wtorek, 12 lipca 2016

Symbolic Immortality- Zapomniana perła polskiego death metalu

Historia pokazuje, że bardzo wiele było dzieł które zabłysły i raptownie zgasły. Wiele był zespołów jednej płyty, płyt które dopiero po czasie zyskiwały uznanie lub, które z powodu słabej promocji, niewłaściwego czasu, czy po prostu nieszczęśliwego zbiegu okoliczności przepadały bez echa. Taki los spotkał min. nasz rodzimy Symbolic Immortality. Zespół wyjątkowy nie tylko ze względu na wokalistkę (!) Renatę "Miriam" Lebiedzką, która radziła sobie z growlem nie gorzej niż męscy eksperci w tej dziedzinie, ale także na samą muzykę. Zespół zaczynał w 1991 w kompletnie innym składzie instrumentalnym niż ten który zarejestrował debiutancki album. Przetrwał tylko 3 lata i mimo znakomitego przyjęcia rozpadł się, a każdy z muzyków poszedł w swoją stronę. Z tamtego czasu nie ma niestety żadnego materiału demo, a przynajmniej nic mi o takowym nie wiadomo.
Płyta "Decision is Power" z 1995 (jedyny album grupy wydany pierwotnie na taśmie przez nieistniejące już Baron Records) to rasowy, konkretny death metal w którym słychać wpływy takich klasyków jak Bolt Thrower czy Hypocrisy. Mimo to widać, że zespół ma własny pomysł na granie i niespecjalnie ma ochotę odtwarzać utarte schematy, bez wątpienia jest oryginalnie. Ciekawą rzeczą jest fakt, że płytę nagrywali ludzie którym nie było zbytnio po drodze z wykonywaną przez nich muzyką, nie licząc Miriam. Tworzyli tak jakby pod jej wokal. Nic zatem dziwnego, że pomimo dobrych opinii i zainteresowania niedługo po nagraniu albumu zespół rozszedł się bezpowrotnie.
Wielka szkoda, że grupa z takim potencjałem i oryginalnością przepadła. Przyczynił się do tego w znacznej mierze brak szczęścia do zainteresowanych tematem muzyków i prawdopodobnie kulejące zabiegi promocyjne. Ważne jest żeby o takich zespołach pamiętać i co jakiś czas przypominać o ich skromnym, aczkolwiek bardzo wartościowym dorobku. Symbolic Immortality do takich z pewnością należy, to jedna z zapomnianych pereł polskiej sceny metalowej.
Do wznowionej przez Dywizję Kot wersji rzeczonego krążka dodane zostały także wersje demo niektórych utworów, które znalazły się na płycie. Ponad to mamy w booklecie krótką biografię grupy uzupełnioną wspomnieniami Miriam oraz odrobinę archiwalnych fotografii.
Krótka piłka, tą płytę trzeba mieć, a przynajmniej wypada znać. Kawał świetnego grania!