poniedziałek, 18 września 2017

Sacrilegium- Anima Lucifera (Pagan Records 2016)

Jak dobrze, że zdarzają się tak kapitalne powroty jak ten Sacrilegium. Chociaż nie, powrót to nie do końca adekwatne określenie. To ponowne narodziny, ale z namiastką pamięci z poprzedniego życia. "Anima Lucifera" to już kompletnie inna bestia niż "Wicher", ale nacechowana świadomością przeszłości. Ta płyta to nowe oblicze zespołu, chociaż utwory, które się tu znalazły powstawały na długo przed jej wydaniem. Mimo nowego, dopracowanego już brzmienia, odejścia od pogańskiej tematyki oraz leśnego klimatu, którym emanował "Wicher", wciąż jest tu obecny duch tamtego czasu, mamy tutaj atmosferę oraz klawiszowe tła, które wyraźnie niosą ze sobą odległe nawiązania do tamtego okresu w ich sztuce. Następujące po intrze "Preludium" "Heavenwings Shrugged" oraz "Angelus" to najlepsze przykłady wspomnianego stanu rzeczy. Oczywiście to Sacrilegium obecnych czasów, ale Panowie tak totalnie nie zostawili swoich korzeni za sobą. Muzyka na "Anima Lucifera" jest dojrzała, przemyślana w każdym calu (od strony technicznej bardzo podobna do drugiego długograja Emperor), pełna świeżości, z nowym intensywnym brzmieniem. Królują tu bardziej agresywne i rozpędzone riffy, ale duchem to wciąż jest Sacrilegium, a nie jakiś biegunowo odmienny twór, przynajmniej ja odnoszę właśnie takie wrażenie. Zespół w moim mniemaniu odnalazł złoty środek i swą mroczną sztukę przekuł w kolejne , siejące zniszczenie ostrze. Dla mnie to płyta niesamowicie inspirująca z niebagatelnym ładunkiem emocji, który udaje się wytworzyć tylko nielicznym. Od pierwszych dźwięków były ciary, a dla mnie to zawsze najlepszy z możliwych wyznaczników jakości.
Niniejszy album jest dowodem na to, że stara gwardia oraz zespoły z pozoru przypięte już do czasów minionych wciąż mogą zaskoczyć, ponownie zawładnąć podziemiem i sięgnąć po dawną chwałę. I takiego właśnie scenariusza życzę Sacrilegium, bo niechybnie na to zasługują. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej płyty!

https://sacrilegium.bandcamp.com/



niedziela, 17 września 2017

Nekkrofukk- Bestial Desekkration of Holy Whore & Morbid Abominations EP (Putrid Cult 2017)

Pomorska, jednoosobowa horda (a tak, jeden człowiek, a robi za kilku!) Nekkrofukk zdążyła już wymościć sobie miejsce w naszym metalowym podziemiu i ma się dobrze. Ba, i mieć się będzie! Formuła przyjęta przez Lorda K. to nic innego jak przeogromny hołd dla dawnych piewców mrocznej sztuki spod znaku cięższych i wolniejszych, toczących się niczym taran kompozycji takich jak Hellhammer/ Celtic Frost, wczesny Samael, Goatlord, czy chociażby Bathory z czasów "Under the Sign of Black Mark". Jednym słowem sprawa musowa dla każdego wyznawcy oldschoolowego grania. Na niniejszej Epce Nekkrofukk nie serwuje nowości, to wciąż to samo surowe, siarczyste brzmienie (no może tu akurat nieco bardziej klarowne niż na poprzednich wydawnictwach), kawałki gęste niczym smoła z czarciego kotła i bezkompromisowe podejście do tematu. Może ktoś mógłby stękać, że jest to powtarzalne, ale w przypadku tego zespołu nie jest to minus, a wręcz przeciwnie, ogromny atut. Takie jest tu założenie, taka idea, tak ma po prostu być i koniec! Konsekwencja i wierność obranemu stylowi od pierwszych dźwięków po te ostanie! Mamy tu nieco ponad 20 minut mrocznego misterium ubogaconego niesamowitą atmosferą (brzęczące łańcuchy, kruki, wycie wiatru, dzwony i co tylko) oraz klawiszowym tłem nadającym tym mocarnym, kroczącym utworom dodatkowej, złowieszczej głębi. To jest tak potężne i autentycznie genialne grańsko, że choćby nie wiem jak się starać to nie da się przejść koło niego obojętnie. Po prostu miazga! Nawet jak się do tej pory nie miało do czynienia z twórczością Nekkrofukk to wystarczy sobie spojrzeć na grafiki zdobiące te dzieła, wszechobecne bluźnierstwo, pasy z nabojami, maski p-gaz i koźlęcina rodem z pierwszych płyt Venom i Bathory, to mówi o zawartości aż nadto dosadnie. Piekielną ucztę w starym, dobrym stylu serwowaną przez ten zespół polecam każdemu! Nie lubię nadużywać tego określenia, ale tutaj nie sposób go nie użyć- jest Kult!

http://www.putridcult.pl/


sobota, 16 września 2017

Dagorath- Glare of the Morning Star (Under the Sign of Garazel 2017)

No i mamy kolejny, soczysty kawał Black Metalowego mięcha z naszej rodzimej sceny, kanonadę mrocznych dźwięków obracających w perzynę wszystko co święte. Czekałem na ten album jak tylko zobaczyłem o nim newsa i nie zawiodłem się ani trochę! Dagorath idzie ścieżką wytyczoną przez starą gwardię, ale robi to w bardzo adekwatny sposób dodając do tego swoje trzy grosze i całe mnóstwo kipiącej energią pasji do uprawianej sztuki. Słychać tu mocne wpływy Gorgoroth, i to nie tylko tego starego, wczesnego Graveland z czasów dem i pierwszego albumu oraz Darkthrone z okresu ich klasycznych płyt. A nawet Watain gdzieś mi tam śmignęło przez chwilę. Wszystko to podbite jest mocnym, gęstym brzmieniem, miejscami sekcja rytmiczna jest tak mocarna, że rozwaliłaby swym dźwiękiem wszystko co pojawi się na jej drodze, istna nawałnica z najgłębszych czeluści piekła! Mamy tu do czynienia nie tylko z rozpędzonymi kawałkami, wypełnionymi masą zajadłych riffów, ale i wolniejszymi pasażami, nieco transowymi spowolnieniami wypełnionymi rytualną aurą. Bardzo dobrym przykładem może być tu zestawienie "Delilah" oraz wieńczącego płytę "Black Magic Covenant" (trwający aż 12 minut!), oba świetnie obrazują to o czym wspomniałem. Z jednej strony furia chaosu, a z drugiej mroczny rytuał.
Może i nie ma na tej płycie jakieś specjalnych nowości, ale Dagorath śmiało można zapisać do grona tych zespołów, które dawną klasykę przekuwają w nową jakość, dając tym brzmieniom nowe życie i wskazując kolejnym pokoleniom metalowej braci, gdzie to wszystko miało swój początek i komu w pierwszej kolejności należy się szacunek i laury. Takie zespoły to nadzieja obecnej sceny BM i dowód na to, że ta sztuka wciąż świetnie się trzyma i trzymać się będzie. Na tym polu wciąż jeszcze jest sporo to powiedzenia i nie dam sobie wmówić, że jest inaczej. Dagorath są na to dowodem!



"(...) Przekaz był jeden- blasphemy (...)"- wywiad z Suclagusem (Sacrilegium)

1. Witaj Suclagus! Dzięki, że zechciałeś poświęcić trochę czasu i odpowiedzieć na kilka moich pytań. Zatem do rzeczy. Na początek opowiedz proszę coś o początkach Sacrilegium. Co spowodowało, że zespół powstał i podążyliście ścieżką Black Metalu, co was wtedy inspirowało do działania? Kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z tą muzyką i jak wpadłeś na Nantura?

Witam…Z Nanturem poznałem się dość wcześnie,, 88? 89 rok? W tamtych latach było łatwiej rozpoznać ludzi, którzy mieli podobne zainteresowania. Pierwsze próby, jeszcze z Nanturem na basie, miałem na dłuższy czas przed powstaniem Sacrilegium, lecz stworzony w tym czasie zespół nie utrzymał się długo, nazwy w zasadzie nie pamiętam, tyle że przekaz był jeden- blasphemy, chwile po tym był kolejny zespół w którym szlifowałem swoje umiejętności i przyznać muszę że zbierałem dość ciekawe doświadczenie jako młody muzyk, na lokalnych scenach. Z końcem lat 80 i początkiem 90, pojawiało się także sporo nowych produkcji .. Docierały do nas ciekawe materiały takich grup jak „ Mayhem, Rotting Christ, Darkthrone itp. i nie ukrywam faktu, że ich przekaz plus cała nasza zgłębiana wiedza w tamtym okresie miała duży wpływ na podjęcie decyzji o założeniu Sacrilegium, tym bardziej że po pierwszej naszej nieudanej próbie, wiedzieliśmy już czego tak faktycznie chcemy.

2. Cofając się w czasie do okresu waszego dema "Sleeptime", jaki był wtedy w podziemiu odzew na waszą sztukę, byliście zaprzyjaźnieni z jakimiś hordami z naszej sceny? Jak duży wpływ miały wtedy na was zespoły z Norwegii?

„Sleeptime”, z tego co pamiętam był bardzo dobrze odebrany, oczywiście spotkał się też i z krytyką, która raczej odnosiła się do porównań właśnie z Norweskimi grupami o które pytasz, jednak to nie stanowiło dla nas żadnej przeszkody aby kontynuować prace nad następnym materiałem. Z resztą sam fakt podpisania kolejnej umowy z Pagan Rec. był potwierdzeniem zainteresowania naszą działalnością, a wybory których dokonywaliśmy tylko nas w tym utwierdzały.
Zaprzyjaźnione hordy? Oczywiście że były, jak np. Ostródzki MARHOTH czy NORTH, oczywiście kontakty utrzymywane były również z innymi zespołami, a może bardziej z ich liderami. Tak na marginesie, dobrze wspominam te czasy, w szczególności pobyty w Osródzie - próby Sacrilegium i imprezy po ;)

3. Z tego co mi wiadomo, w latach 90-tych, mieliście "przyjemność" wylądowania na tzw. liście wrogów Black Metalu. Masz jakieś wspomnienia apropo tego wydarzenia, ktoś przyjeżdżał was straszyć czy pisał listy z pogróżkami? Wtedy też zrezygnowaliście chyba z typowo Black Metalowego wizerunku, mam tu na myśli tzw. corpse paint, była jakaś konkretna przyczyna takiego ruchu czy stało się to naturalnie?

Nie przypominam sobie takich sytuacji bezpośrednio dotyczących Sacrilegium, a tym bardziej nic mi nie mówi „lista wrogów” Balck Metalu…Jak coś było, to przeszło to obok mnie…
Co do samego wizerunku, to ewoluuje on do dziś ;)

4. 1996 rok przyniósł wasz pełnowymiarowy album "Wicher", ponadczasowy i dla wielu bardzo ważny album naszej rodzimej sceny. Był to czas kiedy waszą twórczość spowił Pogański pierwiastek. Jak ważna była to dla was tematyka, co sprawiło, że po nią sięgnęliście?

W tamtych czasach, wiedzę zgłębialiśmy na każdym możliwym podłożu egzystencji i doktryn…jedną z nich była tematyka Słowian, ich wierzeń i obrzędów. Tak też narodził się pomysł na tą płytę. Wraz z Nanturem nie zastanawialiśmy się długo nad tą myślą, w wielkim skrócie, oddaliśmy hołd Bogom i Ludom panującym na naszych ziemiach, za nim chrześcijaństwo ich wyparło, w rezultacie w dość krótkim czasie stworzyliśmy ten materiał, który jak sam go określiłeś jest ponadczasowy.
Co do samej tematyki uważam, że powinna być ważna dla nas wszystkich, jest to poniekąd kawał dobrej historii którą każdy z nas powinien poznać i ewentualnie odnieść się do faktów które były…

5. Jak wspominasz czas nagrywania i powstawania powyżej wspomnianej płyty, współpracę z Tomaszem Krajewskim i Pagan Records? Jakieś ciekawe historie z tamtego czasu? Czy coś szczególnie zapadło Ci w pamięć czym mógłbyś się podzielić?

Jak już wspomniałem, okres był zajebisty. Mieliśmy pełną świadomość że będziemy jednym z pierwszych zespołów w Polsce, który pójdzie w tym kierunku, riffy same składały się w całość a do tego kontrakt z Pagan w zasadzie był w kieszeni, niczego więcej nie potrzebowaliśmy.
Z Tomaszem był i jest dobry kontakt do dziś, zawsze dbał o dobry wizerunek zespołu, a kiedy powstawał „Wicher” był to czas szczególny i trudno jest wybrać „coś”… wszystko było wyjątkowe, za dużo się działo.

6. Słyszałem, że były podobno plany na waszą wspólną, krótką trasę razem z Darkthrone. Jeżeli faktycznie miało to miejsce to kto bym inicjatorem i dlaczego ostatecznie nie udało się tego przedsięwzięcia wcielić w życie? Trochę to zadziwiające bo Darkthrone w tamtym czasie raczej nie palił się do gry na żywo.

Ogólnie w tamtych czasach bardzo mało hord pokazywało się na żywo, a tym bardziej Darkthrone.
Ponoć i była taka wzmianka, że mamy zagrać z nimi i byliśmy z nimi w kontakcie, jednakże żaden z nas nie dostał oficjalnej propozycji zagrania koncertu. Może był to temat do dyskusji po wydaniu „Sleeptime”, dla niektórych organizatorów… nie wiem… gdybam… :) My jednak nie zwracaliśmy na to uwagi. Robiliśmy swoje. Być może zdementowałem plotki na ten temat… :)

7. Po wydaniu "Wicher" mieliście także koncertować razem z Behemoth i Helheim, co się stało, że ostatecznie nie ruszyliście z nimi w tą trasę, wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik?

Tu odniosę się do złamanego obojczyka (złamanej ręki gitarzysty – różnie opisywanej w różnych magazynach i przy różnych koncertach). Nantur w tym czasie, fakt grał na basie i faktycznie złamał obojczyk, lecz nie na tym polegał problem, musiałem szukać zmiennika. Próbowałem coś zrobić z gitarzystą Hefeystos, lecz czasu było zbyt mało na opanowanie materiału. W sumie musieliśmy zrezygnować, tyle że i w tym przypadku jeżeli był prowadzony dialog na ten temat to nie ze mną…
Okazało się że dogadana trasa na 100% to była, ale z Behemoth i Helheim – szkoda, czas nie do nadrobienia…

8. Po wydaniu kolejno w 98' i 99' dem "Recidivus" oraz "Embrace the Darkness" praktycznie słuch po was zaginął aż do 2015 roku. Co było przyczyną zawieszenia zespołu w tamtym czasie, co się stało, że zaniechaliście wtedy dalszego, wspólnego grania?

Po nagraniu „Embrace…” dostaliśmy jedyną propozycję z Niemieckiej wytwórni Last Episode późniejszym Last Epitaph czy jakoś tak. Jednakże kontrakt nie został podpisany. Stagnacja w tamtym czasie, która dopadła większość hord black metalowych dopadła także i nas, nie pozwalała na normalne funkcjonowanie, kompletnie żadnych propozycji wydawniczych i koncertowych, trudno było to sobie wytłumaczyć… Gotowy materiał odwiesiłem na kołek, a drogi członków zespołu rozeszły się.


9. Dwa lata temu ponownie połączyłeś siły z Nanturem i znów uderzyliście z Sacrilegium. Czy były jakieś konkretne powody tego powrotu? Nie ukrywam, że sprawiło mi to wiele piekielnej radochy widząc, że wracacie i wydajecie nową płytę, że znowu gracie, wielu innym fanom waszej sztuki z pewnością też.

Założeniem było tylko nagrać nowy album i w zasadzie nie interesowało mnie to, czy zostanie wydany i przez kogo. To, że trafił do Pagan Rec. niewątpliwie pomogło nam w dotarciu do większej ilości odbiorców, recenzentów itp., za co jestem Tomaszowi wdzięczny. W szczególności zależało mi na tym, aby dać szansę temu materiałowi, który leżał na półce jakieś 15 lat. To że będziemy dalej grać razem, też nie było takie pewne, z paru powodów, których nie chcę rozwijać. Ostatecznie udało się nam wydać płytę i zagrać parę koncertów.

10. "Anima Lucifera" to konkretny Black Metalowy cios prosto w pysk, co prawda diametralnie inny od "Wicher", bardziej intensywny, siarczysty, esencjonalny, ale równie klimatyczny i otulony w jakąś mistyczną głębię. Prace nad nim rozpoczęliście na rok przed wydaniem, czy materiał ten powstawać zaczął jeszcze na długo przed waszym oficjalnym powrotem? Jakie inspiracje i emocje mu towarzyszyły? Ta płyta zdaje się być kolejnym początkiem, ponownymi narodzinami waszej twórczości.

Jak już wspomniałem, materiał nie jest zupełnie nowy, powstał za czasów „Embrace…” W tamtym czasie mieliśmy gotowy Staff na kolejny album, jednak nie udało się go nagrać. Jak zauważyłeś album ten jest zupełnie inny i taki miał być. Inspiracją dla mnie jak zawsze buło i jest Sacrilegium… jako przestępstwo godzące bezpośrednio lub pośrednio w świętość…, interpretację emocji jakie temu towarzyszą pozostawiam Tobie.

11. Jak udały się wasze koncerty promujące "Anima Lucifera"? Wiem, że graliście też za granicą. Któryś szczególnie wspominasz?

Powiem tak…Pracujemy nad tym, aby każdy następny był bardziej zapamiętany i wspominany przez naszych fanów. Jako muzyk najlepiej wspominam Sinister Howling V. Stwierdzić muszę, że brakuje takich festiwali w Polsce, nawiązując do ewoluowania wizerunku, to właśnie w tamtym miejscu Sacrilegium wróciło do tzw corpse paint.

12. Niedawno szeregi zespołu opuścił Nantur i obecnie to na Twoich barkach spoczywa dowództwo na pokładzie Sacrilegium. Jakie są wasze obecne plany, kiedy możemy spodziewać się kolejnego albumu i koncertów? EP "Ritual" zdaje się zwiastować coś naprawdę nietuzinkowego.

„Ritual” wskazuje nową drogę, którą będziemy podążać, uważam iż ten temat bardziej ujawnia skąd czerpać będziemy siłę, aby zaspakajać naszych fanów. Nowej płyty możemy spodziewać się w roku 2018. Po trasie „Za ćmą w dym” gdzie będziemy towarzyszyć Furii, którą zaplanowano na drugą połowę listopada 17-19.11.2017 Warszawa, Bydgoszcz, Poznań i 23-25.11.2017 Wrocław, Kraków, Katowice, - siadamy do częściowo utworzonego już materiału i skupiamy się na tym aby jak najszybciej go zarejestrować. Wszystkie niezbędne informacje, w miarę na bieżąco, będę udostępniał na naszej stronie.

13. To by było na tyle. Czekam z niecierpliwością na kolejną płytę i szansę posłuchania was na żywo! Raz jeszcze ogromne dzięki za ten krótki wywiad! Ostanie słowa pozostawiam Tobie.

Toast za wszystkich naszych fanów, Dzięki za wsparcie i do zobaczenia na najbliższych koncertach.

rozmawiał: Przemysław Bukowski

piątek, 15 września 2017

Misanthropic Rage- Gates no Longer Shut (Godz ov War 2016)

Już dłuższy czas nie miałem okazji słuchać płyty tak złożonej i tak bogatej stylistycznie, tak autentycznie ambitnej. Jest tu cała gama różnych klimatów, poprzez typowo Black Metalowe, które są tu podstawą, po awangardę, elementy progresywne, czy nawet epickie namiastki, co kawałek to miks różności. W kwestii brzmienia od pierwszych dźwięków przywodzi na myśl Thorns, ale Misanthropic Rage jest mniej surowy i trzeszczący w porównaniu do Norwegów. Płyta nie jest łatwa do przyswojenia i trzeba nad nią przysiąść w skupieniu, ale powiem wam, że warto. Warto chociażby dla samego faktu doświadczenia tej stosunkowo rzadko spotykanej różnorodności, zespół potrafi tu zaserwować konkretne, piekielne łojenie, a za chwilę zaatakować nastrojowymi, klimatycznymi akustykami czy czystym, melancholijnym wokalem (a i teksty mamy zarówno po polsku jak i po angielsku!). Na nudę i powtarzalność nie ma tu miejsca, co chwilę mamy zmiany tempa, nastroju, zawiłe solówki, połamane riffy, w cholerę tego wszystkiego. Jedyną rzeczą, którą można znaleźć w każdym z utworów to okalająca go aura mroku, niepokoju i posępności, to swoisty motyw przewodni. Żeby zobaczyć w czym rzecz warto posłuchać sobie po kolei trzech ostatnich utworów, czyli "Nihodowalny", "Cross Hatred" oraz "I Took the Fate in My Hands". W tym ostatnim to nawet zrobili sobie, krótką wycieczkę w rejony znane z "Hammerheart" Bathory. Kawał totalnie niepodległej sztuki, która idzie swoją własną, osobistą ścieżką nie oglądając się na nikogo i na nic. Jak widać takie nastawienie popłaca. Misanthropic Rage namalowało swoją muzyką obraz na którym otwierają się wrota piekieł, z których wypełza zagłada i strach we wszystkich swoich możliwych obliczach, pejzaż iście apokaliptyczny, ale piękny w swym ładunku trwogi. Tutaj należą się także brawa za okładkę zdobiącą album, która w pełni oddała to co dzieje się na tym skażonym czartem dziele. Panowie postawili sobie poprzeczkę wysoko i mocno liczę na to, że przeskoczą ją na nadchodzącym albumie, a po takim debiucie nie wyobrażam sobie aby mogło być inaczej. Warto mieć w swoich zbiorach!

http://godzovwar.com/


czwartek, 14 września 2017

Nekron- Psychosis (Putrid Cult 2017)

No jest tu czego posłuchać, oj jest, pierwsze dźwięki i już wiem, że to kupuję i że będą do tej sztuki powroty. "Psychosis" to nastrojowe, majestatyczne, czasem nostalgiczne pełne mroku granie. Gitara rzęzi w tle proste wolne riffy, w tle miarowo chodzi perkusja, a nad wszystkim unoszą się genialne, budujące atmosferę partie klawiszy, niosące też główną melodię danej kompozycji, oraz zawodzące, chrypiące wokale. Bardzo to wszystko przypomina Burzum z czasów "Filosofem", trochę drugi Beherit, może także wczesne Summoning, ale różni się tematyką i ładunkiem emocji, swoistym wydźwiękiem. Jest bardziej rytualnie, posępnie, tajemniczo, po prostu piekielnie w przeciwieństwie do tego co np. stworzył Varg. I co więcej, tutaj broni się powiedzenie, iż w prostocie piękno. Co prawda kawałki są tu do siebie podobne, zbudowane na konkretnym schemacie, ale za to cechuje je spójność i cały materiał po prostu płynie i gdy się kończy ma się ochotę na tzw. powtórkę z rozrywki, a to świadczy, że ma to "coś", że jest to dzieło skończone i wciągające słuchacza w swą otchłań. Nie owijając w bawełnę, kapitalny materiał z niesamowitym klimatem! Brać i słuchać, to dzieło, jak i cała sztuka Nekron na to zasługuje!
Mam tylko jedno ale co do grafiki- nieco jaśniej, bo chyba nie chodzi o to żeby przyglądać się płycie pod światło żeby zobaczyć co tam booklet prezentuje ;). Poza tym zero zastrzeżeń, wydawnictwo pierwsza klasa. Takiego Black Metalu nigdy za mało!

http://www.putridcult.pl/


środa, 13 września 2017

Satanic Might- Arrival of the Winterwinds (Putrid Cult 2016)

Wspominałem wam już kiedyś o dwóch typach powtarzalności. Pierwszy to ten który najzwyklej w świecie nudzi, nic nie wnosi i w ogóle nie warto tego tykać, oraz drugi, który przy zauważalnym powielaniu pewnego klimatu i schematu muzycznego wchodzi bez popitki i jest świetnym przykładem dobrego i udanego hołdowania czyjejś twórczości. I właśnie w ten drugi przykład świetnie wpasował się olsztyński Satanic Might. Rzecz jasna mamy tu do czynienia z kultywowaniem tradycji Black Metalu lat 90-tych, jest tu sporo odniesień do starego Gorgoroth, Darkthrone, pierwszych dwóch płyt Immortal, a nawet dem i debiutu Behemoth czy nawet pierwszego albumu Burzum (udręczone wrzaski w warstwie wokalnej łudząco przypominają te nagrane swego czasu przez Varga), a outro kończące demo to oczywisty odnośnik do wczesnych dokonań Mortiis czy Summoning. Żadnych nowości się tu nie znajdzie, wszystko już było, ale słucha się tego piekielnie dobrze. Sztuka Satanic Might to wycieczka w czasie do lat świetności sceny i myślę, że o to zespołowi chodziło. Chcieli przede wszystkim odtworzyć tamtego ducha, brzmienie, atmosferę i naprawdę w sporym stopniu się im to udało. Cover Satanic Warmaster też całkiem przyzwoicie wyszedł. Jednym słowem jest to bardzo poprawny materiał niosący ze sobą sporo nostalgii. Mimo siedzenia w Black Metalu już ładnych parę lat, nie ziewałem przy tym materiale, a wręcz przeciwnie, z ciekawością się w niego wsłuchiwałem, i powiem szczerze byłem kontent. Powodem do zadowolenia jest fakt, że dobrze widzieć, że komuś się jeszcze autentycznie chce wchodzić w ten, dla wielu już wyeksploatowany, konkretny typ Black Metalowego grania, kultywować tą spuściznę. Tacy ludzie z pasją do tematu są wciąż potrzebni, tym bardziej, że oddanie sprawie to już towar deficytowy. Polecam sięgnąć po "Arrival of the Winterwinds" każdemu komu w jego czarnej duszy gra stary, dobry BM pierwszej połowy lat 90-tych. Zawodu nie będzie!
Oryginalnie materiał ukazał się na taśmie, a nie tak dawno na cd (w limicie 500 sztuk) z ramienia Putrid Cult.

http://www.putridcult.pl/