sobota, 18 listopada 2017

Kat- Bastard (Silton 1992/ Metal Mind 2016)

Wydany w 1992 roku "Bastard" otwierał nowy rozdział w historii Kat. Zespół na nowo się zszedł po krótkotrwałej absencji na metalowej scenie, przybyło nowych członków w osobie Jacka Regulskiego, który zasilił skład drugą gitarą, oraz Krzysztofa Oseta na basie.
W ostatnim z wywiadów dla "Teraz Rocka" Roman Kostrzewski określił "Bastard" jako płytę na której jest mnóstwo kreatywnego chaosu. To prawda. Płyta jest mocna, agresywna brzmieniowo, a zarazem bogata w ciekawe riffy i sporo połamanych struktur i zagrywek. Sporo na niej gitarowych galopad na złamanie karku, które potrafią nagle zwalniać i ponownie wracać do raptownego ataku na uszy słuchacza. Można by pomyśleć, że zespół wyładował na niej całą swoją złość i energię. Szczególnie wyróżniłbym kawałki "W Bezkształtnej Bryle Uwięziony" (tekst niesamowicie wrzyna się w pamięć, po paru przesłuchaniach, czy się chce czy nie, zaczyna się go nucić), tytułowy "Bastard" (są momenty gdzie słychać pewne echa "Diabelskiego Domu cz.2"), stonowany, instrumentalny "N.D.C." autorstwa Piotra i Krzysztofa (daje nam odetchnąć przed kolejną porcją galopady), "W Sadzie Śmiertelnego Piękna", który rozpoczyna charakterystyczna przygrywka na basie oraz kończąca płytę, kontrastująca z resztą materiału, nastrojowa ballada "Łza dla Cieniów Minionych", notabene najsłynniejsza w dorobku Kat.
Niniejszy album był sporym krokiem w zakresie produkcji i brzmienia w stosunku do swojego poprzednika jakim jest "Oddech Wymarłych Światów". Parę lat przerwy też zrobiło swoje, jest to już nieco inne thrashowe granie, trochę bardziej złożone, bardziej wypracowane. Swoje zrobiło także dojście do zespołu Jacka Regulskiego, który miał wkład w prawie wszystkie kompozycje zawarte na płycie.
Teraz kwestia samej reedycji. Fakt o którym przy wcześniejszych recenzjach wznowień Kat nie wspomniałem to zremasterowany dźwięk. W sumie nawet nie było potrzeby o tym pisać bo nie wyszło to na minus, a raczej na plus. Płytki ładnie, czysto wybrzmiewają, także nie mam tutaj żadnych zastrzeżeń. Co się tyczy samej formy wydania to nie powiem, czekało na mnie drobne, aczkolwiek miłe zaskoczenie po zdjęciu folii i zajrzeniu do środka. W booklecie zawarte zostały do tej pory nie publikowane fotki z występu Kat na festiwalu Metalmania w 1993. Jest ich tylko kilka, ale ważne że są, ubogaciło to trochę to wydanko. Cieszę się też, że nie sięgnięto po pierwszą oryginalną okładkę tej płyty. Sorry, ale jak dla mnie nie był to udany projekt, wręcz koszmarny, także miło, że ponownie skorzystano z artworka użytego już we wznowieniu płyty przez Silverton w latach 90-tych. Jerzy Kurczak jak zwykle popisał się tutaj swoim kunsztem i we współpracy z Romkiem i pomysłodawcą obrazu Mirkiem Nienertem stworzył genialny obraz, dzieło pasujące do tej płyty jak ulał. Szczególne polecanie tego krążka jest zbyteczne, to klasyka naszego rodzimego metalu i każdy powinien ją znać.