piątek, 8 lipca 2016

Pentagram- Anatolia (Century Media 1997)

Dziwna płyta. Nie da się nijak zaszufladkować na potrzeby tej recenzji. Na tym krążku turecki Pentargam (znany też pod nazwą Mazarkabul) stworzył totalny miszmasz. Mamy tutaj sporo wpływów z ich rodzimego folku (jak słucham takiego "Gunduz Gece" to przypomina mi się obiad w greckiej knajpie, pełno tu wstawek rodem z bliskiego wschodu), klasycznych heavy metalowych zagrywek oraz dosyć dużo thrashowych motywów, progresywne wstawki też by się znalazły tu i tam. Jednym słowem ciężko jest ją wrzucić na jakiś jeden konkretny tor. To po prostu metal, ale metal z typu tych nieprzewidywalnych. Jeżeli wcześniej nie znało się zespołu i zobaczyłoby się okładkę tej płyty to pierwsze co przychodzi na myśl to to, że będzie to coś w stylu Moonspell czy Samael. A tu nic z tych rzeczy, chociaż może jakieś drobne podobieństwa do Moonspell są, ale znikome. Jednym słowem w takiej sytuacji osoba kupująca byłby mocno zaskoczona, czy pozytywnie, czy negatywnie to już kwestia gustu. Za chiny nie rozumiem też po co umieścili na płycie dwa razy utwór tytułowy, może chcieli podkreślić jaki jest świetny. Ale czy istotnie jest? Cóż, ocenę pozostawiam wam. Najciekawszymi kawałkami do próbnego odsłuchu są "1000 In the East" posiadający ciekawy, nośny riff, "Stand to Fall", instrumentalny "Time" oraz pseudo ballada "Give me Something to Kill the Pain". Pomyłką jest natomiast chaotyczny"On the Run", który nie pasuje do reszty i burzy układ albumu, stylistycznie mocno odstaje.
Z całą pewnością nie jest to płyta dla każdego. Stanowczo odradzam tym którzy przede wszystkim trzymają się tradycyjnego metalu i nie mają ochoty na eksperymenty. Niemniej jednak jest to album nietuzinkowy, oryginalny, aczkolwiek specyficzny i nie dla każdego odbiorcy. Myślę, że mógłby spodobać się fanom Dream Theatre. Ja osobiście nie specjalnie szaleję za tą płytką, ale od czasu do czasu ją sobie odpalam, uszy nie bolą, a urozmaicenie czasem się przyda.