Piękna w swej agresji, brutalności i bezpretensjonalności Black/ Thrashowa bateria najcięższych dział! Szarpie odłamkami, a głównym pociskiem urywa łby jeden po drugim, aby skończyć masakrę konkretnym wybuchem na wzór nuklearnego grzyba! Ufff, tak ten materiał to zero litości i zero wytchnienia! Ale właśnie o to w tym wszystkim chodzi! Warfist, którzy wciąż miażdżą swym energicznym, oldschoolowym graniem połączyli siły z odrobinę młodszym stażem Excidium, które hołduje tej samej muzycznej recepturze co ich starsi koledzy. Stworzyli split ociekający spaczonym piekielną czernią Thrashem, czyste bestialstwo w temacie. Każdy utwór to istna petarda przy której machanie banią to tylko kwestia czasu. Oba materiały pokazują, że w tej dziedzinie nie ma czasu na zastanawianie się, to musi być żywioł, życie tą sztuką i oddanie, i to dokładnie dostajemy, jak na tacy. Warto wspomnieć, że oba zespoły pokusiły się o drobny hołd dla weteranów sceny podsumowując nim swoją część splitu. Warfist wziął na warsztat "Angel Death" Dodheimsgard, natomiast Excidium sięgnęli po "Karmageddon Warriors" Impaled Nazarene. Ów covery wyszły pierwszorzędnie, z pierdolnięciem i chyba nie znajdzie się nikt kto by w tej kwestii miał stękać, że coś tu nie styka! Obie grupy są w szczytowej formie i dają głośną i wyraźną zapowiedź temu, że nie mają zamiaru spoczywać na laurach, a wręcz przeciwnie, będą podkręcać śrubę i niebawem znów dadzą o sobie znać. Pewny jestem, że z wcale nie mniejszym hukiem. Tako wam powiadam Metalowa Braci- bierzcie i słuchajcie!
https://warfist.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/warfisthorde
https://excidiumdivision.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/excidiumdivision
http://godzovwar.com/
piątek, 2 lutego 2018
czwartek, 1 lutego 2018
Verthebral- Regeneration (Satanath Records, More Hate Productions, Final Gate Records 2017)
Klasyczny Death Metal starej szkoły prosto z dalekiego Paragwaju! Tak, ta młoda załoga zapatrzona jest totalnie w bogów gatunku. Z ich nagrań biją inspiracje takimi znamienitościami jak Morbid Angel, Death, Cannibal Corpse, Immolation, czy Asphyx lub Grave. Wszystkiego jest tu po trochu, co w całości daje bardzo dobry, można powiedzieć soczysty, efekt. Album brzmi mocarnie i czysto, dzięki czemu można wyłapywać te wszystkie oldschoolowe smaczki i w pełni się nimi delektować. Verthebral potrafią zarówno przyłoić z furią, jak i zaatakować walcowatymi, ciężkimi riffami. Nie brakuje tu też naprawdę przemyślanych, miejscami melodyjnych, a i nieco technicznych solówek. Gdyby żył Chuck z pewnością by chłopakom pogratulował i postawił po piwsku. Młody zespół, mają na koncie tylko epkę i ów debiut, a już mają się czym pochwalić. Słucha się tego z przyjemnością, a nawet uznaniem. Każdy fan Death Metalu, bez względu na jego formę, będzie zadowolony, z mojej strony pełna i niewymuszona rekomendacja. Nie dość, że złapało to moją uwagę, to i sprawiło, że za jakiś czas z chęcią sobie do tej płyty wrócę Pragnę jeszcze dodać, że właśnie takie zespoły jak Verthebral dają świadectwo temu jak wartościowe materiały powstają obecnie w podziemiu i jak wysokiej jakości potrafią być. Rodzą się nagrania, które w wielu przypadkach, wystarczy dobrze poszukać, potrafią przeskakiwać energią, świeżością, oryginalnością, a nawet talentem bardzo wiele grup powszechnie znanych, czy nawet niektórych weteranów. "Regeneration" to płyta, która głośno mówi: "Słuchamy, uczymy się, wyciągamy wnioski i łoimy udoskonalając i odświeżając receptę!" Tak trzymać!
https://www.facebook.com/VerthebralOfficial/
https://www.facebook.com/satanath666/
https://satanath.bandcamp.com/
http://satanath.com/
https://www.facebook.com/VerthebralOfficial/
https://www.facebook.com/satanath666/
https://satanath.bandcamp.com/
http://satanath.com/
sobota, 27 stycznia 2018
Chapel of Stillborn Messiah- Putrid Evil/ Distres split (Putrid Cult/ Iron Blood 2017)
Piwniczne widziadła... Nie wiem, tak jakoś ów tytuł z Kat-owskiego "Bastarda" przyszedł mi na myśl po pierwszych dźwiękach z tego splitu (tak, wreszcie i ostatecznie przekonałem się do tego typu wydawnictw!), i bynajmniej nie jest to odniesienie do samego utworu, a do klimatu materiału, który wspomniana nazwa bardzo dobrze oddaje. Dostajemy solidną porcję Death Metalu starej szkoły, nie mniej, nie więcej, strzał w samo sedno tej sztuki. Putrid Evil serwuje tu materiał niczym z lochu, podszyty charakterystyczną atmosferą (fajne, mistyczne intro z chórami w tle), brudny, garażowy i, jak to się mówi, piękny w tej swojej prostocie. Ciekawym patentem są też dwa naprzemiennie atakujące wokale. Tak na marginesie, warto wspomnieć, że Wojtek i Michał łoją też obecnie w nowo powstałym Witchfuck (polecam!). Dobra, kontynuując temat, Distres natomiast charakteryzuje ciężkie, gęste i zajadłe granie, cuchnące siarką i diabelskie na wskroś.
Słuchając ich części splitu czułem w tym ten sam klimacik co u Witchmaster, chociaż to odrobinę inna parafia, ale z tym samym podejściem do zagadnienia. All in all, balans między obiema częściami został zachowany wzorcowo. Powstała nam, można powiedzieć, esencjonalna wizytówka, jednej z wielu części układanki pt. "Nasze Rodzime Podziemie". Obie grupy pokazały się od jak najlepszej strony i po prostu wymiotły! Dla zwolenników konkretnego Death Metalowego pierdolnięcia spod znaku Azarath, Nunslaughter, Centurion, czy weteranów pokroju Sadistic Intent, Morbid Angel, lub Incantation pozycja obowiązkowa. To bez wątpienia najlepszy split jaki wpadł mi w łapska w ostatnich miesiącach. O takich płytach pisze się zawsze z czystą przyjemnością! Nie mogą zrobić nic innego jak stanowczo polecić wam poniższy kompakt, jest tego absolutnie wart!
http://www.putridcult.pl/
https://putridevil.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/grindingputridevil
https://distres.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/distres666
Słuchając ich części splitu czułem w tym ten sam klimacik co u Witchmaster, chociaż to odrobinę inna parafia, ale z tym samym podejściem do zagadnienia. All in all, balans między obiema częściami został zachowany wzorcowo. Powstała nam, można powiedzieć, esencjonalna wizytówka, jednej z wielu części układanki pt. "Nasze Rodzime Podziemie". Obie grupy pokazały się od jak najlepszej strony i po prostu wymiotły! Dla zwolenników konkretnego Death Metalowego pierdolnięcia spod znaku Azarath, Nunslaughter, Centurion, czy weteranów pokroju Sadistic Intent, Morbid Angel, lub Incantation pozycja obowiązkowa. To bez wątpienia najlepszy split jaki wpadł mi w łapska w ostatnich miesiącach. O takich płytach pisze się zawsze z czystą przyjemnością! Nie mogą zrobić nic innego jak stanowczo polecić wam poniższy kompakt, jest tego absolutnie wart!
http://www.putridcult.pl/
https://putridevil.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/grindingputridevil
https://distres.bandcamp.com/
https://www.facebook.com/distres666
środa, 24 stycznia 2018
Cień- Fate (Old Temple 2017)
Nie będę
ukrywał faktu, że przed "Fate" ani razu nie sięgnąłem
ani po epkę, ani pod debiut Cień. Jakoś mi ten zespół uciekał
bokiem w natłoku innych rzeczy, nigdy też nie było bodźca aby
sięgnąć do ich twórczości. No, ale sprawa zostaje w tym momencie
nadrobiona, bo "Fate" niesamowicie mnie zaintrygowało.
Generalnie rzecz biorąc jest to Black Metal, ale poniekąd
eksperymentalny, bardzo kompleksowy, czerpiący z wielu źródeł, a
przede wszystkim niosący bardzo wyraźny ładunek emocjonalny i
niecodzienny, nostalgiczno- refleksyjny, mroczny klimat na który
położony jest tu konkretny nacisk. "Fate" czerpie
garściami nie tylko z oryginalnych rozwiązań jakimi mogą
poszczycić się grupy pokroju Furii, Thaw, Mgły, Mord'A'Stigmata
czy niedawno objawionemu scenie Czort. Black Metalowy trzon
kompozycji na płycie wspomagany jest przez wpływy Doom Metalowe,
progresywne, a nawet stricte rockowe. Tworzy to miraż, który nie
każdy fan kupi, metalowi ortodoksi czy osoby oddane czysto
oldschoolowej formie metalu mogę kręcić nosem, nie musi tak być,
ale może. Niezbite jest jednak to, że muzycy Cień, są w swej
sztuce wizjonerscy i nie dają się tak od razu zaszufladkować, nie
boją się prób, nie boją się tworzyć czegoś co może iść pod
prąd. I to właśnie jest godne szacunku. Mimo bycia zapatrzonym
przede wszystkim w tradycyjne, prostsze granie, ta płyta zdobyła
mnie praktycznie po pierwszym odsłuchu i wiem, że z czasem do niej
wrócę bo ma sporo do zaoferowania, jest bardzo złożona i czuję,
że nie wszystkie jej aspekty da się tak od razu wyłapać- jest
wyzwaniem. Kreuje swoimi dźwiękami wyjątkową, osadzoną w
odcieniach czerni atmosferę. Old Temple miało nosa do tej grupy,
tylko pogratulować! No i samo wydanie, jak to w przypadku wspomnianego wydawcy- ręcznie numerowane limity, złote dyski... Pełna profeska!
https://www.facebook.com/cienofficial/
https://cien.bandcamp.com/
http://www.sklep.oldtemple.com/
https://www.facebook.com/cienofficial/
https://cien.bandcamp.com/
http://www.sklep.oldtemple.com/
niedziela, 21 stycznia 2018
Ritual Lair- Mother of Misery And All Repugnance (Diabolo Intervale) (Fallen Temple/ Under the Sign of Garazel 2017)
Od ostatniego materiału Ritual Lair minęło już pięć lat, wtedy uderzyli w nas Epką i nie inaczej jest teraz. Jak tylko dowiedziałem się o wydaniu "Mother of Misery...", wiedziałem, że będzie przynajmniej dobrze, bo już poprzedni materiał by soczystą porcją oldschoolowego, około Black Metalowego grania. Zatem zatarłem dłonie i w końcu płytka do mnie zawitała. Zawodu nie ma! Zespół konkretnie podkręcił śrubę i wydał na świat obskurnego, bezkompromisowego bękarta osadzonego mocno w tzw. pierwszej fali Black Metalu. Słychać w tym Sodom, wczesne Bathory, Venom i przede wszystkim Hellhammer (a i pierwocin tego co obecnie powszechnie znane pod szyldem "Black Metal" tu nie brakuje, i to w najsurowszej formie). To co robi dla tego materiału basik to coś piekielnie pięknego i nadającemu całości ciężaru i piwnicznego charakteru. Co jeszcze warte powiedzenia w temacie tego materiału to pewna motorheadowska wulgarność i luz (podobno już gdzieś użyłem tego określenia, ale mam na to wywalone, bo i tu pasuje jak ulał), która ciekawie koresponduje z bluźnierczą, diabelską stroną tych kompozycji.
Podsumowując, niby gdzieś tam siedzi myśl "dlaczego nie długograj, kiedy w końcu?", ale z drugiej strony to jest tak chwytające i tak autentyczne, że nawet te niecałe 17 minut rekompensuje tą długą przerwę między materiałami. Każdy maniak podziemia przyzna mi tu rację. "Mother of Misery..." pojawiał się raptem, przypieprzył swą agresją oraz energią i nie zostawił jeńców, a tylko zgliszcza! I dobrze, tak chyba właśnie miało być.
Szacun należy się też von Ritterowi za kapitalną okładkę oddającą klimat zawartości! To jedna z najlepszych z jakimi ostatnimi czasy miałem okazję się zetknąć.
https://www.utsogp.pl/
https://www.facebook.com/fallentemple666/
Podsumowując, niby gdzieś tam siedzi myśl "dlaczego nie długograj, kiedy w końcu?", ale z drugiej strony to jest tak chwytające i tak autentyczne, że nawet te niecałe 17 minut rekompensuje tą długą przerwę między materiałami. Każdy maniak podziemia przyzna mi tu rację. "Mother of Misery..." pojawiał się raptem, przypieprzył swą agresją oraz energią i nie zostawił jeńców, a tylko zgliszcza! I dobrze, tak chyba właśnie miało być.
Szacun należy się też von Ritterowi za kapitalną okładkę oddającą klimat zawartości! To jedna z najlepszych z jakimi ostatnimi czasy miałem okazję się zetknąć.
https://www.utsogp.pl/
https://www.facebook.com/fallentemple666/
sobota, 20 stycznia 2018
Watain- Trident Wolf Eclipse (Century Media 2018)
Najpotężniejszy cios wydawniczy początku roku należy do Watain! Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości! Załoga pod dowództwem Erika Danielssona nagrała chyba najlepszy album w całym swym dotychczasowym dorobku. Jestem pod niesamowitym wrażeniem spójności i skondensowania tej płyty, nie ma tu ani jedne zbędnej sekundy czy dźwięku, nic więcej nie można także dodać. Powstał materiał niesamowicie intensywny, esencjonalny, wyczerpujący (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Watain połączył na tym albumie najlepsze cechy nieśmiertelnej klasyki gatunku zespalając je swoim niepowtarzalnym stylem i brzmieniem. Zaklęli w tych kompozycjach furię starego Marduk, melodyjność Dissection, chłód dawnego Darkthrone, klimat i mistyczny, rytualny charakter Mayhem z "De Mysteriis Dom Sathanas" ("Teufelsreich" to nic innego jak watainowski "Life Eternal", natomiast "Sacred Damnation" to ogromny hołd dla utworu tytułowego z tej klasycznej, kultowej już płyty Mayhem) oraz majestat Bathory (zwłaszcza w "The Fire of Power"). Na wspomnienie zasługuję tu też ów gitarowa ściana dźwięku sprawiająca wrażenie, że ma się do czynienia z jednym, potężnym instrumentem. Do czegoś podobnego na swoich płytach zbliżył się mocno Dark Funeral, ale to Watain postawiło kropkę nad "i" w tej kwestii.
Rogaty musiał maczać tu swoje paluchy, czy może kopyta, bo wyszło dzieło absolutnie skończone, które z całą pewnością odbije się echem na scenie i stanie się jednym z najjaśniejszych punktów w dyskografii Watain, jeżeli nie tym najjaśniejszym. Z twórczości tej szwedzkiej hordy zawsze najbardziej ceniłem i wielbiłem "Casus Luciferi", najnowsza płyta zdetronizowała go już po drugim odsłuchu! Nie wiem jak Watain to zrobili, nawet nie podejrzewałem, że coś takiego w ich przypadku jest możliwe, ale prześcignęli na tej płycie samych siebie, i nie sądzę abym w tej ocenie przesadził. Tak właśnie moim zdaniem się stało. Warto było czekać te 4 lata na kolejny album, ba, warto by było nawet 10 żeby dostać takie dzieło. Niby 35 minut, a bije na łeb wiele dłuższych, bardziej kompleksowych materiałów. Potrzeba polecania tej płyty byłaby tu brakiem szacunku, niedocenieniem, ten album to po prostu totalny mus i koniec! Jedno z obliczy esencji Black Metalowej sztuki! Zdaję sobie sprawę, że leją się tu same superlatywy, ale ten album cholernie mi podszedł w każdym aspekcie, także ciężko żeby było inaczej.
Poniżej limitowana wersja w rozkładanym digiapku z bonusowym utworem i bookletem w formie plakatu A4. Dostępna jest także standardowa wersja w jewelcase oraz kilka w formacie winylowym.
https://www.facebook.com/watainofficial/
http://www.templeofwatain.com/
Rogaty musiał maczać tu swoje paluchy, czy może kopyta, bo wyszło dzieło absolutnie skończone, które z całą pewnością odbije się echem na scenie i stanie się jednym z najjaśniejszych punktów w dyskografii Watain, jeżeli nie tym najjaśniejszym. Z twórczości tej szwedzkiej hordy zawsze najbardziej ceniłem i wielbiłem "Casus Luciferi", najnowsza płyta zdetronizowała go już po drugim odsłuchu! Nie wiem jak Watain to zrobili, nawet nie podejrzewałem, że coś takiego w ich przypadku jest możliwe, ale prześcignęli na tej płycie samych siebie, i nie sądzę abym w tej ocenie przesadził. Tak właśnie moim zdaniem się stało. Warto było czekać te 4 lata na kolejny album, ba, warto by było nawet 10 żeby dostać takie dzieło. Niby 35 minut, a bije na łeb wiele dłuższych, bardziej kompleksowych materiałów. Potrzeba polecania tej płyty byłaby tu brakiem szacunku, niedocenieniem, ten album to po prostu totalny mus i koniec! Jedno z obliczy esencji Black Metalowej sztuki! Zdaję sobie sprawę, że leją się tu same superlatywy, ale ten album cholernie mi podszedł w każdym aspekcie, także ciężko żeby było inaczej.
Poniżej limitowana wersja w rozkładanym digiapku z bonusowym utworem i bookletem w formie plakatu A4. Dostępna jest także standardowa wersja w jewelcase oraz kilka w formacie winylowym.
https://www.facebook.com/watainofficial/
http://www.templeofwatain.com/
piątek, 19 stycznia 2018
Schizodeath- Empire of Dirt (Promo 2018)
Kolejna dobra horda rodzi się na naszej scenie. Mowa tu o wałbrzyskim Schizodeath. Z początkiem tego roku Panowie pokusili się o wypuszczenie płytki promo/ dema z krótkim, autorskim materiałem. I co dostajemy? Bijący w pysk, lekko techniczny Death/ Thrash Metal naszpikowany całą masą naprawdę chwytliwych, a jednocześnie mocarnych riffów. Nie sposób banią przy tym nie pomachać, zwłaszcza w tych bardziej thrashowych momentach tytułowego "Empire of Dirt", czy następującego po nim "Biporal Mental Crack". Jest też w tym graniu pewna nutka oldschoolu, słuchając niniejszej promówki przypomniało mi wielbione przeze mnie Merciless, czy momentami nawet Vader. Na uznanie zasługuje też lekko szwedzko- death metalowa okładka, przywołuje na myśl stare dema tej sceny... Jeżeli na tym niespełna 16- minutowym materiale potrafili tak zajebiście zagrać i zaciekawić, to aż wybiegam myślami z jaką smakowitością mogą wyjechać na pełnym albumie. Z tego co mi wiadomo zespół póki co nie ma wydawcy, także tutaj moje słowa skierowane są do znanych mi labeli- warto się zainteresować i to bez dwóch zdań. Jest potencjał, zacięcie, słyszalna pasja, a przede wszystkim wyczucie granej sztuki. Wam czytelnikom także polecam zapoznać się z "Empire of Dirt", bo chłopki łoją, że aż miło! Właśnie takie zespoły napędzają tą naszą polską, podziemną scenę przez ostatnie lata, dzięki czemu możemy się ostatnim czasem cieszyć tak kapitalnymi wydawnictwami. Dlatego właśnie trzeba to wspierać!
A właśnie, jak sami widzicie zespół stara się podtrzymywać stare dobre, tradycje i przygotowywać porządne fizyczne, promo, co znowu nie jest aż tak mocno popularne pośród nowo powstających grup! Za to brawa i szacun, bo tak być powinno!
https://www.facebook.com/schizodeath/
https://schizodeath.bandcamp.com/releases
A właśnie, jak sami widzicie zespół stara się podtrzymywać stare dobre, tradycje i przygotowywać porządne fizyczne, promo, co znowu nie jest aż tak mocno popularne pośród nowo powstających grup! Za to brawa i szacun, bo tak być powinno!
https://www.facebook.com/schizodeath/
https://schizodeath.bandcamp.com/releases
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















