Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thrashing Madness Productions. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thrashing Madness Productions. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 stycznia 2022

Bladestorm - Storm of Blades (Thrashing Madness Productions 2021)

To jest to! Wreszcie! Tego szukam w klasycznym heavy metalu, takie granie jest jeszcze w stanie w tym gatunku i estetyce zaskarbić sobie moją uwagę. Niestety, heavy metal ostatnimi czasy mocno mnie sobą zanudził, nie byłem w stanie znaleźć żadnego zespołu, który przywróciłby we mnie chęć dalszego eksplorowania tego grania, wyłączając stare klasyki. Wszystko było wtórne, płytkie, pozbawione energii lub oryginalności, lub po prostu tych dobrych, chwytliwych riffów, które nuci się potem pod nosem. Tym przecież mocno stary dobry heavy metal stoi. Bladestorm swoim EP "Storm of Blades" przywrócili mi wiarę w to granie! Słychać w tym pasję, energię i pomysł na swoje granie. I bynajmniej w składzie nie ma młodzików, a są to Panowie już z konkretnym stażem na scenie i oblataniem w metalowej muzie. Połowa składu to niegdysiejsi muzycy wrocławskiego, death/thrashowego Leviathana. Zespół częstuje nas trzema autorskimi numerami, które kopią dupsko, że aż potem siedzieć ciężko! Jest w tym stary Judas Priest, Accept z czasów świetności, Pretty Maids z okresu debiutanckiego "Red, Hot & Heavy" czy szczypta Running Wild. Czyste złoto! A nad tym wszystkim wisi ta wyjątkowa energia, która nadaje materiałowi "tego czegoś", tej swoistej magii. Całość materiału zwieńczona jest coverem Priestów "Jawbreaker" i autentycznie zostajemy z połamanymi szczenami. Niech Bladestorm nagrywa w te pędy pełny album i do ataku! Jeńców nie będzie!



English translation:

This is it! At last! This is what I am looking for in classic heavy metal, such music is still able to attract my attention in this genre and aesthetics. Unfortunately, heavy metal has bored me a lot lately, I was not able to find any band that would restore in me the desire to explore this music further, excluding the old classics. Everything was secondary, shallow, without energy or originality, or just those good, catchy riffs that you are later humming. This is what good old heavy metal stands for, right? Bladestorm with their EP "Storm of Blades" restored my faith in this kind of metal! You can hear the passion, energy and idea for the performed stuff. And there are no youngsters in the line-up, these are gentlemen with a specific experience on stage and knowledge in metal music. Half of the line-up are former musicians of Wrocław's (Poland) death/thrash Leviathan. The band gives us three compositions that kicks ass so much that is is hard to sit after it! There is old Judas Priest in it, Accept from their gold days, Pretty Maids from their debut "Red, Hot & Heavy" and a pinch of Running Wild. Pure gold! And above it all hangs this unique energy that gives the material "that something", this kind of magic. The whole material is crowned with the Priests "Jawbreaker" cover and we genuinely stay with broken jaws. Let Bladestorm record a full-length album withut hesitation and storm the scene! There will be no prisoners!



niedziela, 31 marca 2019

Mortify- Abyssal/ The Calm Beyond (Thrashing Madness 2019)

Słupski Mortify to niegdyś czołówka naszej Death Metalowej sceny do spółki z takimi grupami jak Betrayer (warto wspomnieć, że Molly oraz Ryju udzielali się czynnie w również w tym zespole), Vader, Armagedon czy Imperator. Zespołowi udało się wypuścić dwa materiały, wydane własnym sumptem demo "The Calm Beyond" (1993) oraz album "Abyssal", który wydało na kasecie Morbid Noizz w 1996. Ogromna szkoda, że zespół przestał istnieć niebawem po nagraniu pełniaka. Death Metal jakim się parali był praktycznie na światowym poziomie. W ich graniu dało się słyszeć bardzo wyraźne wpływy ekip spod znaku Pestilence, Morbid Angel i przede wszystkim Deicide z czasów takich płyt jak debiut oraz "Legion". Już ich demko odznaczało się solidnością i wyczuciem obranego stylu, natomiast "Abyssal" to już była i jest klasa sama w sobie. Słychać na tej płycie jak wyraźne piętno odcisnął na grupie "Legion" Deicide. A i przemknie gdzie nie gdzie jakieś echo wczesnego Vader (albo już tak jestem tą grupą przesiąknięty, że wszędzie ich słyszę haha). Ogromna szkoda, że Mortify nie wydał więcej materiałów i nie usłyszano o nich szerzej, chociażby za granicą. Cóż, czasy były jakie były, przeciwności losu, warunki, możliwości itd. itp. Zarówno oni, jak i parę innych grup zasługiwali na konkretny sukces, a tu niestety los chciał inaczej.
Niemniej jednak sporo ludzi o nich pamięta, a tym co do tej pory nie mieli z materiałami Mortify do czynienia, Thrashing Madness funduje w tym roku lekcję historii wznawiając oba wydawnictwa zespołu na jednym cd. Co do jakości nie muszę się rozpisywać, bo już niejednokrotnie wspominałem jak Leszek wydaje płyty. To już konkretna marka. Dla maniaków Metalu Śmierci i entuzjastów naszej sceny to mus na liście zakupów oraz zespołów, które trzeba znać.

http://www.oldschool-metal-maniac.com/


niedziela, 17 lutego 2019

Necrophobic- Fears/ When You Die (Thrashing Madness 2019)

Niniejsza kompilacja dwóch materiałów rybnickiego Necrophobic to moje pierwsze zetknięcie z ich twórczością, także opisując album "Fears" (drugi pełniak w dorobku grupy) oraz wydane 2 lata później demo "When You Die" nie mam zbytnio porównania z poprzednimi materiałami. Oczywiście niebawem zamierzam tę kwestię nadrobić. No ale do rzeczy. To co na obu tych materiałach prezentuje Necrophobic to klasyczna odmiana Thrashu amerykańskiej szkoły lat 80-tych, słychać tu wpływy starego Anthrax, Metalliki z czasów "And Justice for All" oraz odrobiny Slayera. Podczas słuchania zwłaszcza "Fears" znajduje się też sporo odniesień do wczesnych Acid Drinkers, pełno tu gitarowych i wokalnych połamańców, zmian tempa, akustycznych wstawek. Nawet usłyszałem w tym co nieco z thrashowego Turbo z czasów "Epidemii", czy "Dead End". Bogate, zróżnicowane granie z silnymi odniesieniami do gatunkowego oldschoolu. Na "When You Die" dostajemy materiał podobny, ale wydaje mi się mniej zawiły, mniej "zakręcony", a bardziej agresywny siarczysty, lecz nie mniej absorbujący. Ba, osobiście nawet wolę bardziej ten tradycyjny kierunek. To demo daje się zapamiętać zwłaszcza dzięki kawałkowi "This Night" który misternie łączy elementy ballady i agresywnego, thrashowego numeru, no i ten wykrzyczany refren! Świetna kompozycja! Z początku nie do końca siadał mi styl zespołu z tych dwóch materiałów, to nie do końca Thrash który do mnie przemawia, ale im dłużej się tego słucha tym bardziej odkrywa się ich potencjał i po prostu chwytają.
Thrashing Madness robi świetną robotę wznawiając wszystkie te nasze zapomniane perły rodzimego metalu, aby poznać je mogli młodzi adepci, starzy mieli szansę sobie je przypomnieć, a co niektórzy, co przegapili, nadrobić zaległości. A Necrophobic na takie przypomnienie bezapelacyjnie zasługuje, w końcu to kawał chlubnej historii naszej sceny. Solidna cegła w tym imponującym, Metalowym murze.

https://www.facebook.com/nekrofobik/
http://www.oldschool-metal-maniac.com/index.php


piątek, 27 października 2017

Prosecutor- Krew Czarnej Ziemi (Thrashing Madness 2017)

Kolejna z ostatnich propozycji od Thrashing Madness- bytomski Prosecutor. Następna perła naszego metalowego podziemia i ich jedyny pełny album "Krew Czarnej Ziemi". Materiał ten wydany został w 1992 roku przez naszą słynną Baron Records, tylko i wyłącznie na taśmie. Wreszcie po tylu latach ten album znów jest dostępny, tym razem na srebrnym krążku. To co serwuje w swojej thrashowej sztuce Prosecutor to precyzja Metallici, finezja, żywiołowość i klimat Kata (zwłaszcza w "balladowych" momentach) oraz wściekłość Destruction. Trudno o lepszą kompilację wpływów. Taka mikstura wciąga i uzależnia. Jakby ktoś zmieszał ze sobą płyty "Master of Puppets", "Bastard" oraz "Infernal Overkill" wspomnianych zespołów. Coś absolutnie kapitalnego i porywającego już od samego intra. Energia, pasja i zapierające dech, chłoszczące riffy (sola też niczego sobie, ciary są)! Grupa widać nie macała gruntu tylko z marszu przywaliła ze wszystkich luf i pokazała o co im chodzi i co chcą grać! Im więcej słucha się tych zapomnianych już nieco nagrań, tym bardziej żal bierze ile to naszego metalowego potencjału nie miało okazji zaistnieć szerzej i przetrwać próby czasu. Prosecutor wraz każdym utworem ze swojej pierwszej i jedynej płyty daje dowód na to jak ogromny potencjał tkwił w ich graniu, mimo faktu, że początek lat 90-tych dla thrashu łaskawy już nie był i ciężko było o świeży powiew w tym temacie. Oni tą świeżość i talent mieli, bezapelacyjnie! Oddali ducha grania, które wydawało się odeszło już wtedy w pewien niebyt. Każdy zainteresowany naszą sceną tamtych lat powinien ten materiał znać, a jeszcze lepiej mieć w zbiorach.
Już po raz któryś z rzędu nie będę się rozpisywał nad tym jak wydany jest każdy tytuł wypuszczany przez Thrashing Madness, bo doskonale to wiecie. Precyzja, profesjonalizm i rozmach, i tutaj nie ma od tego wyjątku. Poza, jak zwykle wypasionym bookletem, dostajemy sporo materiału live, który przenosi nas swą atmosferą do tamtych lat. Rekomendacja zbyteczna!

http://www.oldschool-metal-maniac.com/


wtorek, 24 października 2017

Leviathan- Memento Mori/ C'est La Vie (Thrashing Madness 2017)

No i mamy kolejne, tegoroczne uderzenie od Thrashing Madness. Tym razem padło na dema wrocławskiego Leviathan. Jeszcze trochę a uwierzę w to, że dzięki Lechowi ukażą się niemal wszystkie demówki, czy zapomniane przez czas i ludzi albumy naszego metalowego podziemia przełomu lat 80-tych i 90-tych. Serio! Kolejne wydawnictwo i kolejna perełka, o której wznowieniach na srebrnych krążkach nawet nikt nie śmiał marzyć. A tu proszę, mówisz masz! Leviathan wzięli to co najlepsze od najbardziej ekstremalnych grup thrashu oraz rodzącego się death metalu tamtego czasu i stworzyli własną, siarczystą, surową oraz bezkompromisową hybrydę obu tych gatunków. Zarówno "Memento Mori" z 1990, "C'est La Vie" (1992), jak i dodane jako bonus pierwsze demo zespołu z 1989 to karkołomne galopady i konkretne łojenie bez rozmieniania się na drobne. Czysty ogień, furia i szaleństwo. Co prawda z każdego z dem można wydobyć jakieś kawałki, fragmenty, które mogą zdawać się nieco bardziej subtelne riffowo, chwytliwe (o ile w przypadku Leviathan można w ogóle o takim zjawisku mówić), gdzie nie gdzie wolniejsze, bardziej marszowe, ale gdy to się dzieje nie mija parę chwil, a z powrotem zmieniają się w nieokiełznaną bestię. Może nie jest to coś wyjątkowego, odkrywczego, ale to kolejny przykład, jakich na naszej scenie było ogrom, mianowicie na to ile pasja do grania i energia potrafią do spółki zdziałać i jaki materiał zrodzić. To przede wszystkim żywioł i esencja thrashowej nawałnicy. Słucha się tego kapitalnie, a dodatkowo ma się okazję poczuć przez to granie ten unikalny klimat tamtych lat i poznać kolejny element historii naszej rodzimej sceny. Bezcenne!
Co się tyczy samej formy wydania. Nawet nie ma sensu specjalnie się tu rozwodzić, bo kolejne płytki Thrashing Madness dosłownie prześcigają się w dążeniu do wydawniczej perfekcji. I nie mówię tu tylko o bonusach, czy jakości samej w sobie, ale także o aspekcie wizualnym. Ogrom zdjęć, sporo do czytania, masa pamiątek itd. Booklety są tak grube, że ciężko je wyjąć z pudełka, które ledwie się za ich sprawą domykają. Jakiekolwiek polecanie, czy dalsze zachwalanie uważam za kompletnie zbyteczne.

http://www.oldschool-metal-maniac.com/


sobota, 22 lipca 2017

Lastwar- Skazani na Zagładę (demo 1990/ Thrashing Madness 2010)

Lastwar, kolejna świetnie łojąca grupa, która w połowie lat 90-tych przepadła w głębinach naszego metalowego podziemia. Ta wągrowiecka załoga grała bardzo spójną, energetyczną i nafaszerowaną dobrymi riffami dawkę thrash metalu w stylu starego Slayer'a, i robili to pieruńsko dobrze. Słucha się tego kapitalnie i z przeogromną ochotą na powtórkę. Demo "Skazani na Zagładę", które dziś przypominam, zostało zarejestrowane w 1990 (dopiero trzy lata po założeniu zespołu) w szczecińskim studiu ARP. Jak na taśmę demo charakteryzowało się zauważalnie dopracowanym, i jak na dostępne warunki, klarownym brzmieniem. Cóż się dziwić, pieczę nad materiałem powierzono doświadczonemu realizatorowi, Arturowi Bursakowskiemu, który profesjonalnie ogarnął temat. Grupa mimo braku doświadczenia w ciągu dwóch dni wykroiła naprawdę solidny kawał thrash metalowej sztuki (warto napomknąć z jaką pasją odegrali kawałek Death "Evil Dead", szacun Panowie ogromny!). Dzięki tym nagraniom zespół zaistniał na undergroundowej scenie i miał szansę grywać sztuki u boku takich tuzów jak Vader, Pandemonium, Christ Agony, Betrayer czy Turbo. Min. dzięki owemu demu i następującej po niej promówce 91' (zawartej tu jako jeden z bonusów, zaiste dobry materiał, ale strasznie zamulony jakościowo, jakby zespół grał w zamkniętym pomieszczeniu, a rejestracja odbywała się spoza niego) zespołem zainteresowało się Carnage Records, które wydało później ich kolejne demo "Darkness in Eden".
Bez owijania w bawełnę powiem, że zaliczam Lastwar do jednej z naszych lepszych, a niestety zapomnianych już nieco, thrashowych załóg jakie kiedykolwiek powstały. Zespół bardzo obiecujący, grający co prawda wg. utartej przez klasyków gatunku formy, ale z niesamowitą pasją do tematu oraz wyczuciem, chłopaki wiedzieli co robią i w czym są najlepsi. Było w tym "to coś", które w niewytłumaczalny do końca sposób przyciąga i zdobywa uwagę. Wielka szkoda, że ta grupa z różnych powodów, zarówno dotyczących braku wydawcy, zwykłego pecha, który tak chętnie towarzyszył wtedy wielu zespołom, oraz spraw natury prywatnej nie kontynuowała działalności. Niemniej jednak zostawili po sobie konkretne dziedzictwo, z którego dzięki nie tylko starym wydawnictwom, ale i reedycjom jakie popełnia Thrashing Madness, możemy w pełni korzystać i zasłuchiwać się w tej znakomitej, dźwiękowej chłoście.



czwartek, 20 lipca 2017

Holy Battalion- Cosmic War/ Breaking the Face (Thrashing Madness 2010)

Kolejna zapomniana już ekipa z naszego podziemia przełomu lat 80-tych i 90-tych. Holy Battalion ze Sławna, bo o nich tu będzie mowa, wykonywał bardzo poprawny, chociaż nieco chaotyczny, thrash. Zespół miał na koncie tylko 3 materiały demo, pełnego albumu niestety się nie doczekali. Dwa pierwsze demka, które są tu głównym rozkładem jazdy, czyli "Cosmic War" oraz "Breaking the Face" są względem brzmienia praktycznie bliźniacze lub przynajmniej takiemu faktowi bliskie. Nie słychać tu w tej kwestii znaczącego progresu. W obu przypadkach mamy brzmienie dosyć toporne, dalekie od doskonałości, surowe, szorstkie (jak na demo przystało) i w tym przypadku śmiem twierdzić, iż nie do końca działające na korzyść samych kompozycji. Materiał z obu dem jest nieco połamany, sporo się tu dzieje, ale wisi nad tym wszystkim jakiś nieokreślony chaos, podczas słuchania mam wrażenie, że zagrany jest na ogromnym spontanie, ale czasem aż za bardzo, przez co można mieć wrażenie pewnych wykonawczych niedociągnięć/ bałaganu. No, ale może w tym jest metoda, taki urok i zero dyskusji. Zdaję sobie sprawę, że spokojnie znalazły by się osoby, które nie podzieliłyby tego zdania, cóż, takie moje subiektywne odczucia. Niemniej jednak udało mi się wyłapać w dwóch utworach bardzo ciekawe, czy świadome- nie wiem, odnośniki do poza thrashowej, metalowej klasyki w postaci NWOBHMowego Blitzkrieg ("March") czy Celtic Frost (początek "The Temple") wplecione w thrashowe metalowe łojenie w bardzo misterny sposób. Zamieszczone tu jako bonus demo "Mr. Dolly" z 1994 to już widoczny krok naprzód zarówno w brzmieniu jak i samych utworach, o wiele więcej tu świeżości i bardziej dojrzałego technicznie grania, ale wciąż nie do końca porywającego.
Podsumowując, jakoś specjalnie Holy Battalion mnie nie zauroczył. Nie są to złe materiały, skąd, daleki jestem od takiej opinii, ale giną momentalnie w natłoku innych znacznie lepszych i bardziej oryginalnych (chociażby wplatające już w swą sztukę death metal, grające po sąsiedzku Slaughter z Koszalina, czy, jeszcze wtedy, słupski Betrayer). To po prostu dobre, żywiołowe, thrashowe granie bez specjalnych fajerwerków. Dla miłośników takiego właśnie grania jak i naszego undergroundu będzie to z pewnością niezła gratka i kolejny interesujący element historii naszej sceny. Co się tyczy samego wydania, to jak to już zwykłem mawiać, logo Thrashing Madness to wystarczająca rekomendacja, jednak płyta pochodzi z czasów kiedy owe krakowskie wydawnictwo wypuszczało cd jeszcze nieco skromniejsze, ale już wieszczące przyszły patos. Dla fanów tematu, pozycja warta polecenia.


czwartek, 6 lipca 2017

Pascal- Collection of Destroyed Brains/ Live in Warsaw (Thrashing Madness 2017)

Czas na kolejne ze wznowień z dyskografii Pascal, tym razem na warsztat biorę demo "Collection of Destroyed Brains" z 1992 (wydane pierwotnie przez Carnage Records). Pierwsze dźwięki i dosłownie opada kopara, serio. Co tu się dzieje! Totalna masakra i jakże piękny w swym chaosie, thrashowy połamaniec! Momentami przynosi to na myśl wczesne dokonania Acid Drinkers, ale wszystko jest tu o klasę wyżej, kompozycje, brzmienie, wściekłość, z czymś takim Pascal mógł doganiać światowe czołówki, i myślę, że nie jest to przesada. Jest w tym także coś z Mekong Delta czy Atheist, no w każdym bądź razie klasa i z pewnością przeskoczenie swoich dotychczasowych nagrań, pokazanie kunsztu w temacie i nietuzinkowego talentu. Pełno tu riffów, zmian tempa, przyspieszeń zwolnień i niemiłosiernej kanonady perkusyjnej. Odsłuch już samego instrumentalnego utworu tytułowego mówi jak genialny i kompleksowy w swej strukturze jest ten materiał. Na początek klimatyczne, spokojne, akustyczne intro, a potem techniczna jazda w same serce pożogi. Kolejnym wartym wyszczególnienia utworem jest "The Damned" w którym bardzo przypadły mi do gustu momentalnie chwytające riffy, oraz odrobina melodyki łamiąca na moment thrashowe mięcho. Na wokal powraca tu gitarzysta grupy Robert Wieczorek, który dokłada do tego kotła jeszcze więcej pazura i zajadłości. Materiał jest co prawda krótki, ale za to treściwy od początku do końca. Pascal udowodnił tu swoją niedocenioną wielkość. Do niniejszej reedycji jako bonus dodany został dysk dvd z materiałami live zespołu z lat 90'-92'. No kawał historii proszę was, jest co pooglądać i czego posłuchać. Nie chcę tu odkrywać wszystkich kart, aby zachęcić was do sięgnięcia po to wydawnictwo, możecie mi wierzyć, że warto.
W kwestii samego wydania to już specjalnie nie mam co się rozpisywać bo sami widzicie jak to wygląda, Thrashing Madness fuszerki nie odwala, a każdy wydany przez siebie cd serwuje zawsze z dbałością o każdy szczegół. Jak zwykle poza samymi płytami mamy opasły, laminowany booklet (ledwo się mieści w pudełku!) pełen zdjęć i materiałów do poczytania, także reedycja najwyższej próby. Nic tylko brać i delektować się tą sztuką!



niedziela, 2 lipca 2017

Pascal- Agonia/ Bad Omen (Thrashing Madness 2017)

Kolejna perła z naszego metalowego podziemia, i kolejny, ogromny potencjał który przeszedł bez należytego uznania i echa. Mowa tu o warszawskim, thrash metalowym Pascal. Ostatnio Thrashing Madness wznowiło wszystkie materiały demo oraz debiut tej grupy wzbogacając je o bonusowe materiały oraz opasłe booklety z ogromem fotek i konkretną ilością czytadła. Dziś na pierwszy ogień pójdą "Bad Omen" (1989) oraz "Agonia" (1990), niby nagrania zawierające w połowie te same utwory, a zasadniczo się od siebie różniące.
"Bad Omen" jest surowy, szorstki w brzmieniu, okraszony bardziej złowieszczymi, nienawistnymi wokalami gitarzysty grupy, wtedy także wokalisty, Roberta Wieczorka. Jest w tym więcej żywiołu, bardziej prostolinijnego podejścia wykonawczego. Pascal serwują nam thrash najwyższej próby i na bardzo wysokim poziomie. Słychać, że panowie zasłuchiwali się w takich grupach jak Sodom, Metallica czy Destruction, dodając do tego nieco technicznego sznytu, który w pełni rozpostarł swoje skrzydła na "Agonii". No właśnie, "Agonia". Debiutancki materiał popchnął wszystko naprzód. Wydaje się, że to właśnie tu Pascal określi własne "ja". Nagrał płytę, moim zdaniem, o doskonałym jak na tamte czasy i możliwości brzmieniu, w znanych już kompozycjach uwydatniła się ich energia i lekko zawiła struktura, urozmaicona zmianami temp i melodii. Muzycy pokazali kunszt i autentyczny progres, już sam utwór "Egzystencja" może o tym świadczyć, czy też nowe propozycje w postaci "Pascal" i dwu częściowego, instrumentalnego "Agonia". Mamy tu mnóstwo świetnych pomysłów i przede wszystkim znakomitego gitarowego łojenia. Istotną zmianą był też nowy wokalista w osobie Artura Stepniewskiego, którego wokal bardzo podobny jest do tego którym dysponuje Grzegorz Kupczyk z Turbo. Apropo Turbo, to co muzycznie, a i wokalnie zawarł Pascal na "Agonii" ma pewne wspólne mianowniki z "Ostatnim Wojownikiem" Turbo czy chociażby debiutem Wilczego Pająka, co daje pewien obraz jak ta warszawska załoga brzmiała.
Bez wątpienia oba nagrania pokazały klasę zespołu, a z pewnością jego oryginalny charakter i talent w wykonywanej muzyce. To kolejny przykład jak świetną mieliśmy scenę, a jak mało szans aby te wszystkie autentycznie znakomite zespoły mogły konkretnie zaistnieć i dać się poznać szerszemu gronu metalowych maniaków. Jak najbardziej polecam każdemu kto jeszcze nie miał styczności z twórczością Pascal, a fanom thrashu zalecam z marszu sięgnąć po płytę, nie będziecie zawiedzeni, gwarantuję!



czwartek, 29 czerwca 2017

Silence- The Last Warrior (demo 1989/ Thrashing Madness 2014)

W latach 1988-89 istniał twór o nazwie Silence. Obecnie chyba kompletnie zapomniany zespół. Grupa w pewnym sensie powstała na zgliszczach Merciless Death (późnej rzecz jasna reaktywowanego) z inicjatywy perkusisty grupy- Gustawa, którego min. wspomógł w tej inicjatywie Żaku, także były muzyk Merciless Death przejmując wokal i bas. Na gitarach cięli Robert Kuraj i Piotr Sawinda. W takim oto składzie nagrali demo "The Last Warrior". Poza dodanym na niniejszej płycie instrumentalnym kawałku z próby to jedyny znany materiał tej załogi.
"Ostatni Wojownik" serwuje nam prostą, surową dawkę speed/ thrash metalu w tradycyjnym stylu. Silence koła tu nie odkryli. Była pasja i chęć do grania to grali, i rzecz jasna robili to dobrze. Problem w tym, że nie było to nic specjalnie wyróżniającego się na tle innych naszych grup parających się wtedy thrashem. No i gdzieś Silence w tym wszystkim przepadło, nie pomógł temu fakt, iż już w drugiej połowie 89' Żaku odchodzi do Egzekuthor, po czym zespół zawiesza działalność. Najciekawszym utworem jest tu moim zdaniem "Dzwon Bije Dla Mnie". Bardzo nośny kawałek, którego warto sobie posłuchać jako próby tego co Silence miało na "The Last Warrior" do zaproponowania.
Co się tyczy samego wydania to już rozpisywać się nie będę, bo nazwa Thrashing Madness mówi już wszystko. Co prawda, tym razem wkładka jest nieco skromniejsza, ale to dlatego, że zapewne nie zachowało się tak wiele materiałów dotyczących grupy. Mamy tu garść fotografii, teksty oraz krótką notkę biograficzną. Całość zdobią wspaniałe i bardzo klimatyczne grafiki namalowane przez samego wydawcę Leszka Wojnicza- Sianożęckiego.
Dla osób mocno zainteresowanych naszym metalowym podziemiem przełomu lat 80-tych i 90-tych, pozycja obowiązkowa i zaiste godna polecenia.


środa, 28 czerwca 2017

Infected Mind- Lost Existence (demo 1993/ Thrashing Madness 2017)

Krakowskie Thrashing Madness uderza w tym roku z konkretną siłą i znów dostajemy sporą dawkę nagrań z naszego dawnego metalowego podziemia podaną w kompaktowej formie. Tym razem pochylam się nad demem gliwickiego Infected Mind "Lost Existence" (1993), notabene jedynym materiałem tej grupy (a szkoda, naprawdę). Zespół serwuje istotnie bardzo dobrą i emanującą pasją mieszankę death i thrash metalu spod znaku takich grup jak Merciless, starej Sepultury czy Possessed (w niektórych miejscach cichym echem odbija się Metallica z czasów "Master of Puppets"). I co ważne, brzmienie, choć to demo, jest naprawdę niezłe i jak na demówkowe realia naprawdę wysoko stawia poprzeczkę. Grupa zaserwowała tu siedem autorskich kompozycji (warto zwrócić uwagę na gitarowe galopady i sola, jest tu czego posłuchać) w których skład wchodzą też całkiem ciekawe, nieco zawiłe utwory istrumentalne w postaci "Crazy Horse" oraz "Terminator". Co do zawiłości, to generalnie cały ów materiał opatrzony jest w sporo zmian temp i całą masę riffów, słucha się tego piekielnie dobrze, a materiał nie ma prawa się nudzić, a i jeszcze wokal. No swoista kropka nad "i"- wściekły, opętańczy, momentami nieco vaderowski, klasa! Śmiem twierdzić, że zespół miał predyspozycje aby doganiać takie grupy jak osławiony Armageddon czy nawet Vader. Tkwił w nich potencjał i to nie byle jaki, wystarczy się wsłuchać. Te niespełna 28 minut biczowania dźwiękiem to zaprzepaszczona kiedyś szansa na prawdopodobnie znaczący sukces. Ale wiadomo jak to wtedy bywało, nie każdemu było dane zaistnieć z powodów przeważnie losowych, niestety, ot pech, czasem zaniechanie, a czasem po prostu niewłaściwe miejsce czy czas.
Jak zwykle Thrashing Madness raczy nas wydaniem na najwyższym możliwym poziomie jeżeli generalnie chodzi o kompaktowe reedycje starych wyziewów metalowej sceny. Płyta wydana jest z dokładnością o każdy szczegół. Mamy nie tylko nośnik z siarczystym metalowym łojeniem z najwyższej półki, ale i także coś dla oka. Jak w poprzednich przypadkach dostajemy opasły booklet wypełniony memorabiliami i sporą ilością archiwalnych fotografii, którym towarzyszą wspomnienia Bera, gitarzysty i jednocześnie wokalisty Infected Mind. Czy jakakolwiek rekomendacja jest tu potrzebna? Nie sądzę!



piątek, 19 maja 2017

Hellias- Closed in a Fate Coffin/ Noc Potępienia (Thrashing Madness Productions 2015)

Mówisz Thrashing Madness i już wiesz, że będzie dobrze i z dbałością o każdy szczegół. Jak wiadomo wydawnictwo słynie z przypominania starych, autentycznie świetnych, a niestety odrobinę zapomnianych, dem oraz albumów naszego rodzimego, metalowego podziemia przełomu lat 80-tych i 90-tych. I rzecz jasna robi to diabelnie dobrze. Dwa lata temu wypuścili na światło dzienne debiut, oraz poprzedzającą ten materiał EPkę, krakowskiego Hellias (niby materiał był już wznawiany jakoś w 2004, ale bez bonusów i nie w tak wypasionej formie). Są to materiały, które z pewnością warto było odkopać i przypomnieć wszystkim metalowym maniakom, zarówno tym którzy zdążyli odrobinę o nich zapomnieć, jak i tym którzy jeszcze się z nimi nie zetknęli.
Jak najbardziej trafionym pomysłem było zestawianie ze sobą na jednym cd EPki oraz pełnego albumu. Dzięki temu mamy tu szansę usłyszeć jak kształtowała się thrash metalowa sztuka jaką para się Hellias. "Noc Potępienia" (1988) to surowy, obskurny materiał, ale za to jak niesamowicie kipiący energią, nieokiełznaną dzikością i pasją do grania. Każdy z kawałków to istna thrashowa chłosta wypluwająca rozwścieczone riffy wraz z każdym smagnięciem gitarowego bata! Przebija się z owych dźwięków przede wszystkim niemiecka szkoła spod znaku Destruction czy Kreator. Słychać w tym nawet echa naszego Kata z okresu debiutu (kluczowa jest tu zwłaszcza "Wyrocznia") oraz "Oddechu Wymarłych Światów". Z kolei debiutancki, wydany trzy lata później, "Closed in a Fate Coffin" odrobinę hamuje na rzecz bogatszych kompozycji, instrumentalnych dodatków czy nawet ballad ("Sentence of..."). Mimo wszystko to i tak kawał solidnego thrashu, tyle, że bardziej wysublimowanego i nieco lepiej brzmiącego niż ten z "Nocy Potępienia". Widać tu, iż zespół zaczynał szukać na tym albumie swojego własnego charakterystycznego stylu. Na finał, jako bonus, dostajemy nagrania koncertowe z 88'. Mają one, jakby nie patrzeć, przeogromną wartość historyczną, pełne różnorakich niedoskonałości, słabo brzmiące, ale zachowujące magię tamtych dni i niepowtarzalny klimat, a to coś absolutnie bezcennego.
Co się tyczy samej formy wydania, to powodów do narzekań brak, jak z resztą sugeruje sam początek tej recenzji, a do zachwytów całe mnóstwo. Dostajemy bowiem booklet wypełniony całą masą archiwalnych fotografii zespołu oraz obszerny wywiad przeprowadzony przez Wojciecha Lisa specjalnie na potrzeby tego wydawnictwa. Całość poligrafii jest laminowana i wydrukowana w najwyższej jakości i na grubym papierze. Mistrzostwo świata, chyba nikt u nas w kraju nie wydaje płyt z taką dbałością o każdy aspekt danego wydawnictwa.
Podsumowanie będzie krótkie, polecam z całą stanowczością bo to kawał historii naszej sceny, granie, mimo tylu lat, wciąż niosące masę energii, inspiracji, a dla wielu niezliczone pokłady wspomnień. Tak właśnie wykuwał się metal w naszej ojczyźnie!


czwartek, 23 czerwca 2016

Roadhog- Dreamstealer (Thrashing Madness 2015)

Dobrze się dzieje na naszym rodzimym, heavy metalowym podwórku. Powstaje sporo nowych zespołów prezentujących bardzo dobry poziom. Sporo z tych grup czerpie z gatunku to co najlepsze prezentując stare kultowe granie w nowej świeżej odsłonie.
Jednym z takich zespołów jest nasz krakowski Roadhog. W ich muzyce słychać starych klasyków niemieckiej sceny, sporo NWOBHM, czy power metalowego kopa. Oczywiście nie ma tu mowy o jakieś bezczelnej zrzynce, bo co innego jest kopiować, a co innego czerpać inspiracje. Jest to niesamowicie nośne, chwytliwe i luzackie granie. I o to chodzi, to tradycyjny, rozpędzony heavy metal, i tak to właśnie ma wyglądać. Jak na tego typu granie brzmienie jest dosyć dopracowane, w sumie dobrze, że nie poszło to tutaj w stronę większej surowizny dzięki temu lepiej to wszystko wchodzi podczas słuchania. Nie będę tu wyszczególniał specjalnie jakiś konkretnych kompozycji z tej płyty bo każdy z utworów napakowany jest fajnymi riffami i gdybym to zrobił to byłoby to krzywdzące dla tych których bym tu nie wymienił. Moim zdaniem brak tu słabego ogniwa, płyta jest spójna i dobrze się jej słucha od początku do końca. Oczywiście muzyka Roadhog nie jest czymś odkrywczym, nie ma tu kombinowania, jakieś nowych patentów itd. Jest to sprawdzony przepis podany w nowej, świeżej formie. W tym przypadku, i w moim odbiorze nie należy tego traktować jako minus. Szczerze zachęcam do zapoznania się z tym materiałem. Wszystkim fanom klasyki spod znaku takich grup jak Grave Digger czy Judas Priest powinno przypasować, podobnie  entuzjastom całego nurtu NWOBHM.
Opisywany debiut Roadhog wydany został oryginalnie przez Stromspell Records, a dopiero później u nas przez dobrze znaną Thrashing Madness Productions (to wydanko przedstawione jest na zdjęciu poniżej, jak widać wydane z dbałością o wszelkie detale, aby cieszyło także oko). Zespół ma jeszcze na koncie epkę, która była dodana tylko i wyłącznie do jednego z wydań magazynu Oldschool Metal Maniac. Niebawem natomiast ma ukazać się kolejna dawka heavy metalowej jazdy w wydaniu Roadhog pt. "The Opprossors". Czekamy!