Może nie jest to mój ulubiony album Blind Guardian, ale mam do niego spory sentyment i co jakiś czas z ogromną chęcią do niego wracam. Napisać o nim postanowiłem, jako, że dorwałem ostatnio ubiegłoroczne, dwupłytowe wznowienie z Nuclear Blast i jakoś tak ten sentyment się uruchomił ponownie. Bądź co bądź, był to pierwszy album tej niemieckiej ekipy jaki niegdyś usłyszałem.
"Nightfall In Middle-Earth" to pierwszy koncept album w dorobku Blind Guardian, a po "Imaginations From the Other Side" najbardziej kompleksowy i bogaty jaki udało im się nagrać (przynajmniej moim zdaniem). Płyta poświęcona jest jednemu z wątków "Silmarillion" J.R.R. Tolkiena, i co ciekawe, zadedykowanie albumu tej książce nie pojawiło się od razu. Początkowo w planach był "Pierścień Nibelungów", powstały nawet teksty do tego własnie konceptu, które potem zostały zmienione. Rozważana była również saga o Merlinie, lecz ostatecznie uwielbienie Hansiego dla świata stworzonego przez Tolkiena zwyciężyło. W sumie bardzo dobrze się stało, bo dzięki temu powstało oryginalne dzieło. Tematykę "Pierścienia Nibelungów" wykorzystał już chociażby Grave Digger, czy Mystic Circle. I co warto jeszcze zaznaczyć, Hansi uważa, że to najlepsza płyta w ich dorobku.
Album powstawał zarówno przed wejściem zespołu do studia, jak i w trakcie nagrań, prace trwały niemal do ostatniej możliwej do wykorzystania chwili. Koncept okazał się być bardzo wymagający. Nie tylko ze względu na sporą ilość kompozycji, ale również umieszczonych między nimi narracyjnych przerywników. Nie zapominajmy również o presji jaką zostawił poprzedni album- "Imaginations From the Other Side". Poprzeczka była podniesiona bardzo wysoko.
Uważam, że zespół sprostał wyzwaniu. Może nie przebija to "Imaginations..." (to opinia subiektywna), ale forma jest utrzymana, a materiał, chodź inny, wciąż jest równie dobry. Mamy tu takie klasyki jak "Into the Storm", "Mirror Mirror", "Nightfall", czy niesamowicie nastrojowy i emocjonalny "Blood Tears". Zresztą cała płyta jest wypełniona tymi właśnie cechami, acz ten utwór jest ich najlepszym przykładem. Każdy z tych numerów, jak i większość pozostałych, sprostał próbie czasu i cały czas świetnie się broni. Mamy zatem do czynienia z dziełem, mówiąc szczerze, ponadczasowym i wyróżniającym się w historii muzyki Metalowej, a i sceny lat 90-tych. Pozwolę sobie nawet stwierdzić, że dzięki "Imaginations..." oraz "Nightfall In Middle Earth" Blind Guardian może poszczycić się posiadaniem na koncie jednych z najlepszych albumów Metalowych jakie powstały w ostatnim dziesięcioleciu XX wieku. Nie dość, że płyta jest ambitna, to i bogata w wiele inspiracji i totalnie niepodległa jeżeli chodzi o jakąś szufladkę w Metalowym rzemiośle. Miesza się tu ze sobą Power Metal, Thrash, elementy progresywnego grania, a nawet folku. Jest to przykład płyty, którą wypada znać. Może nie od razu lubić, bo gusta są różne, ale z pewnością szanować.
Z tą płytą wiąże się też pewna ciekawostka, może nie z samą muzyką, a jej promocją. Wytwórnia stwierdziła, że ciekawym posunięciem byłoby gdyby zespół zaprezentował się na zdjęciach w jakiś średniowiecznych ciuchach, czego do tej pory nie praktykowali i nie chcieli praktykować. Mieli swój styl, którego trzymali się od samego początku. Niemniej jednak zgodzili się na ten jeden wyjątek. I tak oto w czasie gdy ukazała się płyta można było ich oglądać w takiej właśnie stylizacji fantasy,która szybko została porzucona.
Poniżej wspomniana na początku tekstu najnowsza reedycja niniejszej płyty. Poza oryginalną wersją płyty zawiera również jej poddaną remiksowi wersję oraz szczyptę bonusów. Mówiąc szczerze te ponowne miksy nie wyszły najlepiej. Niby uwypuklone zostały pewne uprzednio bardziej schowane w tle elementy, ale odbyło się to kosztem dynamiki i samego brzmienia, które moim zdaniem uległo spłaszczeniu, co niestety w przypadku Blind Guardian nie działa na plus. Przecież gro ich kompozycji czerpie swoją dodatkową siłę właśnie z mocnego, wyrazistego brzmienia. Całe szczęście, na drugim dysku dostajemy oryginał. Poza tym, reedycja jest udana. Ciekawym zabiegiem było zachowanie oryginalnych grafik zdobiących album poszerzając je w środku o nowe. Co prawda w innym stylu, ale klimat zachowany. W środku trochę wspomnień każdego z członków zespołu, także i poczytać jest co. Co prawda znajdziemy tu niemal dokładnie to samo co w poprzednich wznowieniach, zmienił się tylko wydawca, ale jest to bardziej dopracowane i już warte swojej ceny. Jak ktoś ma pierwsze wydanie, to nie namawiam tu do zakupu, ale jeżeli nie, a lubi te wszystkie wspomniane smaczki, to warto sięgnąć.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blind Guardian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blind Guardian. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 30 kwietnia 2019
poniedziałek, 30 lipca 2018
Blind Guardian- Tales from the Twilight World (No Remorse Records 1990/ Nuclear Blast 2017)
Mój ulubiony album Blind Guardian, od zawsze na zawsze! Płyta, która zdefiniowała ich styl, pozwoliła się wybić i przerosła swoje dwie poprzedniczki i to o niemal przysłowiowe lata świetlne. Album kipi od energii, pomysłów, miejscami niemal queenowskich aranżacji (co już konkretnie da o sobie znać na "Somewhere Far Bayond") i nietuzinkowej atmosfery. Co ciekawe, utwory na album powstawały podczas tzw. jam sessions, one po prostu samoistnie rodziły się z pasji ich zaangażowania w granie. Jak na czas w którym ukazał się "Tales from the Twilight World" nie znajduję zespołu w podobnych klimatach, który stworzyłby tak natchniony i świdrujący mózgownicę materiał. Miesza się tu zarówno Power i Thrash metal, jak i elementy klasycznego Heavy oraz odrobiny Metalu Progresywnego. No i te solówki, Andre i Marcusa po prostu wymiatają aż drzazgi lecą! Całość podpiera mocarna perkusja Thomasa, a wieńczy charakterystyczny, silny wokal Hansiego. Nie tak znowu wiele jest zespołów w których zaistniał tak zgrany i świetnie uzupełniający się skład, była chemia.
Na albumie znalazło się sporo klasyków, które zespół od tamtego czasu niemal zawsze grywa na swoich koncertach. Mamy tu otwierający płytę "Traveller in Time", kultowy "Welcome to Dying", pierwsza klasyczna ballada w repertuarze grupy "Lord of the Rings" (za każdym razem wzbudza te same nostalgiczne emocje, ech...) oraz "Lost in the Twilight Hall" z gościnnym udziałem Kai Hansena (ex Helloween, Gamma Ray). Warto też zwrócić uwagę na tu i ówdzie flirtujący swoimi galopadami z konkretnym Speed Metalem "Tommyknockers". Także pojawia nam się tu kolejny rodzaj metalowej sztuki, której elementów możemy doszukać się na "Tales from the Twilight World". To wszystko świadczy o wielkości tego dzieła, a może przede wszystkim jego bogactwa brzmieniowego. Dla samego zespołu jest równie ważne i znaczy koniec pewnego okresu działalności, a początek nowego. Muzycznie był to niesamowity krok naprzód. Wydanie albumu zwieńczyła trasa razem z Iced Earth, którzy w tamtym momencie debiutowali wydając swój pierwszy długograj. Warto też wspomnieć, tak już na marginesie, że jest to pierwsza płyta z okładką autorstwa Andreasa Marschalla, którego dzieła będą przez dłuższy czas wieńczyły krążki Blind Guardian i które, poniekąd staną się jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu. Na koniec powiem tylko jedno, niemiecka scena metalowa może być dumna z takich dzieł, a nawet powinna!
Na albumie znalazło się sporo klasyków, które zespół od tamtego czasu niemal zawsze grywa na swoich koncertach. Mamy tu otwierający płytę "Traveller in Time", kultowy "Welcome to Dying", pierwsza klasyczna ballada w repertuarze grupy "Lord of the Rings" (za każdym razem wzbudza te same nostalgiczne emocje, ech...) oraz "Lost in the Twilight Hall" z gościnnym udziałem Kai Hansena (ex Helloween, Gamma Ray). Warto też zwrócić uwagę na tu i ówdzie flirtujący swoimi galopadami z konkretnym Speed Metalem "Tommyknockers". Także pojawia nam się tu kolejny rodzaj metalowej sztuki, której elementów możemy doszukać się na "Tales from the Twilight World". To wszystko świadczy o wielkości tego dzieła, a może przede wszystkim jego bogactwa brzmieniowego. Dla samego zespołu jest równie ważne i znaczy koniec pewnego okresu działalności, a początek nowego. Muzycznie był to niesamowity krok naprzód. Wydanie albumu zwieńczyła trasa razem z Iced Earth, którzy w tamtym momencie debiutowali wydając swój pierwszy długograj. Warto też wspomnieć, tak już na marginesie, że jest to pierwsza płyta z okładką autorstwa Andreasa Marschalla, którego dzieła będą przez dłuższy czas wieńczyły krążki Blind Guardian i które, poniekąd staną się jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu. Na koniec powiem tylko jedno, niemiecka scena metalowa może być dumna z takich dzieł, a nawet powinna!
sobota, 5 sierpnia 2017
Blind Guardian- Follow the Blind (No Remorse 1989/ EMI 2007)
Wczesne albumy niemieckiego Blind Guardian to perfekcyjna mieszanka power, speed oraz thrash metalu z nieznacznymi, progresywnymi naleciałościami. Coś jakby wrzucić do jednego kotła takie grupy jak chociażby Testament, Metallica, Fates Warning, Forbidden, Iron Maiden czy Helloween i porządnie zamieszać. Zespołowi w swojej dziedzinie udało się stworzyć coś totalnie oryginalnego i niepodrabialnego, ich stylu i brzmienia nie da się pomylić z nikim innym, przynajmniej ja tak uważam. Ma w tym także spory wkład nietuzinkowa barwa głosu Hansiego Kurscha, oraz osadzona w fantastyce warstwa tekstowa (zwłaszcza w świecie stworzonym przez Tolkiena).Nagrany w 1989 "Follow the Blind" jest naturalną, ale dojrzalszą i wyraźnie dopracowaną kontynuacją debiutanckiego "Battalions of Fear". Powstał album cięższy, bardziej agresywny (bardziej thrashowy od swojego poprzednika), dopracowany brzmieniowo i co więcej wprowadzający do historii grupy dwa nieśmiertelne klasyki z ich repertuaru, mianowicie "Banish from Sanctuary" oraz potężna "Valhalla" (w której gościnnie wystąpił na gitarze i wokalu sam Kai Hansen), utwory, które zespół grywa na koncertach regularnie po dziś dzień. Uważam, że i podniosły, a jednocześnie bardzo nośny i epicki "Hall of the King", także zasługuje tu na wyróżnienie. Największym atutem "Follow the Blind" jest ewidentnie bardzo solidna, mocna sekcja rytmiczna oraz fenomenalna praca gitar (solówki jak i same riffy takie, że klękajcie narody, po prostu porywające!). Płyta godna polecenia każdemu maniakowi metalowej klasyki lat 80-tych, oraz niemieckiej sceny metalowej tamtych lat. Obok Running Wild, Warlock i Helloween to dla mnie absolutny top.
Tak jak pierwszemu albumowi towarzyszyła konkretna trasa koncertowa, tak promocja "Follow the Blind" o dziwo ograniczała się tylko do regularnych, pojedynczych koncertów. Grupa znacznie więcej czasu poświęcała wtedy na próby i prace nad kolejnym materiałem. Po ukazaniu się winylowej wersji albumu zespół został poproszony o nagranie bonusowych kompozycji na kompaktową wersję płyty. Jako, że nie mieli żadnych utworów pozostałych z sesji, postanowili nagrać dwa covery. Tak oto na krążku znalazły się ich dobrze znane wersje kawałków Demon "Don't Break the Circle" oraz "Barbara Ann" zespołu The Regents.
Teraz kilka słów odnośnie przedstawionej poniżej reedycji. Wszystko byłoby super, serio, gdyby nie zwalony remastering. Czasem takie zabiegi wychodzą dobrze i płyta autentycznie zyskuje nową jakoś, ale w tym przypadku nie udało się tego osiągnąć. Brzmienie jest tu nieco płaskie, pozbawione pewnej głębi i niesamowicie sterylne, aż sztuczne. Oczywiście da się tego słuchać, ja jakoś z braku wybujałej wybredności daję radę, po czasie człowiek przywyka, ale w konfrontacji z oryginałem sprawa wypada naprawdę kiepsko. Jedynymi elementami, które ratują to wydanie to jego forma wizualna oraz ciekawe liner notes, zarówno od dziennikarzy muzycznych, jaki i samego zespołu. Niewiele, no ale zawsze to jakiś pozytyw. Jak jest szansa to zalecam sięganie po starsze wydania, pozwoli to w pełni delektować się tym genialnym materiałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







