Zespół i album można powiedzieć legendarny. Nie wiem, czy Imperator nie jest tą najważniejszą grupą z polskiego metalowego podziemia, która cieszy się aż tak zauważalną sławą, poważaniem i szacunkiem fanów starego i młodego pokolenia. To w końcu oni mieli być niegdyś wydani przez Deathlike Silence, a sam Bariel wymienił tony listów zarówno z Deadem, jak i Euronymousem. Ale do rzeczy. "The Time Before Time" to jedyny pełny album w dorobku grupy. Ale za to jaki! Nie ma co się oszukiwać, to Death Metal najwyższej próby! Są tu marszowe, ale i karkołomne riffy (niekiedy wciąż mogące się poszczycić nieco thrashową chwytliwością), trochę technicznych zawiłości, raptowne zmiany tempa i porywające solówki. Wszystko to okala bezlitosna sekcja rytmiczna i nienawistny wokal Bariela. Brzmienie zachowało sporo surowości, co dodatkowo nadało płycie tego specyficznego oldschoolowego klimatu (bardzo podobny ma "Hell Awaits" Slayer, a to już nie lada porównanie). "The Time Before Time" to chaos, ale chaos misternie zaplanowany, uporządkowany - jakkolwiek by to nie brzmiało. To kolejna wyjątkowa cecha tej płyty. Z jednej strony jest to album prosty, bezpośredni w swym przekazie, a z drugiej złożony, muzycznie bogaty. Tym materiałem Imperator stanął na podium naszej Death Metalowej sceny obok takich dzieł jak "The Ultimate Incantation" (1992) Vader czy "Calamity" (1994) Betrayer. I z pewnością można powiedzieć, że to "The Time Before Time" rozpętało na naszej scenie piekło, które dało bodziec tylu niesamowitym zespołom i płytom, jakie ukazały się na polskiej scenie w kolejnych latach. Śmiem twierdzić, że Imperator był najbardziej ekstremalnie grającą grupą tamtego czasu.
Ogromna szkoda, że w czasie gdy album się ukazał, jego promocja kulała i tak niewiele osób miało go na swojej półce. Został on pierwotnie wydany tylko na winylu przez Nameless Productions należące do Tomasza Grabowskiego. Dopiero w 1997 doczekał się pierwszej porządnej reedycji na CD dzięki Pagan Records. Istnieje jeszcze edycja kompaktowa z 1994, wydana przez Loud Out, ale nie mam pewności, czy była ona autoryzowana przez zespół. W 2019 Nuclear War Now! pokusił się o wznowienie albumu na winylu i CD (zdjęcia poniżej) i jest to moim zdaniem najlepsze wydanie tej płyty, jakie się do tej pory pojawiło. Takie, na jakie ten album zasługuje!
Mimo wydawniczego pecha w latach 90. i zniknięciu zespołu ze sceny na wiele kolejnych lat, "The Time Before Time" wsiąkł głęboko w podziemie i znali go po czasie wszyscy siedzący w temacie. Wystarczyło to, aby przetrwał w świadomości i pamięci słuchaczy, zapisując się na kartach historii sceny wielkimi literami. To nie tylko Death Metalowa płyta, to wciąż żywa legenda!
https://www.facebook.com/ImperatorOfficial/
English translation:
The band and the album that can be described as legendary. I do not know if the Imperator is not the most important group from the Polish metal underground, the one which enjoys such noticeable fame and respect from fans of the old and young generation. After all, they were to be once published by Deathlike Silence, and Bariel himself exchanged tons of letters with both Dead and Euronymous. But to the point. "The Time Before Time" is the only full-length album in the group's discography. A hell of an album! There is no doubt, it's Death Metal of the highest quality! There are marching and neckbreaking riffs (sometimes still having that thrashy catchiness), some technical complexities, rapid tempo changes and thrilling solos. All this is surrounded by a merciless rhythm section and Bariel's hateful vocals. The sound retained a lot of rawness, which additionally gave it that specific oldschool atmosphere ("Hell Awaits" by Slayer is very similar, which is quite a comparison). "The Time Before Time" is chaos, but chaos carefully planned - however it may sound. This is another unique feature of this album. On the one hand, simple, direct in its message, and on the other, complex, musically rich. With this material, Imperator stands on the podium of our Death Metal scene, alongside such works as "The Ultimate Incantation" (1992) by Vader or Betrayer's "Calamity" (1994). And it can certainly be said that "The Time Before Time" unleashed hell, which gave an impulse to so many amazing bands and records that appeared on the Polish scene in the following years. I dare to say that Imperator was the most extreme group of that time.
It is a pity that when the album was released, its promotion was lame, and so few people had it on their shelves. It was originally released only on vinyl by Nameless Productions belonging to Tomasz Grabowski. It wasn't until 1997 that it had its first solid re-release on CD, thanks to Pagan Records. There is also a compact edition from 1994, released by Loud Out, but I'm not sure if it was authorized by the band. In 2019 Nuclear War Now! got tempted to reissue the album on vinyl and CD (photos below) and in my opinion this is the best release of this record that has appeared so far. The one this album truly deserves!
Despite the publishing bad luck in the '90s and the band's disappearance for many years to come, "The Time Before Time" sank deep into the underground and everyone in the subject knew it after a while. It was enough to survive in the consciousness and memory of its listeners to make its recognisable place on the pages of the scene's history. It's not just a Death Metal album, it's a living legend!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuclear War Now!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nuclear War Now!. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 stycznia 2020
sobota, 27 października 2018
Abigial- The Lord of Satan (Nuclear War Now! 2011)
Część dalsza sceny japońskiej i ponownie gości na blogu Abigail, ale nie bez przyczyny. Uważam ich wczesne nagrania, i wspomniany już jakiś czas temu debiutancki album, za jedne z najlepszych rzeczy jakie przytrafiły się na łamach niczym nie zmąconego, oldschoolowego Black Metalu inspirowanego Pierwszą Falą.
"The Lord of Satan" jest kompilacją dem oraz pierwszych trzech Epek zespołu. Kolejno: materiał ze splitu z Funeral Winds (1995), "Descending From a Blackened Sky" (1993), "Confound Eternal (1996), "Demo 1" (1992, tylko w wersji na winylu) oraz demo "Blasphemy Night" (1993, również tylko w wydaniu winylowym). Mamy tu jednym słowem przekrój wszystkiego co zespół spłodził aż po czasy swojej pierwszej, pełnej płyty. Co zawsze totalnie urzeka mnie w tych nagraniach to ich organiczność, naturalna i niewymuszona. Abigail stworzył tu niemal swój własny Black Metal zakorzeniony inspiracjami w latach 80-tych, a też nieco (i "nieco" jest tu najtrafniejszym określeniem) zmieszany z tym co na początku lat 90-tych zaproponowała Norwegia, słychać to przede wszystkim w tych szybkich partiach kompozycji. Oczywiście Yasuyuki, nie ograniczał się tu tylko do szybkich, wściekłych struktur, ale potrafił również zawrzeć w tej muzyce nawet Doom/ Dark Metalowe naleciałości w stylu wczesnego Samael. Są tu także instrumentalne, budujące odpowiedni nastój, oparte na klawiszach fragmenty. Kolejna sprawa to klimat. Nad rzeczonymi nagraniami Abigail unosi się ta złowieszcza aura, mrok, pewien demoniczny pierwiastek, najprawdziwszy w swej wymowie. Zespół nie szedł wtedy głównym nurtem Black Metalu pozostając wiernym przede wszystkim starej szkole, a stworzył materiały, które w swym wydźwięku i przekazie kładą na łopatki nie jednego "klasyka" tamtego okresu. Obok starych materiałów Sabbat oraz Sigh to najczystsza historia tego jak kształtowała się japońska podziemna scena ekstremalna, a Abigail to jeden z jej niewątpliwych filarów.
Co się tyczy przedstawionych poniżej wydań niniejszej kompilacji to nazwa ich wydawcy to niemal dostateczna rekomendacja- Nuclear War Now!! Może wersja cd nie należy do tych najbardziej wypasionych, ale za to winyl definitywnie. Poza dwoma, pięknymi, splatterami dostajemy solidny gatefold, plakat, drukowaną wkładkę, naszywkę oraz naklejkę. No bogato jak na tą wytwórnię przystało.
Co się tyczy przedstawionych poniżej wydań niniejszej kompilacji to nazwa ich wydawcy to niemal dostateczna rekomendacja- Nuclear War Now!! Może wersja cd nie należy do tych najbardziej wypasionych, ale za to winyl definitywnie. Poza dwoma, pięknymi, splatterami dostajemy solidny gatefold, plakat, drukowaną wkładkę, naszywkę oraz naklejkę. No bogato jak na tą wytwórnię przystało.
czwartek, 26 lipca 2018
Abigail- Intercourse and Lust (Modern Invasion Music 1996/ Nuclear War Now! 2013)
Już kawał czasu temu zapowiadałem, że napiszę co nieco o jakiś starszych materiałach z Japonii. Wreszcie przyszła wena i nieco więcej wolnego czasu, także mogę ów obietnicę wprowadzić w życie. Na pierwszy ogień idzie Abigail, zespół, który do spółki z Sigh oraz Sabbat stanowią czołówkę tamtejszego, ekstremalnego grania. "Intercourse and Lust" to ich debiutancki długograj, na którym zaczynał krzepnąć ich charakterystyczny styl. Black/ Thrashowa forma zaczęła przeważać tu nad tą nieco bardziej Black Metalową znaną z dem i Epki. Mamy tu do czynienia z materiałem pełnym tej pierwotnej pasji, wściekłości i szaleństwa. Materiał przepełniony jest inspiracjami zaczerpniętymi przede wszystkim z dwóch pierwszych płyt Bathory oraz klasycznej "trylogii" Venom, gdzie nie gdzie polanej zdawkowo motorheadowym sosem, zwłaszcza z czasów "Overkill". Ogromnym atutem albumu jest jego pozornie niemożliwa świeżość w podejściu do zagadnienia, jak na tamten czas oczywiście. Czerpiąc z wymienionych zespołów ciężko jest stworzyć jakąkolwiek nową jakość, poza samym ładunkiem energii przelanym w to granie. Niemniej jednak Abigail ta sztuka się udała i uważam, że raczej trudno byłoby pomylić ich z jakimkolwiek innym zespołem. Zwłaszcza dzięki wrzaskliwym, opętańczym wokalom Yasuyuki i balansowi kompozycji, które tworzą kapitalny, piekielny klimacik. Moim zdaniem punktami kulminacyjnymi płyty są "Mephistopheles" oraz "Hail Yakuza". Pierwszy z nich utrzymany jest w nieco wolniejszym tempie, wyróżniający się mocarną, rzężącą linią basu, odrobinę black 'n' rollowym feelingiem oraz solówką w stylu znanym z chciażby "Pure Evil and Hate" Behemoth czy "Sacrifice" Bathory. Drugi natomiast to swoiste podsumowanie całego materiału. Karkołomne riffy, przyspieszenia, wolniejsze momenty, recytacje, jednym słowem dzieje się, a o wytchnieniu można zapomnieć. Uważam, że to właśnie tym albumem Abigail wyrobili sobie markę i stali się jedną z najbardziej rozpoznawalnych grup japońskiego podziemia. Dla mnie "Intercourse and Lust" to już klasyk. Mimo tego, że Black/ Thrashowe podwórko jest szerokie i głębokie i sporo już zdziałano na tym polu, tak nie potrafię znaleźć drugiego albumu w tej niszy na którym zawarto by tak potężny ładunek szaleństwa, furii i mroku jak właśnie na debiucie Abigail. Dla wszystkich fanów soczystej ekstremy jest to mus absolutny!
środa, 25 stycznia 2017
Blasphemy- Fallen Angel of Doom (Wild Rags 1990/ Nuclear War Now! 2015/ Evil Dead 2017)
"Fallen Angel of Doom" zaliczam osobiście do najbardziej ekstremalnych, mrocznych i przesiąkniętych stęchlizną zła albumów jakie kiedykolwiek zrodziła metalowa scena (zaraz obok dwóch pierwszych krążków Abruptum, debiutu Deicide oraz "The Oath of Black Blood" Beherit). Przez ok. 30 lat istnienia, Blasphemy wydało tylko jedno demo i dwa albumy studyjne (koncertówek itd. nie liczę), a mimo to przylgnął do nich status zespołu kultowego. W sumie nie ma zdziwienia, ich bezkompromisowa mieszanka Black i Death Metalu o wyraźnie diabelskim zabarwieniu powiązana z niesławnym Ross Bay Cult zrobiła swoje.
Wydany w 1990 roku "Fallen Angel of Doom" był płytą, która zdobyła sobie rzesze fanów na całej podziemnej scenie metalowej i to praktycznie z marszu. Wg. danych Wild Rags sprzedało kilka tysięcy egzemplarzy płyty w samej Europie! Oczywiście z samą wytwórnią to były przeboje, nie tylko Blasphemy miało z nimi problemy. Najnormalniej w świecie nie płacili zespołom lub wysyłali kwoty nie współmierne do tego co na grupach zarobili. Po niedługim czasie zniknęli z wydawniczego podwórka i tyle ich widziano. No dobra, ale nie o nich teraz mówimy. Zespół zaklął w krążku wściekłe, ciężkie, tnące riffy, galopującą sekcję rytmiczną oraz niskie warczące wokale brzmiące niczym jakaś bestia z samych czeluści podziemnego świata. Dopełnieniem tych potępieńczych dźwięków są piekielne, bluźniercze liryki oraz surowe, zaśniedziałe brzmienie (podobno zespół nie był z niego zadowolony, jako że w studio efekt był z goła inny, jakimś dziwnym cudem wyszło jak wyszło, dla słuchaczy raczej na plus). W tamtym czasie taki materiał to było łupnięcie, i jeszcze ta okładka! Niby minimalistyczna, ale wymowna do bólu. Przedstawiony na niej strzelający z łuku Baphomet stał się niemal tak samo rozpoznawalny jak kozioł z okładki pierwszej płyty Bathory.Blasphemy swoją pierwszą płytą niewątpliwie stało się wzorcem dla zespołów parających się najbardziej brutalnymi i ekstremalnymi odmianami Death i Black Metalu. Swoim bezkompromisowym podejściem do tematu i niewydumaną acz bijącą w pysk muzyką zaskarbili sobie szacunek sceny po dziś dzień. "Fallen Angel of Doom" to jeden z kamieni milowych mrocznej sztuki i trzeba, a przynajmniej wypada go znać, jakby nie było kawał historii.
W ostatnich latach Nuclear War Now! zapewniło kilka wznowień tej płyty zarówno na winylu jak i cd, każde prezentuje się wybornie z dbałością o każdy szczegół. Wydania na czarnym krążku zaopatrzone były w dodatkowe bonusy w postaci chociażby plakatów. Pod reedycją z NWN znajduje się najnowsze wznowienie na cd z ramienia malezyjskiej Evil Dead Production. Chociaż skromne, to wydane nieco bardziej pomysłowo- z dwiema wersjami okładki i ładną, laminowaną poligrafią. Nic tylko brać i zasilać nimi kolekcję!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















