środa, 22 listopada 2017

Graveland- Immortal Pride (No Colours Records 1998/ Warheart Records 2017)

Immortal Pride to chyba najbardziej „inny” album w całym dorobku Graveland. Nie chodzi tu tylko o samą muzykę, ale i o strukturę płyty- tylko dwa utwory główne, ale za to bardzo rozbudowane i długie intro i outro wiążące całość. Jest to też pierwszy album na którym tak rozwinięta jest warstwa symfoniczna o takiej głębi i kolorycie. Nadal są tu obecne pagan black metalowe riffy, ale to klawisze i symfoniczne tło grają na tym albumie pierwsze skrzypce. Podczas słuchania od razu narzuca się skojarzenie z albumami Bathory- Hammerheart oraz Twilight of the Gods, wpływy tych dwóch majstersztyków Quorthona są aż nadto oczywiste, zwłaszcza ten epicki sznyt, który bije od Immortal Pride na odległość. Album nie jest w żadnym wypadku kopią albumów Bathory, były one tylko inspiracją, Darken nadał tej płycie charakterystycznego brzmienia które spotyka się tylko u zespołów z Polski, Ukrainy czy Rosji. Jest bez wątpienia oryginalny.
Kolejnym aspektem który charakteryzuje tę płytę jest następna inspiracja. Tym razem po raz kolejny mamy odnośnik do twórczości Basil'a Poledurisa (przypomnicie sobie "In the Glare of Burning Churches czy "Epilogue") i jego nieśmiertelnego soundtracku do Conana Barbarzyńcy. Echa tej muzyki stale przewijają się podczas słuchania płyty.
Co się tyczy brzmienia i produkcji Immortal Pride to nie można narzekać. Jest świeżo, instrumenty są wyraziste, jest głębia, a klawisze tworzą piękne tło. Sama partia perkusji może wydawać się nieco toporna względem całej reszty, ale w ostateczności daje radę i jest ok. Muzyka niesie ze sobą sporą dawkę emocji w kwestii zarówno tekstów jak i samej muzyki, co sprawia że w istocie pasowała by do jakiegoś filmu o dawnych Słowianach (wystarczy zerknąć na okładkę) lub o wojownikach pokroju chociażby Conana.
Co prawda nie jest to moja ulubiona płyta w dorobku Graveland, ale bardzo ją szanuję i doceniam potencjał jaki ze sobą niesie. Jest niezaprzeczalnie jednym z tych ważniejszych dzieł Graveland, które zapadają w pamięć.
W kwestii samej przedstawionej poniżej reedycji z Warheart, to jest dokładnie tak jak w przypadku omawianego wcześniej wznowienia "Following the Voice of Blood". Wyszło to naprawdę nieźle i jak ktoś nie ma first pressów, czy nie przeszkadza mu ta pierwszoplanowa, odświeżona warstwa graficzna to śmiało może po to sięgnąć. Jak najbardziej polecam.