Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Destruction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Destruction. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 listopada 2018

Destruction- Bestial Invasion of Hell (1984/ VIC Records 2018)

"Bestial Invasion of Hell" to już integralna część historii niemieckiej sceny metalowej i rozwoju Thrashu w Europie. Materiał ten dał Destruction rozgłos w podziemiu i min. przyczynił się do rozwoju młodej wtedy dystrybucji SPV oraz narodzin Steamhammer Records. Charakterystyczna, surowa i złowieszcza forma Thrashu, wywodzącego się z muzyki Venom, jaką wykonywało Destruction było wtedy novum, raczej nie dało się pomylić ich z nikim innym. Mieli swoje własne brzmienie. W tamtym czasie, obok Sodom, byli najciężej grającą grupą w Niemczech. Dzięki pozytywnym recenzjom w tamtejszej edycji magazynu Metal Hammer i dystrybucyjnym działaniom Franka Stovera demo szybko rozchodziło się po podziemiu. Gdy do Niemiec zawitał z trasą Venom, supportowany przez Tankard i Sodom, wieczorem 23 września 1984 roku Destruction miał okazję zagrać swój pierwszy "koncert". Decyzja o nim została podjęta niemal w ostatniej chwili. Chłopaki zagrali wtedy kilka swoich kawałków używając sprzętu kumpli z Sodom. Wracając do dema. Zostało ono nagrane w małym studiu w Staufen, niedaleko Freiburga i francuskiej granicy.
Rejestracja materiału trwała tylko jeden dzień i było to po prawdzie nagranie na setkę. Trochę to było chaotyczne, no ale czas gonił, a złotem zespół nie sypał. "Bestial Invasion of Hell" można śmiało zaliczyć do najbardziej ekstremalnych nagrań swojego czasu, jest też swoistym preludium do tego co jeszcze w tym samym roku zaprezentowała EPka "Sentence of Death". Różnica była tak naprawdę tylko w jakości brzmienia, w niczym więcej. Część utworów z dema pojawiła się ponownie na wspomnianej Epce oraz debiutanckim długograju "Infernal Overkill". Wyjątkiem jest tylko "Front Beast", który nie pojawił się nigdzie indziej. Po wydaniu już profesjonalnych nagrań demo odeszło trochę w cień, ale w 84' spełniło swoją rolę i momentalnie wywindowało grupę do czołówki rodzącej się wtedy sceny Thrashowej w Niemczech. Było tu sporo szczęścia, ale i tego, że Destruction ewidentnie się wyróżniało, zarówno muzycznie, jak i wizerunkowo. Takie materiały jak "Bestial Invasion of Hell" to może jeszcze nie kamienie milowe, ale istotne cegiełki, które były ich podstawą i o których nie wolno zapominać.
Tegoroczne, kompaktowe wznowienie z VIC Records to remaster, ale remaster inteligentny, który nie zabija klimatu dema. Jest oczywiście klarowniej, dynamiczniej, ale ta surowizna pozostaje. Samo wydawnictwo zostało ubogacone garścią archiwalnych fotografii, tekstami utworów i liner notes autorstwa Franka Stovera oraz członków zespołu, także generalnie wyszło to bardzo przyzwoicie i mogę wam polecić tę wersję z czystym sumieniem.

http://www.vicrecords.com/


czwartek, 7 grudnia 2017

Destruction- Thrash Anthems II (Nuclear Blast 2017)

Kolejna z dosyć modnych ostatnimi czasy płyt w stylu przypominamy/ odgrzewamy/ nagrywamy ponownie. Wiadomo jak z tego typu przedsięwzięciami jest, chyba nawet zdarzyło mi się przy jakiś tam okazjach nie raz o tym wspomnieć. Można to zrobić z energią, pasją, nostalgią i faktycznie stworzyć fajną retrospekcję dawnych dziejów, a przy okazji pokazać jakby teraz zabrzmiały dawne klasyki, tchnąć w nie nową jakość. Można też zrobić to jako coś na poczekaniu, trochę na odpierdol, żeby zapełnić lukę powstałą z braku weny lub najprościej mówiąc nabić czymś kabzę. "Thrash Anthems II"  Destruction to niewątpliwie pierwszy przykład. Już w 2006 popełnili taką właśnie płytkę, a w tym roku mamy jej kontynuację. Poprzedniczka była naprawdę dobra, ale "II" bije ją na głowę. Zespół pokazał jak wciąż kapitalnie, pomimo ponad 30 lat na scenie, potrafią zagrać kawałki z lat swojej chwały, wciąż z energią i ogniem, tak jak kiedyś, tylko w nowej odsłonie. Wiadomo, tak zupełnie czasu się nie cofnie. Do sięgnięcia po płytę nakłonił mnie tzw. teaser tego wydawnictwa. Wystarczył zawarty tam fragment "Black Mass" z kultowej epki "Sentence of Death", abym nie miał już wątpliwości, że warto. Płyta dotarła, wylądowała w odtwarzaczu, i żeby uniknąć już wypełniaczy w stylu różnych achów i ochów, najnormalniej w świecie w pełni mnie usatysfakcjonowała.
Dostałem dokładnie to czego się spodziewałem, ni mniej- ni więcej, oczekiwania zostały spełnione. Niby brzmienie już nie to co wtedy i czas nie ten, ale Destruction zagrali te kawałki w taki sposób, że ma się wrażenie, iż cofnęli się duchem do owych dni, że pojawiła się w nich ta sama iskra, która pchnęła ich w tamtym czasie do grania. Iskra która, wciąż w pewnym stopniu towarzyszy im do dziś. Na tym krążku znów rozpalił się z niej tamten dawny ogień. Wydawnictw tego typu, niosących takie emocje może być więcej, nie mam nic przeciwko, bo właśnie o to powinno w nich chodzić. Tak jeszcze na marginesie wspomnę o bardzo trafionym koncepcie apropo tej płyty. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku "Thrash Anthems I" obok tekstów pojawia się mnóstwo memorabiliów z okresu od dema "Bestial Invasion of Hell" po "Cracked Brain", także nostalgiczny double strike!. Podsumowując, tak to się powinno robić Proszę Państwa!