piątek, 14 lipca 2017

Neolith- Igne Natura Renovabitur Integra (Dogma Records 1998/ Mara Production 2017)

Jedna z prawdziwych, czarnych pereł naszej metalowej sceny. Arcydzieło w każdym możliwym wymiarze, co tu dużo mówić, w moim mniemaniu przykład płyty idealnej. Neolith na swoim debiucie zawarł takie bogactwo wpływów i kompozycji, że aż czasem zapiera dech, a ciary są przy każdym kolejnym kawałku. Słychać tu stary Amorphis, stare Therion, jakieś pierwiastki Black Metalowe spod znaku wczesnego Limbonic Art czy Emperor, a nawet klasykę pokroju Samael, czy pierwszych płyt Paradise Lost. Wszystko to siedzi na solidnej death metalowej bazie. Gitary wycinają niemiłosierne riffy, żeby za moment wypluwać znakomite, nośne solówki. Po prostu dzieje się! Dodatkowo melodyjne pierwiastki reprezentowane tu przez klawisze i okazyjny flet czynią "Igne Natura Renovabitur Integra" dziełem bardzo oryginalnym na naszej ówczesnej scenie (poza mocnym, złowieszczym głosem Leviego dodającego tu sporo konkretnego ognia, mamy tu też okazję usłyszeć namiastkę żeńskich wokali). Nudzić się tu nie sposób, i mimo, iż jest to stosunkowo długi materiał to nigdzie nie znajdzie się dłużyzn, nie poczuje się ani chwili nudy, te dźwięki się samoczynnie chłonie. Wybaczcie, ale chyba nigdy nie przestanę być pod wrażeniem tej płyty i wcale nie dziwię, że po wydaniu zebrała tyle pozytywnych recenzji, były ku temu powody.
Debiut Neolith przez długi czas nie był dostępny w sprzedaży, pierwsze wydanie dawno się rozeszło i ten długi czas spowodować mógł, że sporo osób zapomniało o tym albumie, a jeszcze więcej najzwyczajniej nie miało szansy się z nim zapoznać. Dzięki Mara Productions debiut "Igne Natura Renovabitur Integra" znów jest dostępny i wreszcie, ponownie można się w niego zaopatrzyć i czerpać istną, piekielną przyjemność ze słuchania tego genialnego kawałka metalowej sztuki. Jak widać i w kwestii wizualnej wydawca stanął na wysokości zadania i zafundował nabywcom drobny wgląd w memorabilia związane z tamtym okresem działalności zespołu. Polecać nie będę, bo to byłby wstyd polecać dzieło, które absolutnie broni się samo, które od tylu lat dumnie siedzi na swoim własnym tronie.