poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Dimmu Borgir- Enthrone Darkness Triumphant (Nuclear Blast 1997)

Nie dość, że "Enthrone Darkness Triumphant" uważam za najwybitniejsze dokonanie Dimmu Borgir, to jeszcze zaliczam ją do moich ulubionych płyt black metalowych. Podejrzewam, że niektórym może być to nie w smak, ale cóż, taka jest moja opinia. Jest to album bardzo ambitny, to też olbrzymi krok naprzód w twórczości w stosunku do ich dwóch poprzednich wydawnictw. Wielu siedziało by i rok i nie wymyśliło tego co jest na tym krążku. Mamy tu dzieło dojrzałe, przepełnione symfoniką, wpadającymi w ucho melodiami oraz harmonią gitar i klawiszy (notabene odgrywających tu bardzo znaczącą rolę). Bynajmniej płyta nie traci przez to na mocy i odpowiedniej dawce mroku, tyle, że w bardziej subtelnej postaci. Kompozycjom nie brak też patosu, a Shagrath jest tu w swojej szczytowej formie, smagając demonicznymi wokalami niczym batem. Na uwagę zasługuje też praca perkusji. Tjodalv udowadnia, że nie jest pierwszym lepszym wyrobnikiem.


Co się tyczy samych kompozycji, bezapelacyjnie tryumfy świecą tu otwierający płytę "Morning Palace", mój osobisty faworyt "In Death's Embrace" (od kiedy znam ten album to nie mam tego kawałka dosyć), majestatyczny "Entrance" oraz zamykający płytę "A Succubus in Rapture" (nobel za intro!). Ciekawym smaczkiem może być zagrana w heavy metalowym stylu wstawka wewnątrz "Master of Disharmony". Zespół daje tu upust swojemu uwielbieniu dla klasycznej metalowej sztuki spod znaku chociażby Accept.
Płytę uwieczniła dosyć słynna trasa u boku Cradle of Filth oraz Dissection- "Gods of Darkness tour" (niebawem wrzucę na fb jakąś ciekawą fotkę z tej trasy). Fragmenty występów Dimmu Borgir i Dissection z tej trasy okraszone krótkimi wywiadami ukazały się jako split video "Live & Plugged vol.2" w 1997 roku.
Wątpliwości nie ulega fakt, że wczesna twórczość Dimmu Borgir ma coś w sobie. Ma niesamowitą atmosferę, pełna jest pomysłów, wizerunek grupy też był wtedy odpowiedni (wiecie o czym mowa), no może wykluczając "Pana Cylindra". Nie powiem, mam do ich muzyki słabość, a zwłaszcza do pierwszych 3 albumów, nigdy mi się nie znudzą, cały czas odkrywam je na nowo. Tym co nie znają (wątpię czy znajdą się jeszcze takie osoby) szczerze polecam! To po prostu trzeba znać i koniec.