czwartek, 20 lipca 2017

Holy Battalion- Cosmic War/ Breaking the Face (Thrashing Madness 2010)

Kolejna zapomniana już ekipa z naszego podziemia przełomu lat 80-tych i 90-tych. Holy Battalion ze Sławna, bo o nich tu będzie mowa, wykonywał bardzo poprawny, chociaż nieco chaotyczny, thrash. Zespół miał na koncie tylko 3 materiały demo, pełnego albumu niestety się nie doczekali. Dwa pierwsze demka, które są tu głównym rozkładem jazdy, czyli "Cosmic War" oraz "Breaking the Face" są względem brzmienia praktycznie bliźniacze lub przynajmniej takiemu faktowi bliskie. Nie słychać tu w tej kwestii znaczącego progresu. W obu przypadkach mamy brzmienie dosyć toporne, dalekie od doskonałości, surowe, szorstkie (jak na demo przystało) i w tym przypadku śmiem twierdzić, iż nie do końca działające na korzyść samych kompozycji. Materiał z obu dem jest nieco połamany, sporo się tu dzieje, ale wisi nad tym wszystkim jakiś nieokreślony chaos, podczas słuchania mam wrażenie, że zagrany jest na ogromnym spontanie, ale czasem aż za bardzo, przez co można mieć wrażenie pewnych wykonawczych niedociągnięć/ bałaganu. No, ale może w tym jest metoda, taki urok i zero dyskusji. Zdaję sobie sprawę, że spokojnie znalazły by się osoby, które nie podzieliłyby tego zdania, cóż, takie moje subiektywne odczucia. Niemniej jednak udało mi się wyłapać w dwóch utworach bardzo ciekawe, czy świadome- nie wiem, odnośniki do poza thrashowej, metalowej klasyki w postaci NWOBHMowego Blitzkrieg ("March") czy Celtic Frost (początek "The Temple") wplecione w thrashowe metalowe łojenie w bardzo misterny sposób. Zamieszczone tu jako bonus demo "Mr. Dolly" z 1994 to już widoczny krok naprzód zarówno w brzmieniu jak i samych utworach, o wiele więcej tu świeżości i bardziej dojrzałego technicznie grania, ale wciąż nie do końca porywającego.
Podsumowując, jakoś specjalnie Holy Battalion mnie nie zauroczył. Nie są to złe materiały, skąd, daleki jestem od takiej opinii, ale giną momentalnie w natłoku innych znacznie lepszych i bardziej oryginalnych (chociażby wplatające już w swą sztukę death metal, grające po sąsiedzku Slaughter z Koszalina, czy, jeszcze wtedy, słupski Betrayer). To po prostu dobre, żywiołowe, thrashowe granie bez specjalnych fajerwerków. Dla miłośników takiego właśnie grania jak i naszego undergroundu będzie to z pewnością niezła gratka i kolejny interesujący element historii naszej sceny. Co się tyczy samego wydania, to jak to już zwykłem mawiać, logo Thrashing Madness to wystarczająca rekomendacja, jednak płyta pochodzi z czasów kiedy owe krakowskie wydawnictwo wypuszczało cd jeszcze nieco skromniejsze, ale już wieszczące przyszły patos. Dla fanów tematu, pozycja warta polecenia.