sobota, 16 września 2017

Dagorath- Glare of the Morning Star (Under the Sign of Garazel 2017)

No i mamy kolejny, soczysty kawał Black Metalowego mięcha z naszej rodzimej sceny, kanonadę mrocznych dźwięków obracających w perzynę wszystko co święte. Czekałem na ten album jak tylko zobaczyłem o nim newsa i nie zawiodłem się ani trochę! Dagorath idzie ścieżką wytyczoną przez starą gwardię, ale robi to w bardzo adekwatny sposób dodając do tego swoje trzy grosze i całe mnóstwo kipiącej energią pasji do uprawianej sztuki. Słychać tu mocne wpływy Gorgoroth, i to nie tylko tego starego, wczesnego Graveland z czasów dem i pierwszego albumu oraz Darkthrone z okresu ich klasycznych płyt. A nawet Watain gdzieś mi tam śmignęło przez chwilę. Wszystko to podbite jest mocnym, gęstym brzmieniem, miejscami sekcja rytmiczna jest tak mocarna, że rozwaliłaby swym dźwiękiem wszystko co pojawi się na jej drodze, istna nawałnica z najgłębszych czeluści piekła! Mamy tu do czynienia nie tylko z rozpędzonymi kawałkami, wypełnionymi masą zajadłych riffów, ale i wolniejszymi pasażami, nieco transowymi spowolnieniami wypełnionymi rytualną aurą. Bardzo dobrym przykładem może być tu zestawienie "Delilah" oraz wieńczącego płytę "Black Magic Covenant" (trwający aż 12 minut!), oba świetnie obrazują to o czym wspomniałem. Z jednej strony furia chaosu, a z drugiej mroczny rytuał.
Może i nie ma na tej płycie jakieś specjalnych nowości, ale Dagorath śmiało można zapisać do grona tych zespołów, które dawną klasykę przekuwają w nową jakość, dając tym brzmieniom nowe życie i wskazując kolejnym pokoleniom metalowej braci, gdzie to wszystko miało swój początek i komu w pierwszej kolejności należy się szacunek i laury. Takie zespoły to nadzieja obecnej sceny BM i dowód na to, że ta sztuka wciąż świetnie się trzyma i trzymać się będzie. Na tym polu wciąż jeszcze jest sporo to powiedzenia i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej. Dagorath są na to dowodem!