Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Entombed. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Entombed. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 maja 2019

Entombed- Clandestine Live (Threeman Recordings 2019)

"Clandestine Live" to wyjątkowe wydawnictwo. Zawiera ono zapis koncertu jaki dało Entombed 12 listopada 2016 roku w Hali koncertowej w szwedzkim Malmo. Ów wydarzenie to zagrany po całości album "Clandestine" w interpretacji orkiestry symfonicznej, a potem w klasycznej wersji przez zespół. To tak naprawdę pierwszy od lat powrót Entombed do swoich starych materiałów i do niemal oryginalnego składu. Za perkusją zasiadł Nicke Andersson, za gitarami pojawili się oczywiście Alex Hellid oraz Ulf Cederlund. Na wokalu zagościł natomiast Robert Andersson (znany z Morbus Chron), a za struny basu szarpał Edvin Aftonfalk (również były członek Morbus Chron). Oczywiście materiału z "Clandestine" nie będę wam tu opisywał, bo raz, że kiedyś już to robiłem, a dwa, że po prostu go znacie, zapewne na wylot.
Niniejsze wydanie pomija występ z udziałem orkiestry, a upamiętnia jedynie występ samego zespołu. Powiem wam szczerze, że kapitalnie było to usłyszeć, zobaczyć udostępniony na Youtube materiał video i widzieć chłopaków w tak świetnej formie. I co więcej, brak Rosengerga i Petrova wcale nie jest odczuwalny. Robert i Edvin sprostali wyzwaniu perfekcyjnie. Materiał został zagrany perfekcyjnie, brzmi świetnie, no i czuć tę energię. Po odegraniu całego albumu z "Clandestine" i gromkich brawach, Entombed poczęstowało nas bisem w postaci "Left Hand Path", klasycznej już kompozycji tytułowej ze swojego debiutu. Nie mogli dokonać lepszego wyboru na finał koncertu.
Już myślę, że wiecie iż zbytnio za koncertówkami nie przepadam, ale takie jak te pokazują, że są tzw. wyjątki od reguły. Ten album jest perfekcyjny i przenosi słuchacza do lat świetności Entombed, pokazuje kto to wszystko niegdyś w Szwecji zaczął. Nostalgia i klimat niesamowite! Bardzo bym sobie życzył aby Entombed nagrało w tym składzie jeszcze jeden Death Metalowy album. Niniejsza płyta rodzi pewne wyobrażenia i śmiem twierdzić, że to by było coś!

https://www.facebook.com/entombedclandestine/
https://entombed.org/

English version:

"Clandestine Live" is a unique release. It contains the recording of the concert that Entombed gave on November 12, 2016 in the concert hall in Malmo, Sweden. This event is the whole "Clandestine" album played live in the interpretation of the symphony orchestra, and then in the standard version by the band. This is really the first Entombed return to their old materials in years and almost original line-up. Behind the drums, of course, we have Nicke Andersson, Alex Hellid and Ulf Cederlund appeared on guitars. Robert Andersson (known from Morbus Chron) appeared on vocals, and Edvin Aftonfalk (also a former member of Morbus Chron) pulled the bass strings. Obviously, I will not describe the material from "Clandestine" here, because I did it already two years ago, and secondly, you just know it, probably by hard.
This edition omits the performance with the participation of the orchestra, and commemorates only the performance of the band itself. I will tell you honestly that it was great to hear it, to see the video material available on Youtube and to see the guys playing such a good gig. And what's more, the lack of Rosengerg and Petrov is not noticeable at all. Robert and Edvin met the challenge perfectly. The material was played in such a way that it brings back the past, sounds great, and you can feel this energy. After playing the entire "Clandestine" album and thunderous applause, Entombed offered us an encore in the form of "Left Hand Path", the classic title composition from their debut. They could not make a better choice for the gran finale!
I already think that you know that I do not like live records that much, but such as these show that there are so-called exceptions to the rule. This album is perfect and moves the listener to Entombed's glorious years, it shows who started it all back in the days in Sweden. Nostalgia and amazing atmosphere! I would very much wish that Entombed would make another Death Metal album with this line-up. This CD gives us some ideas and I dare say that it would be something!


sobota, 1 września 2018

Entombed- Left Hand Path (Earache Records 1990/2008)

W dziedzinie Death Metalu "Left Hand Path" stoi ponad wszelkimi zestawieniami czy listami najlepszych albumów w temacie. Mimo swojego prywatnego uwielbienia dla "Like an Everflowing Stream" Dismember, debiut Entombed uważam obiektywnie za najwybitniejsze dzieło zrodzone przez Szwedzki Death Metal. To przykład płyty bez najmniejszej skazy, dlatego w tej chwili robienie tu jakieś typowej recenzji trochę nie uchodzi. Nicke i reszta chłopaków stworzyli album pionierski, który otworzył przed światem szwedzką scenę, przestała być już wtedy tylko undergroundowym tworem. "Left Hand Path" to nie tylko wyśmienita dawka Death Metalowego rzemiosła, wypełniona masą ciekawych smaczków, przejść, zwolnień (jak chociażby słynna klawiszowa pauza w utworze tytułowym), ale przede wszystkim materiał definiujący brzmienie Szwedzkiego Death Metalu (min. historia o rozkręconej na maks kostce Boss Heavy Metal). Nawet LG Petrov nie pozostał przy samym tylko growlu dodając do linii wokalnych różnego typu, okazjonalne potępieńcze wrzaski. Kropkę nad "i" postawił rzecz jasna Tomas Skogsberg okraszając muzykę zespołu najlepszą możliwą produkcją, która wpłynęła na tak znamienite oblicze "Left Hand Path". To na tej płycie wszystko zostało powiedziane, a Entombed stali się guru za którym marsz rozpoczęły rzesze pilnych uczniów.
Ciekawostką jest same uzyskanie przez Entombed kontraktu na wydanie płyty. Już po samych demówkach Nihilist, Digby Pearson, właściciel Earache Records, palił się do podpisania umowy z zespołem i sam się z nimi skontaktował. Jak wspomina sam Nicke, jego telefon w tej sprawie poprzedził sam David Vincent dając ujście swojemu uwielbieniu dla materiałów Entombed/ Nihilist. Zespół otrzymał również propozycję od rodzącej się Nuclear Blast, niemniej jednak wtedy na scenie liczył się przede wszystkim Earache (czas miał później zweryfikować te opinie za sprawą rosnącej grupy zespołów wydojonych finansowo przez wspomnianą wytwórnię). Swoją drogą ciekaw jestem co by było gdyby Nicke wybrał jednak niemieckiego wydawcę, który niebawem wziął pod swoje skrzydła min. Dismember.
Cóż można rzec na koniec? "Left Hand Path" to po prostu jeden ze znaczniejszych kamieni milowych w metalu, począwszy od wybitnej zawartości muzycznej, po wieńczącą wizualnie dzieło okładkę Dana Seagrave'a. Klasyk i wzór!


czwartek, 2 marca 2017

Entombed A.D.- Dead Dawn (Century Media 2016)



Ostatnimi czasy katuję tą płytę nieustannie. To co robi LG aby nazwa Entombed (końcówka A.D. jest jak najbardziej zbyteczna bo to jest nic innego jak właśnie najprawdziwsze Entombed!) była wciąż żywa jest godne pochwały i ogromnego szacunku. Byłem pod sporym wrażeniem "Back to the Front", ale "Dead Dawn" sprawił, że jestem wprost w grób wzięty! Ta płyta wręcz ocieka dawną, trupią stęchlizną i death'n'rollowym  duchem sprzed lat!
Na płycie niepodzielnie rządzą ciężkie, zapiaszczone gitary miotające mocarne i niesamowicie nośne riffy, które praktycznie nie dają słuchaczowi ani chwili wytchnienia. Ale żeby nie było. Mamy tu także okazyjne, nieco bardziej melodyjne momenty, wręcz heavy metalowe, które rzecz jasna świetnie wkomponowują się w tą stylistykę nadając jej dodatkowego kopa i luzackiego charakteru (np. "The Winner Has Lost"). Jest też garść wolniejszych temp, wciągających swoim ciężarem niczym najczarniejsze, cmentarne bagnisko (chociażby "As the World Fell"). Moimi osobistymi faworytami z niniejszego krążka jest właśnie utwór tytułowy, "Dawn to Mars to Ride" oraz "Silent Assassin". Cała trójka ma jedną cechę wspólną, rozpędzone, intensywne i wpadające w ucho motywy przewodnie, istne walce rozjeżdżające wszystko co stanie im na drodze. No nic tylko machać banią, aż się urwie! To jest własnie znak rozpoznawczy Entombed, który wieńczy znakomity growl Petrova. Swoją drogą gość ma niespożytą energią i wciąż jest w świetnej formie. Oby jak najdłużej!
Jeszcze na moment pragnę zatrzymać się przy okładce albumu, którą wykonał nie kto inny jak Erik Danielsson (Watain) i jego Trident Arts. Płytę zdobi profilowy przekrój ludzkiej głowy przedstawiony w jasnych odcieniach brązu z dodatkiem czerni i czerwieni. U dołu wyrasta horda nieumarłych jakby próbująca wciągnąć ją za sobą pod ziemię. Obraz ten pasuje do płyty oraz jej tytułu jak ulał i myślę, że w pełni odzwierciedla jej zawartość, a z pewnością przykuwa wzrok. Po prostu spitzenklasse!
"Dead Dawn" jest jednym z tych naprawdę znakomitych wydawnictw, w które tak obrodził ubiegły rok. Nowe- stare wcielenie Entombed z kolejną płytą nabiera mocy i rozpędu. Zżera mnie ciekawość co zaserwują nam następnym razem, czekam na kolejny tak udany, a może i jeszcze lepszy, wyziew jak niniejsza płyta. Jeżeli ktoś jeszcze nie słuchał to niech w te pędy nadrabia zaległości!


poniedziałek, 16 maja 2016

Entombed- Clandestine (Earache Records 1991)

Wielki Entombed! Można by powiedzieć swoista wizytówka szwedzkiego death metalu. Przez wielu uważany za najważniejszy zespół szwedzkiej sceny obok takich potęg jak nieistniejący już Dismember (szkoda po tysiąckroć) czy Unleashed. Zaczynając jako Nihilist dorobili się uznania w okresie demówkowego boom'u, a po przekształceniu w Entombed zdobyli sławę debiutem "Left Hand Path", który do tej pory uznawany jest za ich najwybitniejsze dzieło.
Następujący po nim "Clandestine" powstawał w nieco trudnych okolicznościach, i nie była to tylko ogromna presja związana z oczekiwaniami wobec kolejnej płyty. Wokalista, L.G Petrov, został nagle wykopany z grupy przez jej lidera Nick'ego Anderssona, jako, że podobno startował do dziewczyny Nick'ego, co oczywiście nie było prawdą. Sam L.G był mocno tym faktem zaskoczony i zszokowany, zanim Nicke ochłoną to wiele mocnych słów zostało powiedzianych i nie było już odwrotu, przynajmniej w tamtej chwili. Jak wiadomo L.G rok później wrócił do Entombed. Zanim się to jednak stało Andersson musiał znaleźć na cito nowego wokalistę. Pierwszym pretendentem był Orvar Safstrom z Nirvany 2002 z którym nagrali Epkę "Crawl". Ostatecznie jednak został nim Johnny Dordevic. Wbrew temu co napisane we wkładce do "Clandestine" Dordevic nie zaśpiewał ani jednej nuty na albumie, wszystkie wokale zostały nagrane przez Nick'ego. Nowy wokalista nie sprostał oczekiwaniom, Nicke później przyznał, że o przyjęciu Dordevic'a zadecydował głównie fakt, że byli dobrymi kumplami. Johnny zaśpiewał z zespołem dopiero na trasie promującej płytę.
Powiem szczerze, że wolę ten album niż "Left Hand Path". Dlaczego? Za klarowne, wyraziste brzmienie. Jest masywne i tłuste jak to u Entombed, a jednocześnie słychać te wszystkie smaczki. Wszystko dzięki podkręceniu na maksa średnich tonów w gitarach. Płyta może utraciła trochę ze swojej brutalności w porównaniu do poprzednika, ale ze względu na efekt końcowy można im to wybaczyć. Wokale Nicke'ego są sporo słabsze od tych którymi włada L.G i to słychać, ale za to jak on wali w bębny, mistrzostwo! Gdyby nie cała afera z opuszczeniem zespołu przez Petrova "Clandestine" miałby spore szanse prześcignąć "Left Hand Path" oraz wiele innych death metalowych płyt powstałych w tamtym czasie, ale cóż, life is brutal and full of zasadzkas, więc tak się nie stało. Mocno się nie pomylę stwierdzając, że większości z was ta płyta jest bardzo dobrze znana, tym którzy nie mieli jeszcze okazji z nią obcować (a takich raczej nie ma) zalecam rychłe nadrobienie zaległości.