Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darkthrone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Darkthrone. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 czerwca 2019

Darkthrone - Transilvanian Hunger (Peaceville Records 1994/ 2019)

W 1993 roku Darkthrone miał już na swoim koncie trzy pełne albumy. Po bardzo udanym, wręcz ikonicznym "Under a Funeral Moon" przyszedł czas na kolejny materiał. W tamtym czasie Fenriz i Nocturno Culto mieli ze sobą nieco słabszy kontakt, głównie z powodu śmierci Euronymousa i wszystkich wydarzeń temu towarzyszących. Każdy zaszył się na swoim podwórku ażeby przeczekać sytuację i całą policyjną (nie tylko) zawieruchę temu towarzyszącą. Ciekawym jest, że obaj członkowie Darkthrone napisali swoje własne kompozycje na nadchodzącą płytę, lecz zanim Nocturno zdążył wyjść ze swoimi pomysłami zdążył otrzymać już taśmę z gotowymi utworami autorstwa Fenriza. Traf chciał, że się spodobały i Nocturno nagrał do nich tylko wokale, natomiast za wszystkie instrumenty oraz połowę tekstów odpowiedzialny jest Fenriz. Część liryków, na jego prośbę, napisał Varg Vikernes przebywający wtedy w więzieniu w Trondheim. Udział Varga w tym wydawnictwie nie uszedł uwadze sceny i pojawiły się różnej maści sygnały dezaprobaty, jak chociażby groźby wystosowane prze Jon'a Nodtveidt'a (Dissection) czy It'a z Abruptum na łamach Slayer Mag. Jak mozna się domyślić, na gadaniu się skończyło. Swoją drogą w tamtym czasie Fenriz był m.in mocno zasłuchany w trzy pierwsze płyty Burzum co rzecz jasna da się słyszeć na "Transilvanian Hunger". Nagrań dokonano w listopadzie i grudniu 1993 roku, wokale dograno już w kolejnym.
Tak oto powstała płyta jeszcze bardziej surowa i zimna niż jej poprzedniczka, bardziej mroczna i bezkompromisowa. Brzmienie jest prymitywne, niemal demówkowe, riffy prostsze, grane prawie przez całą płytę tą samą techniką, o wiele więcej tu monotonii i prostoty. Dakrthrone serwuje nam czystą black metalową esencję. Jeżeli miałbym wyszczególnić jakieś kompozycje to bez wątpienia byłby to utwór tytułowy. Jego riff wystarczy usłyszeć tylko raz i już potem zawsze będzie świdrował mózgownicę. Drugim, który bym wyróżnił jest "Skald as Satans sol" z podobnie chwytliwym riffem, ale za to jeszcze większą dawką wszechobecnej czerni.
Wypuszczonemu w 1994 roku albumowi towarzyszyły problemy natury wydawniczej. Mianowicie chodziło o hasło "Norsk Arisk Black Metal", które widniało na tylnej części poligrafii płyty. Przez nie wiele wydawnictw wycofało ją ze swojej dystrybucji. Nie obyło się bez tłumaczeń czy sprostowań, co zaowocowało złością i frustracją samych muzyków, ale jak to zwykle bywa, ostatecznie rozeszło się po kościach, a kolejne tłoczenie albumu zostało wydane już bez wspomnianej frazy. Wraz z tym wydawnictwem narodziło się też określenie "True Norwegian Black Metal", także zawarte w poligrafii.
Tak oto Darkthrone (a raczej Fenriz) stworzył jedną ze swoich trzech najsłynniejszych i najbardziej poważanych płyt, album, który stał się wzorcem dla kolejnych rzesz muzyków parających się black metalową sztuką. Bezapelacyjnie kanon tego typu grania, a jednocześnie kawał historii! Bez dwóch zdań, mój ulubiony album w dyskografii Darkthrone.

http://peaceville.com/
https://www.facebook.com/Darkthrone-101075189934422/

English version:

In 1993, Darkthrone already had three full-length albums. After the very successful, almost iconic "Under a Funeral Moon", the time has come for another material - "Transilvanian Hunger". At that time, Fenriz and Nocturno Culto had a somewhat weaker contact, mainly due to the death of Euronymous and all the accompanying events. Everyone holed up in his yard to wait out the situation and all the police (not only) turmoil accompanying it. It is interesting that both members of Darkthrone wrote their own compositions for the upcoming album, but before Nocturno managed to come up with his ideas, he had already received the tape with the finished stuff by Fenriz. Luck would have liked them, and Nocturno recorded only vocals, while Fenriz is responsible for all instruments and half of the lyrics. The other half, at his request, were written by Varg Vikernes who was then in prison in Trondheim. Varg's participation in this release has not escaped the scene and there have been various signs of disapproval, like the threats made by Jon Nodtveidt (Dissection) or It from Abruptum published in Slayer Mag. As you can guess, it was just a talk. By the way, at that time, Fenriz was, among others, very much into the first three albums of Burzum, which can of course be heard on "Transilvanian Hunger". Recordings were made in November and December 1993, the vocals were recorded the following year.
This is how the album was made even more severe and cold than its predecessor, more dark and uncompromising. The sound is primitive, almost demo-like, riffs are simpler, played almost the with the same technique during the whole album, there is much more monotony and simplicity. Dakrthrone serves us with a pure black metal essence. If I had to specify any compositions, it would undoubtedly be the title track. Its riff is enough to hear only once and then it will always drill your brain. The second track I would like to distinguish is "Skald as Satans sol" with a similarly catchy riff, but with even greater dose of ubiquitous darkness.
Released in 1994, the album was accompanied by publishing problems. Namely, it was all about the slogan "Norsk Arisk Black Metal", which appeared on the back of the printing of the record. Because of it, many publishers withdrew it from their distribution. There were a lot of explanations and corrections, which resulted in the anger and frustration of the musicians themselves, but as it usually happens, eventually it spread on the bones, and the subsequent pressing of the album was released without the phrase mentioned above. Along with this release, the term "True Norwegian Black Metal" was born, also included in the polygraphy.
This is how Darkthrone (or rather Fenriz) created one of his three most famous and most respected albums, an album that became an inspiration for the next multitude of musicians engaged in Black Metal art. Undoubtedly the cream of the crop of its style, and at the same time a piece of history! No question, my favorite album in Darkthrone's discography.


sobota, 8 czerwca 2019

Darkthrone- Old Star (Peaceville Records 2019)

Po trzech latach Darkthrone powraca do nas z kolejną płytą. Nie mogę powiedzieć, że na nią nie czekałem, każde kolejne wydawnictwo duetu Fenriz/ Nocturno Culto to konkretna dawka ciekawości cóż to panowie znów wysmażą w kwestii oldschoolowego grania. Jak tak sobie teraz przypominam, to chyba nigdy mnie nie zawiedli, od lat totalnie kupuję to co robią, na jaką ścieżkę wkroczyli wraz z "The Cult is Alive", a nawet już "Sardonic Wrath". Co już pragnę zaznaczyć, "Old Star" to cios znacznie silniejszy i bardziej esencjonalny niż "Arctic Thunder". Może na początku nie powaliły mnie jakoś szczególnie same kompozycje podczas próbnego odsłuchu, ale po odpaleniu materiału z płyty wszystko zagrało jak trzeba i album jak dla mnie sporo zyskał. Przede wszystkim płyta potężnie brzmi, soczyście, ładnie chodzi tutaj bas i perkusja. To właśnie w tym tkwi siła tego krążka. Wracając do samych numerów, to dobrze słychać tu totalny odjazd w lata 80-te i oldschoolowy Black Metal pierwszej fali, ale nie jest to tutaj trzonem materiału. Dominują nieskończone pokłady wczesnego Celtic Frost (to już niemal tradycja), amerykańskiego Pentagram oraz Candlemass. Mamy tu też bardzo fajne akcenty w powoli kroczącym utworze tytułowym nawiązujące do najlepszych Metalowych ballad wspomnianych lat 80-tych. Tak oto dostaliśmy chyba najcięższe strukturowo wydawnictwo Darkthrone od wielu lat, acz niepozbawione nowych inspiracji i klimatu. Oczywiście nie jest tak, że mamy tu tylko wolne i średnie tempa, jest i trochę galopady jaką mieliśmy na poprzednich krążkach i sporo dobrych, nośnych riffów. Zdążyłem się już naczytać i nasłuchać jak to nie ściągnęli tego riffu od tego zespołu, a jeszcze innego od tamtego, że brzydko się zestarzeli. To szukanie problemów na siłę. Wiadomym jest, że nie da się cały czas w tej kwestii błyszczeć, czasem bazuje się na gotowych już patentach nadając im nową formę, brzmienie, charakter czy klimat. To robi Darkthrone i uważam robią to nad wyraz dobrze. Mają swój własny, wyrobiony, charakterystyczny styl. Autentycznie czekam na każdy kolejny ich album. Może bez wypieków, ale wciąż. "Old Star" mnie nie zawiódł mimo trudnego początku. Dla mnie to nadal są herosi w swoim graniu i to już nigdy się nie zmieni, a takich płyt jak niniejsza życzę sobie nadal!

Darkthhrone on Facebook
Peaceville Records

English version:

After three years, Darkthrone returns to us with another record. I cannot say I have not waited for it, each subsequent release of the duo Fenriz / Nocturno Culto goes with a specific dose of curiosity from me, what these gentlemen will serve again in their oldschool art. As I recall now, they probably never disappointed me, I've been completely into everything they've been doing for years, what path they've chosen starting with "The Cult is Alive" or even "Sardonic Wrath". What I want to point out, "Old Star" is a blow that is much stronger and more intense than the "Arctic Thunder". Maybe at the beginning, during the pre-listening the compositions did not appeal to me that much, but after playing the material from the physical copy everything turned out as it should be and the album gained a lot. First of all, it sounds powerful, heavy, with a significant work of bass and drums. This is the strength of this record. Returning to the compositions themselves, it's good to hear a total tribute to the 80's and old-school Black Metal of the first wave, but this is not the core of the material here. The endless inspirations taken from early Celtic Frost (almost traditionally), the American Pentagram and Candlemass dominates here. We also have very nice elements in the title track, referring to the best Metal ballads of the mentioned 80's. This is how we got the heaviest Darkthrone's release for many years, though not devoid of new inspiration and climate. Of course, it's not like we have only slow and medium pace stuff, there are some fast ones compared to what we had on previous albums and a lot of good, load-bearing riffs. I have already read and listened to how they did not steal this riff from this band, and yet another from that, that they got old in not exactly good way. It's searching for problems at a push. It is known that it is impossible to always shine in this matter, sometimes it is all based on already-made patents, giving them a new form, sound, character and atmosphere. So does Darkthrone and I think they do it extremely well. They have their own, characteristic, unique way of playing. I really look forward to any new releases by them. Maybe without a lot of excitement, but still. "Old Star" did not disappoint me despite the difficult beginning. For me, they are still heroes in their style and it will never change. I still want them to record such albums as this one!


niedziela, 2 grudnia 2018

Darkthrone- Panzerfaust (Moonfog Records 1995/ Peaceville 2018)

Obok "Transilvanian Hunger" to najsurowszy album Darkthrone, a i jeden z czterech najsłynniejszych w ich dorobku i definiujących ten gatunek oraz ową muzykę. Jest natomiast jedynym na którym nagrane zostały tak nienawistne, szorstkie, przepełnione chłodem wokale. Nocturno Culto, będący wtedy raczej gościem niż twórcą (w tamtym czasie Darkthrone praktycznie równał się Fenriz), położył tu jedne z najlepszych swoich linii wokalnych. Surowe nieokiełznane, takich nikt nie nagrał ani wcześniej, ani nigdy później. Całość kompozycji oraz nagranie wszystkich ścieżek instrumentów należała tu do Fenriza. Gościnnie, po raz drugi i już ostatni zagościł tu też Varg Vikernes w roli tekściarza. Mowa tu o ponurym, acz majestatycznym "Quintessence". Kolną cechą charakterystyczną "Panzerfaust" jest to, że chyba właśnie tu najbardziej słyszalne jest to jak zawsze ważną rolę w twórczości zespołu odgrywał Hellhammer/ Celtic Frost. Niemal każdy utwór jaki został tu zawarty zawiera pierwiastki i elementy struktur niesamowicie wyraźnie odnoszące się do wczesnych materiałów tej szwajcarskiej ekipy pod dowództwem Toma G. Warriora. Niezaprzeczalnym jest, że "Panzerfaust" wyznaczył wtedy nowe standardy jeżeli chodzi o Black Metal, a Darkthrone po raz kolejny pokazał kto tu rządzi. Swoją surowością, mizantropicznym charakterem i przeszywającym chłodem pokazał starą- nową ścieżkę powstającym wtedy jak grzyby po deszczu kolejnym zespołom. Warto również wspomnieć, że lata 94'-95' były dla Fenriza niesamowicie płodne jeżeli chodzi o jego muzyczne projekty jak i udzielanie się w innych zespołach. Prawdopodobnie dzięki temu "Panzerfaust" okazał się takim strzałem i tak inspirującym albumem. W owym okresie ukazała również druga płyta zarówno Isengard ("Hostmorke") jak i Neptune Towers ("Transmissions from Empire Algol"). Fenriz zagościł również na basie na "Kronet Til Konge" Dodheimsgard oraz zasiadł za garami jako Gribb na debiutanckim krażku Valhall "Moonstoned", o wspólnym projekcie z Satyrem jakim był Storm nie wspominając.
"Panzerfaust" w swojej estetyce pozostaje, moim zdaniem, albumem niedoścignionym jeżeli chodzi o wszechobecną piwnicę w brzmieniu i totalnie bezkompromisowy charakter kompozycji i poszczególnych jej elementów składowych. To kolejna karta księgi o tym czym niegdyś był Black Metal, co było jego pierwotną esencją.


sobota, 18 sierpnia 2018

Darkthrone- Hate Them (Moonfog 2003/ Peaceville 2012)

Coś w temacie nowości pojawi się w nadchodzącym tygodniu, a dziś cofamy się poniekąd do, można powiedzieć, klasycznego dla niektórych materiału w dorobku Darkthrone- "Hate Them". Tak naprawdę to już od tej płyty zespół zaczął znacząco przeobrażać swoje granie w to czego możemy doświadczyć na kilku ostatnich albumach. Cofanie się do korzeni metalu, do spuścizny zespołów, które królowały w tym ostrzejszym, mroczniejszym graniu w latach 80-tych. Do materiałów, które tak naprawdę stworzyły tę grupę, dały bodziec i inspirację do własnej twórczośći. Zawsze byłem pod wrażeniem tego jak Darkthrone misternie potrafił przemycać na swoich płytach odnośniki do zespołów pod których wpływem byli i nadal są, jak wplatać to wszystko w swój, jakby nie patrzeć, charakterystyczny styl. Na "Hate Them" dali się już porwać nie tylko nieco innemu stylowi pisania tekstów, nieco innej ich zawartości, ale także czerpaniu pełnymi garściami już nie tylko z Celtic Frost, ale i Bathory (kłania się tu zwłaszcza debiutancka płyta, porównajcie sobie "Rust" z "Raise the Dead"), Motorhead czy Death z czasów "Scream Bloody Gore"(!). Płyta jest bezpośrednia, prostolinijna, można powiedzieć dość minimalistyczna w swej konstrukcji, czasem wręcz nachalna w odniesieniach do wspomnianych klasyków oldschoolu, ale wszystko to układa się w twór od którego na dobrą sprawę nie idzie się uwolnić. To najnormalniej w świecie wciąga. Fenriz i Nocturno Culto robią to z takim wyczuciem i autentycznym zaangażowaniem, pasją do grania, że nie można tego nie kupić i nie chwalić. Już na tym albumie bili po mordzie wszelkiej maści trendziaży (sam tytuł to już swoisty manifest), pokazując o co w tym wszystkim chodzi. Od jakiegoś czasu traktuję ten album jako swoistą odskocznię po wszelkiej maści stresie, złości, generalnie rzecz ujmując przeciwnościach dnia codziennego. Te dźwięki skutecznie zbierają wspomniane emocje i wypluwają je wraz z każdym kawałkiem z płyty jakby to była Twoja własna złość przekuta w materiał z albumu.
Co tu więcej mówić w kwestii tej płyty, to najnormalniej w świecie czczenie metalowych staroci, wyładowanie wszelkich emocjonalnych brudów oraz uwielbienie grania. Tak jak w latach 90-tych na podium dyskografii Darkthrone stawia się najczęściej dobrze znaną "trylogię", tak "Hate Them" to bez wątpienia numer jeden tego późniejszego okresu.


sobota, 17 czerwca 2017

Darkthrone- Arctic Thunder (Peaceville 2016)

Wreszcie zasiadam do refleksji odnośnie ostatniego wydawnictwa Darkthrone. Od wydania minęło już ponad pół roku, no ale cóż, chyba lepiej późno niż wcale, a pominąć tą płytę byłoby rzeczą niewybaczalną. Pamiętam, że na samym początku nie byłem pod specjalnie dużym wrażeniem tego materiału, ot kolejne solidne wydawnictwo duetu Fenriz/ Nocturno Culto i tyle w temacie. Z czasem jednak album zaczyna mocno zyskiwać, im więcej się go słucha, tym więcej odkrywa kart i autentycznie zaczyna przestawiać się o wiele lepiej niż tylko dobrze. Bardzo dużo jest w nim inspiracji heavy metalem lat 80-tych, tym spod znaku ciężkich riffów i bardziej średnich i wolnych temp. Mam tu na myśli takie grupy jak Candlemass, Dream Death czy np. Sacrilege, a i jak na nich przystało i Celtic Frost się w tym znajdzie. Darkthrone wygenerowali na tym krążku bardzo dużo chwytliwych, nośnych, aczkolwiek prostych riffów, które łapie się w lot i nuci pod nosem chcąc nie chcąc. Świetnym przykładem jest tu "Tundra Leech", "Boreal Fiends" czy tytułowy "Arctic Thunder", a i "The Wyoming Distance" sroce spod ogona nie wypadł. Nad całością czuwa, jak zwykle, ten surowy i brudny black metalowy pierwiastek. Kolejna sprawa warta wspomnienia to solówki w wykonaniu Nocturno Culto. Tak jak w przypadku poprzednich materiałów Darkthrone gdzieś mi te sola uciekały, niespecjalnie zapamiętywałem, niespecjalnie zwracałem na nie uwagę, tak tutaj mi o sobie przypomniały. To co Ted zagrał we wspomnianym już wcześniej "Boreal Fiends" oraz "Deep Lake Trespass" to klasa sama w sobie. Może nie są specjalnie wyszukane, nie ma tu jakiś wydumanych dźwięków, ale są zagrane z wyczuciem i pewną dozą jakieś nieokreślonej nostalgii czym uderzono w mój czuły punkt. W przeciwieństwie do poprzedzających płyt Fenriz nie zaśpiewał w ani jednym ze znajdujących się tu kawałków, dając w tym aspekcie pełne pole do popisu Nocturno Culto. Brakowało mi tu trochę wokali Gylve w jego kompozycjach, ale Ted dał z siebie wszystko pokazując, że wciąż nie wychodzi z formy, także równowaga zachowana.
Drobnym zaskoczeniem mógł być wybór okładki, która wielu zrobiła smaka na powrót zespołu do ich dawnego stylu. Cóż, jak się okazuje nic bardziej mylnego. Niemniej jednak owa fotografia z jednej z wielu wojaży Fenriza po norweskich ostępach bardzo do "Arctic Thunder" pasuje. Buduje pewną atmosferę i oddaje w pełni obecnego ducha zespołu, który nie daje się zaszufladkować i który na przekór wszystkim i wszystkiemu kroczy swoją własną ścieżką. Co ciekawe owe zdjęcie wyszło ciemniej niż wygląda w rzeczywistości. Zespół, jak sam przyznał, zapomniał o tym, że w druku kolory wychodzą ciemnej niż na wykorzystanym do projektu oryginale, no ale było już za późno żeby cokolwiek poprawić. Fakt, żeby dostrzec pewne detale trzeba patrzeć pod światło, ale co tam, generalnie ujmując jest dobrze.
Darkthrone po raz kolejny udowodnił, że można na nich polegać, rzecz jasna jeżeli, podobnie jak to ma miejsce w moim przypadku, ktoś szczerze kibicuje ich obecnej sztuce. Konsekwentnie podążają drogą teoretycznie obraną swojego czasu na "The Cult is Alive" (w praktyce bardziej "F.O.A.D."). Na nic zdadzą się stęki o kolejny "Under A Funeral Moon" czy "Panzerfaust" bo to już zamknięty rozdział, chwalebny i niedościgniony, ale należący już do przeszłości. Zespół nagrał kolejny bardzo dobry, równy i spójny album i oby tak dalej. Czekam na ich kolejną płytę i mam nadzieję, że nie będą to znowu 3 lata przerwy.


czwartek, 20 kwietnia 2017

Darkthrone- Under A Funeral Moon (Peaceville 1993/ 2013)

Ach, co to jest za album proszę Państwa! Black Metalowa potęga i niedościgniony wzorzec w temacie. Mamy tu wszystko co najlepsze, surowe, obskurne, ociekające mrokiem brzmienie, brzęczące niczym stado os, zakorzenione w latach 80-tych riffy, perkusyjne zniszczenie i charakterystyczne, upiorne wokalne Nocturno Culto. Powstało w swej materii dzieło wybitne i chyba wszyscy się zgodzą, że ponadczasowe.
Zespół zaczął nagrywać "Under A Funeral Moon" nie tak długo po ukazaniu się "A Blaze in the Northern Sky". Latem 92' Zephyrous, Fenriz oraz Nocturno Culto ponownie przekroczyli próg Crative Studios w Kolbotn aby dokonać rejestracji 8 kompozycji, które złożyły się na płytę (wydaną dopiero w 1993). Próby materiału odbywały się w tamtym czasie w mieszkaniu Fenriza. Podobno w pokoju w którym grali poustawiane były czarne, płonące świece, także wyobraźcie sobie ten swoisty klimacik. Kult musiał być! W przeciwieństwie do poprzedniego krążka, tym razem partiami gitar w całości zajął się Zephyrous (niby miał grać na świeżo zakupionym wtedy basie, ale jakoś się w tym nie odnajdywał), a Nocturno Culto przesiadł się na bas. Z tego co wspomina odnośnie płyty Fenriz, album wyszedł im dokładnie tak jak tego chcieli i do tej pory są z niego bardzo zadowoleni. Jak twierdzi to najbardziej black metalowa, w pełnym tego słowa znaczeniu, płyta w ich dorobku.
"Under A Funeral Moon" wypełniony jest korzeniami black metalowej sztuki, aż roi się tu od wpływów starego Bathory i Hellhammer/ Celtic Frost, a w takich utworach jak chociażby "Summer of the Diabolical Holocaust" czy "Crossing the Triangle of Flames" mamy echa nagrań Mayhem jeszcze z Deadem w składzie. Nie brakuje tu też gdzie nie gdzie pewnego motorheadowego feelingu. Warto też wspomnieć, że w tytułowym "Under A Funeral Moon" grupa dała upust swojemu niegdysiejszemu zafascynowaniu taśmą "Necrolust" Vader. W "refrenowym" riffie wyraźnie słychać inspirację jedną z zagrywek otwierających kawałek "The Final Massacre".
Po nagraniu niniejszego albumu drogi członków zespołu na moment się rozeszły. Na stałe grupę opuścił Zephyrous, a Nocturno Culto wyniósł się z Oslo na odległą prowincję. Także do 1994, kiedy to nagrany został "Transylvanian Hunger", grupa była w zawieszeniu.
Nie da się ukryć, że Darkthrone spłodzili dzieło, które jest jedną z tych najbardziej okazałych i wiodących płyt jakie powołała do życia black metalowa scena, i biorę tu pod uwagę nie tylko Norwegię. Styl i brzmienie tego krążka kopiowały potem rzesze zespołów, a sam album stał się wzorcem czarnej sztuki. "Under A Funeral Moon" to klasyk, kawał genialnego, miażdżącego grania, które nigdy się nie zestarzeje, i które się po prostu wielbi, po wsze czasy!
Poniżej jubileuszowe, wypuszczone w 2013 roku przez Peaceville, wydanie owego albumu. Mamy tu 2 płytowy digibook, zawierający wewnątrz książeczkę z tekstami utworów oraz wspomnieniami Fenriza i Nocturno Culto. Wydanko bardzo solidne, także śmiało mogę polecić.


niedziela, 19 lutego 2017

"(...) Był to rzecz jasna metal, ale jakoś tak finezyjnie wywrócony tył na przód, jak sweter (...)"- wywiad z Fenrizem (Darkthrone)

1. Witaj Fenriz! Z marszu dzięki, że zgodziłeś się odpowiedzieć na kilka moich pytań! Tak na początek, co ostatnio przykuło Twoją uwagę jeżeli chodzi o muzyczne nowości, mam na myśli nie tylko metal, co mógłbyś szczególnie polecić?

Ciężko jest mi cokolwiek zarekomendować nie znając gustu osoby pytającej. Prawdę mówiąc nikt nie ma zielonego pojęcia jak szeroki i dziwny jest mój gust muzyczny, nawet nie ma sensu tego tłumaczyć, stale jestem źle rozumiany. Tak dla przykładu, w ostatnim poście na "Band of the Week" próbowałem sklecić coś w temacie heavy metalowych albumów których ostatnio słuchałem najczęściej, tych które wyszły w 2016, i spytałem innych, które były ich faworytami. Pierwsza sprawa to to,że zaczęli tworzyć listy zawierające różne odmiany metalu, a jak sam widzisz pytałem o heavy metal. Myślę, że ich mózgownice są kompletnie wyprane za sprawą przyzwyczajenia to wszelakich list typu "best of", że z automatu sami zaczynają takie tworzyć. Wcale o takowe nie prosiłem, zadałem też proste pytanie o to czego ostatnio słuchają najczęściej. To z racji tego, że przypadkowo często słuchamy tego czego wcale nie wrzucilibyśmy jako swój top. Jakiś album który wyjątkowo nas oczarował, mający w sobie coś wyjątkowego co sprawia, że wciąż chce się do niego wracać, a jednocześnie taki którego obiektywnie nie można by zaliczyć do najlepszych. Jestem typem samotnika, moją głowę wciąż wypełniają przeróżne przemyślenia, zagwostki dotyczące muzyki, przywykłem już do unikania spowiedzi ze swoich wniosków na tym tyle, że i nawet w wywiadach niczym specjalnie się nie dzielę.
Co się tyczy tego czego lubię słuchać najbardziej, to jest to czasem tak odległe od gustów innych osób , że lepiej po prostu nie wchodzić na ten temat. W pierwszej kolejności radochę sprawia mi słuchanie pewnych albumów z lat 60-tych jako że lubię brzmienie z tamtego okresu, ale zarówno wtedy jak i dziś występowały pewne tzw. lagi. Co mam przez to na myśli? Chodzi o technikę studyjną. Eksploracja dźwięku odbywała się w niektórych miejscach szybciej niż w innych. Także dla przykładu, nagrania z Indii z 1969 mają brzmienie, które występowało w Stanach w latach 50-tych, a nawet 40-stych. Zatem trudno być tu precyzyjnym.
Dwa heavy metalowe albumy z 2016, które najczęściej gościły w moim odtwarzaczu to Angel Sword- "Rebels Beyond the Pale" oraz Demon Bitch- "Hellfriends". Ale czy znaczy to, że uważam je za najlepsze? Sam już nie wiem. Prawdopodobnie albumy Sumerlands oraz Eternal Champion zaliczyłbym do tych najbardziej udanych jeżeli chodzi o heavy metal wydany w ubiegłym roku. Cóż, życie wciąż nieprzerwanie płata nam figle.

2. Teraz cofnijmy się w czasie do momentu nagrywania waszego debiutu "Soulside Journey". Z tego co wiem w studiu Sunlight towarzyszyli wam Nicke oraz Uffe z Entombed. Czy masz jakieś szczególne wspomnienia związane z tamtą sesją?

Wszystko zaczęło się od listu który Nicke napisał do mnie w 1987 pytając o demo "Black Death" na potrzeby swojego zina Chickenshit (zine nigdy się nie ukazał, ale dzięki chęci zrobienia takowego dostał masę demówek od zespołów o których planował napisać). Później przesłał mi na taśmie rehearsal Nihilist, który niesamowicie mi się spodobał, na tyle, że nie mogłem przywyknąć do wokali, które pojawiły się na następnych demówkach. A na pewno nie do głosu LG haha. Od tamtego czasu byliśmy w stałym kontakcie, wymieniliśmy mnóstwo taśm. W końcu udało nam się zdobyć kontrakt, a co za tym idzie pojawiła się kwestia nagrania debiutanckiego albumu. Planowaliśmy zrobić to w lokalnym studiu Creative, ale okazało się, że owa przyjemność kosztować będzie 25.tys koron. Dysponowaliśmy kwotą tylko 10 tysiaków, a i nie mogliśmy liczyć na pomoc naszych rodzin w tej kwestii. Tak oto musieliśmy wybrać się na nagrywanie do Szwecji zamiast zrobić to u siebie w Creative (Mayhem nagrało tam swój "Deathcrush"!). Z powodu wspomnianego kiepskiego budżetu zdani byliśmy na studio Sunlight, ale przynajmniej mogliśmy za darmo pomieszkiwać u Uffe i Nicke'go, za co jesteśmy im dozgonnie wdzięczni. Uffe pomagał nam odrobinę także podczas sesji nagraniowej. Nie pozwolono mi przywieźć moich bębnów do studia, jako że Skogsberg miał tam własną perkusję elektroniczną. Strasznie nie podobało mi się jej brzmienie, generalnie caly ten sprzęt to okropność. To wszystko z założenia miało powstać w Creative w Kolbotn, a nie tam. Grrr.
Czas ten spędziliśmy głównie z Nihilist, wtedy już Entombed, cały tydzień, mieliśmy okazję poznać gości z Treblinka i razem wybrać się na koncert Skull. Przemieszczaliśmy się przede wszystkim kolejką, byli tacy jak ja i wszędzie jeździli transportem publicznym. Z resztą w moim przypadku nie uległo to zmianie do tej pory. Nigdy nie brałem pod uwagę wyrobienia sobie prawa jazdy, nie miałem takiej potrzeby.

3. Czy mógłbyś przybliżyć jak zaczęła się wasza współpraca z Peaceville, która trwa po dzień dzisiejszy? Czy zawsze byliście zgodni? Przy "A Blaze in the Northern Sky" nie obyło się bez drobnych zgrzytów.

Tak, podpisali kontrakt z zespołem death metalowym i chyba nawet podobało im się brzmienie "Soulside Journey" (!). Na kolejny album mieliśmy już kwotę 25 tys. zatem mogliśmy wreszcie nagrywać w Creative, mieć nad wszystkim kontrolę. Nowej płycie nadaliśmy brzmienie black metalu lat 80-tych, co było dla Peaceville lekkim szokiem. Chcieli abyśmy ponownie zmiksowali album. Nie zgodziłem się, powiedziałem, że w takim razie wyda to Euronymous w barwach swojej Deathlike Silence, miał już na koncie Merciless- "The Awakening". Wtedy Peacville stwierdziło, że starci twarz jeżeli pozwoli młodemu zespołowi opuścić ich wydawnictwo, także ostatecznie dali nam wolną rękę. Jak się okazało było to dobre zarówno dla nich jaki i dla nas.
Aby zdobyć kontrakt wysłaliśmy im demo "Cromlech", jakoś pod koniec 1989, ale nie byli nim zainteresowani. Wtedy zacząłem ich błagać aby go posłuchali raz jeszcze, byłem pewien, że nie robiąc tego popełniają błąd. W końcu dzięki mojemu nagabywaniu przygarnęli nas pod swoje skrzydła, szczęściem dla nich i dla nas.

4. Jak wspominasz okres wydania wspomnianej w poprzednim pytaniu płyty? Mam tu na myśli nie tylko proces jej powstawania, ale i to co się działo na norweskiej scenie. Czy przypuszczałeś jak ważny dla gatunku stanie się "A Blaze in the Northern Sky" (mimo faktu, że nie jest to do końca album black metalowy)?

W tym momencie prosisz mnie o napisanie całej książki, nawet ostatnio takową wydaliśmy, no ale oczywiście po krótce przybliżę tą historię. Nie, nie oczekiwałem, że wielu ludzi załapie ten album. Spodziewałem się zauważenia wielu wciąż death metalowych elementów. Czas studyjny jaki mieliśmy zarezerwowany w Creative w 1991 był przeznaczony na nagrywanie "Goatlord", a nie czegoś kompletnie nowego. Mieliśmy czas na napisanie tylko 3 nowych kawałków, które były czysto black metalowe, a pozostałe, które się tam znalazły musieliśmy w pośpiechu przerobić na potrzeby płyty. Lata 90-91 były dla nas bardzo stresujące i wypełnione pracą nad muzyką. "A Blaze in the Northern Sky" nagraliśmy dokładnie w tym samym czasie kiedy Euronymous otwierał Helvete w Oslo. Sklep mieścił się zaraz obok mojego miejsca pracy (pracę na poczcie w śródmieściu Oslo rozpocząłem w październiku 1988), dużo czasu spędzałem wtedy w Elm Street Rock Cafe, jakoś od lipca 1991 bywałem tam dosłownie kilka razy w tygodniu. Także do Helvete zacząłem zaglądać regularnie. Pozostali ludzie ze sceny raczej nie mieli stałej pracy, może poza gośćmi z Immortal, ale reszta nie. Poniekąd jest to jakieś wytłumaczenie wszystkich tych przestępstw, które miały wtedy miejsce. Miałem na głowie zespół i pracę, także byłem mocno zajęty i nie pakowałem się w żadne kłopoty, dodam jeszcze, że na początku 1992 wziąłem ślub.

5. Jak to się stało, że swojego czasu postanowiłeś wystartować z takim projektem jak Neptune Towers? Inspiracje są raczej oczywiste, chodzi mi o sam fakt nagrania muzyki tak poniekąd trudnej w odbiorze. Jak to było z wydaniem obu albumów i jaki był na nie odzew? Jak te płyty oceniasz z perspektywy czasu?

Sporo siedziałem w muzyce Klausa Schulze, sprawiłem sobie syntezator i zacząłem sprawdzać jego możliwości, eksperymentować z dźwiękami. Wynikiem tego są dwa albumy wypełnione kosmicznymi brzmieniami, i żeby nie drążyć zbytnio tematu ochrzciłem je mianem "kiepskich dem Klausa Schulze". Niezbyt lubię mówić o muzyce samej w sobie. W swoich audycjach po prostu puszczam muzykę, mówienie o niej zbyt wiele nieszczególnie mi leży. Za dużo kłębi mi się w głowie w tym temacie, także gdybym miał mówić o muzyce musiałbym to robić bez przerwy, wciąż słuchając, co niestety samemu słuchaniu nie sprzyja haha.

6. Jakoś ponad rok temu wystartowałeś z "Radio Fenriz", które jest istną kopalnią nie tylko metalowych brzmień. Co spowodowało, że wyszedłeś z taką inicjatywą? Jest jeszcze przecież "Band of the Week".

Przygotowań do tego było sporo. Zacząłem dokładnie 2 lata temu. Od czasu rozpoczęcia działania na myspace w 2006 zacząłem dostawać coraz więcej i więcej nagrań od zespołów z całego świata, jak zwykle podziemne rzeczy. Później, jakieś 4 lata temu zostałem zapytany czy nie miałbym ochoty dołączyć do "normalnych" kręgów regularnie otrzymujących materiały promo. Jako, że do tamtej pory spoglądałem na metal ze swojej własnej perspektywy, chciałem spróbować czegoś nowego, zobaczyć jak inni postrzegają temat. Zacząłem dostawać tony promówek. To czego nie skasowałem zapisywałem, robiłem notatki, wrzucałem na swoją mp3-kę i chodziłem do roboty słuchając, jak z resztą zwykłem robić na co dzień. Obecnie wyrobiłem sobie już system oceny tych materiałów. 2 lata i 2 miesiące temu przyjąłem ofertę dołączenia do soundcloud-u magazynu Deaf Forever (pracuję dla tego pisma) i raptem okazało się, że mam do przesłuchania jakieś 1100 promówek rocznie. "Band of the Week" powstał na potrzebę podziemnych materiałów. Odkryłem, że rynek muzyczny uległ zmianie, wydawców jest więcej niż kiedykolwiek, a zaproszenia do promocji mogą dotyczyć wszystkiego, nawet dem na taśmach. Dlatego też dziennikarze i magazyny dostają więcej materiałów niż kiedykolwiek wcześniej, a co za tym idzie także ja.
Raptem nagromadziło mi się tego tyle, że ciężko było to ogarnąć. Miałem swój własny system oceny i tylko "Band of the Week" żeby promować to co mi się spodoba. Jedna strona przestała wystarczać. Stratą czasu było ocenianie tych materiałów bez możliwości ich promowania. W tym samym czasie Ted do spółki z Peaceville założyli profil Darkthrone na facebooku i zasugerowali żebym i ja stworzył swój własny aby móc tą stronę administrować. Kurde, to i ja muszę być na facebooku? No dobra, ale oznacza to, że powstaje kolejne miejsce gdzie będę mógł rozpowszechniać muzykę, zrobić podkast radiowy którego odbiorcami byliby ludzie obserwujący stronę Darkthrone oraz "Band of the Week". Wszystko wyszło świetnie i już po 4 audycjach na soundcloud statystyki pokazały, że mam odbiorców w 50 różnych krajach (statystyki na soundcloud zatrzymują się na 50, także jest prawdopodobieństwo, że tych krajów jest o wiele więcej, zatem pomysł wypalił).
Po 2015 moje moce przerobowe odnośnie słuchania muzyki osiągnęły szczyt. Z końcem 2016 zmuszony byłem zrezygnować z wielu zaproszeń do otrzymywania materiałów, także teraz dostaję ok. 800-900 rocznie. Uwierz, zacząłem już dostawać od tego kręćka, serio. Ze względu na zdrowie musiałem trochę przystopować. Jestem tylko człowiekiem, mam na głowie dwie prace, a promówki oraz radio Fenriz to działalność fanowska, coś na czas wolny. Nic na tym nie zarabiam, a i nie ma nikogo kto by mi w tym pomagał. Magazyny które dostają jakieś 1400 materiałów mogą to rozłożyć na pracowników, a ja ogarniam to wszystko sam.

7. Twoje zamiłowanie do Hellhammer/ Celtic Frost jest powszechnie znane, miało i nadal ma spory wpływ na Darkthrone. Pamiętasz moment kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z muzyką Toma G. Warriora?

W 1986 miałem fazę na długie epickie kompozycje, takie najbardziej mnie zajmowały. cokolwiek trwało więcej niż 6 minut budziło moje zainteresowanie. Coś takiego przyuważyłem w sklepie na tylnej części okładki do "To Mega Therion", także podszedłem do lady żeby sobie posłuchać. Nie słyszałem czegoś takiego nigdy przedtem, był to rzecz jasna metal, ale jakoś tak finezyjnie wywrócony tył na przód, jak sweter, w Norwegii mówimy na to: Det var på Vranga. Nie oglądając się za siebie szybko nabyłem resztę dyskografii Celtic Frost, który stał się dla mnie główną inspiracją aby założyć swój własny zespół. Jak boska by nie była ta grupa riffy miała proste. Nie byłem ani dobrym perkusistą, ani gitarzystą, ale pomyślałem sobie, że tego mogę spróbować. Celtic Frost nie był moją jedyną inspiracją, było ich w sumie tak wiele, że ciężko zliczyć.
"Into the Pandemonium" jest świetnym albumem, ale to krok w trochę inne rejony rzecz jasna, Tom G Warrior pokazuje nam tutaj swoje różne inspiracje i to kim był w tamtym czasie, tak myślę. Celtic Frost był wcześniej chodzącym ideałem, "Into the Pandemonium" jest jak miasto, pełne różności. Pamiętam, że nie lubiłem swojego czasu refrenu do "I Won't Dance". To był mój problem jeżeli chodzi o tą płytę. Taki "One With Their Pride" już nie, podobał mi się ten typ brzmienia maszyny perkusyjnej od czasu typowego hip-hopu lat 83-84 którego przykładem jest płyta "Beat Street" oraz film o tym samym tytule. No ale nie jest to moja ulubiona kompozycja Celtic Frost haha.

8. Biorąc pod uwagę wszystkie albumy w których nagraniu brałeś udział, i mam na myśli nie tylko Darkthrone, to które są dla Ciebie najważniejsze, z których jesteś najbardziej zadowolony?

Myślę, że "Under a Funeral Moon".

9. Okładki płyt "F.O.A.D.", "Dark Thrones and Black Flags" oraz "Circle the Wagons" zdobi zombiak stworzony przez Dennisa Dreada. Kto był pomysłodawcą i dlaczego nie pociągnęliście tego konceptu dalej? Był naprawdę trafiony!

Ted stwierdził, że nie powinniśmy już dalej tego ciągnąć, a zobaczyć jak jesteśmy postrzegani poza własnym podwórkiem. Wtedy Dylan Hughes znalazł dla nas grafikę na kolejny album, a potem ja prywatną fotkę na "Arctic Thunder". Ten cały Mr. Necro był pomysłem wspólnym, moim, Teda oraz Dennisa. Chciałem mohawka takiego jak szkielet na okładce płyty Slaughter- "Strappado", Ted chciał żeby pojawił się w tym wszystkim hełm, także jak widzisz trudno to było ze sobą pogodzić, mohawk i hełm?! Hahaha. Ten koncept w połowie lat 90-tych wyszedł by o wiele lepiej. Teraz mamy już sporo albumów na koncie, a z wiekiem chce się aby te okładki były różne, żeby można było je jakoś oddzielać. Do wspomnianych odnoszę się obecnie jako do Trylogii Dennisa Dreda, nawet jeżeli nie było to zamierzone. Ted także znał Dennisa i był z nim w kontakcie. Dennis odwiedził mnie i moją żonę kilka lat temu i wspólnie wybraliśmy się na rajd pieszy po lesie, dołączył do mnie na kilku treningach piłki nożnej, wspólnie odwiedziliśmy także muzeum wikingów. To bardzo miły facet ze świetnym gustem muzycznym. No ale mniejsza o to. Ted chciał abyśmy przystopowali z tymi okładkami na jakiś czas. Rok temu zasugerował jednak żeby zwrócić się do Dennisa po kolejne, ale obecnie uważam, że najlepiej zostawić to tak jak jest, w formie trylogii, żeby nie robić już bałaganu. Niemniej jednak nie mam zielonego pojęcia co pojawi się na okładce do kolejnej płyty.

10. Skoro wspomniałem już między innymi "Circle the Wagons" to chciałbym spytać o historię stojącą za instrumentalnym "Brann Inte Slottet". Intryguje mnie ten kawałek i zawsze wzbudza sporo nostalgii.

W pewnym momencie, podczas gdy oglądałem w kinie stary norweski film "Applekriget", tłum na ekranie zaczął skandować "Brann Inte Slottet!". Raptem, ni stąd ni zowąd zacząłem układać w głowie przykładowy riff i perkusję do tego co słyszałem, tak powstał ten utwór. Jestem z niego całkiem zadowolony. Nostalgia jest jednym z tych uczuć, które stale mi towarzyszą, ale nie jestem przekonany czy przekłada się to na muzykę jaką tworzę, to kawałek instrumentalny, a nostalgię najczęściej zawieram w tekstach.

11. Na koniec pragnę jeszcze spytać o ostatnie, jubileuszowe reedycje waszych starych albumów. Nie ukrywam, że bardzo spodobał mi się pomysł tych bonusowych dysków z Twoimi komentarzami do każdego z materiałów. Fajnie się tego słucha i sporo można się dowiedzieć, coś takiego stymuluje do szerszych refleksji nad muzyką. To był Twój pomysł?

Tak. Zwykle dyski z komentarzami dołączane są do filmów na dvd. Wpadłem zatem na pomysł aby przenieść ten koncept w świat muzyki. Wytwórnie zwykle pytają nas o bonusowe materiały na potrzeby reedycji, a zwykle nie mamy skąd ich wziąć. Zawsze nagrywaliśmy tylko to co potrzebne było na album. Musiałem zatem zastanowić się nad jakimś ciekawym bonusem i tak zrodził się ten pomysł.

12. Tak oto dotarliśmy do końca. Raz jeszcze ogromne dzięki za Twój czas i wszystkie odpowiedzi. Finał zostawiam Tobie!

"The Wall" Pink Floyd ma naprawdę genialnie brzmiącą perkusję!


rozmawiał: Przemysław Bukowski



piątek, 17 lutego 2017

Darkthrone- Soulside Journey (Peaceville 1991/2016)

Nagrany w 1990, a wydany w styczniu 1991 roku debiutancki "Soulside Journey" to jedyny, poza materiałami demo, album Darkthrone związany ze sceną death metalową. Ale za to jaki! Bez zbędnego kręcenia mogę powiedzieć, że to jeden z moich dwóch ulubionym death metalowych krążków jakie kiedykolwiek zostały wydane!
"Soulside Journey" nagrano w słynnym, sztokholmskim studiu Sunlight z Tomasem Skogsbergiem za konsoletą, w miejscu gdzie w owym czasie nagrywały prawie wszystkie zespoły ze Szwecji. Pierwotnie planowano zarejestrować materiał w studiu Creative (gdzie Mayhem powołało do życia swój "Deathcrush"), w ich rodzinnym Kolbotn, ale niestety, jak to zwykle z powodów finansowych, nie było to możliwe. Potrzebne było 25 tys. koron, a zespół dysponował tylko 10-cioma. Na czas pobytu w Szwecji załoga Darkthrone przygarnięta została przez chłopaków z Entombed, którzy służyli im radą i pomocą podczas rejestrowania albumu. Uffe został wspomniany we wkładce do płyty jako współproducent partii gitar.
Tak oto powstał majstersztyk, można powiedzieć, technicznego death metalu inspirowany wczesnymi dokonaniami takich grup jak Morbid Angel, Nocturnus (jak podkreśla sam Fenriz drugie demo owego zespołu miało na nich ogromny wpływ), Necrophagia czy Autopsy. Pojawiają się także, jak to zwykle u Darkthrone, przemykające niczym cienie echa Celtic Frost. Płyta ma przyciągający, specyficzny, grobowy klimat, szorstkie, aczkolwiek mocne brzmienie. Cholernie wciąga, a grafika z okładki nadaje jej odbiorowi jakby metafizycznego, astralnego klimatu, niekończącej się wędrówki przez ponure i puste przestrzenie. Nie znajduję drugiego albumu o podobnej atmosferze, wywołującego takie emocje i skojarzenia. Powplatane w kompozycje elementy klawiszy dodają wszystkiemu smaczku. Nocturnus zrobił swoje ;). No i te solówki Teda, masakra! Intryguje mnie, od tak po prostu, bo lubię każdą z odsłon tego zespołu, jak mogłaby wyglądać kariera Darkthrone gdyby jednak zamiast następującego później"A Blaze in the Northern Sky" zarejestrowali porządnie "Goatlord"... Cóż, chyba nigdy się tego nie dowiemy, ale ciekawość pozostaje ;)
Poniżej przedstawiam jubileuszowe wydanie tego iście wybitnego dzieła, którym uraczył nas w ubiegłym roku Peaceville. Dostajemy ładny, 2-płytowy digibook z dodatkowym dyskiem z komentarzami Fenriza do każdego z utworów, oraz książeczkę wypełnioną fotografiami zespołu z tamtego okresu. Trudno o lepsze wydanie tej płyty. Czapki z głów, cudo!
Co tu dużo mówić, "Soulside Journey" nie trzeba polecać, ani zachwalać, to zabieg kompletnie zbyteczny. Ta płyta powinna znajdować się w każdej szanującej się metalowej kolekcji, bezapelacyjnie!



piątek, 2 grudnia 2016

Darkthrone- A Blaze in the Northern Sky (Peaceville 1992/ 2012)

W 1992 drugim Darkthrone wydał płytę, która poniekąd zdefiniowała black metal rodzący się już jako odrębny gatunek muzyczny. Biorąc ten aspekt pod uwagę, jest to pierwsza black metalowa płyta jaka została nagrana. Album został zarejestrowany w Creative Studios, mieszczącym się w Kolbotn (Norwegia), w sierpniu 1991, tym samym studio w którym Mayhem zarejestrował swój legendarny "Deathcrush". Skoro już wspomniałem o Mayhem, ścieżka którą Darkthrone obrał na tej płycie nie była w jakikolwiek sposób podyktowana domniemanym wpływem Euronymousa (jak wspomina sam Fenriz, ich kontakt był wtedy raczej sporadyczny). To wszystko stało się bardziej naturalnie. Już w trakcie nagrywania "Soulside Journey", a nawet wcześniej, zespół zaczynał być zmęczony i zawiedziony ścieżką jaką podążał w ich mniemaniu death metal, chcieli dać sobie z tym spokój i podążyć w stronę grania inspirowanego tą cięższą i mroczniejszą stroną metalu lat 80-tych, w główniej mierze takimi grupami jak Celtic Frost, Bathory, Sodom, Sarcofago itd. Co ciekawe, kompozycjami napisanymi stricte na tą płytę są "Kathaarian Life Code" (genialne intro, jak wspomina sam Fenriz po części inspirowane twórczością Diamandy Galas), kultowy "In the Shadow of the Horns" (poza oczywistym i wszechobecnym Celtic Frost, można tu nawet usłyszeć bardzo odległe echa Motorhead) oraz "Where Cold Winds Blow". Pozostałe trzy kawałki, czyli "Paragon Belial", "A Blaze in the Northern Sky" i "The Pagan Winter" są przerobionymi, zagranymi na black metalową modłę utworami z sesji do albumu "Goatlord", z którego wydania zespół w tamtym czasie zrezygnował. Jako, że wykupiony był czas w studio na nagranie pełnej płyty taki zabieg był jak najbardziej uzasadniony. Trzeba było wypełnić miejsce na krążku, w przeciwnym razie wyszłaby z tego epka, a nie było już czasu na pisanie kolejnych, nowych utworów. Niemniej jednak nie mam im nic do zarzucenia, wyszło genialnie, z resztą jak cała płyta. Darkthrone nagrał płytkę monument, jeden z kamieni milowych black metalu. Wtedy było to coś nowego, pewnie wielu z was znana jest historia jak to Peaceville chciało ponownie miksować/nagrywać ten materiał. Byli zaszokowani brudnym, surowym brzmieniem, które ciężko im było zaakceptować. Ostatecznie wymiękli gdy zespół zagroził odejściem w szeregi Deathlike Silence. Wytwórnia nie miała wyboru, wydała płytę w takiej formie jak dostarczył ją zespół i cóż, do tej pory jest z tej decyzji zadowolona. Po nagraniach szeregi grupy opuścił Dag Nilsen, któremu bliższe było techniczne granie zorientowane na death metal, niż nowa droga, którą zespół postanowił kroczyć.


Tak oto dostaliśmy jedno z ponadczasowych arcydzieł czarnej sztuki, materiał wybitny, dzieło skończone, które okala nieopisana atmosfera. Jeżeli znajdzie się ktoś osłuchany w ekstremalnych metalowych klimatach kto tej płyty nie lubi to nie wiem, chyba nikogo i niczego nie lubi haha. Jakakolwiek rekomendacja jest tu zbyteczna. Mus znać i wielbić po grób!
Poniżej zawarłem przykładowe fotografie jubileuszowego wydania tej płyty z 2012, które posiadam w swojej kolekcji. Wydane bardzo solidnie w formie tzw. digibooka. Jest co poczytać, są archiwalne, nie publikowane wcześniej fotografie oraz dodatkowy dysk z komentarzami Fenriza do każdego z utworów. Co tu dużo mówić, Peaceville zna się na swojej robocie.



czwartek, 11 sierpnia 2016

Darkthrone- The Underground Resistance (Peaceville 2013) i nie tylko

Zbliżający się drobnymi krokami nowy album Darkthrone to doskonały pretekst żeby przypomnieć ich ostatni krążek oraz poruszyć temat tego co się ostatnimi czasy wokół zespołu dzieje. Od tego pragnę zacząć.
Jak czytam opinie, komentarze różnych osób w temacie co zespół powinien robić, a czego nie, co grać powinni, a czego nie, to po prostu ciśnienie mi strzela. Koniecznie chce się na nich "wymóc" granie/ powrót do black metalu w którym niegdyś wiedli prym. Rozumiem nostalgię itd, ale niektóre opinie skierowane pod ich adresem to już przesada. Ich jakże kultowa, przeszła twórczość ciągnie się za nimi w pewnym sensie jak smród po gaciach, a gro słuchaczy nie rozumie, że to dla Darkthrone już zamknięty rozdział. Oczywiście były to albumy świetne których z chęcią słucham, definiujące gatunek, taki "A Blaze in the Northern Sky" to dla mnie mistrzostwo. Tą muzyką wtedy żyli, z nią się utożsamiali i takową wtedy tworzyli. Wiadomym jest, iż człowiek nie jest krową, która całe życie żre trawę z jednego pastwiska i zmienia upodobania czy też priorytety w mniejszym lub większym stopniu (wyjątki potwierdzają regułę). W pewnym momencie przestali czuć tą muzykę, obudziły się w nich inne fascynacje, poczuli zew tego czego kiedyś sami słuchali, zatem naturalną koleją rzeczy było dla nich pójść tą drogą. Czy naprawdę byłoby tak fajnie gdyby raptem wrócili to swojego grania sprzed kilkunastu lat? Come on... Jakby to o nich świadczyło. Graliby wtedy pod publiczkę zamiast tworzyć to co jest zgodne z ich wizją. Ulegliby presji, a wiadomym jest, że nigdy takowej się nie poddali. Nie chcę tu nikogo specjalnie ganić czy coś. Staram się obiektywnie przedstawić sytuację i zmusić do pewnych refleksji. Jeżeli komuś nie pasuje to co grają to po prostu niech nie słucha i tyle.


Do rzeczy w kwestii samej płyty. "The Uderground Resistance" to obok trzech pierwszych płyt mój faworyt z dyskografii Darkthrone. Płyta szczera do bólu, bezkompromisowa, oryginalna (tak, od razu wiadomo, że to nikt inny). Fenriz i Nocturno Culto czerpią to co najlepsze ze starej szkoły metalu lat 80-tych dodając swój unikatowy charakter. Tu po prostu wylewają się nieskończone pokłady metalowego oldschoolu i klasyki w temacie. Przelewają swoje muzyczne fascynacje w czyn. Tego nie tylko świetnie mi się słucha ale jest to także płytowa lekcja jako, że Fenriz bardzo lubi w booklecie polecać różne grupy i płyty. Moje ulubione kompozycje z albumu to "Valkyrie" oraz "Leave No Cross Unturned", oba autorstwa Fenriza i oba przez niego zaśpiewane (przyznać trzeba głos ma niezły). No i okładka, Manilla Road bije od niej na kilometr. Czy to dobrze? Mi się taki zabieg w ich przypadku podoba. Fajny pomysł z dosłownym przekazem. Niby mamy tu 6 kompozycji, ale to wręcz wizytówka obecnego oblicza zespołu, czysta esencja tego co chcą swym graniem przekazać. Do płytki wracam regularnie!
Także jeżeli nie macie problemu z tym, że Darkthrone pożegnało się z black metalową sztuką to bierzcie i słuchajcie z tego wszyscy, jeżeli nie to zostawcie w spokoju.