czwartek, 14 lipca 2016

Metallica- And Justice for All (Vertigo 1988)

Kto z nas nie stawiał pierwszych kroków w świecie metalowej muzyki bez towarzyszących mu płyt Metallica? Chyba nie ma takich przypadków, a jeżeli nawet to są to wyjątki potwierdzające regułę. Metallica była, jest, i będzie zespołem ponadczasowym o nieocenionym wprost wkładzie w metalową sztukę. Kto z nas w trakcie dorastania nie był pod wrażeniem ich dokonań z lat 80-tych, dla kogo nie był to w swoim czasie szczyt ekstremy? Masa wspomnień, godziny spędzone przy muzyce. To wszystko niesie ze sobą ten zespół.


"And Justice for All" to czwarty album w dorobku grupy, a za razem kończący pewien okres w ich karierze. Po nagraniu w 1986 "Master of Puppets", oraz tragicznej śmierci Cliffa Burtona Metallica stała przed trudnym zadaniem. Musieli na nowo zebrać siły, znaleźć kogoś kto zastąpiłby Cliffa (o ile w ogóle można było go zastąpić) oraz nagrać album, który sprostałby wysoko postawionej przez poprzednika poprzeczce. Powstała płyta nietuzinkowa. Thrash metal otwarcie flirtuje tu z metalem progresywnym. Kompozycje są długie, rozbudowane, spotykamy się ze zmianami tępa, ciekawymi gitarowymi pasażami. Znakomitym przykładem jest tu utwór tytułowy, "The Frayed Ends of Sanity", czy genialny, instrumentalny "To Live is to Die" w którym wykorzystano partie skomponowane jeszcze przez Butrona. Nie brak tu też mocnych thrashowych petard jak otwierający "Blackened" czy zamykający album, gwałtowny "Dyers Eve". Perłami, a jednocześnie moimi faworytami są tu singlowe, "Harvester of Sorrow", "Eye of the Beholder" (z niesamowicie chwytliwą partią gitar) oraz znakomity, balladowy "One" do którego zespół nagrał swój pierwszy teledysk.
Niestety, płyta ma jeden zasadniczy i myślę, że słyszalny minus. Chodzi mianowicie o brzmienie, a konkretnie o perkusję i bas. Perkusja brzmi tutaj jak za przeproszeniem puszki, czy inne wiadra. Wyszło to bardzo kiepsko, ciekawe, mocne partie zostały totalnie znokautowane przez producenta. Wyobrażam sobie jakby potężnie album mógł zabrzmieć z garami z "Master of Puppets". Partii basu też się oberwało i to nawet bardziej. Praktycznie jej nie słychać, a niektórym może wydać się, że basu tam po prostu nie ma. Cóż, później Jason Newsted sam przyznał, że ścieżki przez niego nagrane były wycinane, ktoś przy nich grzebał itd. Efekt takich działań nie był specjalnie trudny do przewidzenia.
Niemniej jednak, pomimo swoich produkcyjnych niedociągnięć ta płyta to istna kopalnia świetnych kompozycji na najwyższym poziomie. Moim skromnym zdaniem "And Justice for All" może z dumą stać obok "Master of Puppets", choć w pewnym sensie tak inny, ale równie wybitny. Metallica pokazała wtedy światu, że nie ma na nią mocnych.