Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Metallica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Metallica. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2016

Metallica- Kill'em All (Megaforce 1983/ Vertigo, Phonogram 1989)

Obok "Killers" Iron Maiden to było moje pierwsze zetknięcie z muzyką metalową, konkretnie chodziło o kawałek "Seek and Destroy". Usłyszałem go w szkolnym radiowęźle, byłem wtedy chyba w 6 klasie podstawówki, może w I Gimnazjum, nie pamiętam już dokładnie. Ważne, że mnie porwał i zaintrygował. W tamtym czasie było to dla moich uszu coś najmocniejszego na świecie, najbardziej ekstremalnego, nieokiełznanego.


Dzisiejszego ranka gdy grzebałem w płytach aby znaleźć coś na dobry początek dnia ku mojemu zdziwieniu znalazłem "Kill'em All". Żyłem w przeświadczeniu, że jakiś czas temu wymieniłem ją na jakiś inny tytuł, a tu niespodzianka. Jako, że najnowszym albumem Mety zachwycony nie jestem postanowiłem oczyścić umysł i odreagować za pomocą "Kill'em All", przypomnieć sobie jak to było gdy ją pierwszy raz usłyszałem mając 14 lat. Daleko jej do mojego ulubionego "Master of Puppets" który wielbić i chwalić będę po wieki wieków, ale ma w sobie sporo autentycznej, młodzieńczej pasji i naiwności, olbrzymie pokłady energii, agresji oraz świeżości (no bądź co bądź była to pierwsza thrashowa płyta jaka ujrzała światło dzienne). Myślę, że materiały takie jak ten nigdy się nie zestarzeją. Surowe brzmienie, tnące riffy, krzykliwe, kipiące furią wokale, to wszystko tutaj jest.
Wydany w 1983 "Kill'em All" był albumem przełomowym. Brytyjski nurt NWOBHM zrodził w Stanach bestię, która rządzić będzie na metalowej scenie przez parę kolejnych lat. Mowa tu nie tylko o Metallice, ale o całym nurcie thrash metalowym. Lars i James natchnieni takimi zespołami jak nie tylko klasyczne Black Sabbath czy Deep Purple, ale także Venom, Motorhead, Tygers of Pan Tang czy ich ulubione Diamond Head, przesunęli muzykę metalową na kolejny pułap- głośniej, ciężej, szybciej! Nie chcę tu analizować po kolei każdego kawałka z płyty bo myślę, że są wam znane aż za dobrze, to taka trochę thrashowa biblia, mało kto nie słyszał takich killerów jak "The Four Horsemen", "Whiplash", wspomniany wcześniej "Seek and Destroy" czy chociażby "Hit the Lights". No klasyka i nie da się o tej płycie powiedzieć nic więcej ponad to co już przez te wszystkie lata zostało powiedziane, a jakakolwiek rekomendacja jest zbyteczna.
"So come on, jump in the fire"!!!


sobota, 16 lipca 2016

Albumów Czar

Pewnie niejednokrotnie mieliście okazję zetknąć się z książkowymi biosami zespołów wydanymi w formie albumów. Wydawnictwa tego typu są o tyle atrakcyjnie, że często zawierają całe mnóstwo archiwalnych zdjęć danej grupy z całego okresu jej działalności. Okraszone są także różnymi memorabiliami i w większości przypadków wydane w twardej oprawie co znacznie podnosi ich walory estetyczne i nieco uodparnia na upływ czasu. Co się natomiast tyczy zawartości tekstowej to oczywiście okrojona jest z wielu detali i wnikania w biografię w takim stopniu jak czynią to inne tego typu publikacje. Niemniej jednak cała podstawowa wiedza na poziomie muzycznym o danym zespole jest zawarta, każda płyta dokładnie omówiona, jest nawet trochę ciekawostek i faktów. Także jak najbardziej ok. Jeżeli ktoś nie pali się do wnikliwego zgłębiana wszelakich niuansów o zespole, to wiedza zawarta w tych albumach w zupełności wystarcza. Nie da się ukryć, że głównym atutem tych książek jest warstwa graficzna i tak na prawdę dla niej się je kupuje. Myślę, że każdy fan lubi tego typu smaczki. Warto zatem sięgnąć po te pozycje jako fajny zbiór archiwaliów dotyczących poszczególnej grupy. Fajnie jest po czasie do nich wrócić i poprzeglądać podczas słuchania płyt.
Poniżej przedstawiłem wam trzy tego typu tytuły dotyczące Metallici, AC/DC i Iron Maiden, które obecnie posiadam. Każda solidnie wydana z dbałością o szczegóły. Sporo tego typu publikacji wydawanych jest też w języku angielskim, od czasu do czasu można je dorwać na aukcjach lub w dobrych antykwariatach z bogatym zasobem. Ostatnio będąc w Gdyni natknąłem się na taki album o Motley Crue, wydany był kapitalnie, a i cena przystępna... Do tej pory pluję sobie w brodę, że go nie wziąłem. Reasumując, warto mieć kilka takich albumów na półce bo zawsze z chęcią się do nich wraca.





czwartek, 14 lipca 2016

Metallica- And Justice for All (Vertigo 1988)

Kto z nas nie stawiał pierwszych kroków w świecie metalowej muzyki bez towarzyszących mu płyt Metallica? Chyba nie ma takich przypadków, a jeżeli nawet to są to wyjątki potwierdzające regułę. Metallica była, jest, i będzie zespołem ponadczasowym o nieocenionym wprost wkładzie w metalową sztukę. Kto z nas w trakcie dorastania nie był pod wrażeniem ich dokonań z lat 80-tych, dla kogo nie był to w swoim czasie szczyt ekstremy? Masa wspomnień, godziny spędzone przy muzyce. To wszystko niesie ze sobą ten zespół.


"And Justice for All" to czwarty album w dorobku grupy, a za razem kończący pewien okres w ich karierze. Po nagraniu w 1986 "Master of Puppets", oraz tragicznej śmierci Cliffa Burtona Metallica stała przed trudnym zadaniem. Musieli na nowo zebrać siły, znaleźć kogoś kto zastąpiłby Cliffa (o ile w ogóle można było go zastąpić) oraz nagrać album, który sprostałby wysoko postawionej przez poprzednika poprzeczce. Powstała płyta nietuzinkowa. Thrash metal otwarcie flirtuje tu z metalem progresywnym. Kompozycje są długie, rozbudowane, spotykamy się ze zmianami tępa, ciekawymi gitarowymi pasażami. Znakomitym przykładem jest tu utwór tytułowy, "The Frayed Ends of Sanity", czy genialny, instrumentalny "To Live is to Die" w którym wykorzystano partie skomponowane jeszcze przez Butrona. Nie brak tu też mocnych thrashowych petard jak otwierający "Blackened" czy zamykający album, gwałtowny "Dyers Eve". Perłami, a jednocześnie moimi faworytami są tu singlowe, "Harvester of Sorrow", "Eye of the Beholder" (z niesamowicie chwytliwą partią gitar) oraz znakomity, balladowy "One" do którego zespół nagrał swój pierwszy teledysk.
Niestety, płyta ma jeden zasadniczy i myślę, że słyszalny minus. Chodzi mianowicie o brzmienie, a konkretnie o perkusję i bas. Perkusja brzmi tutaj jak za przeproszeniem puszki, czy inne wiadra. Wyszło to bardzo kiepsko, ciekawe, mocne partie zostały totalnie znokautowane przez producenta. Wyobrażam sobie jakby potężnie album mógł zabrzmieć z garami z "Master of Puppets". Partii basu też się oberwało i to nawet bardziej. Praktycznie jej nie słychać, a niektórym może wydać się, że basu tam po prostu nie ma. Cóż, później Jason Newsted sam przyznał, że ścieżki przez niego nagrane były wycinane, ktoś przy nich grzebał itd. Efekt takich działań nie był specjalnie trudny do przewidzenia.
Niemniej jednak, pomimo swoich produkcyjnych niedociągnięć ta płyta to istna kopalnia świetnych kompozycji na najwyższym poziomie. Moim skromnym zdaniem "And Justice for All" może z dumą stać obok "Master of Puppets", choć w pewnym sensie tak inny, ale równie wybitny. Metallica pokazała wtedy światu, że nie ma na nią mocnych.