niedziela, 21 lipca 2019

Morgal - Morgal EP (Werewolf Records 2018)

Morgal to młoda, fińska ekipa licząca sobie już cztery lata stażu na tamtejszej scenie. To trio w pewnych kręgach zdobywa sobie grono zwolenników równie szybko jak niegdyś niemiecki Cruel Force. I nie ma zdziwienia, chłopaki swoim energicznym i natchnionym wszelkim bluźnierstwem Black/ Thrash Metalem torują sobie drogę niczym walec. Mają już na swoim koncie kilka wydawnictw, jeden split z Exitius, acz wszystko w bardzo niskim nakładzie, max do 50-150 sztuk. Dopiero dogadanie się z Werwolfem i jego Werewolf Records dało im wydanie 4-utworowej Epki w konkretnym nakładzie i profesjonalnym wykonaniu wydawniczym, zarówno na winylu i CD. I tę kompaktową wersję pragnę wam tu przybliżyć. Mamy tu cztery kompozycje osadzone, jak można się spodziewać, w starej szkole Black Metalu, podrasowanej Thrashową motoryką  i mocną inspiracją Venom, Mercyful Fate oraz wczesnym Bathory, może i momentami Sodom z czasów "In the Sign of Evil". W ostatnim kawałku, "Warcry of the Vampire", słychać nawet elementy Tormentor z "Anno Domini", posłuchajcie sami, to zobaczycie do czego, a raczej do jakiego utworu tu nawiązuję. Ogólnie rzecz biorąc, jest to kawał świetnego grania w swojej estetyce i z całą pewnością wyróżniającego się z tłumu podobnych grup. Jest w tym ta pierwotna pasja i żądza grania jaką kiedyś miały wspomniane wyżej zespoły, to właśnie sprawia, że Morgal zasługuje na więcej niż chwilę uwagi.

https://www.facebook.com/MorgalOfficial/
https://werewolfrecords.bandcamp.com/album/morgal

English version:

Morgal is a young Finnish band that has already had four years of experience on the local scene. This trio in some circles gets a group of supporters as quickly as the German Cruel Force once. And there is no surprise, the guys are making their way like a roller with their energetic and inspired,  blasphemous Black / Thrash Metal. They already have a few releases issued, one split with Exitius, but all in a very low amount, up to 50-150 pieces. Only getting along with Werwolf and his Werewolf Records gave them the release of a 4-track EP in a proper edition and professional publishing on both vinyl and CD. And this compact version I want to present here. There are four compositions embedded here, as you might expect, in an old Black Metal school, beefed up with Thrash motility and strong inspiration from Venom, Mercyful Fate and early Bathory, sometimes Sodom from "In the Sign of Evil". In the last song, "Warcry of the Vampire", you can even hear the elements of Tormentor from "Anno Domini", listen to it yourselves, then you will see to what, or rather to what song here I refer. In general, it is a great piece of playing in its aesthetics and certainly standing out from the similar stuff. there is this primeval pasiion in this stuff and the desire to play that the aforementioned bands once had, that makes Morgal deserve more than a moment's attention.


piątek, 12 lipca 2019

Vargrav - Reign in Supreme Darkness (Werewolf Records 2019)

Debiut tej fińskiej ekipy, a raczej projektu (chociaż w tej chwili koncertują już w pełnym składzie m.in. z Werwolfem z Satanic Warmaster na wokalu i basie) postawił poprzeczkę bardzo wysoko i drugi album jawił się jako swoisty sprawdzian tego czy kolejna płyta podoła wyzwaniu. Dała radę, a nawet przerosła "Netherstorm". To niemal czysty geniusz w swojej lidze! Mimo tego, że jest to cały czas w obrębie tego samego stylu i estetyki - tu nie ma zmian (i całe szczęście), to jest intensywniej, mamy tu więcej ciekawych riffów, lepsze, potężniejsze brzmienie, no i symfoniczne pasaże w tle niemal rodem z "In the Nightside Eclipse" Emperor (ta płyta przypomina się w szczególności, czerpane są z niej ogromne inspiracje i to w bardzo umiejętny sposób), czy też "Anthems to the Welkin at Dusk". "Reign in Supreme Darkness" to kolejny rozdział w rodzącej się historii Vargrav. Finlandia zyskała swoją własną odpowiedź na właśnie Emperor czy Limbonic Art. Album jest bardzo przestrzenny, miejscami epicki, wszystkie zawarte na nim dźwięki świetnie rozbrzmiewają i przenoszą nas do lat świetności Black Metalu i początków jego tzw. symfonicznej odsłony. Tej sztuce i temu dziedzictwu v-Khaoz oddaje hołd za pośrednictwem Vargrav. Robi to z pasją, wyczuciem i niemałym talentem twórczym, a wiadomo, w tego typu graniu, czyli z elementami symfoniki, łatwo coś zepsuć i stworzyć miałką, asłuchalną papkę bez klimatu i tego swoistego pierdolnięcia. O klasie Vargrav może świadczyć również to, że nie mówiąc komuś kiedy album był nagrany, to niemal jestem pewien, że zostałby ochrzczony albo jako niepublikowane kawałki Emperor, albo jakaś do tej pory nieodkryta grupa, która tworzyła w połowie lat 90-tych. "Reign in Supreme Darkness" to istna magia, esencja majestatycznej ciemności i w chwili obecnej jeden z najlepszych przykładów jak należy grać Black Metal. To materiał, który ma szansę zawładnąć każdym maniakiem tej sztuki, bez wyjątku, a i jestem pewien, że to kiedyś będzie klasyk! Na ten moment to dla mnie najlepsza płyta z tegorocznych nowości.

https://www.facebook.com/Vargravofficial/
https://www.facebook.com/werewolf.rex/
https://werewolfrecords.bandcamp.com

English version:

The debut of this Finnish band, or rather a project (although at the moment they are performing in full line-up with, among others, Werwolf from Satanic Warmaster on vocals and bass) set the bar very high and the second album appeared as a kind of test if it will cope with the challenge. It managed to do so, and even outgrew the "Netherstorm". It's almost pure genius in its genre! Despite the fact that it is all within the same style and aesthetics - there is no change (luckily), it is more intense, we have more interesting riffs, better, more powerful sound, and symphonic passages in the background almost like the ones from Emperor's "In the Nightside Eclipse" (this album is particularly reminiscent, the huge inspirations that are derived from it are used in a very skillful way), or "Anthems to the Welkin at Dusk ". "Reign in Supreme Darkness" is another chapter in the emerging history of Vargrav. Finland has gained its own response to Emperor or Limbonic Art. The album is very intense, has some epic moments, all the stuff it contains sounds great and takes us to the glory years of Black Metal and the beginnings of its so-called symphonic type. Through the art of Vargrav, v-Khaoz pays homage to Black Metal heritage. He does it with passion, sensitivity and considerable creative talent, and as it is known, in this type of playing, that is, with elements of symphonies, it is easy to spoil something and create a pulp not suitable for listening, without climate and proper amount of energy. The Vargrav class can also be testified by the fact that without telling someone when the album was recorded, I am almost certain that it would be recognised as an unpublished compositions of Emperor, or some group from the 90's that has not yet been discovered. "Reign in Supreme Darkness" is a pure magic, the essence of majestic darkness and at the moment one of the best examples of how to play Black Metal. It's a material that has a chance to take over any maniac of this art, without exception, and I'm sure it will be a classic one day! At the moment, this is the best record from this year's news for me.


wtorek, 9 lipca 2019

Mental Casket - Demo 2019 (Self-released 2019)


W ostatnich dniach zawitało do mnie demo warszawskiego Mental Casket. No i poniekąd ten materiał to objawienie, przynajmniej dla mnie. I nie w kwestii jakieś totalnej, zajebistej nowości, ale takiego zacnego starocia, że aż ciężko to opisać. Trzy utwory jakie znalazły się na demie są żywcem wyrwane z przełomu lat 80-tych i 90-tych, czyli lat rozkwitu Death Metalu. To kompletnie nie brzmi jak materiał nagrany w obecnych czasach. A i nie wygląda! Sama forma wydania dema to poniekąd graficzna i estetyczna podróż w czasie. Mental Casket hołduje przede wszystkim twórczości spod znaku Autopsy oraz Death, są to dźwięki i brzmienia mocno inspirowane takimi klasykami jak "Leprosy", "Scream Bloody Gore", "Severed Survival" czy "Mental Funeral". I weź tu człowieku nagraj trzy kawałki i rozwal system haha. Moim zdaniem Mental Casket to osiągnął. Brzmienie jak na tamtych płytach, świetne riffy, wzorcowy wokal, wszystko tu chodzi jak w zegarku, totalne wyczucie tematu. Wiedzą chłopaki co robią. Można powiedzieć, że mamy teraz taki nasz polski Gruesome. Oba zespoły mają ten sam cel i reprezentują podobną szkołę gry oraz zakres inspiracji jakie tworzą ich muzykę. Cieszę się, że mogłem zapoznać się z tą oldschoolową ekipą i mam nadzieję, że zajdą daleko. Jakbym był wydawcą, to już po tych trzech numerach chciałbym wydać im debiutanckiego długograja. Zatem apeluję do naszych krajowych labeli, ale i do tych zagranicznych obczajcie sobie Mental Casket i piszcie do nich! Kawał solidnego, tworzonego z pasją Death Metalu!

https://mentalcasket.bandcamp.com/

English version:

During last days, the demo of Warsaw's Mental Casket has arrived in my post box. And, in a sense, this material is a revelation, at least for me. And not as something totally new, but as a noble old in a way that it is difficult to describe. Three songs that you will find on the demo are taken out from the turn of the 80's and 90's, that is, the heyday of Death Metal. It does not sound like material recorded in present times. And it does not look like it! The form of the demo itself is in a sense a graphical and aesthetic journey in time. Mental Casket primarily cherishes Autopsy and Death creations, these are the sounds heavily inspired by such classics as "Leprosy", "Scream Bloody Gore", "Severed Survival" or "Mental Funeral". And what a hell of a stuff we have here, they recorded three pieces and destroy the ​​system haha. In my opinion, Mental Casket achieved it. The raw sound of this record, great riffs, solid vocals, everything is like clockwork, a total sense of the subject. These guys know what they are doing. We can say that we now have our Polish Gruesome. Both bands have the same goal and represent a similar way of playing and the range of inspiration that create thier music. I am glad that I could get acquainted with this oldschool act and I hope that they will go far with thier music. If I was a publisher, then after these three tracks I would like to release their debut full-length. Therefore, I appeal to our local labels, but also to those abroad, check Mental Casket out and write to them! A piece of solid, passionate Death Metal!



środa, 3 lipca 2019

Illum Adora- Promo 2019: Non Serviam Black Metal (Destruktion Records 2019)

Illum Adora to stosunkowo młoda Black Metalowa horda z Niemiec i cholernie warta tego aby o niej napisać i zachęcić was do sięgnięcia po ich granie. Wyłonili się na scenie podziemnej w 2011 roku i do tej pory mają na swoim koncie parę dem, materiał live, Epkę oraz wydany niedawno debiutancki długograj. Poniższy, limitowany materiał promo, wydany przez oddaną misji krzewienia Metalu Destruktion Records, ma za zadanie zaprezentować zespół tym którzy jeszcze się z nim nie zetknęli, zapromować nową płytę oraz jej wydanie kasetowe jakie label planuje jeszcze w tym roku. Na promo 2019 składają się 4 utwory: dwa pierwsze pochodzą z EP "Son of Dawn", dwa kolejne z debiutu "...of Serpentine Forces". Mroczna sztuka jaką para się Illum Adora jest mocno zakorzeniona w estetyce i brzmieniu Black Metalu połowy lat 90-tych. Co może zaskakiwać, nie ma tu zbytnich odniesień do sceny skandynawskiej, co obecnie zdarza się najczęściej. Tu, moim zdaniem, kłania się mieszanka grania spod sztandaru wczesnego Graveland (mam tu konkretnie na myśli "The Celtic Winter" oraz "Carpathian Wolves") oraz pierwszych dwóch płyt Desaster. Ciekawa mieszanka, oryginalna i mogąca zaskoczyć, a na pewno przypaść do gustu każdej opętanej duszy. Wieje od tego starą szkołą i zamierzchłym czasem, kiedy to powstawały najbardziej esencjonalne materiały w gatunku, a pozostałe sceny udowadniały odległej północy, że też potrafią stworzyć własne brzmienie i nagrania dorównujące tym które rozpętały niegdyś ogień i dały początek scenie. Illum Adora zabiera nas do tamtych czasów i daje głośno znać, że prawdziwy Black Metal żyje i ma się dobrze! Obczajcie sobie ten zespół koniecznie!

https://www.facebook.com/IllumAdora/
https://illumadora.bandcamp.com/
http://www.destruktionrecords.de

English version:

Illum Adora is a relatively young Black Metal horde from Germany and, damn, worth writing about and encouraging you to check them out. They emerged on the underground scene in 2011 and so far have released a few demos, live material, EP and a recently released their debut album. The following, limited promo material released by the devoted to mission of propagating Metal Destruktion Records, is made to present the band to those who have not encountered it yet, to promote a new album and its cassette edition which the label is planning to issue later this year. "Promo 2019" consist of 4 tracks: first two comes from the EP "Son of Dawn", two other from the debut "... of Serpentine Forces". The dark art that Illum Ador performs is firmly rooted in the aesthetics and sound of Black Metal of the mid-90's. What may surprise you, there are not too many references to the Scandinavian scene, which is the case most often. Here we have a mixture of, in my opinion, early Graveland stuff (I mean specifically "The Celtic Winter" and "Carpathian Wolves") and the first two Desaster albums. An interesting attempt, original and can surprise, and certainly to the liking of every possessed soul. This is the example of pure oldschool and the sign of those early days, when the most essential materials in the genre were created, and the remaining scenes proved the distant north, that they can also create their own sound and recordings equal to those that once set the fire and gave birth to the scene. Illum Adora takes us to those days and prooves that the real Black Metal is alive and well! Don't hesitate and check this band as soon as possible!



sobota, 29 czerwca 2019

Besatt - Blasphemous Ritual: Live in Zabrze (Mara Production 2019)

Jak już kiedyś wam wspominałem, Besatt był wśród pierwszych Black Metalowych ekip z jakimi się zapoznawałem, zatem darzę tę hordę szczególnym sentymentem. Wciąż mam w pamięci pierwsze zetknięcie z takimi albumami jak "Sacrifice for Satan", czy "Hellstorm". Robiły te diabelstwa wrażenie i w sumie robią do tej pory, dalej chce się tego słuchać i śledzić poczynania Beldaroha.
W tym roku Mara Productions postanowiło upamiętnić w formie koncertowego wydawnictwa występ Besatt jaki miał miejsce w ramach "Black Night by Mara II" 23 czerwca 2018 roku. Wydawnictwo ma swoją premierę równo rok po tym wydarzeniu. Zespół zagrał co nieco ze swoich żelaznych klasyków, w tym mój ulubiony "Blood Of My Enemies" oraz trochę nowszych rzeczy. Wypadli znakomicie! Tyle lat na scenie, dziesięć albumów na koncie, a wciąż są niepodważalną siłą w polskim podziemiu BM i konsekwentnie idą do przodu nie oglądając się na boki. W moim odbiorze stale są w stanie zaprezentować Black Metal najwyższej próby, rozwijać się w obrębie swojej niszy wraz z każdym albumem, wciąż będąc wiernym swojej estetyce i oldschoolowi. Koncert z Zabrza jest tego doskonałym przykładem. Besatt dojrzał, ale się nie zestarzał. Wciąż można znaleźć w ich misterium, jak i samej muzyce, tę energię która tliła się w nich na pierwszych płytach, mimo tego, że skład zdążył się totalnie zmienić. Zespół pokazał formę w każdym calu, tworząc iście piekielną i esencjonalną sztukę. Wcale się nie dziwię, że twórczość Besatt ma swoich wiernych fanów również poza granicami kraju, czy to w Ameryce Południowej, czy odległej Japonii, gdzie zdążyli już spowić deski scen w bluźnierstwie i ogniu.
Chylę czoła przed Mara Productions za to wydawnictwo i chęć udokumentowania kolejnego etapu w historii Besatt!

http://www.besatt.net/
https://www.facebook.com/Besatt-Horde-1597752340516014/
https://awakeninginthedark.pl/

English version:

As I once mentioned, Besatt was among the first Black Metal bands I got familiar with, so I have a special fondness for this horde. I still remember the first encounter with such albums as "Sacrifice for Satan" or "Hellstorm". They had a pure devilish impact on me and they still have to this day, I still want to listen to it and follow what Beldaroh will create next.
This year, Mara Productions decided to commemorate a concert by Besatt in the form of a live album. The gig presented here was a part of "Black Night by Mara II" (June 23, 2018). The release came out exactly one year after this event. The band played a bit of their kvlt classics, including my favorite "Blood Of My Enemies" and some newer stuff. That was a hell of a gig! So many years on stage, ten albums in discography, and they are still an unquestionable force in the Polish underground BM, and consistently step forward without compromises. In my opinion, they are constantly able to present Black Metal of the highest quality, develop within their niche with each album, still being faithful to their aesthetics and oldschool. The concert from Zabrze is a perfect example. Besatt is a mature band right now, but they did not grow old. You can still find in their mystery, as well as the music itself, the energy that smoldered in them on the first records, despite the fact that the line-up has changed completely. The band showed the form in every inch, creating truly infernal and essential art. I am not surprised at all that Besatt's works have their faithful fans also outside Poland, whether in South America or distant Japan, where they already managed to cover the scenes in blasphemy and fire.
I have a huge respect to Mara Productions for this release and the desire to document the next chapter in the history of Besatt!







sobota, 22 czerwca 2019

Batushka - Hospodi (Mystic Production/ Metal Blade Records 2019)

Na samym początku tej recenzji muszę wyraźnie zaznaczyć, że nie będzie tu mowy o sporze i rozłamie w zespole i o wszelkich innych plotach, hejcie i sprawach nie dotyczących muzyki samej w sobie oraz zawartości płyty. To zostawmy wszystkim tym których, z braku innych zajęć, zajmują takie kwestie. Na Welcome to the Morbid Blog nie było, nie ma i nie będzie na to miejsca.
Do rzeczy. Nie powiem, że nie czekałem na ten album, czekałem i to bardzo. Miałem niezaprzeczalną ochotę przekonać się w jakim kierunku pójdzie czy też ewoluuje muzyka jaką poznaliśmy na pierwszej płycie "Litourgiya". Koncept i klimat na równi oryginalne i fenomenalne, jak zresztą same utwory. Poprzeczka była postawiona wysoko i można było sobie pomyśleć, że lepiej i równie zaskakująco się już nie da. Przecząc temu srogo bym się pomylił. "Hospodi" zaskoczył mnie pozytywnie i udowodnił, że tak trafiony, muzyczny pomysł nie musi ograniczyć się do jednej płyty i potem się wypalić. Najnowszy album może nie bije debiutu, ale stoi z nim ramię w ramię i eksploruje nowe rejony w ramach tego samego konceptu.
Ponownie mamy album z jednym konkretnym motywem przewodnim. Tym razem padło na prawosławną liturgię śmierci wraz z towarzyszącymi jej ortodoksyjnymi obrzędami pogrzebowymi, modłami i pieśniami za zmarłych z zamierzchłej historii. Na całość misterium składa się intro oraz dziewięć utworów podzielonych na jakby trzy akty: Wozglas (Święte Wezwanie), Utro (Poranek) oraz Dien (Dzień). Płyta z każdym utworem nabiera rozpędu i pokazuje coraz to pełniejsze i coraz bardziej podniosłe, pełne patosu oblicze. Koniecznie trzeba słuchać jej w całości, a nie wybiórczo (takie było założenie). Wtedy efekt jest najlepszy. Teraz kwestia brzmienia. Jest dynamiczne, przestrzenne, ma o wiele więcej mocy, a co za tym idzie, jest bardziej przystępne w stosunku do debiutu. Taki zabieg wpływa też na przekaz zawartych tu kompozycji - miało być z rozmachem, już nie kameralnie. Nie jest to już spowita mrokiem i cieniem liturgia z zapomnianej cerkwi gdzieś na odludziu, a potężne misterium na miarę Ławry Troicko - Siergiejewskiej. Jeżeli taki właśnie był cel, to został on osiągnięty. Riffy na płycie nie są zbyt wyszukane, utrzymany jest prosty schemat, ale za to uformowany w bardzo efektowny sposób, nie brakuje odwołań do Metalowej klasyki. Trochę można się tu odnieść do struktur jakimi operował Bathory, niby prosto, a zagrane tak, że potęgi i epickości temu nie brak. Warto też wspomnieć, że poza tymi charakterystycznymi, złowieszczymi wokalami przez całą płytę przewijają się chóralne zaśpiewy, które już ostatecznie dopełniają pompatyczności i podniosłości całości odprawianego tu misterium śmierci. Najlepszymi reprezentantami każdej z trzech części na jakie podzielony jest "Hospodi" są "Wieczernia", "Polunoszcznica" (najbardziej nośna melodia z całego albumu) oraz wieńcząca album "Liturgija" (tutaj się dzieje!). Każdy z tych utworów może być brany jako wizytówka niniejszej płyty.
Podsumowując, materiał nie rozczarował, poszedł w swym koncepcie i estetyce krok dalej przedstawiając potężny i oryginalny muzyczny pejzaż skąpany w podniosłości, nietuzinkowym klimacie i wszechobecnym mroku. Polecam bezapelacyjnie!

https://www.facebook.com/Batushkaband/
https://batushkaofficial.com/
https://www.mystic.pl/intro/
https://www.metalblade.com/us/

English version:

At the very beginning of this review, I must make it clear that there will not be a dispute about the  split in the band and any other plot, hate and issues that do not concern the music itself and the content of the album. Let us leave it to those who, because of the lack of other activities, deal with such issues. On Welcome to the Morbid Blog there was not, there isn't and there will not be a place for such things.
To the point. I will not say that I did not wait for this album, I waited as hell. I had an undeniable desire to hear in which direction it would go, how the music that we met on the first album "Liturgija" will evolve. The concept and atmosphere are equally original and phenomenal, as are the songs themselves. The bar was set high and one could think that it would be impossible to beat it. Saying yes to that, I would be wrong. "Hospodi" positively surprised me and proved that such musical idea does not have to be limited to one record and then burn out. The latest album may not beat the debut, but stands with it arm to arm and explores new areas within the same concept.
Again we have an album with one specific leitmotif. This time it is the Orthodox liturgy of death along with the accompanying orthodox funeral rites, prayers and songs for those who died taken from the shelves of history. The whole mystery consists of an intro and nine pieces divided into three acts: Wozglas (Holy Call), Utro (Morning) and Dien (Day). The album is gaining momentum with each song and shows more and more of its sublime, full of pathos face. It is necessary to listen to it in its entirety, not selectively (that's how it was meant to be). Then the effect is the best. Now the question of the sound. It is dynamic, spatial, has a lot more power, and hence, it is more accessible compared to the debut. Such move also affects the presentation of the compositions contained here - it was supposed to be in full swing, no more cameral. It is no longer a dark and shrouded liturgy from a forgotten church somewhere in a remote area, but a mighty mystery in a vein that can be compared to the Troitko - Sergeyevskaya Lavra monastery. If this was the goal, it was achieved. Riffs on the album are not very sophisticated, a simple scheme is maintained, but it is formed in a very effective way, there are clear references to Metal classics. You can relate a little to the structures that Bathory operated on, seemingly simple, but played in such a way that it do not lack power and epiciness. It is also worth mentioning that apart from these characteristic, ominous vocals, the choral chants, which finally complete the pomposity and sublimity of the whole mystery of death, pass through the whole album. The best representatives of each of the three parts to which "Hospodi" is divided are "Wieczernia", "Polunoszcznica" (the most catchy melody from the entire album) and the crowning "Liturgija" (now that's an epic stuff!). Each of these works can be taken as the showcase of this record.
To sum up, the album did not disappoint, it went in its concept and aesthetics a step further presenting a powerful and original musical landscape bathed in sublimity, extraordinary atmosphere and omnipresent darkness. Decisively recommended!





czwartek, 20 czerwca 2019

Vermisst - Emanacje Prawiecznych Widm (Fallen Temple 2019)

Mamy rok 2019, a mi zdaje się jakbym przeniósł się właśnie do 1993. Taką oto podróż w czasie serwuje demo poznańskiego Vermisst. Stojący za tym projektem Vorghast (perkusja, wokal) oraz Beltah (gitara) to zdaje się weterani sceny, którzy nie tylko kultywują dawny styl i tradycje Black Metalu początku lat 90tych, ale również wciąż się w tej muzyce i brzmieniu odnajdują mimo tak znacznego upływu czasu. Odpalając "Emanacje Prawiecznych Widm" słyszymy echa wczesnych nagrań Sacrilegium, dem Xantotol, Behemoth, gdańskiego Mastiphal, czy pierwiastków norweskiej sceny chociażby spod znaku pierwszych płyt Burzum oraz Darkthrone. W czterech zawartych tu kompozycjach tkwi jeden z przykładów esencji Black Metalowej sztuki. Twórcy w ogóle nie przejmują się tu produkcją, techniką, przesadnym dopieszczaniem nagrania. Dla nich liczy się klimat, atmosfera, przesiąknięty czernią duch dawnych dni. I chwała im za to! Chwała, że im wciąż się chce, że pamiętają i nie pozwalają zapomnieć innym. Surowe riffy, posępność, wampiryczny wokal. To wszystko znajdziecie na niniejszej taśmie. Każdy jej dźwięk to wizja nocy, pełni i majaczącej na północy czerwonej łuny ognia, którą płoną niegdyś mocno i jasno! Jeżeli ktokolwiek z was ma ochotę na podróż do tamtych dni, to Vermisst ją ofiarowuje, możecie być tego pewni!

https://www.facebook.com/fallentemple666/
Kontakt do zespołu/ Band contact: vermisst@wp.pl

English version:

We have 2019, and it seems to me as if I had just moved to 1993. The demo of Poznań's Vermisst serves this time travel. Vorghast (drums, vocals) and Beltah (guitar) that stands behind this project seem to be veterans of the scene who not only cultivate the old style and traditions of Black Metal of the early 90s, but also still find themselves in this music and sound despite such a significant passage of time . While playing "Emanacje Prawiecznych Widm" (Emanations of the Rightful Wraiths) we hear the echoes of the early Sacrilegium recordings, demo stuff of Xantotol, Behemoth, Mastiphal from Gdańsk, or the elements of the Norwegian scene in the vein of early Burzum and Darkthrone. The four compositions here include one of the examples of the essence of Black Metal art. The creators do not care about production, technique or the excessive improving of the recording . For them the climate, the atmosphere, the spirit of old days, permeated with blackness, is what counts. And thank them for that! Total respect that they still want to do it, that they remember and do not let others forget. Grim riffs, bleakness, vampiric vocals. You will find all of that on this tape. Each note of this demo is a vision of the night, the fullmoon and a looming red glow of fire coming from the north, the one which once burned strongly and brightly! If any of you want to travel to those days, Vermisst offers it, you can be sure!