Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ols. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ols. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 kwietnia 2020

Ols - Widma (Pagan Records 2020)

"Widma" to trzeci pełny album folkowego/neofolkowego projektu, za którym stoi Anna Maria Oskierko, wokalistka i multiinstrumentalistka. Słyszałem dwa poprzednie krążki i muszę powiedzieć, że "Widma" są tym najdojrzalszym i najbardziej klimatycznym. W sumie koncept obracający się wokół tematyki przemijania i śmierci, jesieni życia zobowiązuje do konkretnej atmosfery. Cieszę się bardzo, że Ols trafił wraz z tym albumem pod skrzydła Pagan Records. Tomasz jest otwarty na dobrą muzykę, nie tylko stricte metalową, o czym świadczy chociażby wydanie Yearn of the Wicked. Ols zasługuje na dostrzeżenie i dobrego wydawcę. No, ale wróćmy do samej płyty. "Widma" to gra emocji, tych bardziej mrocznych folkowych dźwięków, pasaży linii wokalnych budujących atmosferę - mantrycznych, szamańskich, tworzących specyficzną aurę. Z jednej strony jest to bardzo refleksyjne, z drugiej nawet niepokojące, ale wciągające w ten swój spowity mrokiem świat. Wszystko otaczają bardzo fajne bębny i płynące w tle, hipnotyczne melodie. Za utwór sztandarowy uznaję tu "Siostry", jest pełen klimatu i bardzo chwytliwy, mimo swojej lekko ponurej otoczki. Momentalnie zaczyna nucić się pod nosem jego tekst. Ma tu również swoje pięć minut gitara elektryczna, która pięknie wybrzmiewa w "Ukojeniu". Ciekawe urozmaicenie jak na stricte folkowy album.
Powstała bardzo ciekawa, kompleksowa płyta i, tak jak wspomniałem, bardzo emocjonalna. Słychać tu inspiracje Heilung, Wardruną, Tenhi czy Myrkur. W moim mniemaniu Ols zasługuje, aby stawiać go obok tych zespołów, bo to w sumie jest taki nasz Heilung, tylko mniej pierwotny, "plemienny", a bardziej kontemplacyjny, refleksyjny. No i jednoosobowy. I tu Ania zasługuje na ogromny szacunek, bo cały album to przede wszystkim jej praca. Kto lubi folkowe granie, nie powinien przejść obok tej płyty obojętnie. Rzekłem!

https://www.facebook.com/Olsproject/
https://olsproject.bandcamp.com/
https://pagan-records.com/

English translation:

"Widma" is the third full album of the folk/neo-folk project created by Anna Maria Oskierko, vocalist and multi-instrumentalist. I heard the previous two albums and I have to say that "Widma" is the most mature and atmospheric one. All in all, the concept revolving around the subject of transience and death, autumn of life obliges to a specific atmosphere. I am very happy that Ols signed a deal with Pagan Records for this album. Tomasz is open to good music, not only strictly metal, as evidenced by the release of Yearn of the Wicked. Ols deserves to be heard wider and gain a good publisher. Well, let's get back to the album itself. "Widma" is a game of emotions, those more darker folk sounds, passages of vocal lines building the atmosphere - mantric, shamanic, creating a specific aura. On the one hand it is very reflective, on the other it is even disturbing, but it draws you into this dark world. Everything is surrounded by very nice drums and hypnotic melodies flowing in the background. I consider "Siostry" to be the flagship song here, it is full of climate and very catchy, despite its slightly gloomy feeling. You immediately begin to sing its lyrics while listening. Electric guitar has its five minutes as well, which beautifully sounds in "Ukojenie". Interesting variety for a strictly folk album.
A very interesting, comprehensive record was created and, as I mentioned, very emotional. Heilung, Wardruna, Tenhi and Myrkur inspirations are heard here. In my opinion, Ols deserves to be put next to these bands, because it's actually our Polish Heilung, only less tribal, and more contemplative, reflective. And it's one man project. And here Ania deserves great respect, because the whole album is primarily her work. Who likes folk stuff should not pass by this album indifferently. I have spoken!




środa, 7 lutego 2018

Ols- Ols (wydanie własne 2017)

Dziś pozwoliłem sobie odjechać w trochę inne muzyczne rejony. Recenzja jak i sama płyta dosyć wyjątkowa, bo nie do końca z metalem związana. Zdobyłem się na kilka słów refleksji odnośnie Ols, ze względu na nietuzinkowość i klimat tego materiału, a i wziąłem pod uwagę fakt, że już od wielu lat muzyka folkowa ma kilka wspólnych mianowników z metalem i oba gatunki już wielokrotnie były ze sobą łączone. W tym momencie mniejsza o to czy z mniejszym czy większym skutkiem.
Na Ols wpadłem przez czysty przypadek odświeżając sobie nieco temat muzyki folkowej pobudzony przez odsłuch debiutanckiego krążka Letenicy. Ols porusza się po bardziej mrocznej, transowej, nostalgicznej, wręcz refleksyjnej stronie folku. Utwory na debiutanckiej płycie utrzymane są dokładnie we wspomnianej stylistyce i klimacie, co może sprawić, że odbiór takiej formy tej muzyki może nie być w tym samym stopniu przyswajalny (i raczej nie jest), co ten bardziej utarty, melodyjny i chwytliwy jej wizerunek, który spotyka się najczęściej. Można jeszcze pokusić się o stwierdzenie iż kompozycje Ols, korespondują nieco z szamańskim, rytualnym obszarem tej sztuki, co nadaje kompozycjom pewnego mistycznego charakteru i aury (swoje trzy grosze dodają także niebanalne teksty). Najważniejszą cechą płyty, jak i znakiem rozpoznawczym Ols, są wielowarstwowe wokale, na które położony jest szczególny nacisk. Są kompleksowe, o różnej skali i bardzo oryginalnej, delikatnej barwie. Zarówno one jak i cała warstwa instrumentalna jest dziełem tylko jednej osoby (wyjątkiem są gościnne partie gitar w utworze "Woda", które nagrał Zagreus z zespołu Jarun). Ze względu na to należy się tutaj szacunek, zarówno za talent jak i ogrom pracy. Wracając do samej muzyki, jednym słowem takie klimaty trzeba lubić i trzeba być w odpowiednim nastroju do ich słuchania, wtedy właśnie ta płyta ma szansę w pełni odkryć to co ma do zaoferowania i zarazić swoją magią. Jako przedsmak całości, polecam posłuchać sobie takich utworów jak "Drzewa" (mój numer jeden z całego rozkładu jazdy) czy "Krew na Mchu", w którym zawarte jest fajne przyspieszenie stające odrobinę w kontraście do głównego, melancholijnego nurtu albumu. I jeszcze jedno, warto wyróżnić nagrane tu covery utworów z repertuaru Katatonii i Agalloch. Gdyby nie język angielski, można by pomyśleć, że to autorskie kawałki Ols, tak misternie zostały wplecione w stylistykę projektu. Podsumowując, tym którzy lubią sobie czasem uciec w folkowe klimaty, i bynajmniej nie mam tu na myśli skocznej przytupanki, jak najbardziej polecam, jest czego posłuchać i w czym się zatracić.

https://www.facebook.com/Olsproject/
https://olsproject.bandcamp.com/releases
https://www.youtube.com/channel/UCCVEuWTByrl_O8GhEtocAyg