czwartek, 13 października 2016

Behemoth- The Satanist (Mystic Production 2014)

Podjudzony poniekąd obecnym szumem wokół koncertów Behemoth na naszej ziemi postanowiłem po ok. dwu letniej przerwie znów sięgnąć po ich ostatni album "The Satanist". Ostatni raz słuchałem tej płyty zaraz po jej premierze, wtedy jakoś specjalnie mnie nie powaliła. Słychać było, że zespół poszedł w odrobinkę innym kierunku w stosunku do poprzednich albumów. Trochę inna stylistyka, mniej karkołomnych prędkości na rzecz bardziej klimatycznych kompozycji.
Czy przez te dwa lata zmieniło się coś w moim odbiorze tego albumu? Cóż, wydaje mi się, że tak. Słuchało mi się tego jakoś lepiej, bardziej zauważałem pewne smaczki, które wcześniej gdzieś przede mną uciekły. Najjaśniejszymi punktami, które nieco zmieniły moje podejście do tego dzieła jest mroczny i majestatyczny "Ora Pro Nobis Lucifer", który buduje bardzo ciekawy, niepokojący klimat, "Ben Sahar" gdzie fajnie zgrały się z całością chóry i w którym zauważam obecność wpływów zaczerpniętych z gatunku thrash/ heavy (na koncerty w sam raz) oraz "In the Absence ov Light". Ten ostatni uważam za najbardziej udany ze wszystkich obecnych na albumie. Ma wpadający w ucho motyw przewodni i raptowne, nastrojowe zwolnienie w środku gdzie Nergal recytuje cytat z Gombrowicza. Naprawdę genialny kawałek.
Do słabszej części zaliczyłbym otwierający płytę "Blow Your Trumpets Gabriel", który od razu przywodzi mi na myśl "Ov Fire and the Void", oraz "Messe Noire". Oba te kawałki moim zdaniem powielają nieco wyeksploatowane już pomysły nie wnosząc niczego nowego.
Czy polubiłem "The Satanist"? Tego jeszcze nie wiem, na chwilę obecną jest mi mniej obojętny niż był przedtem, obiór był na tyle pozytywny, że z czasem pokuszę się kolejne odsłuchy i wtedy upewnię się czy to album na chwilę, czy też na dłużej. Niewątpliwie widać tu i słychać pewne zmiany, tak jakby początek jakieś nowej ścieżki, którą Behemoth chce podążyć. Wizerunek jakby nieco inspirowany Watain, słyszalne zmiany w kompozycjach utworów,trochę inny klimat, estetyka. Oczywiście nadal słyszymy cechy wypracowane przez zespół przez lata, ale nie można nie odnieść wrażenia, że w tą bestię wpompowano sporo świeżej, nowej krwi. Ciekawi mnie w jakim kierunku to teraz pójdzie i co zaprezentują na kolejnej swojej płycie.
Podsumowując, kapcie mi co prawda nie spadły, ale też nie utopiłem twarzy w dłoniach czując zażenowanie. Po prostu jest naprawdę nieźle, bez specjalnych fajerwerków, ale bez powodu do wstydu. Solidna płyta zwiastująca naprawdę intrygujące rzeczy!