Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iron Pegasus Records. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iron Pegasus Records. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 listopada 2020

Eurynomos - From the Valleys of Hades (Iron Pegasus 2020)

Zawsze byłem wielkim fanem Desaster, ale po odejściu Okkulto to już jakoś nie było to samo. Gdzieś ta energia i średniowieczny klimat z charakterystycznymi riffami uleciał, mniej lub bardziej. Na szczęście Okkulto powrócił po latach ze swoim własnym zespołem - Eurynomos. Wydali kilka świetnych EPek, a w tym roku przyszła pora na pełny album - "From the Valleys of Hades". Nie pomylę się zapisując Eyronymos do zespołów pokroju Cruel Force, Nocturnal, Witching Hour czy Triumphant, aczkolwiek będącym nieco wyżej ponad wymienionymi, ze względu na niepowtarzalny klimat. To granie przesiąknięte starym Bathory, Venom, wczesnym Slayer, Sodom, Kreator skoncentrowane na szybkich, nośnych riffach. Tutaj jest też ten duch niegdysiejszego Desaster, którego tak mi brakuje w ostatnich dokonaniach tegoż zespołu. Może nie jest tu tak średniowiecznie jak na "A Touch of Medieval Darkness" czy "Hellfire's Dominion", ale tak czy owak jest coś na rzeczy. Blisko temu do "Tyrants of the Netherworld", ulubionej płyty Okkulto, jaką nagrał z Desaster. Jest ta pasja i moc, która towarzyszyła pierwszemu zespołowi wokalisty Eurynomos. W sumie na to czekałem, to chciałem na tej płycie usłyszeć (już na EPkach było super) i to właśnie dostałem, a nawet lepiej. Niniejszy album jest ich sumą plus jeszcze więcej mocy. Granie już dobrze znane, ale pierwszorzędnej jakości. Nie zaskoczy, ale da satysfakcję ze słuchania, gwarantuję.



English translation:

I've always been a great Desaster fan, but after Okkulto left it wasn't the same. This energy and medieval atmosphere with characteristic riffs has disappeared somewhere, more or less. Fortunately, Okkulto returned years later with his own band - Eurynomos. They have released some great EPs, and this year it's time for a full-length album - "From the Valleys of Hades". I will not make a mistake by adding Eyronymos to the list of bands like Cruel Force, Nocturnal, Witching Hour and Triumphant, however being a bit above the previously mentioned bands having that unique atmosphere. It's a sound in the vein of old Bathory, Venom, early Slayer, Sodom, Kreator focused on fast, punchy riffs. Here is also the spirit of the former Desaster that I miss so much in the recent achievements of this band. It may not be as medieval here as on "A Touch of Medieval Darkness" or "Hellfire's Dominion", but anyway there is something about it. Close to "Tyrants of the Netherworld", Okkulto's favorite album he recorded with Desaster. There is this passion and power that accompanied Eurynomos singer's former band. All in all, I was waiting for it, I wanted to hear it on this album (it was great already on EPs) and that's what I got, and even better. This album is their sum plus even more power. This kind of stuff is already well known, but of first-class quality. It won't surprise you, but it will give you satisfaction from listening, I guarantee.



środa, 24 października 2018

Sabbat- Karisma (Iron Pegasus Records 1999)

Eksplorując japońską scenę podziemną nie wolno pominąć Sabbat, którzy są i byli jej najprawdopodobniej najważniejszą podporą (zaczynali już 1981 jako Evil). Zespół można nie tylko ochrzcić mianem japońskiego Venom, którzy to byli największą inspiracją dla Gezola i spółki, ale także rekordzistami w ilości wydawnictw jakie wypuścili w swojej karierze. Do tej pory nie udało mi się zliczyć ile było tych wszystkich wersji danej płyty, nie wspominając już o tonach splitów, kompilacji, materiałów live i to na wszystkich trzech nośnikach.
Do przybliżenia twórczości tego zespołu wybrałem, moim zdaniem, ich czołowe wydawnictwo "Karisma" z 1999, które jest swoistym pomostem między Sabbat zakorzenionym w brzmieniu Pierwszej Fali, a jego bardziej Thrashowym, ale wciąż mrocznym i diabelskim obliczem. Materiał świetnie łączy obskurne riffy towarzyszące zespołowi już od czasów Epek i dem, poprzez takie albumy jak "Envenom" czy "Disembody" z kompleksowymi kompozycjami okraszonymi świetnymi gitarowymi solówkami. Tutaj pełną paletę swoich umiejętności prezentuje Tamis Osmond, wygrywając w każdym utworze zawiłe, acz kunsztowne pasaże.
Album, jak to na Sabbat przystało, jest bluźnierczy, mroczny i niepokojący. Płytę otwiera budujące atmosferę folkowe intro utworu "Samurai Zombies", mojej ulubionej obok "Charisma" kompozycji z całej twórczości grupy. Lepszego początku być nie może. Kawałek zwiastuje, że zespół zaprasza nas w pełne grozy otchłanie nippońskiego piekła pełnego demonów, diabłów, czarnej magii i umęczonych dusz. Kolejnymi killerami są tu "Orochie", "Okiku Doll of the Devil" oraz zamykający płytę "Japanese Revelation". Warto wspomnieć też o pracy jaką odwala tu sekcja rytmiczna Gezol- Zorugelion. Masjstersztyk! Zawsze w Sabbat położony był mocny nacisk na słyszalność basu i jego osobne, złożone linie, ale od kiedy w zespole została tylko jedna gitara, bas stał się równoważnym instrumentem i jego linie wyraźnie pomrukują przez całą płytę wspomagane świetnie brzmiącą kanonadą perkusji. Zaskakuje tez fakt, że każdy kawałek trwa tu średnio 7-8 minut, także trio Sabbat przyjęło tu nieco bardziej ambitną strukturę swoich utworów (co już nie raz im się zdarzało, przypomnijmy chociażby płytę "The Dwelling"- to jeden godzinny utwór) wyczerpując ich formułę oraz robiąc stosowne miejsce na gitarowe popisy Tamisa. Wychodzi z tego arcyciekawy album o atmosferze tak charakterystycznej dla japońskiej sceny, której to zespoły ekstremalnego podziemia potrafią zaszczepić w swoje dzieła ten piekielny pierwiastek wywodzący się z ich własnej mitologii i demonologii. Płytka mus dla każdego zainteresowanego japońskim, metalowym grańskiem!