czwartek, 8 lutego 2018

Black Oath Rites- Waroath/ Czarna Trumna/ Cthulhu Rites split (Putrid Cult/ War Productions 2018)

Kolejny ciekawy split od Putrid Cult. Tym razem mamy sojusz aż trzech hord z naszej podziemnej sceny- Waroath, Czarna Trumna oraz Cthulhu Rites. Pierwsza z nich to kapitalny, staro-szkolny Black/ Thrash/ Speed Metal osadzony w brzmieniu lat 80-tych i stylistyce Pierwszej Fali. Mamy tu trzy ich numery, dwa pochodzące ze strony A EPki "Merciless Night Evil" oraz nagrany oddzielnie "Cios Barbarzyńskiego Ostrza", ewidentnie najlepszy z całego zestawu (ale i pozostałe dwa to konkretne czaszko-miazgi). Zaczyna się szczękiem ostrzy i odgłosami bitwy, aby za chwilę chłostać nas kanonadą siarczystych i chwytliwych riffów. Jest w tym "to coś", które sprawia, że chce się wrócić do tego materiału. Panowie mają na swoim koncie dwa dema (EP, zależnie od źródła) i niniejszy split. To co do tej pory od nich usłyszałem wystarczyło kompletnie abym z niecierpliwością wypatrywał pełnego albumu. Z pewnością urwie łeb razem z czterema literami!
Czas teraz na część należącą do Czarnej Trumny. Co tu dużo mówić, kawał obskurnego, surowego Black Metalu o mocno piwnicznym brzmieniu i klimacie. Słychać w tych lochach i mroku odległe echa podziemia lat 90-tych, ale mimo tego zespół potrafił ubrać swoją sztuką we własny, unikalny charakter. Słyszałem już sporo podobnej atmosfery w Black Metalu i można by powiedzieć, że to już było, ale Czarna Trumna dodała kolejny odcień niepokoju do tej kolekcji tworząc na swoich nagraniach kolejne złowieszcze, trupie widmo. Dobrym pomysłem było wplecenie w kompozycje sampli o diabelskiej tematyce, to też dodało kompozycjom odpowiedniego smaczku.
Ostatni w rozkładzie jazdy jest Cthulhu Rites, częstujący nas również zastrzykiem surowego Black Metalu. Cóż, pierwsze co rzuca się na uszy to bardzo zamulone, szeleszczące, gasnące brzmienie, trochę jakby zza ściany i wrzaskliwy, tnący wokal. Kłóci się to trochę ze znakomicie dobranymi i zestawionymi (mimo odmiennej stylistyce) ze sobą Waroath i Czarna Trumna. Te dwa zespoły pasowały do siebie w paru aspektach i dobrze się zazębiały. Cthulhu Rites natomiast trochę tu odstaje i pasowałoby bardziej w towarzystwie grup podobnych sobie, a już takie brzmienia słyszałem tu i ówdzie (np. na starych nagraniach Anaboth czy Egaheer). Ma to w sobie pewien urok, ta posunięta do granic obskurność i zatęchłość materiału, nostalgiczne elementy akustyczne (no duch starych dem sprzed ponad 20- lat niechybnie się nad tym unosi), ale zupełnie inaczej byłoby z odbiorem przy nieco lepszym brzmieniu i w innym zestawieniu, bo bądź co bądź, to bardzo dobry stuff.
W ostatecznym rozrachunku to naprawdę dobry split, już dla samego Waroath warto po niego sięgnąć, a i jest świetnym bodźcem do poeksplorowania naszego podziemia i jego wydawnictw z ostatnich lat, a naprawdę jest czego posłuchać. Polecam!

http://www.putridcult.pl/


środa, 7 lutego 2018

Ols- Ols (wydanie własne 2017)

Dziś pozwoliłem sobie odjechać w trochę inne muzyczne rejony. Recenzja jak i sama płyta dosyć wyjątkowa, bo nie do końca z metalem związana. Zdobyłem się na kilka słów refleksji odnośnie Ols, ze względu na nietuzinkowość i klimat tego materiału, a i wziąłem pod uwagę fakt, że już od wielu lat muzyka folkowa ma kilka wspólnych mianowników z metalem i oba gatunki już wielokrotnie były ze sobą łączone. W tym momencie mniejsza o to czy z mniejszym czy większym skutkiem.
Na Ols wpadłem przez czysty przypadek odświeżając sobie nieco temat muzyki folkowej pobudzony przez odsłuch debiutanckiego krążka Letenicy. Ols porusza się po bardziej mrocznej, transowej, nostalgicznej, wręcz refleksyjnej stronie folku. Utwory na debiutanckiej płycie utrzymane są dokładnie we wspomnianej stylistyce i klimacie, co może sprawić, że odbiór takiej formy tej muzyki może nie być w tym samym stopniu przyswajalny (i raczej nie jest), co ten bardziej utarty, melodyjny i chwytliwy jej wizerunek, który spotyka się najczęściej. Można jeszcze pokusić się o stwierdzenie iż kompozycje Ols, korespondują nieco z szamańskim, rytualnym obszarem tej sztuki, co nadaje kompozycjom pewnego mistycznego charakteru i aury (swoje trzy grosze dodają także niebanalne teksty). Najważniejszą cechą płyty, jak i znakiem rozpoznawczym Ols, są wielowarstwowe wokale, na które położony jest szczególny nacisk. Są kompleksowe, o różnej skali i bardzo oryginalnej, delikatnej barwie. Zarówno one jak i cała warstwa instrumentalna jest dziełem tylko jednej osoby (wyjątkiem są gościnne partie gitar w utworze "Woda", które nagrał Zagreus z zespołu Jarun). Ze względu na to należy się tutaj szacunek, zarówno za talent jak i ogrom pracy. Wracając do samej muzyki, jednym słowem takie klimaty trzeba lubić i trzeba być w odpowiednim nastroju do ich słuchania, wtedy właśnie ta płyta ma szansę w pełni odkryć to co ma do zaoferowania i zarazić swoją magią. Jako przedsmak całości, polecam posłuchać sobie takich utworów jak "Drzewa" (mój numer jeden z całego rozkładu jazdy) czy "Krew na Mchu", w którym zawarte jest fajne przyspieszenie stające odrobinę w kontraście do głównego, melancholijnego nurtu albumu. I jeszcze jedno, warto wyróżnić nagrane tu covery utworów z repertuaru Katatonii i Agalloch. Gdyby nie język angielski, można by pomyśleć, że to autorskie kawałki Ols, tak misternie zostały wplecione w stylistykę projektu. Podsumowując, tym którzy lubią sobie czasem uciec w folkowe klimaty, i bynajmniej nie mam tu na myśli skocznej przytupanki, jak najbardziej polecam, jest czego posłuchać i w czym się zatracić.

https://www.facebook.com/Olsproject/
https://olsproject.bandcamp.com/releases
https://www.youtube.com/channel/UCCVEuWTByrl_O8GhEtocAyg


wtorek, 6 lutego 2018

Behemoth- And the Forests Dream Eternally/ Damnation- Forbidden Spaces split (Last Epitaph 1997)

Dwa arcypotężne materiały dwóch hord, które w latach 90-tych stanowiły trzon naszej sceny Death i Black Metalu. EP "And the Forests Dream Eternally, nagrany w lipcu 1994 (a wydany rok później przez włoską Entropy) w gdyńskim Warrior Studio (w ciągu dwóch dni) jest dla wielu fanów najlepszym z materiałów "starego" Behemoth, a i zespół bardzo go ceni. Sam Nergal przyznał, że to najważniejszy materiał jaki nagrał z Baalem, swoiste podsumowanie pierwszego etapu w historii zespołu. Na ów materiał składa się pięć kompozycji. Jest tu min.  poniewierający swą agresją i atmosferą "Transylvanian Forest", klimatyczny i ponury "Moonspell Rites" (notabene, pierwotnie, taki właśnie tytuł miał nosić niniejszy EP), "Pure Evil and Hate" (z początku wiele osób uważało go za cover jakiegoś mało znanego kawałka Bathory), który był chęcią złożenia hołdu wczesnym dokonaniom Quorthona, czy "Forgotten Empire of Dark Witchcraft"- nagrany przez Nergala samodzielnie od początku do końca, będący podobno eksperymentalną kompozycją. Mimo tego, że był to chwilowo dosyć ciężki okres dla zespołu spowodowany problemami ze składem jak i wewnątrz grupy, zrodziły się nagrania o dosyć niepowtarzalnym brzmieniu, surowym, prymitywnym, ale oddziałującym przede wszystkim na obszar klimatu "And the Forests Dream Eternally". Dosyć zaskakując historię ma też okładka Epki, a może wręcz do bólu prozaiczną. Zdjęcie lasu najzwyczajniej w świecie wzięte zostało z jakiegoś atlasu lasów polskich, wkomponowane w dodatkowe elementy i ot cała filozofia. Na podsumowanie pozwolę sobie przytoczyć słowa mojego przyjaciela Thorn'a (ex North, Neasit)- "Ten materiał idealnie odzwierciedla klimat najlepszych lat w krajowym Black Metalu!". Nic dodać, nic ująć!
Teraz pora na część splitu należącą do Damantion. "Forbidden Spaces" (1994) to drugie demo tej pomorskiej hordy prowadzonej przez Lesa i Barta. Cholera, jak mi tej grupy brakuje na naszej scenie. Niby doszły mnie pogłoski jakoby wznowili w ostatnich latach działalność, ale póki co cisza w temacie. "Forbidden Spaces" to, podobnie jak to się ma w przypadku "Reborn...", kwintesencja sztuki Damnation. Piekielna Death Metalowa łaźnia dopełniona świetnymi, złowieszczymi klawiszowymi intrami i outrami (chociażby to ponad 5-minutowe, wieńczące demo), które niesamowicie budują atmosferę dema, bardzo niepokojącą, niczym ze starych filmów grozy. Pomimo swojej surowości, szorstkości brzmienia ten materiał ma w sobie coś niezwykłego i wciągającego. Nie jest to podręcznikowy Metal Śmierci, a coś znacznie więcej. Niby to tylko cztery kompozycje, a geniusz i diabelska aura jaka się nad nim unosi jest nie do opisania i nie do powtórzenia. No i te riffy urywające łeb. Chyba tylko na naszej scenie napierdalało się w tak natchniony sposób. To niezaprzeczalnie jeden z najlepszych materiałów jakie wydało na świat Damnation.


niedziela, 4 lutego 2018

Lava Invocator- Mork (Satanath Records/ More Hate Productions 2017)

Nie tak daleko, bo na sąsiedniej Ukrainie, która od kiedy się pamięta Black Metalem stoi, mrok nocy ujrzał w ubiegłym roku debiutancki krążek Lava Invocator, którego muzycy udzielają się także w Def/Light. To z czym mamy do czynienia na "Mork" to nic innego jak kawał wściekłego Black Metalu, urozmaiconego różnymi ciekawymi akcentami. Generalnie Lava Invocator można by polecić zwolennikom Gorgoroth, Black Altar czy nawet Infernal War, bo główny trzon ich kompozycji opiera się na tym samym schemacie co w przypadku wymienionych grup. Ale trzeba pamiętać, że to Ukraina. Poza furią, agresją i wściekłością czystej Black Metalowej sztuki mamy także akcenty melodyjne, klawiszowe, czasem nacechowane odrobiną patosu. Tak jest w tym przypadku. Nie jest tego dużo, ale jednak. Można doszukać się w tej kwestii zabiegów podobnych do tych uskutecznianych przez chociażby stare Dimmu Borgir (no tu akurat Norwegia się kłania) czy kultowe Nokturnal Mortum lub nawet Dub Buk. Najlepszym przykładem jest tu tytułowy "Mork" oraz "Dark Thunder Sky". Na tym cykl akcentów i urozmaiceń się nie kończy, bo w utworze "Totenkampf" zespół pozwolił sobie czmychnąć w jakby Death/ Thrashowe rejony i nieco czystsze linie wokalne. Byłem tym zabiegiem zaskoczony, bo jakby nie było burzy to trochę układ stylistyczny całej płyty, ale w ostatecznym rozrachunku potraktowałem to za odważny krok i zafundowanie sobie przez zespół takiej drobnej odskoczni. W sumie dlaczego nie, tym bardziej, że muzycznie wyszło to bardzo dobrze. Także reasumując na plus.
Na "Mork" nie mamy do czynienia z niczym specjalnie nowym, ale za to mamy powiew świeżości w zakresie utartych już szlaków, no i sporo ognia, siarki i ogólnego, odpowiedniego dla Black Metalu pierdolnięcia. Z czystym sumieniem mogę fanom gatunku polecić.

https://soundcloud.com/lava_invocator
https://satanath.bandcamp.com/
http://satanath.com/


sobota, 3 lutego 2018

In The Name of God- We Are the War (Wydanie własne 2017)

Przed zapoznaniem się z najnowszym materiałem In The Name Of God nie miałem jakiś mocno sprecyzowanych oczekiwań. Po odrobinie sampli przed włączeniem sobie płyty wiedziałem, że będzie to przynajmniej dobra porcja Death/ Thrash Metalu. I wcale mocno się w tym nie pomyliłem. Odpalam krążek, a tu uderza we mnie konkretny kawał Szwecji spod znaku odrobinę późniejszego Dismember, dowodzonego prze LG Petrova Entombed A.D. czy Merciless, okraszony domieszką technicznego zacięcia w stylu znanym z wczesnych albumów naszego Decapitated. Taką miksturę można pić i to bez wzdrygania się, a nawet z ochotą na dolewkę. Jest chwytliwie, z odpowiednią dozą ciężaru, solidnymi wokalami (są i thrashowe wrzaski, a i mocarny, niski deathowy wokal, niemal growl) i zmianami temp. Materiał się nie nudzi i nawet wciąga, zwłaszcza te fajne masywne, acz lekko bujające riffy. Nie jest to najlepsze porównanie, bo tu odczucia mogą być różne zależnie od osoby, ale ta płyta w wielu miejscach przywodzi mi na myśl "Massive Killing Capacity" Dismember oraz "Wolverine Blues" Entombed, zwłaszcza w zakresie, nazwijmy to, motoryki. Także podsumowując, "We Are the War" jest materiałem, który faktycznie ma szansę rozpętać jakąś wojnę jeżeli zostanie dostrzeżony przez kogo trzeba, wydawcę z pasją do tematu. Nie trzeba mocno się wsłuchiwać żeby dostrzec tu potencjał, oryginalność i oddanie granej muzie. Trochę wstyd, że swoją trzecią płytę In The Name Of God muszą wydawać własnym sumptem na cd-r. Ten album w pełni zasługuje na profesjonalne, pełne wydanie i bycie dostrzeżonym. Tyle ode mnie. Jak najbardziej ten krążek polecam!

https://www.facebook.com/ITNOGband/



piątek, 2 lutego 2018

Laws of Perversion and Filth- Warfist/ Excidium split (Godz ov War 2018)

Piękna w swej agresji, brutalności i bezpretensjonalności Black/ Thrashowa bateria najcięższych dział! Szarpie odłamkami, a głównym pociskiem urywa łby jeden po drugim, aby skończyć masakrę konkretnym wybuchem na wzór nuklearnego grzyba! Ufff, tak ten materiał to zero litości i zero wytchnienia! Ale właśnie o to w tym wszystkim chodzi! Warfist, którzy wciąż miażdżą swym energicznym, oldschoolowym graniem połączyli siły z odrobinę młodszym stażem Excidium, które hołduje tej samej muzycznej recepturze co ich starsi koledzy.  Stworzyli split ociekający spaczonym piekielną czernią Thrashem, czyste bestialstwo w temacie. Każdy utwór to istna petarda przy której machanie banią to tylko kwestia czasu. Oba materiały pokazują, że w tej dziedzinie nie ma czasu na zastanawianie się, to musi być żywioł, życie tą sztuką i oddanie, i to dokładnie dostajemy, jak na tacy. Warto wspomnieć, że oba zespoły pokusiły się o drobny hołd dla weteranów sceny podsumowując nim swoją część splitu. Warfist wziął na warsztat "Angel Death" Dodheimsgard, natomiast Excidium sięgnęli po "Karmageddon Warriors" Impaled Nazarene. Ów covery wyszły pierwszorzędnie, z pierdolnięciem i chyba nie znajdzie się nikt kto by w tej kwestii miał stękać, że coś tu nie styka! Obie grupy są w szczytowej formie i dają głośną i wyraźną zapowiedź temu, że nie mają zamiaru spoczywać na laurach, a wręcz przeciwnie, będą podkręcać śrubę i niebawem znów dadzą o sobie znać. Pewny jestem, że z wcale nie mniejszym hukiem. Tako wam powiadam Metalowa Braci- bierzcie i słuchajcie!

https://warfist.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/warfisthorde
https://excidiumdivision.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/excidiumdivision
http://godzovwar.com/


czwartek, 1 lutego 2018

Verthebral- Regeneration (Satanath Records, More Hate Productions, Final Gate Records 2017)

Klasyczny Death Metal starej szkoły prosto z dalekiego Paragwaju! Tak, ta młoda załoga zapatrzona jest totalnie w bogów gatunku. Z ich nagrań biją inspiracje takimi znamienitościami jak Morbid Angel, Death, Cannibal Corpse, Immolation, czy Asphyx lub Grave. Wszystkiego jest tu po trochu, co w całości daje bardzo dobry, można powiedzieć soczysty, efekt. Album brzmi mocarnie i czysto, dzięki czemu można wyłapywać te wszystkie oldschoolowe smaczki i w pełni się nimi delektować. Verthebral potrafią zarówno przyłoić z furią, jak i zaatakować walcowatymi, ciężkimi riffami. Nie brakuje tu też naprawdę przemyślanych, miejscami melodyjnych, a i nieco technicznych solówek. Gdyby żył Chuck z pewnością by chłopakom pogratulował i postawił po piwsku. Młody zespół, mają na koncie tylko epkę i ów debiut, a już mają się czym pochwalić. Słucha się tego z przyjemnością, a nawet uznaniem. Każdy fan Death Metalu, bez względu na jego formę, będzie zadowolony, z mojej strony pełna i niewymuszona rekomendacja. Nie dość, że złapało to moją uwagę, to i sprawiło, że za jakiś czas z chęcią sobie do tej płyty wrócę Pragnę jeszcze dodać, że właśnie takie zespoły jak Verthebral dają świadectwo temu jak wartościowe materiały powstają obecnie w podziemiu i jak wysokiej jakości potrafią być. Rodzą się nagrania, które w wielu przypadkach, wystarczy dobrze poszukać, potrafią przeskakiwać energią, świeżością, oryginalnością, a nawet talentem bardzo wiele grup powszechnie znanych, czy nawet niektórych weteranów. "Regeneration" to płyta, która głośno mówi: "Słuchamy, uczymy się, wyciągamy wnioski i łoimy udoskonalając i odświeżając receptę!" Tak trzymać!

https://www.facebook.com/VerthebralOfficial/
https://www.facebook.com/satanath666/
https://satanath.bandcamp.com/
http://satanath.com/