Piękna, pełna emocji płyta! Materiał może nie nowy, bo mamy tu utwory ze znanego już repertuaru Wardruny oraz niepublikowane do tej pory kompozycje/ pieśni wykorzystane w serialu "Wikingowie", ale przełamujący pewien schemat znany z "runicznej trylogii". "Skald" to przede wszystkim hołd dla bardów i poetów dawnej Skandynawii, których rola i znaczenie w tamtejszym społeczeństwie była znacząca, będąc wręcz integralną i nierozerwalną częścią kultury (można sobie o nich poczytać min. w booklecie dodanym do płyty). Czym przełamujący to co już dobrze znamy? Raz, że jest to album stricte akustyczny, dosyć skąpy w część instrumentalną (rządzi tu niepodzielnie lira), bogaty zaś niezwykle w wokalną (to 75% albumu), a dwa mający do przekazania właśnie mniej samą muzykę, a przede wszystkim treść i klimat. Można powiedzieć, że to taka folkowa poezja śpiewana o głębokim podłożu emocjonalnym. Dla zagorzałych fanów Wardruny taki materiał może być drobnym zaskoczeniem, co niektórzy mogą pokręcić nosem (gdzie ta epickość, bębny, rogi, chóry...), ale wierzcie mi na słowo, gdy przesłucha się ten album drugi, trzeci raz to niesamowicie zyskuje i zaczyna otwierać przed słuchaczem swój własny świat pełen wspaniałego dziedzictwa. Powiem bez ogródek, że w chwili obecnej oceniam ten materiał najwyżej spośród wszystkich wydanych do tej pory pod szyldem Wardruna! Dlaczego? Przede wszystkim za to jaką dawkę emocji i wartości, w takiej właśnie wersji, ze sobą niesie. Zostały one podkreślone jeszcze bardziej niż na poprzednich płytach, to się tu czuje jak nigdy dotąd. Jest ta swoista magia w niebywale dużym stężeniu.Takie utwory jak "Voluspa", "Ormagardskvedi" oraz "Gravbakkjen" łapią mnie za trzewia w szczególności. Ze względu na to, że płyta w swej warstwie wokalnej i instrumentalnej to praktycznie dzieło tylko i wyłącznie Einara (nagrał tu wszystko sam poza dodatkowymi wokalami w "Fehu"), możemy w pełni podziwiać na "Skald" jego talent wokalny, czy generalnie wykonawczy. Obojętnie wobec tej płyty przejść nie można, a kto miałby zamiar stękać, że nie jest to materiał w stylu poprzednich, cóż niech najpierw sobie trochę tego posłucha, pomyśli, a dopiero potem się wypowie. Każdy kto lubi, wysokiej jakości folk, który nie ogranicza się tylko do wesołej przytupanki, a jest czymś więcej, musi tego albumu posłuchać.
http://www.wardruna.com/
https://www.facebook.com/wardruna/
http://bynorse.com
https://www.facebook.com/bynorse/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą by Norse Music. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą by Norse Music. Pokaż wszystkie posty
środa, 28 listopada 2018
poniedziałek, 19 lutego 2018
Enslaved- Hordanes Land (Candlelight 1993/ By Norse Music 2018)
"Hordanes Land" to nie tylko kamień milowy dla samego Enslaved, ale także bardzo istotne wydawnictwo dla norweskiej sceny ze względu na swój oryginalny charakter i tematykę. Sukces tego mini albumu zespół w znacznym stopniu zawdzięcza samemu Euronymousowi. Podczas jednej z ich wizyt w Helvete puścili mu jeszcze niedokończoną wersję dema "Yggdrasill", które momentalnie zdobyło zainteresowanie Oysteina i to na tyle aby zaproponować zespołowi wydanie płyty w barwach Deathlike Silence. Niedługo potem z Euronymousem skontaktował się Lee Barrett, właściciel dopiero co powstałej Candlelight Records, z prośbą o zarekomendowanie dwóch zespołów na potrzebę pierwszych dwóch Epek oraz splitu na cd. W odpowiedzi usłyszał Emperor oraz właśnie Enslaved. Grutle, Ivar oraz Trym z radością przystali na ofertę i z końcem 1992 weszli na kilka tygodni do studia aby zarejestrować "Hordanes Land". EPka ukazała się w barwach wspomnianego Candlelight w maju 1993 i momentalnie zdobyła sobie uznanie sceny jak i fanów. I nie ma co się temu dziwić, oj nie. Mimo tylu lat od wydania ten materiał wciąż tętni tą unikatową atmosferą i klimatem towarzyszącym wczesnym latom sceny w Norwegii. Enslaved stworzyło tu, jak na tamten czas, jedyną w swoim rodzaju mieszankę zajadłej i surowej Black Metalowej sztuki połączonej z ciekawymi klawiszowymi, nadającymi epickości tłami oraz tematyką osadzoną w nordyckiej mitologii i kulturze (co wcześniej na taką skalę praktykował tylko Bathory, a za przykładem czego poszły później kolejne grupy, jak chociażby Ulver). Mamy tu tylko trzy utwory, ale każdy średnio po dziesięć minut. Są to rozbudowane, niesamowicie wciągające kompozycje, przy których nie idzie się nudzić. Znakomity, wampiryczny wokal i wyeksponowane wyraźnie linie basu Grutle, świetne gitarowe i klawiszowe partie Ivara oraz solidne bębnienie Tryma stworzyły dzieło skończone i tak ważne w ich dorobku. Sam zespół darzy je przeogromnym sentymentem i do tej pory grywa na koncertach utwory z owej Epki.
Podsumowując, to właśnie dzięki takim wydawnictwom jak "Hordanes Land" tak mocno zagłębiłem się niegdyś w Black Metal, który do tej pory pochłania mnie z tą samą mocą. To przykład grania w którym można usłyszeć i poczuć tą szczerą pasję i oddanie wykonywanej muzyce, która zaraża i wciąga już na zawsze. Nieśmiertelny klasyk i osobiście bardzo ważne dla mnie wydawnictwo!
Poniżej przedstawiam tegoroczną reedycję omawianej płyty, która ukazała się z ramienia By Norse Music prowadzonej Einara Selvika (Wardruna), Ivara Bjornsona (Enslaved) oraz Simona Fullemanna. Wznowienie wyszło kapitalnie, chociaż może nie jestem tu do końca obiektywny jako, że brałem drobny udział w owym wydawniczym przedsięwzięciu, no ale jak tu nie chwalić jak jest co. Wydanie zawiera cała masę wspomnień osób związanych ze sceną, muzyków nie tylko Enslaved i norweskiej sceny (min. Faust, Silenoz, Fenriz, Mortiis... ale i Saculagus, Sakis Tolis, Metalion, Yosuke Konishi...), krótkie wywiady, garść zdjęć i memorabiliów oraz bardzo dobrze zrewitalizowaną szatę graficzną wierną oryginalnemu wydaniu. Wszystko w laminowanym digipaku. No żyć nie umierać, tak powinny wyglądać wszystkie reedycje klasycznych materiałów!
Subskrybuj:
Posty (Atom)







