Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror Metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror Metal. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 czerwca 2020

Weresoul - S/T (Malignant Voices 2020)

Na tę płytę czekałem od kiedy tylko dotarły do mnie informacje, że pojawi się sumptem Malignant Voices. Za Weresoul stoi nie kto inny, jak znany z przede wszystkim z Sauron i Narrenwind Artur "Evil" Zagoździński. To już świadectwo nie tylko jakości, ale i tego, że nie będzie to płyta prosta, która łechta trendy i szuka jak największego poklasku. O nie, tu będzie się działo, a i nie będzie to dzieło płytkie ani oczywiste! "Weresoul" to przede wszystkim płyta, za którą stoi konkretny koncept. W ciągu trzydziestu trzech minut materiału dostajemy sześć historii utrzymanych w konwencji horroru, a zespolonych postacią tytułowego Weresoul - demonicznego pożeracza grzesznych dusz. Każda z opowiedzianych tu historii została w booklecie opatrzona oddzielną grafiką (autorstwa Kima Holma, również odpowiedzialnego za okładkę i co tylko w warstwie graficznej - poza logiem) i stosownym wstępem. Ależ w tym momencie kłania się tutaj twórczość Kinga Diamonda, która to z pewnością zainspirowała twórców albumu, bo jest to też po części dzieło Marcina "Warmwooda" Stępnia. Jest on nie tylko odpowiedzialny za wokale na płycie (swoją drogą bardzo zróżnicowane, zależnie od klimatu kompozycji), ale również dorzucił swoje trzy grosze do tekstów. Co do samej muzyki, prym wiodą tu partie gitar. Czasem wygrywające fajne, zapadające w pamięć motywy, czasem nieco połamane, wielowarstwowe i zakręcone, tak jak same kompozycje (siłą rzeczy kłania mi się tutaj czasem Narrenwind, zwłaszcza z pierwszej płyty). Każdy z utworów ubogacony jest odpowiednim intrem i tłami dźwiękowymi, które budują nam atmosferę i klimat krążka. Dodając do tego wokale i historie kryjące się za każdym z tekstów, dostajemy bardzo ciekawe i ambitne dzieło z oryginalnym pomysłem. I serio, Weresoul nie da się zaszufladkować do jednego konkretnego stylu, to po prostu kawał dobrego Metalu czy po prostu kawał świetnej, dojrzałej muzyki. Maluje nam nie tylko kompleksowy, dźwiękowy pejzaż nasycony mrokiem, niepokojem i lekka nutką dreszczyku, ale i sporo emocji, dzięki którym album nabiera jeszcze większej wartości. Czy będzie to moja płyta roku? Są na to spore szanse.

https://www.facebook.com/weresoul/
http://sklep.malignantvoices.com/

English translation:

I've been waiting for this material ever since I received information that it would be issued by Malignant Voices. Behind Weresoul is none other than Arthur "Evil" Zagoździński, known primarily from Sauron and Narrenwind. This is a testimony not only of quality, but also of the fact that it will not be a simple album, which tickles trends and looks for the applause. Oh no, what will happen here will not be simple or obvious! "Weresoul" is above all an album behind which there is a specific concept. Within thirty-three minutes of material we get six stories kept in the convention of horror, and bound by the character of the title Weresoul - a demonic devourer of sinful souls. Each of the stories told here was provided with separate graphics in the booklet (by Kim Holm, also responsible for the cover and whatever in the graphic layer - except for the logo) and an appropriate introduction. At this point King Diamond's works bows here, which certainly inspired the album's creators, because it is also partly the work of Marcin "Warmwood" Stępień. He is not only responsible for the vocals on the album (by the way very different, depending on the climate of the composition), but he also added a bit from himself to the lyrics. As for the music itself, the guitar parts lead the way here. Sometimes plying cool, memorable riffs, sometimes a bit broken, multi-layered and twisted, just like the compositions themselves (Narrenwind sometimes bows here, especially the first album). Each of the songs is enriched with an appropriate intro and background motives that build the atmosphere and climate of the records. Adding the vocals and stories behind each of the lyrics, we get a very interesting and ambitious work with an original concept. And seriously, Weresoul can't be thrown into one particular style, it's just a piece of good Metal or just a piece of great, mature music. It paints us not only a comprehensive, audio landscape filled with darkness, anxiety and a slight note of thrill, but also a lot of emotions, thanks to which the album gains even more value. Will it be my album of the year? There is a serious chance for that.




sobota, 13 kwietnia 2019

King Diamond- Songs for the Dead Live (Metal Blade Records 2019)

Jak generalnie nie szukam koncertówek, tak tej nie potrafiłem sobie odmówić. To ewidentnie najlepszy jak do tej pory materiał na żywo od Króla. Nie dość, że realizacja tego przedsięwzięcia, zarówno w formacie audio, jak i DVD, w kwestii dźwiękowej oraz wizualnej, jest mówiąc szczerze perfekcyjna, to i zespół raczy nas niesamowitą podróżą w czasie. Podróżą w czasy Mercyful Fate oraz pierwszych pięciu płyt pod szyldem King Diamond z wyjątkowym, rocznicowym uwzględnieniem całego albumu "Abigail" (!).
Na wydawnictwo "Songs for the Dead Live" składają się dwa koncerty, jeden z Graspp Metal Meeting (DVD), drugi z Filadelfii (DVD oraz audio CD). W obu przypadkach setlista jest dokładnie taka sama, różnica jest tak naprawdę tylko w miejscu w którym odbywa się występ. Koncerty rozpoczyna "Out from the Asylum" przechodzący w "Welcome Home" w którym to King prowadzi ożywiony dialog z Babcią wracającą z długich "wakacji". Potem dostajemy takie numery jak "Sleepless Nights", "Helloween" oraz "Eye of the Witch" (no same klasyki proszę Państwa). Po tej rozgrzewce czas na krótką wizytę u Mercyful Fate w postaci "Melissa" i nieśmiertelnego "Come to the Sabbath". W tym miejscu kończy się pierwsza część koncertu i rozpoczyna gwóźdź programu- "Abigial". Na scenę wniesiona zostaje przez zakapturzone postacie trumna z ciałem demonicznej dziewczynki, słyszymy dźwięki "Funeral" i tak oto rozpoczyna się historia opowiedziana po raz pierwszy w 1987. Tak dostajemy w wersji live całą, chyba najsłynniejszą i najbardziej uwielbianą przez fanów płytę w dorobku Kinga, od "Arrival" po "Black Horseman".
Co trzeba powiedzieć, King Diamond jest tu kapitalnej formie wokalnej, w takiej nie był już wielu lat. Zespół również daje z siebie 110%, a cały sceniczny show z drobnymi elementami związanymi z poszczególnym utworem czy historią (w przypadku "Abigail") są dopracowane i dodają wszystkiemu odpowiedniego klimatu i atmosfery. Jedyną wadą jest sama forma wydania. Tak wspaniały materiał nie powinien ograniczyć się do gołego digipaka z 3 krążkami w środku. Zdjęcia są drobne, nieliczne, umieszczone pod tray'ami na płyty, brak jakiegokolwiek bookletu. Przy cenie wynoszącej niemal 90zł to stanowczo za mało. Tak świetna zawartość wizualno-muzyczna zasługuje na o wiele lepszą oprawę (wiem, że był limitowany box, ale come on, nie wszyscy to kupią i nie dla wszystkich starczy). Nie wiem jak ma się sprawa w kwestii winyla, może tu jest lepiej. W każdym razie, nie jest to wada która może przyćmić ten majstersztyk. Dla fanów Kinga to mus, dla całej reszty... Nie będę owijał w bawełnę, też!

https://www.facebook.com/kingdiamondofficial/
https://www.kingdiamondcoven.com/