środa, 16 sierpnia 2017

Lugburz- Triumph of Antichrist (Circle of the Tyrants 2006)

11 lat temu ukazał się debiutancki długograj Lugburz, jednych naszych rodzimych, podziemnych piewców Black Metalowej sztuki. To co zaprezentowali na "Triumph of Antichrist" to perfekcyjna mieszanka konkretnego łojenia z misternie wplecionym klimatem. Piekielne kanonady poprzeplatane są tu atmosferycznymi zwolnieniami, które budują mroczną i niepokojącą aurę tej płyty i sprawiają, że album jest urozmaicony i ma wbrew pozorom sporo do zaoferowania (jest tu jeszcze trochę smaczków w postaci chociażby dziecięcego chóru, chłost, wycia wilków, czy kawałka po polsku). Brzmienie może pozostawiać odrobinę do życzenia, ale właśnie takie nieco toporne i szorstkie lepiej współgra z wszechobecnym na płycie chaosem. Bez tego brudu ten materiał nie miałby tak złowieszczego wydźwięku.
Lugburz niczego nowego tu nie odkrywa, ale miażdży w stylu który w naszym podziemnym Black Metalu lubię najbardziej, zero kompromisów, rozdrabniania się, kombinatorstwa. Jadą równo i nie oglądają się na boki. Co prawda dorobek wydawniczy mają o wiele mniejszy, ale postawił bym ich obok takich naszych czarnych zastępów jak Besatt, Beleth czy Black Altar. Totalne oddanie czarnej sztuce w każdym możliwym wymiarze. Jeżeli chodzi o mniej znany Black Metal z naszego rodzimego podwórka to Lugburz jest jedną z tych grup po których sztukę warto jest sięgnąć. Grają porządnie i z kopem, jak Rogaty przykazał. Tak na marginesie, szacunek dla autorki okładki, grafika znakomicie oddała klimat zawartości i to bez dwóch zdań.