylu lat kocha się ten zespół. Album nie wymaga dodatkowej zachęty, każdy fan metalu po prostu powinien się z nim zapoznać. W tym roku mamy Vader i potem długo nic do kolejnego miejsca na podium wydawnictw. Sztos!

http://www.vader.pl/
https://www.facebook.com/vader/
https://vader-store.com/
https://www.facebook.com/VADERLegionsSince1983/

English translation:

For me probably the most awaited release of this year. The announcements were very promising, and the album itself literally destroyed and swept away. All that is left is dust and ashes!

"Solitude in Madness" is the return of Vader in all its glory and one of their heaviest and most intense, energetic albums next to their debut, "De Profundis" or "Black to the Blind". The band announced that it would also be their most brutal material since "Litany" and that is also very true (by the way, very contrasting with the strongly thrashing predecessor - "The Empire"). The general and his army did not take prisoners! The album lasts less than half an hour, and I do not know if any other anno 2020 material from those that have been and will be released will impress me like "Solitude in Madness". I will not make a mistake by stating that it is the quintessence of Vader's style, a kind of compilation of sounds and riffs characterising them. It includes this thrash energy and claw, a certain catchiness that we know from such tracks as "The Final Massacre", "The Code" or "Triumph of Death", running through the whole discography of the band, but above all - this extreme attitude and death metal heaviness. Something beautiful! It is a masterpiece in terms of production and composition, and it cannot be denied. All you have to do is listen to such songs as "And Satan Wept", "Emptiness" (the main riff can be associated with "Wyrocznia" by Kat) or "Final Declaration" (they appear one after another on the album) to feel it on your own skin (or actually in your own ears) that Vader is not about to say their last word, and also feel the real pride that we have such band in Poland. It is also worth mentioning that the group recorded the cover of Acid Drinkers "Dancing in the Slaughterhouse", which they played as their own song. I like and respect this cover approach - of own interpretation and style. The whole album is crowned with an excellent cover art by Wes Benscoter, who is also the author of "De Profundis" cover. Coincidence? I don't think so!

In my opinion we have received a perfect album from Vader, full of everything for which this band has been loved for so many years. The album doesn't require additional encouragement, any metal fan should check it. This year we have Vader and then a long blank space til the second place on the podium.




sobota, 21 kwietnia 2018

Vader- The Ulitmate Incantation/ Dark Age (Earache Records 1992/ Witching Hour 2018)

Płyta pomnik, jedno z absolutnie szczytowych osiągnięć naszej metalowej sceny i rodzimego Death Metalu. Jeden z pierwszych albumów z naszego kraju, który zawojował scenę za granicą, moim zdaniem vaderowskie opus magnum! Tak, 1992/93 rok... Ileż ta płyta musiała wtedy narobić zamętu na przetartym już nieco przez "Morbid Reich" szlaku.. Pierwszy polski zespół w barwach tak znaczącej wytwórni jak Earache, wywiady z zagranicznej telewizji i prasie traktującej o ekstremalnym graniu, znakomity, klimatyczny teledysk do "Dark Age" emitowany w Headbanger's Ball. No  działo się, działo. Mija już tyle lat od wydania "The Ultimate Incantation", a ta płyta zdaje się nie starzeć, to wciąż klasa w temacie, wciąż chce się tego słuchać, a materiał tu zawarty za każdym razem kładzie na łopatki, urywa łeb i co tylko. Bez takich kawałków które znalazły się na albumie jak wspomniany "Dark Age", "Reign Carrion", "Crucified Ones", "Decapitated Saints" czy wreszcie mój ulubiony utwór z całej twórczości Vader- "The Final Massacre" nie da się egzystować, a przynajmniej tym, dla których ten zespół sporo znaczy. Cześć zawartego tu materiału pochodzi z wcześniejszych demówek grupy, ale uważam, że to właśnie tutaj nabrały ostatecznych szlifów i wybrzmiały z pełną mocą i siłą. Dzieło skończone, co tu dużo mówić. No i jeszcze ta okładka autorstwa Dana Seagrave'a...Klasyka po kres czasu!
Teraz kilka słów o "Dark Age". W związku z nieudaną w niedawnym czasie próbą reedycji tego materiału, zespół postanowił nagrać "The Ultimate Incantation" ponownie i wydać pod wspomnianym przed chwilą tytułem. Reinterpretacji, rewitalizacji zostało poddane wszystko, nie tylko same utwory (jak się okazało cały rozkład jazdy to wynik kilku sesji nagraniowych sięgających 2007 roku, wbrew pozorom wyszło bardzo spójnie), ale także szata graficzna płyty. Zapewne znajdzie się sporo osób, które stwierdzą, że to wydawnictwo jest zupełnie niepotrzebne, że nie miało sensu, że chęć zysku i w ogóle szkoda na nie czasu. Ja jestem daleki od takich wniosków. Vader nadał tym kawałkom nowego, soczystego brzmienia, to raz, dwa, że ukazał te kompozycje w nowym świetle, nowej jakości, przedstawił je w sposób jaki zabrzmiałyby obecnie. I mimo, że kawałki nie pochodzą z jednej nasiadówki w studio uważam, że płyta wyszła świetnie, powstała naprawdę wartościowa retrospekcja (btw, fajny zabiegiem, a za razem odniesieniem, było umieszczenie wewnątrz bookletu zdjęć składu, który tworzył płytę niegdyś, oraz składu obecnego). Oryginału "Dark Age" nie przebija, to jasne i nie ma nad czym dyskutować, ale słuchało i słucha się tego praktycznie z niemal takim samym zauroczeniem i wypiekami jak pierwowzoru sprzed lat. Po prostu jest w tym wciąż ta niesamowita pasja do grania, a o to przecież chodzi. To samo tyczy się okładki, Dan Seagrave tchnął w nią nowe życie, stała się jeszcze bardziej wyrazista, uwydatniły się jej walory.
Reasumując, nie mam zamiaru mówić, że ten na nowo nagrany materiał to jakaś pomyłka, badziew itd. Ale jak zwykle, będąc totalnie szczerym mi robota jaką wykonał tu Vader naprawdę się spodobała i wiem, że bardzo często będę sobie do tej nowej interpretacji "The Ultimate Incantation" wracał, myślę, że z równą częstotliwością jak do oryginału. Co za tym idzie, szczerze mogę polecić, do mnie ten zabieg przemówił i uważam, że zasłużył na docenienie.
Poniżej oryginalne wydanie na cd wydane przez Earache, oraz "Dark Age" (Witching Hour zrobiło tu kawał dobrej roboty, bo wydawniczo na najwyższym poziomie) w wersji jewelcase oraz na limitowanym, zielonym winylu + plakat (zrobiony na wzór promocyjnego z Carnage Records z 1992).

http://www.vader.pl/
https://www.facebook.com/vader/
http://store.witchinghour.pl/









wtorek, 16 maja 2017

Vader- Future of the Past II: Hell in the East (Witching Hour Productions 2015)

Nie jestem i nigdy nie byłem specjalnym zwolennikiem różnego rodzaju tributów i albumów z coverami, niemniej jednak zdarzały się wyjątki jak chociażby w przypadku "Masterpieces" Hammerfall czy "Originators of the Northern Darkness" nagranego w hołdzie Mayhem. Teraz do tej skromnej listy mogę dopisać także drugą część "Future of the Past" Vader, który poświęcony jest przede wszystkim grupom thrash oraz death metalowym z naszego podziemia (poza czeskim Krabathorem) przełomu lat 80tych i 90tych.
Już pierwsze co rzuca się na uszy podczas odsłuchu płyty to fakt, że Vader nie odegrał po prostu tych kawałków, a tchnął w nie swoje własne brzmienie i styl, jednocześnie nie pozbawiając tych utworów ich oryginalnego ducha i wydźwięku. Nabrały nowej jakości i mocy, a co za tym idzie słucha się tego z piekielną przyjemnością i ochotą na więcej. Mi najbardziej podobało się jak załoga Vader zagrała "Ostatniego Diakona" Exorcist, "Sen Schizofrenika' Marikza de Sade oraz "Necromaniac" Thanatos. Co tu dużo mówić, no jest moc i widać, że zespół włożył w te covery mnóstwo pracy i serca, a tak znamienite grupy jakich utwory znalazły się na tym krążku zostały należycie uhonorowane. Tak właśnie należy to robić!
Wydanie takiej płyty ma też swój ważny i zasadniczy plus, zwrócenie uwagi na naszą dawną scenę podziemną i jej zespoły, przypomnienie ich dokonań, dem oraz albumów autentycznie genialnych, a które popadły nieco w zapomnienie. O takich zespołach jak Merciless Death, Exorcist, Slashing Death, Slaughter, Imperator oraz całej reszcie trzeba pamiętać, kultywować ich dziedzictwo bo to istotny i niesamowicie ważny element historii kształtowania się metalowej sztuki w naszym kraju, a takie płyty jak ta przyczyniają się do tego aby tak właśnie było.
Wydawniczo także wyszło solidnie, i poza ciekawą i odnoszącą się do pierwszej części "Future of the Past" grafiką, dostajemy opasły booklet z archiwalnymi zdjęciami i notkami biograficznymi każdego z zespołów których kompozycje znalazły się na płycie. Wszystko dopięte na ostatni guzik i nie ma się do czego przyczepić. Ilekroć słucham i spoglądam na owe wydawnictwo to bardzo się cieszę, że dane mi było dorzucić do jego powstania swoje trzy grosze przyczyniając się dzięki temu do powstania tak wartościowej płyty. Wszystkim, którzy jeszcze nie mieli szansy zapoznać się z tym albumem, szczerze polecam!




poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Vader- Before the Age of Chaos: Live 2015 (Witching Hour 2015)

Niniejszy materiał to zapis specjalnego koncertu Vader, który odbył się w Białymstoku 4 Marca 2015. Zespół zagrał wtedy same stare, klasyczne utwory z dem oraz pierwszych płyt. Czy przebili swoje nagrane do tej pory materiały live? Raczej nie, wciąż "Live in Japan" króluje w tej materii, niemniej jednak ów koncert, zarówno gdy słucha się go w wersji audio czy ogląda (dostajemy zarówno płytkę audio jak i dvd), emanuje niezwykłą aurą. Jakiś specjalnych fajerwerków się tu nie znajdzie, brzmienie też nie powala, ale ma coś w sobie. Vader obudził ducha dawnych dni, przypomniał utwory, które mimo tylu lat, zabrzmiały świeżo i porywająco. Słychać co prawda, że Peter ma już nieco zdarte gardło, no ale z takim stażem na scenie i z tyloma koncertami za sobą to kto by nie miał, lecz mimo wszystko daje radę i świetnie prowadzi to piekielne, death metalowe misterium, nie dając publice wytchnąć ani na moment. Może mało tu dialogu z narodem zgromadzonym pod sceną, ale czy jest to tak mocno potrzebne w nie wiadomo jakiej ilości? Najważniejszy jest generalny kontakt, który jest, i sama sztuka, a tej tutaj pod dostatkiem. Vader ze Spiderem (stale jestem pod wrażeniem solówek Marka, mistrzostwo świata!), Halem i Jamesem w składzie to odrodzona bestia, która łoi aż miło na najwyższych obrotach. Zespół przez niespełna godzinę częstował publikę swą energią, pasją i oddaniem najbrutalniejszym dźwiękom poczynając od otwierającego koncert, niemiłosiernego "The Wrath", przez takie klasyki jak "Final Massacre", "Vicious Circle" czy "Dark Age", kończąc wręcz hymnowym "Necropolis". Brawa należą się także za klimatyczną, grobową scenografię (kto nie widział to ma teraz pretekst aby obejrzeć koncert), która była dopełnieniem tego co działo się na deskach sceny w białostockiej "Zmianie Klimatu".
Niniejsza sztuka może i nie przebiła dotychczasowych osiągnięć Vader jeżeli chodzi o wydawnictwa koncertowe, ale z pewnością zasługiwała na rejestrację i wydanie, przede wszystkim za niecodzienną atmosferę i tak genialne odegranie starych, kultowych utworów, zwłaszcza tych jeszcze z lat 80-tych (Giń Psie!). Jak widać na poniższym zdjęciu Witching Hour dołożyło wszelkich starań aby i wizualna oprawa tego materiału była wyjątkowa, wybór Chrisa Moyena na autora okładki był strzałem w dziesiątkę. Wyszło totalnie!!! Wydawnictwo zaiste godne polecenia, i to nie tylko fanom Vader!





piątek, 23 grudnia 2016

Vader- Welcome to the Morbid Reich (Nuclear Blast 2011)

Nadszedł wreszcie czas aby napisać o płycie od której niniejszy blog wziął swoją nazwę. W 2011 roku Vader wypuścił album, którym ostatecznie mnie kupił. Lubiłem już ich wcześniejsze wydawnictwa (zwłaszcza dema oraz album "Revelations"), ale to właśnie "Welcome to the Morbid Reich" sprawił, że ten zespół autentycznie pokochałem i na każdy kolejny materiał czekałem/ czekam z niecierpliwością.


"Welcome to the Morbid Reich" jest tak jakby kolejnym rozdziałem w historii Vader. Zdawać by się mogło, że zespół narodził się tu na nowo. Ponownie nabrał mocy, widać ukłony w stronę "Necrolust" i "Morbid Reich" oraz pierwszych płyt. Brzmienie jest potężne, przestrzenne, kipiące energią. Niechybnie miała miejsce transfuzja świeżej krwi, krwi która na nowo napędziła tą bestię. Na tym krążku zaczęła wybijać się pewna chwytliwość i nieco bardziej wyczuwalna thrashowa estetyka spod znaku Slayer, która wcześniej nie była przez grupę tak znacząco eksploatowana. Znakomicie prezentują się pojedynki gitarowe między Peterem, a Pająkiem. Solówki pierwsza klasa! Kawał dobrej roboty za garami odwalił też Paweł Jaroszewicz, sekcja rytmiczna to istny taran który miażdży każdą napotkaną przeszkodę!
Na limitowaną edycję płyty, którą posiadam i którą poniżej przedstawiłem, składa się 14 kompozycji (z czego dwa covery jako bonus do tego wydania), z których wyróżniłbym następujący po intrze, tytułowy "Welcome to the Morbid Reich", najdłuższy, pełen zmian tempa "I Am Who Feasts Upon Your Soul", "Lord of Thorns" z prostym, nośnym refrenem oraz wieńczący album "Black Velvet and Skulls of Steel", który wyróżnia się czasem wręcz heavy metalowym feelingiem. Warto też wspomnieć o ponownie nagranym i podrasowanym brzmieniowo "Decapitated Saints", wyszedł przednio i nie musi wstydzić się zestawienia z oryginałem.
Kolejna sprawa do bardzo udana, klimatyczna okładka autorstwa Zbigniewa Bielaka, który tworzył artworki min. dla Mayhem, Ghost, Watain, Paradise Lost. Dzieło mocno nawiązuje do grafik z dema "Morbid Reich" czy chociażby epki "Sothis". Pasuje tutaj jak ulał i wyśmienicie wieńczy całość.
Co się tyczy końcowych refleksji, nie brakuje osób, które stękają na obecne oblicze Vader, no ale wiadomo, każdemu się nie dogodzi. Ważne, że zespół robi konsekwentnie to co mu się aktualnie widzi nie oglądając się na nikogo. Wiadomo wtedy, że jest to sztuka szczera do bólu. Do mnie to trafiło i cieszy mnie, że ich gra idzie obecnie w takim, a nie w innym kierunku. Wracając do opisywanej płyty, cóż, jak dla mnie rewelka! Kolejny monument w dyskografii Vader!



wtorek, 22 listopada 2016

Vader- The Empire (Witching Hour 2016)

Jest wreszcie najnowszy Vader. Co prawda odsłuch planowałem dopiero na dziś, ale już wczoraj wieczorem zabrakło mi cierpliwości, przemożna chęć zapoznania się z tym materiałem, a co za tym idzie także przybliżenia go wam przezwyciężyła zmęczenie.
Wrażenia co do płyty mam dobre, a nawet bardzo dobre bo widzę, że Vader dalej idzie w to co tak podpasowało mi na "Tibi Et Igni", czyli więcej thrashowych niż death metalowych elementów napędza i rządzi na tej płytce (co w wykonaniu Vader bardzo mi odpowiada, a wiadomym już jest dla was, że za thrashem tak mocno nie szaleję, więc potrzebne jest tu coś więcej aby mnie przyciągnąć). Ba, można tutaj nawet doszukać się nutek heavy metalowych ("Iron Reign"). Sprawdziło się też moje przypuszczenie jakoby jednymi z lepszych/ ciekawszych numerów na krążku będą znakomity "Prayer to the God of War" oraz "Parabellum", które to znalazły się na epce "Iron Times" i które już przyszło mi zachwalać przy recenzji tegoż mini- albumu. Kolejnymi, które szczególnie sobie na "The Emipre" upodobałem są wściekły i rozpędzony, trwający niecałe trzy minuty "Tempest" oraz "The Army- Geddon", którego riffy biorą słuchacza szturmem. Pozostała część albumu moim zdaniem jakoś specjalnie nie wychodzi przed szereg, ale nie znaczy to, że jest zła, wszystko trzyma poziom. Płyta jest także o prawie dziesięć minut krótsza od swojej poprzedniczki i nieco bardziej skondensowana. Tutaj rządzą krótsze, mniej rozbudowane, ale bardzo chwytliwe i dynamiczne utwory, których słucha się jednym tchem. Jest to twór bardziej prostolinijny w swojej formie. Co prawda "The Empire" w moich oczach "Tibi Et Igni" nie przebił, ale słabszy też nie jest, jest to fajna, mocna płyta, która trzyma kurs. Mam wrażenie, że zespół podszedł do niej na kompletnym luzie. I o to chodzi!
Podsumowując, Vader zaserwował nam dzieło jak najbardziej zadowalające, solidne, zachwytów jakiś ogromnych tu nie ma, ale płyta się broni i pokazuje, że zespół cały czas jest w znakomitej formie. "The Empire" mogę z czystym sumieniem polecić, uważam, że każdy znajdzie na niej coś co mu podpasuje, dokładnie tak jak to miało miejsce u mnie. Dobra robota Vader!



poniedziałek, 14 listopada 2016

Vader- Tibi Et Igni (Nuclear Blast 2014)

Jako, że niebawem zabiorę się za recenzowanie najnowszej płyty Vader postanowiłem, że przypomnę jej poprzedniczkę, tym bardziej, że jeszcze nie miałem okazji o niej pisać. Bez ogródek powiem, że dla mnie "Tibi Et Igni" było objawieniem. Od bardzo dawna lubię i cenię Vader ponad wiele innych zespołów grających w podobnym stylu, ale ten album przypadł mi do gustu szczególnie. Bardzo podoba mi się na nim mocne, klarowne brzmienie i coraz większe ukierunkowanie na bardziej thrashowe, niż death metalowe brzmienia, chociaż i tych tu nie brakuje.
Płyta zaczyna się podniosłym, neoklasycznym intrem by za chwilę zafundować nam jazdę w typowym vaderowskim stylu serwując "Go to Hell", rozpędzony, kipiący magmą kawałek. Kolejnymi highlightami są tutaj mój faworyt "Triumph of Death", chyba jeden z bardziej nośnych utworów jakie zespół kiedykolwiek nagrał, zapamiętuje się go momentalnie, emanujące mocą i energią "Hexenkessel" oraz "The Light Reaper", no i wreszcie, nico wolniejszy, ale mocarny niczym czołg "The End", który kończy właściwą część płyty. Na posiadanym przeze mnie wydaniu limitowanym dodano jeszcze dwa utwory bonusowe. Pierwszy z nich to odnowiony "Necropolis", jedna z pierwszych kompozycji skomponowanych przez Vader, brzmi to niesamowicie, połączenie starego, dobrego heavy metalu z obecnym obliczem grupy. Często lubię do niego wracać i uważam, że zespół powinien grać go na każdym możliwym koncercie. Killer! Drugi to cover grupy Das Ich "Des Satans Neues Kleider", który jest kompletnie nie w moich klimatach, więc wstrzymam się tutaj z oceną.
Teraz kwestia oprawy graficznej. Nie powiem, bardzo podoba mi się okładka stworzona przez Joe'a Petagno, który tworzył już min. dla Motorhead, Angelcorpse, Vital Remains czy Deiphago. W pełni oddaje klimat płyty i autentycznie może dawać bodziec do sięgnięcia po płytę w przypadku gdy nie zna się jej zawartości. Jest moc!
Vader nagrał bardzo świeży, pełen pomysłów album na którym wciąż czuć ich pasję do grania oraz ogromne pokłady energii. Wcale nie słychać, że to już ponad 30 lat na scenie, oznak wypalenia próżno tu szukać. Jest świetnie i oby tak dalej!
Poniżej limitowany digipak z Nuclear Blast oraz koreańskie wydanie jewelcase z Avalon/ Evolution Music. Bonusy w obu wydaniach takie same, niemniej jednak koreańska wersja ma w booklecie o dwie strony z fotami zespołu więcej niż wydanie europejskie.



piątek, 16 września 2016

Vader- Iron Times EP (Witching Hour 2016)

No i jest wreszcie w moich łapach najnowsza epka Vader. Powiem szczerze, że narobiła mi smaka na nadchodzący, pełny album. Dwa zawarte na niej premierowe utwory kipią mocą i wyśmienitym brzmieniem. Tak jak Vader jest zespołem łączącym na swoich płytach thrash i death metal we w miarę zbalansowanym układzie, tak na "Tibi Et Igni" (notabene genialny album, moja pierwsza trójka Vader) poszedł w tą swoją bardziej thrashową stronę. Przynajmniej tak to odbieram. "Iron Times" to kontynuacja tego posunięcia, kawałek "Prayer to the God of War" jest doskonałym tego przykładem. Z resztą "Parabellum" nie jest tak znowu w tyle, choć tutaj ma bliżej do "tradycyjnego" Vadera.
Dalsza część epki to cover "Pięść i Stal" z repertuaru pobocznego projektu Petera Panzer X. Miodzio! Powiem, że wyszło lepiej niż jej oryginał. Takie rzeczy to ja lubię, podobne stylowo do starego- nowego "Necropolis" zamieszczonego jako bonus na ostatniej płycie zespołu. Całość zamyka cover klasyka Motorhead "Overkill". Na plus fakt, że jest zagrany po vaderowsku, ostrzej i szybciej, z własną solówką, bez silenia się na super zgodność z oryginałem. Niemniej jednak nie jest to żadna rewelka, bardziej taki ciekawy smaczek.
Podsumowując, "Iron Times" jest bardzo grzecznym czekadełkiem, które istotnie zaostrzyło mi apetyt na danie główne w postaci zbliżającego się wielkimi krokami "The Empire". Za niewielką cenę zaserwowano fanom bardzo dobre mini- wydawnictwo aby umilić czas do premiery płyty i uchylić rąbka tajemnicy czego możemy się spodziewać w listopadzie. Czekam z niecierpliwością!
A właśnie, bo bym zapomniał. Okładka mistrzostwo! Metalowy Nobel od mojego bloga!
Poniżej wersja kompaktowa epki w bardzo fajnym digipaku oraz limitowana wersja winylowa na ni to żółtym, ni to zielonym, ni to złotym winylu (+ plakat, naszywka i kostka, tych dwóch nie chciało mi się fotografować, wybaczcie). Prezentuje się to wszystko kapitalnie!